Drukuj Powrót do artykułu

Droga Krzyżowa w Birkenau w intencji zamordowanych dzieci

08 listopada 2026 | 19:57 | rk, red. efem | Bielsko-Biała Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Diecezja Bielsko-Żywiecka

Świadectwa dzieci, które przeżyły niemiecki obóz Auschwitz-Birkenau, towarzyszyły Drodze Krzyżowej odprawionej 8 listopada na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau. Przy kolejnych stacjach przywoływano wspomnienia więźniów, opisujące selekcje, głód, choroby, eksperymenty medyczne i śmierć najmłodszych. Modlitwa objęła dzieci zamordowane w obozie oraz te, które cierpią współcześnie wskutek wojen i prześladowań. Na zakończenie świadectwo złożyła Stefania Wernik, urodzona w Birkenau w listopadzie 1944 r. W modlitwie udział wzięło ponad 2 tys. osób.

Jak wyjaśnił ks. Sławomir Szczotka, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Oświęcimiu-Brzezince, tegoroczne nabożeństwo miało szczególny charakter. – W obozie zostało zamordowanych ponad 232 tys. dzieci, ocalało zaledwie 700 osób. Chcemy więc tą modlitwą prosić Pana Boga o zmiłowanie dla wszystkich zamordowanych, ale w sposób szczególny obejmujemy nią dzieci pomordowane w obozach i gułagach oraz te, które współcześnie w konfliktach na całym świecie są najbardziej niewinne i często stają się ofiarami wojen, terroryzmu i nienawiści – powiedział.

Nabożeństwo rozpoczęło się przy tzw. Bramie Śmierci. Prawie trzykilometrowa trasa prowadziła przez teren byłego obozu. Relacje osób, które przeżyły obozowe piekło, przygotował Andrzej Kacorzyk, zastępca dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, a odczytywali je młodzi z Ruchu Światło-Życie diecezji bielsko-żywieckiej. Poszczególne wspólnoty i grupy pielgrzymów niosły krzyż na kolejnych odcinkach drogi.

Przy pierwszej stacji, przy Bramie Śmierci, rozważano skazanie Jezusa na śmierć. Przywołano wspomnienie Cecylii Klein-Polak dotyczące selekcji na rampie w Birkenau. Opisała ona, jak jej matka próbowała ocalić dziecko, przekazując je starszej córce. „Dowiedziałam się, że kobiety z dziećmi będą miały bardzo dobre warunki, będą tylko musiały się opiekować dziećmi. A ja, ponieważ nie mam dziecka, zostanę wysłana do ciężkiej pracy. Wiesz, że ja nie przeżyję ciężkiej pracy. Ty jesteś młoda, przetrwasz” – miała powiedzieć matka do córki, zanim odebrano jej dziecko. W modlitwie nawiązano do niewinnych dzieci, którym także współcześnie odbiera się życie.

Przy drugiej stacji, na rampie, zabrzmiała relacja Wacławy Kędzierskiej o apelu generalnym z 6 lutego 1943 r. „Był wtedy duży mróz, a my ubrane tylko w obozową bieliznę i pasiaki. Na nogach miałyśmy drewniaki, takie bez pięt, a na ogolonej głowie cieniutką chusteczkę” – wspominała. Więźniarki stały na zewnątrz od rana do popołudnia. „Głodne i zmarznięte. Część więźniarek upadła, leżały w śniegu. Pomóc im nie było możliwe, bo same byłyśmy tak osłabione i zmarznięte, że ledwo trzymałyśmy się na nogach”. Autorka relacji zapamiętała „głód, który skręcał kiszki i zimno takie przejmujące, że nawet serce z zimna się trzęsło”.

Przy trzeciej stacji, w pobliżu dyżurki SS, przywołano relację dotyczącą sądu doraźnego w bloku 11. Jej bohaterem był 16-letni chłopiec skazany na śmierć za kradzież jedzenia. Po odczytaniu wyroku szef katowickiej placówki Gestapo Rudolf Mildner zapytał go: „Czy masz matkę?”. Chłopiec odpowiedział cicho: „Tak”. Na pytanie, czy boi się śmierci, nie potrafił już odpowiedzieć. Usłyszał: „Zastrzelimy cię dzisiaj”. W rozważaniu proszono, by ludzie nie poniżali innych i nie stawali się oprawcami dla swoich bliskich.

Przy czwartej stacji, w pobliżu bloku karnej kompanii w obozie kobiecym, przedstawiono świadectwo Hermana Langbeina dotyczące szpitala w obozie rodzinnym dla Romów. „W sąsiednim baraku leżą chore kobiety i dzieci. Kobiety tutaj także rodzą. Na jednym sienniku leży szóstka noworodków, które mogą mieć najwyżej kilka dni. Jakżeż one wyglądają? Chude kończyny i wzdęte, nabrzmiałe brzuszki” – opisywał. Wspominał również o kostnicy, w której znajdowały się zwłoki, „prawie same dzieci, niemowlęta starsze”. Rozważanie nawiązywało do cierpienia matek, które patrzą na krzywdę swoich dzieci i nie mogą im pomóc.

