Homilia Abp. Adriana Galbasa we wspomnienie bł. ks. Popiełuszki | 19 października 2026

Rok: 2026
Autor: abp Adrian Galbas

Poniżej tekst homilii wygłoszonej przez abp. Adriana Galbasa SAC:

Patron naszej wolności

(homilia wygłoszona z okazji odpustu ku czci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, Warszawa, 19 października 2026 r.)

Siostry i Bracia,

tegoroczne obchody ku czci bł. ks. Jerzego Popiełuszki koncentrujemy wokół tematu wolności. „Służąc, staję się wolnym”, mówił nasz Błogosławiony. Tak, ks. Jerzy sam był człowiekiem wolnym i bronił wolności, także dla nas.

„Wolność jest trudna, trzeba się jej uczyć, mówił św. Jan Paweł II w Płocku, trzeba się uczyć być prawdziwie wolnym, trzeba się uczyć być wolnym tak, ażeby nasza wolność nie stawała się naszą własną niewolą, zniewoleniem wewnętrznym, ani też nie stawała się przyczyną zniewolenia innych”.

Powiedzmy najpierw kilka słów o tym zniewoleniu wewnętrznym, bo, z dwóch rodzajów wolności; zewnętrznej i wewnętrznej, ważniejsza i trudniejsza do osiągnięcia jest zawsze wolność wewnętrzna, co powie sam Chrystus, mówiąc, że mamy się bać nie tych, którzy zabijają ciało, lecz tych, którzy niszczą ducha (por. Mt 10,28), a na innym miejscu dopowie, że to, co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota (por. Mk 7, 20-22).

Tak, można wywalczyć wolność zewnętrzną i pozostać niewolnikiem. Można żyć w wolnym kraju, mieć paszport, pieniądze, prawo głosu, swobodę wypowiedzi, podróżowania i wybierania własnej drogi, a jednak pozostać człowiekiem głęboko zniewolonym. Można być wolnym na zewnątrz, a zniewolonym wewnątrz. I odwrotnie; można być pozbawionym niemal wszystkich zewnętrznych swobód, a mimo to zachować niezwykłą wolność ducha.

Wolność zewnętrzna wyraża się w tym, że nikt nie trzyma mnie w kajdanach. Wolność wewnętrzna oznacza, że nie jestem niewolnikiem także bez kajdan. Świetnie to pokazuje bł. ks. Jerzy, który żył przecież w kraju zniewolonym politycznie i który cierpiał z powodu władzy państwowej, aż po męczeństwo, a jednocześnie pozostał kimś całkowicie wolnym. On, jak i wielu, wielu innych w nieludzkich czasach, potrafił zachować twarz. Spętano mu dłonie, ale nie spętano serca, zdeptano jego ciało, ale nie podeptano jego godności.

Wolność wewnętrzna dlatego jest tak trudna do osiągnięcia ponieważ, aby ją posiąść nie wystarczy Konstytucja, albo taka, czy inna ustawa. Nie wystarczy stanowione prawo. Wolności wewnętrznej nie można nikomu podarować, czy przynieść. Ją można tylko zdobywać poprzez wewnętrzny wysiłek serca i sumienia. Trzeba do niej dojrzewać, ją wypracowywać, a dla nas chrześcijan jest jasne, że czynimy to wszystko z pomocą Bożej łaski.

Św. Augustyn opisując w „Wyznaniach” swoje osobiste zniewolenie pisze niezwykle przejmująco: „z przewrotnej woli rodzi się pożądanie, a kiedy się mu ulega, powstaje przyzwyczajenie; przyzwyczajenie zaś, któremu człowiek się nie opiera, staje się koniecznością”. Augustyn mówi więc, że człowiek sam się wkuwa w swoje kajdany. Najpierw czegoś pragnie, potem zaczyna temu ulegać, potem się do tego przyzwyczaja, a w końcu popada w niewolę, czyli dochodzi do tragicznego wniosku, że już nie potrafi inaczej. Najgorsze, że przez dłuższy czas dzieje się to niemal niezauważalnie! Mur berliński można było zburzyć w ciągu kilku dni, z murami naszych zniewoleń wewnętrznych tak szybko nie pójdzie.

Słuchając słów św. Augustyna można zrobić sobie, sobie, a nie innym prosty rachunek sumienia. Czy to jestem ja? Czy dzisiaj w jakimś obszarze mojego życia targa mną pożądanie, o którym wiem, że jest zgubne, a może to już przyzwyczajenie, a może to już jest konieczność? Czy jest coś, co robię, lub w czym tkwię, choć wiem, że mnie to gubi, a jednak nie mogę tego zostawić? Czy jest coś, lub ktoś, co, lub kto mnie uzależnia. I to uzależnia źle? Alkohol, narkotyki, nikotyna, seks, praca, pieniądze, jakaś toksyczna relacja, szalona troska o własny wizerunek. To oczywiście lista niepełna. Czy jest coś, lub ktoś, co, lub kto mnie uzależnia. I to uzależnia źle?

