WZRASTANIE – Z wojska do zakonu

Rok: 2011
Autor: Media katolickie

Mam na imię Romek. Pochodzę z Podkarpacia. Wychowałem się w rodzinie katolickiej, w której dorastała moja wiara w Boga.

Pierwsze zainteresowanie się bliżej sprawami Kościoła nastąpiło jednak dopiero w szkole średniej podczas lekcji religii. Uczący mnie wtedy katecheta (z którym do dziś utrzymuję kontakt) powiedział słowa, które mocno zapadły mi w pamięć i są aktualne do dzisiaj: że każdy z nas ma do spełnienia w tym życiu pewną misję daną od Boga. Odtąd te słowa nie dawały mi spokoju. Po zdanej maturze trzeba było podjąć decyzję – co dalej?

Ładowanie akumulatorów

Przyszło wezwanie do wojska. Trafiłem do Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego w Warszawie. Spotkałem tam zupełnie nowe środowisko niż dotychczas, w którym mocno była podkreślona dyscyplina i punktualność. Zacząłem chodzić jak „szwajcarski zegarek”. Wszystko nagle się wokół mnie zmieniło. Już nie robiłem tego, co chciałem i nie chodziłem tam, gdzie chciałem.

Coś zaczęło się we mnie kruszyć, pękać. Moja wolność została z dnia na dzień ograniczona. Dotyczyło to szczególnie kwestii duchowej. Do tej pory, gdy byłem w domu rodzinnym, przynajmniej raz w tygodniu uczestniczyłem we Mszy św. A tutaj zastałem inne prawa, inny niż dotychczas rytm życia. Tu w wojsku liczył się tylko rozkaz, posłuszeństwo, np. udanie się na całodniową wartę. Tak się składało, że tym dniem bywała często niedziela. Nieraz przez trzy niedziele z rzędu nie chodziłem do kaplicy wojskowej z powodu owej warty. W tym czasie narastał we mnie bunt, wewnętrzny sprzeciw wobec zaistniałej sytuacji. Tak naprawdę to wtedy zapragnąłem być na Mszy św. Wśród codziennego wojskowego harmideru, hałasu człowiek tęsknił za spokojem, którego brakowało. Ten spokój odzyskiwałem właśnie na niedzielnej Mszy św. Tam ładowałem akumulatory na najbliższe dni. Ciągłe musztry, kilkukilometrowe biegi nieraz wykańczały fizycznie, ale jednocześnie hartowały mojego ducha i zaprawiały do walki z przeciwnościami.

Kapelan

Zacząłem dostrzegać powolną przemianę w sobie samym. Pojawiło się pragnienie służenia Bogu. W kaplicy wojskowej spotkałem pewnego kapelana, który poprzez swe świadectwo życia kapłańskiego rozbudził we mnie jeszcze bardziej chęć pójścia za głosem Bożym. Zacząłem coraz żywiej przeżywać każdą Mszę św., zwłaszcza po długich przerwach spowodowanych wartami. Wraz z innymi żołnierzami brałem udział w asystach liturgicznych w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. I tak, gdy dobiegał końca czas zasadniczej służby wojskowej, zatelefonowałem do domu rodzinnego i przedstawiłem plany dotyczące tego co chciałbym dalej robić. Powiedziałem też, że nie zamierzam zostawać w wojsku, tak jak chciał tato, i że rozważam myśl o wstąpieniu do seminarium duchownego. Rodzice byli zaskoczeni moimi pomysłami – najbardziej tato.

Po powrocie do domu rodzinnego dałem sobie czas na rozeznanie powołania: czy nadszedł już ten czas czy jeszcze mam zaczekać i modlić się w tej sprawie. Po pewnym czasie trafiłem do oazy ojców jezuitów, gdzie pogłębiłem moją osobistą relację z Bogiem. Chodziłem na spotkania w grupach, zacząłem częściej czytać Pismo Święte. Ta wspólnota, poprzez swój radosny przykład życia wiarą, pomogła mi zbliżyć się do Boga i bardziej otworzyć się na Niego. Jeździłem także na rekolekcje oazowe, podczas których zaczęło do mnie docierać, że Pan chce mnie mieć przy sobie właśnie we wspólnocie – braterskiej.

Warto zaufać Panu!

I w tym samym roku, podczas wakacji, przyjechał do mojej miejscowości zakonnik z Włoch. Myśląc o życiu zakonnym poszedłem popytać go, w jakim dokładnie jest zakonie i żeby coś o nim opowiedział. Podczas tamtej rozmowy odczułem, że Pan powołuje mnie właśnie do tego zakonu. Po spotkaniu z tym franciszkaninem pozostał we mnie pokój i chęć pojechania do Kalwarii Pacławskiej. Tam dowiedziałem się o rekolekcjach organizowanych w Głogówku, na które zdecydowałem się pojechać. Po powrocie z nich wiedziałem, gdzie chcę spędzić resztę mojego życia. W tym roku mija siódmy rok od wstąpienia do Zakonu. Mogę powiedzieć tylko te słowa: „Warto zaufać Panu – nawet dziś, teraz”.

br. Romek Janusz

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.