Drzwi do Ameryki – rozmowa z dyrektorem Centrum Polsko-Słowiańskiego w Nowym Jorku
16 stycznia 2026 | 13:58 | Patryk Małecki | Nowy Jork Ⓒ Ⓟ
Fot. Centrum Polsko-SłowiańskieO amerykańskiej Polonii na tle innych narodowości, najczęstszych problemach z amerykańskimi przepisami imigracyjnymi, restrykcyjnej polityce imigracyjnej i masowych deportacjach oraz procesie uzyskiwania „zielonej karty” i obywatelstwa mówi w rozmowie z KAI mecenas Jerzy Sokół, dyrektor Programu Pomocy Imigracyjnej i Prawnej Centrum Polsko-Słowiańskiego w Nowym Jorku.
Patryk Małecki (KAI): Od wielu lat jest Pan bardzo znanym prawnikiem i kieruje programem imigracyjnym Centrum Polsko-Słowiańskiego w Nowym Jorku. Czy z Pańskiego punktu widzenia jest coś co wyróżnia naszą grupę narodową w Stanach Zjednoczonych na tle innych narodowości?
Jerzy Sokół: Nie dysponuję wynikami badań porównawczych, więc będę jedynie wypowiadał się w oparciu o moje doświadczenie, wiedzę i obserwacje, ale z pewnością Polacy mają dużą zdolność adaptacji do warunków amerykańskich oraz w swej ogromnej większości chęć do życia w zgodzie z prawem i są pracowici, oszczędni, moralni, oraz dążą do zgodnej koegzystencji z innymi grupami etnicznymi.
Podobno jesteśmy nacją bardzo szybko dążącą do amerykańskiej stabilizacji poprzez nabywanie własnych domów?
Potwierdzam. Nowojorski Greenpoint jest tego najlepszym przykładem. Osiedlający się tu Polacy zanim nauczyli się angielskiego robili wszystko, aby zaoszczędzić na zaliczkę i dostać kredyt na własny dom. Nieruchomości bardziej interesowały ich jako forma zabezpieczenia bytu czy forma inwestowania niż akcje czy obligacje, szczególnie domy wielorodzinne, które poza korzyścią zamieszkiwania w nich, dawała dodatkowy dochód. W kolejnych dekadach, można było zauważyć jak polska społeczność inwestowała w inne dzielnice miasta, jak Maspeth, Ridgewood, Middle Village, następnie Pensylwania i Floryda, oraz inne stany. To niewątpliwie cecha wyróżniająca.
Ilu właściwie jest Polaków w USA? Mam na myśli osoby posługujące się językiem polskim, wykazujących związek z polską kulturą i rzeczywistością, a nie optymistyczne przekonanie o 10-milionowej Polonii w kilku pokoleniach? Ilu nielegalnie przebywa w USA?
Jest to, można powiedzieć historyczny, problem demograficzno-statystyczny. Dla różnych celów mówi się o różnych liczbach. Skłaniałbym się ku tym danym, które liczebność osób mówiących po polsku na co dzień i stałych silnych związkach z krajem oceniają na około jeden milion. Co do nielegalnie przebywających, brak jest wiarygodnych statystyk. Być może jest to liczba kilkudziesięciotysięczna.
Czy Polacy łatwo adaptują się w Ameryce?
To zależy od kilku czynników, okresu imigracji, wieku imigrantów i ich wykształcenia. Nie sięgając daleko w przeszłość, dobrze widać to na osi czasu od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku po dzisiejsze. Przybywającym wraz z upływem czasu coraz młodszym i lepiej wykształconym było dużo łatwiej się adoptować. Dotyczy to także dzieci i wnuków tych, co przyjechali w latach 80 i 90-tych.
Jakie są najczęstsze powody wchodzenia naszych rodaków w kolizję z amerykańskimi przepisami imigracyjnymi i pobytowymi?
Zacznijmy od tego, że ta liczba stale maleje. Po prostu przyjeżdża do Ameryki coraz mniej Polaków. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej, mają zupełnie inną perspektywę stabilizacji w Europie i znacznie bliżej do rodzinnego domu. Spowodowało to bardzo duże zmniejszenie liczby przyjeżdżających z myślą o zarobkowaniu. W efekcie coraz mniej było osób przedłużających pobyt turystyczny ponad półroczny limit i przebywaniu na statusie nielegalnym oraz nielegalnym podejmowaniu pracy podczas takiego pobytu. Konsekwentnie coraz mniej popadało w kolizje z przepisami. Dodatkowo wprowadzenie ruchu bezwizowego na pobyt trzymiesięczny spowodowało, że Polacy zaczęli odwiedzać Amerykę w celach bardziej poznawczych niż zarobkowych. Po prostu przyjeżdżają ci, których stać na zwiedzanie, a tych jest coraz więcej w związku z rosnącym poziomem życia i zamożności w Polsce.