„Nie niewola, nie wolność są w stanie uszczęśliwić Cię…Nie!

Tyś osobą: udziałem twym więcej: panowanie nad wszystkim na świecie i nad sobą”. To oczywiście Norwid.

Współczesna kultura próbuje czasem utożsamić wolność z niezależnością. Jestem wolny, gdy niczego nikomu nie zawdzięczam, kiedy nie muszę się z nikim liczyć, nikomu niczego oddawać, lub spłacać. Czy jednak ktoś, kto nie potrafi się trwale zobowiązać i kto nie potrafi się trwale związać jest naprawdę wolny? Czy, aby być wolnym, trzeba zawsze pozostawić sobie jakąś furtkę, jakąś możliwość ucieczki?

Święty Paweł powie tak: „Wy zatem, bracia – to jego słowa z Listu do Galatów – powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!” (Ga 5,13). To niezwykły paradoks: wolność osiąga swoją pełnię w służbie i to w służbie dobrowolnie wybranej. Niewolnik służy swemu panu, jedynie dlatego, że musi, człowiek wolny służy drugiemu, ponieważ go kocha. Z zewnętrz czyny niewolnika i wolnego mogą być identyczne, dzieli je jednak wewnętrzna przepaść. Matka wstająca w nocy do swego dziecka nie przestaje być wolna, dlatego, że rezygnuje ze snu. Przeciwnie: jej wolność polega na tym, że świadomie wybiera dobro drugiego człowieka, zamiast własnej wygody. Wierność nie jest przeciwieństwem wolności, lecz jej najdojrzalszą postacią.

To właśnie ma na myśli św. Augustyn mówiąc, jakże znane, a często opacznie interpretowane słowa: „Kochaj i rób co chcesz”. To oczywiście nie jest zachęta do samowoli. Ten wielki Doktor Kościoła jest pewien, że człowiek prawdziwie ukształtowany przez miłość, zawsze będzie pragnął tego, co dobre. Prawdziwa i głęboka wolność wewnętrzna polega na tym, że choć mogę wybrać zło, jestem tak głęboko związany z dobrem, że nie chcę tego dobra zdradzić. Katechizm powie jasno: „Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym” (KKK 1733).

Najpiękniejszym przykładem wolności wewnętrznej jest sam Chrystus. Na pustyni jest potrójnie kuszony (por. Mt 4,1-11), a każda z tych pokus dotyka wolności. Pierwsza pokusa, zamiany kamieni w chleb mówi: musisz natychmiast zaspokoić swoje potrzeby. Druga, czyli skok z narożnika świątyni mówi: musisz innym udowodnić kim jesteś. Trzecia, uklęknięcie przed szatanem, mówi: aby coś znaczyć, musisz rządzić, musisz mieć władzę. Jezus każdej z tych pokus mówi: nie! Jest wolny od dyktatu własnych potrzeb, od potrzeby imponowania komukolwiek i od żądzy panowania.

Największe jednak objawienie Jego wolności wewnętrznej następuje podczas Męki. Chrystus zewnętrznie jest pozbawiony wszystkiego: aresztowany, związany, osądzany, wyszydzony, ubiczowany i przybity do krzyża. Nie ma już możliwości swobodnego poruszania, nie może decydować o swoim losie w jego zwykłym ludzkim znaczeniu. Jego ręce i nogi są unieruchomione. A Chrystus mówi wówczas o swoim życiu: „Nikt mi go nie zabiera, lecz ja sam od siebie je oddaję” (J 10,18). Ludzie mogą odebrać Chrystusowi życie, ale nie mogą odebrać Mu wolności z jaką je oddaje, nie mogą zmusić Go do nienawiści. Dlatego z wysokości krzyża, z całkowitą wolnością powie: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” (Łk 23,34). To jest szczyt wolności. Nie jest nim zejście z krzyża, lecz kochanie z wysokości krzyża.

Ten szlachetny przykład Chrystusa naśladowali wielcy święci, zwłaszcza męczennicy, od św. Jana Chrzciciela i Szczepana, aż po naszego Błogosławionego.

Ksiądz Jerzy, patrząc na Chrystusa, chciał Go naśladować. I to mu się udało. Także on: upokarzany, opluwany, ośmieszany, prześladowany, maltretowany, niszczony, a w końcu zabijany – nie znienawidził. I to jest jego wielka wolność i wielkie zwycięstwo!

