Apel Leona XIV o przekazywanie wiary w rodzinach i wychodzenie na spotkanie ludzi dalekich od Kościoła | 8 listopada 2026
Rok: 2026
Autor: Leon XIV
Drodzy Synowie i Córki tej urugwajskiej ziemi!
Z wielkim entuzjazmem spotykam się dziś tutaj z wami, przy Matce Bożej Trzydziestu Trzech. Przybywam jako pielgrzym, aby dzielić z wami wiarę i miłość, z jakimi ten naród od pokoleń spogląda na Matkę Bożą. Obejmuję z serdecznością i powierzam opiece Maryi tych, którzy przybyli z różnych stron, tych, którzy pielgrzymują tutaj od lat, oraz tych, którzy dziś przychodzą po raz pierwszy.
Słowo Boże stawia dziś przed nami dwie kobiety, które żyły w bardzo odległych od siebie epokach, a nad którymi rozbrzmiewa niemal to samo błogosławieństwo. Do Judyty, po ocaleniu jej ludu, skierowano słowa: „Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi” (Jdt 13, 18). Wiele stuleci później Elżbieta przyjmuje Maryję w swoim domu i woła: „Błogosławionaś Ty między niewiastami” (Łk 1, 42).
Tradycja chrześcijańska bardzo wcześnie dostrzegła ten związek. W Judycie kontemplowała kobietę, która w trudnej chwili dla swojego ludu nie dała się opanować lękowi. Modląc się i poszcząc, podjęła decyzję, która wiązała się z narażeniem własnego życia (por. Jdt 8-10). Kiedy nadeszło zwycięstwo, Judyta nie przypisała go sobie. Doskonale wiedziała, kto ocalił Izraela, i wołała: „Uderzcie w bębny na cześć mojego Boga, zagrajcie Panu na cymbałach” (Jdt 16, 1). Jakże wymowne są zatem słowa, którymi powitał ją jej lud: „Tyś wywyższeniem Jeruzalem, tyś chlubą wielką Izraela, tyś wielką dumą naszego narodu” (Jdt 15, 9). W osobie Judyty lud wysławiał to, czego Bóg dokonał dla niego.
Słowa te, rozbrzmiewające dziś przed obliczem Patronki tego kraju, nabierają szczególnego znaczenia. Ten niewielki wizerunek Maryi jest związany z przełomowym momentem w dziejach Urugwaju. W 1825 r. ci, którzy walczyli o wolność tej ziemi, zwrócili się również do Maryi, aby powierzyć Jej opiece ów nowy początek. Gest ten przypomina nam, że również dziejów narodów nie sposób w pełni zrozumieć, jeśli pomija się Boga. W ten sposób już od jednej z chwil, które legły u podstaw istnienia ojczyzny, Urugwaj został głęboko związany z Matką. Od tamtej pory przeminęły kolejne pokolenia, zmieniły się okoliczności, a nawet stosunek wielu Urugwajczyków do wiary. Ona jednak pozostała tutaj. A podczas gdy Maryja towarzyszyła dziejom tego narodu, w tak wielu domach inne kobiety strzegły wiary i przekazywały ją swoim dzieciom.
Myślę o matkach, które uczyły swoje dzieci pierwszych słów modlitwy, przyniosły je do chrztu, przygotowywały do przyjęcia sakramentów i uczyły żyć chrześcijańską miłością. Myślę o babciach, które pielęgnowały domowe ołtarzyki, modliły się za żywych i zmarłych oraz przypominały o obecności Boga w zwyczajnych sprawach życia. Już w początkach Kościoła znajdujemy podobny przykład: za wiarą Tymoteusza kryją się imiona dwóch kobiet. Apostoł z serdecznością wspomina jego babkę Lois i matkę Eunice, w których najpierw zamieszkała owa „bezobłudna wiara”, którą Paweł dostrzegał również w nim (por. 2 Tm 1, 5). Pismo Święte niewiele mówi nam o tych dwóch kobietach. Wiemy jednak, że wiara wyniesiona z domu rodzinnego, stała się duchowym pokarmem dla tego, który miał zostać bliskim współpracownikiem św. Pawła (por. Dz 16, 1-3).
Również w dziejach wiary tej ziemi zapisane są imiona kobiet. Wśród nich jest św. María Francisca Rubatto, która zapragnęła pozostać pośród was i służyć tutaj najbardziej potrzebującym. Są także błogosławione męczennice Dolores i Consuelo Aguiar-Mella, dwie siostry urodzone w Montevideo. Ich drogi życiowe były bardzo różne, jednak u wszystkich trzech odnajdujemy wierność posuniętą aż do końca.