Przy piątej stacji, obok komory gazowej, przywołano wspomnienie Romana Kenta, urodzonego w 1929 r. Były więzień mówił o czasie spędzonym w obozie: „Jedna minuta w Auschwitz była jak cały dzień. Dzień jak rok, a miesiąc jak wieczność. Ile wieczności może przeżyć jedna osoba w ciągu jednego życia? Na to pytanie również nie znam odpowiedzi”. Opisywał także rozdzielanie rodzin i brutalne traktowanie ludzi już przy wejściu do obozu. Modlitwa przy tej stacji była prośbą o gotowość do pomagania osobom znajdującym się w potrzebie.

Przy pomniku męczeństwa narodów, podczas szóstej stacji, przypomniano wspomnienie Kazimiery Nowak, mieszkanki Oświęcimia, która po wyzwoleniu obozu zaopiekowała się sześcioletnią dziewczynką. „Kasia miała 17 lat, a ja sześć. Kasia podarowała mi mały krzyżyk i powiedziała, żebym się modliła. Zapytałam ją, czy jeśli będę się modliła, moja mama wróci? A ona powiedziała: Tak, wróci” – wspominała ocalała. Po kilku miesiącach matka odnalazła córkę. „Otworzyły się drzwi i tam stała moja mama. Na wpół mdlała, gdy mnie zobaczyła. Przytuliła mnie, pocałowała i zapytała, czy ją rozpoznaję po tych wszystkich latach”. W rozważaniu podkreślono znaczenie gestów miłości i współczucia wobec cierpiącego człowieka.

Przy siódmej stacji, w pobliżu komory gazowej i krematorium III, przywołano wspomnienia Lidii Maksymowicz, przywiezionej do Auschwitz z matką w 1943 r. Opowiadała o strachu przed doktorem Mengelem i jego asystą. „Gdy w baraku pojawiał się Mengele ze swoją ekipą, ukrywałam się w najciemniejszych kątach. Bo dzieci zabrane przez niego rzadko kiedy wracały” – wspominała. Numer obozowy 772, wytatuowany na przedramieniu, pozostał jej znakiem rozpoznawczym. Opisywała również, jak obozowe doświadczenia odcisnęły się na jej dzieciństwie: „Moje zabawy z rówieśnikami przerażały dorosłych, gdy ustawiałam ich w szeregu i dokonywałam selekcji. Ty na rewir, ty do gazu”. Modlitwa objęła dzieci skrzywdzone przez wojny i przemoc.

Przy ósmej stacji, w pobliżu stosów spaleniskowych, przypomniano los dzieci romskich. W relacji opisano noc z maja 1944 r. „Pewnej nocy Andreas, który był w tym samym baraku co ja, obudził mnie. Przez szczelinę w drzwiach zobaczyliśmy, jak esesmani wyrzucali małe dzieci na płonące stosy. Nie wiem, ile dzieci zostało tamtej nocy spalonych. Było to tak wstrząsające, że trudno to opisać” – brzmiały wspomnienia świadka.

Przy dziewiątej stacji, obok budynku sauny, przypomniano wspomnienie 13-letniego Jerzego Marii Ulatowskiego o pobycie w obozowym szpitalu. Chłopiec cierpiał na obustronne zapalenie ucha środkowego. „Pielęgniarz zrobił mi wieczorem okład z ichtiolu i zabandażował głowę papierem toaletowym. Gdy rano otworzyłem oczy, moi towarzysze szpitalni wskazywali ze śmiechem na moją głowę. Okazało się, że w nocy szczur wygryzł dziurę w papierze i pożarł cały opatrunek. Spałem tej nocy wyjątkowo mocno i nic nie poczułem” – wspominał.

Przy dziesiątej stacji, w pobliżu krematoriów IV i V, przedstawiono relację Elżbiety Sobczyńskiej, która jako dziesięcioletnia dziewczynka przeżyła przyjęcie do obozu. „Samodzielnie po raz pierwszy doświadczyłam, czym jest wstyd. Moja mama nigdy wcześniej nie została tak upokorzona na oczach własnych dzieci” – wspominała. Opisywała rozbieranie więźniarek, golenie i strach przed obcięciem warkoczy. „Wpadłam w rozpacz, tupałam, krzyczałam, płakałam i zaciekle broniłam swoich warkoczy. Dopiero argument mojej mamy, że mogliby nas zabić, przywrócił mnie do rozsądku”. Rozważanie przypominało o godności każdego człowieka, którą obozowy system próbował odebrać także dzieciom.

Przy jedenastej stacji, w pobliżu stawku, przywołano historię Marii Hel, urodzonej jako Galina Bułhakowa w 1942 r. Jej matka ukrywała się z pięciorgiem dzieci w lesie po spaleniu rodzinnej wsi. „Musieliśmy żyć w ziemiance, w lesie. Matka opowiadała, że na własnym ciele suszyła pieluchy” – brzmiał fragment wspomnienia. Relacja ukazywała los rodziny doświadczonej wojną i deportacją.