Tak, na ks. Jerzym spełniły się słowa Biblii, które przed chwilą słyszeliśmy. Nie brakowało mu przeciwności, cierpień, ucisków i chłosty, był w więzieniach, wiedział co to rozruchy, a jednak we wszystkim okazał się sługą Boga. Pokazał to przez własną cierpliwość, czystość, wielkoduszność, łagodność, a najbardziej przez miłość (por. 2 Kor 6,4-10). Zawsze stawiał sobie Pana przed oczy, dlatego się nie zachwiał (por. Ps 16,8). Pan był jego dziedzictwem i przeznaczeniem (por. Ps 16,5). Wytrwał do końca i został zbawiony (por. Mt 10,22). Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznał kaźni, nadzieja jego zawsze pełna była nieśmiertelności (por. Mdr 3,1-9). Takie to typowe dla ludzi wolnych!

8 października 1984 roku, jedenaście dni przed swoją śmiercią, w moim rodzinnym Bytomiu powiedział tak: „zachować godność, by móc powiększać dobro i zwyciężać zło, to pozostać wewnętrznie wolnym, nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia. To pozostać sobą w każdej sytuacji”. Byłem na tej mszy, zbuntowany wtedy prawie siedemnastolatek. Kazania oczywiście nie pamiętam, pamiętam emocje i tłum, i to coś, czego nie umiem nazwać, co było najbardziej niezwykłe, najbardziej jedyne i dla mnie wtedy nowe! Niezapomniane.

I jeszcze jedno zdanie o wolności wewnętrznej, tym razem z Konstytucji „Lumen Gentium” Soboru Watykańskiego II. Chrystus, czytamy tam, „udzielił uczniom tej władzy, aby i oni posiedli stan królewskiej wolności i przez zaparcie się siebie oraz przez życie święte pokonywali w sobie samych panowanie grzechu” (KK 3 6).Karol Wojtyła, komentując te soborowe słowa powiedział: „każdy chrześcijanin, który naśladując Chrystusa, zdobywa panowanie nad grzechem, czyli samo-panuje nad sobą, urzeczywistnia przez to jakby rys królewski: uczestniczy w Chrystusowej władzy rządzenia i przyczynia się do budowania Królestwa Chrystusa”.

Bł. ks. Jerzy postępował jak człowiek wolny. On, naśladując Chrystusa, potrafił zapanować nad sobą, potrafił samopanować, umiał, mądrze, dojrzale, trwale i wytrwale kierować swoim życiem i życiem powierzonych mu ludzi, i dlatego uczestniczy w królewskiej władzy rządzenia. Jakże bardzo przyczynił się do budowania Królestwa Chrystusa na ziemi.

Bracia i Siostry,

choć dotychczas mówimy o wolności wewnętrznej, nie oznacza to oczywiście, że ta zewnętrzna nie jest ważna. Przeciwnie: jest bardzo ważna i – co widzimy ostatnio – nikomu, także nam, Polakom, nie jest dana raz na zawsze. Wciąż trzeba być czujnym i wciąż trzeba być wdzięcznym. To ta wolność potrafi poruszyć całe narody, wyprowadzić ludzi na ulice, skłonić ich do wielkich poświęceń, a nawet do oddania życia. To wolność, w imię której ludzie walczą, cierpią, budują państwa i obalają tyranie. Tym bardziej musimy jej pilnować, bronić i strzec.

Jeśli być wolnym, to znaczy być odpowiedzialnym, to jasne, że jesteśmy odpowiedzialni za siebie, za nasze rodziny, za naszą Ojczyznę, za Kościół w naszej Ojczyźnie, także dzisiaj, także teraz, w 2026 roku, w świecie jaki mamy, w Europie, jaką mamy i w Polsce, jaka jest!

18 czerwca 1983 roku, a więc wówczas, gdy w Polsce wciąż obowiązywał jeszcze stan wojenny – choć formalnie był zawieszony – św. Jan Paweł na Jasnej Górze II mówił tak: „Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje. Może czasem zazdrościmy Francuzom, Niemcom czy Amerykanom, że ich imię nie jest związane aż z takim kosztem historii, że o wiele łatwiej są wolni, podczas gdy nasza polska wolność tak dużo kosztuje. Nie będę, moi drodzy, przeprowadzał analizy porównawczej. Powiem tylko, że to, co kosztuje, właśnie stanowi wartość. Nie można zaś być prawdziwie wolnym bez rzetelnego i głębokiego stosunku do wartości”.

Tak, wolność kosztuje, wymaga poświęceń i ofiar. Daj Boże nie takich, jak ofiara, którą poniósł ks. Jerzy, ale konkretnych ofiar wymaga. Wymaga uczciwego dążenia do prawdy, sumienności, rzetelności, bycia za zasadami, a nie za racjami, przestrzegania prawa. To wszystko jest naszą pracą dla wolności i nad wolnością.