Większa część tej historii nie została jednak zapisana w książkach. Przekazywano ją po cichu, z pokolenia na pokolenie, w rodzinach. Kiedy zastanawiamy się, skąd wzięła się wiara, którą nosimy w sercu, często przychodzi nam na myśl imię konkretnej kobiety: matki, babci, matki chrzestnej, siostry zakonnej czy katechetki albo katechistki. Być może nie pamiętamy wszystkich słów, które do nas kierowały, ale pamiętamy, jak się modliły, jak mówiły o Panu i z jakim przekonaniem żyły tym, czego nas uczyły.
Wszystkim tym kobietom pragnę dziś podziękować. Dziękuję za to, że uwierzyłyście i że w tak wielu rodzinach podtrzymywałyście otwartą drogę prowadzącą do Boga. Niektóre z was mogły to czynić, opierając się na tradycji rodzinnej sięgającej wielu pokoleń wstecz; inne musiały z większym trudem podtrzymywać tę wiarę, nie zawsze znajdując zrozumienie czy wsparcie nawet we własnym domu. Wiem, że wiele z was nosi w sercu bardzo konkretny ból. Uczyłyście swoje dzieci modlitwy, a dziś one już się nie modlą. Chodziłyście razem z nimi na Mszę św., a od lat nie przekraczają już one progu kościoła. Opowiadałyście swoim wnukom o Bogu, a teraz nie wiecie, czy tamte słowa pozostawiły w nich jakikolwiek ślad. Niekiedy zadajecie sobie pytanie, czy popełniłyście jakiś błąd albo czy wszystko to nie poszło na marne. Pozwólcie, że przypomnę tutaj św. Monikę. Ona dobrze znała ten ból. Przez wiele lat modliła się za syna, który zdawał się coraz bardziej oddalać od Boga, a mimo to nie przestała ufać Jego łasce. Dlatego nie uważajcie za stracone tego, co zasiałyście. Sam Pan nauczył nas bowiem, że ziarno może kiełkować i wzrastać, choć siewca nie wie, jak się to dzieje (por. Mk 4, 27).
Matki i babcie, nie ustawajcie w przekazywaniu wiary! Głoście ją swoim życiem, ale także słowem. Trwajcie wytrwale na modlitwie, w miłości i nadziei; nastawajcie w porę i nie w porę (por. 2 Tm 4, 2). Czyńcie to z cierpliwością, bez surowości i zniechęcenia. Nawet jeśli wasi bliscy wydają się być daleko od Boga, nie przestawajcie Mu ich powierzać. Nie ustawajcie w błogosławieniu im, towarzyszeniu im i przypominaniu z prostotą o tym, co kiedyś otrzymali. Są drzwi, których wy nie możecie otworzyć, ale Bóg może.
Chciałbym zwrócić się także do mężczyzn – ojców i dziadków. Ich dzieci i wnuki potrzebują widzieć, że wiara rzeczywiście zajmuje ważne miejsce w życiu mężczyzn z ich rodzin. Bierzcie przykład ze św. Józefa, który podjął się zadania wychowania Jezusa, zabierając Go do świątyni, ucząc uczciwej pracy i ukazując Mu, że Bóg powinien zajmować pierwsze miejsce w życiu człowieka. Drodzy ojcowie i dziadkowie, młodzi ludzie potrzebują widzieć, jak się modlicie, przystępujecie do sakramentów, odnosicie się z szacunkiem do swoich żon, prosicie o przebaczenie i żyjecie uczciwie, nawet gdy wymaga to wyrzeczeń. Syn wiele się uczy, widząc, że jego ojciec potrafi uklęknąć przed Bogiem, nie uważając, że przez to staje się mniej męski.
Pismo Święte wzywa lud, aby słowa otrzymane od Boga zachowywał w sercu i przekazywał je swoim dzieciom, mówiąc o nich „przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu” (Pwt 6, 6-7). Bóg miał swoje miejsce w rozmowach, podejmowanych decyzjach i codziennym życiu domowym. W ten sposób dzieci uczyły się, że wiara przekazana im przez rodziców była zarazem wiarą, którą żyli sami rodzice. Również biskupi, kapłani i osoby konsekrowane są powołani do wspierania rodzin w tym zadaniu poprzez wielkoduszne realizowanie swojego duchowego ojcostwa i macierzyństwa, towarzysząc tym, którzy przeżywają wątpliwości, oraz pomagając wielu osobom w ponownym odnalezieniu drogi do Boga.