Zawsze stosunkowo niewiele było przypadków kolizji z prawem pobytowym z powodu naruszania prawa karnego. Polacy nie popełniali raczej, zbrodni, przestępstw rozbójniczych, kradzieży i oszustw. Nie byli członkami gangów i organizacji przestępczych zajmujących się rozprowadzaniem narkotyków. Jeżeli już to popełniali przestępstwa związane przede wszystkim z jazdą w stanie nietrzeźwym, przemocą domową, drobnymi kradzieżami. Niewielką grupę stanowiły osoby, które wyjechały z Polski jako poszukiwane za popełnione tam przestępstwa, a zatrzymywane w Ameryce na podstawie listów gończych Interpolu. Generalnie, na pewno Polacy nie stwarzali jakiegoś masowego czy nawet dostrzegalnego problemu kryminalnego.
Jeżeli można mówić o jakimś problemie, to jest to trudna do liczbowego zdefiniowana grupa od lat przebywająca na statusie nielegalnym, w tym osoby posiadające nakazy deportacyjne.
Czy obecna restrykcyjna polityka imigracyjna i masowe deportacje w znaczący sposób dotyczą Polaków? Ilu deportowano?
Nie zauważam, żeby ta zaostrzona polityka w znaczącej mierze dotyczyła Polaków. Słyszy się raczej o sporadycznych przypadkach. Działaniom deportacyjnym podlegają głównie nielegalnie przebywający w Stanach Latynosi, z których wielu posiada wyroki kryminalne lub kryminalną przeszłość.
Czy organizacje polonijne, przede wszystkim Kongres Polonii Amerykańskiej, starają się coś robić, aby pomóc nielegalnie przebywającym? Czy prowadzone są jakieś rozmowy z administracją Donalda Trumpa?
Nie znam takich działań. Mogę natomiast powiedzieć, że niewiele można zrobić, aby naszą polską grupę traktować jakoś wyjątkowo. Od prawie trzydziestu lat przepisy imigracyjne się nie zmieniły w sensie amnestii dla nielegalnych. Nieodmiennie w zasadzie jedyną formą legalizacji jest sponsorowanie na stały pobyt poprzez małżeństwo lub poprzez dzieci posiadające obywatelstwo. Znam wiele przypadków, kiedy dzieci urodzone w Stanach i posiadając z tego tytułu obywatelstwo, po ukończeniu 21 lat sponsorują swoich rodziców. Dotąd ta forma nie napotykała większych trudności jeżeli zainteresowane nią osoby nie miały żadnej przeszłości karnej lub imigracyjnej, jak np. wydany w przeszłości wyrok wydalenia.
Jak wygląda kwestia nabywania prawa stałego pobytu poprzez pracę?
Forma taka cały czas istnieje i dotyczy przypadków zapotrzebowania konkretnego pracodawcy na konkretnego pracownika. Dotyczy zawodów deficytowych, do których w Stanach Zjednoczonych jest brak chętnych i zawodów o szczególnych wymaganiach w obszarze biznesu, nauki, kultury i sztuki. Przypadki oceniane są indywidualnie, kryteria zaostrzane, a koszty stale rosną.
Czy w obecnej sytuacji proces uzyskiwania „zielonej karty” i obywatelstwa są trudniejsze niż dawniej?
W przypadku „zielonych kart”, dla osób które spełniają obecne kryteria, procedury biegną nawet nieco krócej ze względu na mniejszą liczbę wniosków. W przypadku obywatelstwa poprzeczka została podniesiona. Liczba pytań w egzaminie na obywatelstwo wzrosła z 100 do 128. W przypadku osób w wieku powyżej 50 lat i 20 lat rezydencji oraz odpowiednio 55 lat i 15 lat posiadania stałego pobytu można zdawać egzamin w języku ojczystym. Kiedy ma się powyżej 65 lat i 20 lat rezydencji cały egzamin to tylko dwadzieścia pytań, na które trzeba udzielić dwanaście odpowiedzi poprawnych. W procesie weryfikacyjnym większą uwagę obecnie zwraca się natomiast na dobrą postawę moralną, nie tylko w ostatnim pięcioletnim okresie przed złożeniem wniosku, ale w całym okresie od uzyskania stałego pobytu, czyli funkcjonowanie kandydata w lokalnej społeczności, płacenie podatków, niewchodzenie w kolizje z prawem i identyfikację z krajem pobytu.