Przy dwunastej stacji, obok szpitala obozowego i obozu cygańskiego, przytoczono relację Emilii Klimczyk z Jawiszowic, która uratowała chłopca o imieniu Kola. Dziecko było skrajnie wyniszczone. „Kola miał odmrożone nóżki, ciałko jego było niemal przezroczyste. Brzuszek miał duży, może opuchnięty. Oczy jego były zaczerwienione. Na głowie miał zaschniętą warstwę strupów” – wspominała. Kobieta zabrała chłopca z obozu i zajęła się nim. Z czasem zauważyła, że dziecko nie rozumie, iż ludzie mogą umierać śmiercią naturalną. „Kiedy twierdził, że ludzie nie umierają, a się ich zabija, wzięłam Kolę i zaprowadziłam go do domu, w którym umarł ktoś z rodziny” – opowiadała.

Przy trzynastej stacji, w pobliżu drogi średnicowej, przywołano wspomnienie żołnierza Zinowija Tołkaczewa, uczestnika wyzwolenia Auschwitz. Opisywał magazyn, w którym przechowywano włosy kobiet przygotowane do wysyłki do Niemiec. „Wśród włosów czarnych i kasztanowych, siwych i złocistych, widziałem dziecięce warkoczyki z kokardami. Te dziecięce warkoczyki, ta różowa wstążka. Moja córka nosi taką samą kokardę” – napisał. W rozważaniu przypomniano o szacunku należnym ciału każdego zmarłego człowieka oraz o osobach troszczących się o chorych i umierających.

Przy czternastej stacji, w pobliżu kościoła parafialnego w Brzezince, przedstawiono relację Janiny Iwańskiej, urodzonej w 1930 r., o warunkach życia dzieci w obozie. „Zimą wychodziłyśmy z sauny po odwszawieniu i odpluskwieniu z ostrzyżonymi na bardzo krótko włosami. Włosy momentalnie nam zamarzały na głowie, robił się z nich sopel lodu. Stałyśmy pod blokiem mokre i zmarznięte…” – wspominała. Opisywała także warunki w barakach i głód. „Kartofle niestety zjadały same, ale my mogłyśmy czasem dostać po pierwsze obierki, które można było sobie przypiec. A po drugie wodę po kartoflach. […] Kto się lepiej przypodobał sztubowej, dostawał od niej w kubeczku trochę tego płynu i to był luksusowy rosołek, tak na wieczór przed snem”. Modlitwa przy tej stacji objęła dzieci, które współcześnie żyją w krajach dotkniętych wojną i prześladowaniami.

Po rozważaniu czternastej stacji uczestnicy wysłuchali świadectwa Stefanii Wernik, jednej z nielicznych osób urodzonych w Auschwitz, które przeżyły obóz. „Urodziłam się tu właśnie w tym obozie, w tym piekle, bo to było piekło na ziemi, z którego nie było wyjścia, jedynie przez komin” – powiedziała. Przyszła na świat na początku listopada 1944 r. Jej matka nie pamiętała dokładnego dnia narodzin – wskazywała 5 lub 8 listopada. Noworodka wykąpano pod kranem w zimnej wodzie, a następnie ubrano w obozowe ubranko. „Mama mówi, że z resztek tych pasiaków uszyła mi wyprawkę” – wspominała Wernik.

Dziewczynka otrzymała numer obozowy 89136, wytatuowany na lewej nodze. Jak opowiadała, zainteresował się nią doktor Josef Mengele. „Przychodził ze swoją asystą. Zabierali mnie i po prostu robili na mnie eksperymenty, doświadczenia, badania”. Matka była wówczas bardzo słaba i wcześniej poprosiła starszą Rosjankę, by zaopiekowała się dzieckiem po porodzie.

Wernik podkreślała, że przeżyła dzięki Bożej opatrzności. Jej matka, mimo skrajnego wycieńczenia, miała pokarm i karmiła także inne dzieci. „Mama ważyła 28 kg, jak wyszła z obozu” – powiedziała. Dodała, że od młodych lat uważała, iż ma dla kogo żyć. „Mam kochanego męża, który mnie wspiera w każdym momencie. […] Urodziłam czworo dzieci. […] Mamy dziewięcioro wnuczków, 14 prawnuków”. Swoje ocalenie postrzega jako zadanie do wypełnienia: „Uważam, że ja miałam spełnić jakąś misję tu na ziemi i Pan Bóg mnie zostawił przy życiu”.

W Drodze Krzyżowej uczestniczył bp Piotr Greger. Po zakończeniu nabożeństwa udzielił zebranym błogosławieństwa. Krzyż na kolejnych odcinkach trasy nieśli przedstawiciele wspólnot i grup pielgrzymkowych, m.in. róż różańcowych, Akcji Katolickiej, kół gospodyń wiejskich, Domowego Kościoła, Apostolatu „Margaretka”, Rycerzy św. Jana Pawła II, pielgrzymów z Czechowic-Dziedzic i Tarnowskich Gór, parafii z Wilamowic oraz górników.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.