Przekazywać wiarę znaczy prowadzić innych do Chrystusa, którego sami przyjęliśmy. Maryja ukazuje nam właśnie, jak to czynić. W Ewangelii Elżbieta wita Ją, wołając: „Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1, 42). Maryja nie zatrzymuje tej pochwały dla siebie. Elżbieta nazywa Ją błogosławioną, Ona zaś odpowiada pieśnią, wysławiając wielkie dzieła Pana (por. Łk 1, 46-55). W Kanie, gdy zwracają się do Niej o pomoc, wskazuje na swojego Syna: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5).
Św. Paweł w drugim czytaniu wyraźnie formułuje prawdę, którą głosi całe życie Maryi: „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus” (1 Tm 2, 5). Cała wielkość Maryi wypływa z Jej relacji z Chrystusem: przyjmuje Go, żyje Nim i prowadzi innych ku Niemu. To spotkanie z Mistrzem jest celem wszelkiej ewangelizacji i każdej autentycznej pobożności maryjnej. Syn Boży wydał samego siebie za wszystkich; nikt zatem nie może pozostawać poza modlitwą Kościoła. Dlatego św. Paweł wzywa nas, abyśmy modlili się „za królów i za wszystkich sprawujących władzę” (1 Tm 2, 2), a także za wszystkich ludzi, ponieważ Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1 Tm 2, 4).
W dzisiejsze święto Patronki Urugwaju przynieśmy Panu cały ten naród. Módlmy się za tych, którzy są odpowiedzialni za rządzenie nim, aby uczciwie zabiegali o dobro wszystkich; za rodziny, za młodzież, za cierpiących, za tych, którzy czują się daleko od Boga, oraz za tych, którzy muszą do Niego powrócić i odmienić swoje życie.
Św. Łukasz ukazuje nam, jak rozpoczyna się ta misja. Po poczęciu Syna Bożego Maryja „wybrała się i poszła z pośpiechem” (Łk 1, 39). Nie czeka, aż Elżbieta przyjdzie do Niej, lecz sama wychodzi jej na spotkanie i wchodzi do jej domu, niosąc ze sobą Pana. Tam dzieciątko porusza się z radości, a Elżbieta zostaje napełniona Duchem Świętym (por. Łk 1, 41-44). To wyruszenie Maryi wskazuje również nam, jak powinniśmy postępować. Nie możemy zawsze czekać, aż ci, którzy się oddalili, sami powrócą. Urugwaju, trzeba wyruszyć w drogę! Trzeba na nowo wchodzić do domów, przybliżać się do ludzi, wsłuchiwać się w ich pytania i nieść im Chrystusa! Każdy wie, ku komu powinien uczynić ten krok: być może ku własnemu dziecku, przyjacielowi, sąsiadowi, komuś, kto już dawno przestał wierzyć, albo komuś, kto nigdy nie miał u swego boku osoby, która opowiadałaby mu o Bogu.
Niech Królowa Nieba wspiera tych, którzy nieustannie zasiewają ziarno wiary, i niech uczy nas rozpoznawać Chrystusa w ubogich, chorych i samotnych oraz nieść Go tam, gdzie jeszcze nie jest znany.
Za chwilę złożę Złotą Różę przed tym wizerunkiem. Tym gestem pragnę uczcić Tę, która jest prawdziwie „wielką dumą naszego narodu” (Jdt 15, 9), i dać widzialny wyraz spełnieniu się słów, które Ona sama wypowiedziała: „Błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (Łk 1, 48).
Maryi, Hetmance i Przewodniczce tego ludu, pragnę na nowo poświęcić ten naród, powierzyć Jej opiece tę ziemię i wszystkich jej mieszkańców oraz błagać Boga, aby za Jej przemożnym wstawiennictwem zniweczył dzieła szatana i uchronił umiłowany Urugwaj przed wszystkim, co może oddalić go od Chrystusa. Niech ta Złota Róża, ofiarowana jako znak czci i synowskiej miłości, przypomina również Jej dzieciom, że są powołane, by Ją naśladować: by miłować Chrystusa tak, jak Ona Go miłowała, i by nieść Go innym tak, jak Ona Go niosła.
Amen.
www.vatican.va