Żyjemy w demokratycznej Polsce, a demokracja oznacza system, w którym władza jest rozproszona; nie skupia się rękach jednej grupy czy partii politycznej; oznacza system, w którym nikt nie ma pełni władzy. Temu służy konstytucyjny podział władz, a także różna długość kadencji na poszczególnych urzędach państwowych. Wszystko po to, aby poprzez równoważenie się władz stworzyć gwarancje dla naszej wolności. Wszystko po to, aby nikt nie mógł sięgnąć po pełnię władzy, czyli po władzę totalną, od której już niedaleko do władzy totalitarnej. „W odniesieniu do dziedziny polityki należy podkreślić – to raz jeszcze słowa św. Jana Pawła II – że uczciwość w kontaktach między rządzącymi a rządzonymi, jawność w administracji publicznej, bezstronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych, ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymywania i poszerzania władzy za wszelką cenę – to zasady, które znajdują swe najgłębsze źródło, a jednocześnie uzasadnienie swej szczególnej ważności, w transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych, dotyczących funkcjonowania państw”. Tak pisał św. Jan Paweł II w encyklice „Veritatis Splendor” (VS,101). Słowa do głębokiej medytacji dzisiaj, jesienią tego burzliwego 2026 roku.

Także Kościół chce pomagać w zabezpieczeniu zewnętrznej wolności obywateli, wszystkich obywateli, niezależnie od ich stosunku do wiary i religii. Robi to między innymi poprzez pełnienie funkcji krytycznej wobec władzy państwowej, z pozycji publicznie uznanego autorytetu. Kard. Joseph Ratzinger twierdził, że aby zabezpieczyć demokratyczne państwo świeckie przed przekształceniem się w państwo totalitarne, niezbędne jest zaangażowanie Kościoła w życie publiczne i ciągłe przypominanie o zasadach, które nie podlegają konsensusowi; których żadna większość nie może zmienić. „Tam, gdzie Kościół jako publiczna i publicznie doniosła instancja zostaje zniesiony – wolność zanika, to jego słowa, (…) państwo staje się partią, a ponieważ obok niego nie może istnieć żadna równa mu instancja, to ono samo na powrót staje się totalne. Ideologiczne państwo jest totalitarne; państwo zaś musi stać się ideologiczne, gdy jako jego przeciwwaga nie istnieje wolny, ale publicznie uznany autorytet sumienia. Jeśli taka dwoistość nie istnieje, to totalność, system totalitarny jest nieunikniony”.

Taką rolę, gwaranta wolności, pełnił w imieniu Kościoła św. Jan Paweł II, bł. kard. Stefan Wyszyński i bł. ks. Jerzy Popiełuszko, a także wielu innych duchownych niezłomnych, których dzisiaj szczególnie czcimy. Zapotrzebowanie na tego typu świadectwo nie zakończyło się wraz z upadkiem komunizmu.

I nie wolno się bać stawania w obronie wolności, jak nie bali się piosenkarze z zespołu T. Love, którzy w 1984 roku na Festiwalu w Jarocinie zaśpiewali, że „Ojczyznę kochać trzeba i szanować, nie deptać flagi, nie pluć na godło…”. Gdy zespół miał wykonać ten utwór, cenzor – jak głosi opowieść – próbował wykreślić z tekstu właśnie refren o ojczyźnie, fladze i godle, członkowie zespołu jednak się nie przestraszyli cenzora i zaśpiewali piosenkę w pełnej wersji.

A ks. Jerzy uczył, że za­sad­niczą sprawą przy wyz­wo­leniu człowieka i na­rodu jest przez­wy­ciężenie lęku. W danej sytuacji nie wolno się bać więcej niż trzeba!

I to tyle, Bracia i Siostry!

Wielki Dante w „Boskiej Komedii” pisał tak:

„Tam my na święte spinali się schody

A jam się sobie zdał tak lekki, że mię

Chód nie utrudzał, jak w nizinach przódy

Jakie to – pytam – ze mnie spadło brzemię

Że znów me członki sobą lekko władną

I że bez trudu prawie depcę ziemię”.

Oby to było o nas, obyśmy odrzucając wszelkie zniewolenia, stali się wewnętrznie lekcy, prawdziwie wolni, by nie utrudzał nas chód życia i byśmy, pełni pokoju, każdego dnia mogli „spinać się na święte schody”, byśmy mogli budować tu na ziemi Królestwo Boże. Niech mistrzowski w tym dziele, cudownie wolny, bł. ks. Jerzy, każdej i każdemu z nas dopomaga. Amen

+ Adrian J. Galbas SAC

lk, red. jw

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.