Wielu rodaków trafiło do Stanów Zjednoczonych poprzez loterie wizowe. Co dalej z tą formą?
W 1990 roku powstała ustawa imigracyjna, wraz z którą Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił program „Wiz dla Imigrantów Różnych Narodowości”. Zakładał on, że każdego roku będzie się losować 55 000 wiz dla osób pochodzących z państw o niskim wskaźniku imigracji do Stanów Zjednoczonych lecz nie więcej niż 3,5 tys. z jednego państwa. Pomysłodawcą i głównym promotorem loterii wizowej był nowojorski kongresmen, a dziś senator Chuck Schumer. Pierwsze losowanie odbyło się w 1993 roku. Polacy naturalnie chętnie wypełniali wnioski loteryjne. Nie brakowało przypadków wypełniania dla żartu i wygrywania stałego pobytu, co zmieniało losy osobiste. Były lata większych lub mniejszych sukcesów loteryjnych, ale także kilka razy Polska w programie nie uczestniczyła, kiedy wskaźnik naszej partycypacji w zakreślonych limitach wzrastał. Program loterii na przyszły 2027 rok nie jest na razie ogłoszony. Po tragicznym wydarzeniu, kiedy legalny imigrant afgański zastrzelił w Waszyngtonie 20-letnią żołnierkę Gwardii Narodowej w pierwszym dniu jej służby patrolowej, co wywołał falę emocji i reakcji antyimigranckich, być może loteria nie będzie kontynuowana.
W jaki sposób Centrum Polsko-Słowiańskie w Nowym Jorku i jego Program Pomocy Imigracyjnej i Prawnej, którym Pan kieruje pomaga rodakom w stabilizacji ich sytuacji pobytowej?
Program powstał w 1994 roku, a jego głównym celem była i jest pomoc nowo przybywającym z Polski i innych krajów Europy Wschodniej, ale nie tylko, w procedurach imigracyjnych oraz innych pobytowych, w tym rodzinnych i pracowniczych, mieszkaniowych. Program szybko został uznany i akredytowany przez US Citizenship and Immigration Service, jako instytucja pomagając w składaniu wniosków o legalny status i obywatelstwo amerykańskie, oraz reprezentację w kwestiach azylu i deportacji przed sądem imigracyjnym.
Dlaczego powstał?
Powstanie programu było odpowiedzią na ogromne zainteresowanie tymi kwestiami oraz działalność licznych biur polonijnych prowadzących niedozwolony proceder “pomocy” imigracyjnej przynoszący więcej szkody niż korzyści. Często kończący się nawet deportacją. Wychodziliśmy z założenia, że rodacy zasługują przede wszystkim na rzetelną i kompetentną informację, a następnie profesjonalne poprowadzenie ich poprzez prawem wymagane procedury. Wchodzi w to także zorganizowanie kursu przygotowawczego do egzaminu na obywatelstwo. Wszystko, absolutnie bezpłatnie.
To właśnie robimy już od 32 lat z pełnym uznaniem ze strony osób, którym pomagamy z jednej strony oraz instytucji amerykańskich z drugiej.
Jaka jest skala tej pomocy?
Udzielanych porad, mamy ich kilkadziesiąt w miesiącu, osobiście lub przez telefon. Spraw związanych z uzyskaniem obywatelstwa rozpoczynamy 10-15, a spraw związanych z legalizacją pobytu kilka w miesiącu. Poza tym prowadzimy wszelkie inne sprawy imigracyjne.
Jakie są Pana osobiste doświadczenia w materii prawa imigracyjnego, jako jednego z najlepszych polskich specjalistów w Stanach Zjednoczonych? Czy w dzisiejszym czasie, kiedy klimat dla imigrantów nie jest sprzyjający, pracuje się ciężej?
Zajmuję się prawem imigracyjnym 28 lat. To wielki bagaż doświadczeń z rozmaitością ludzkich sytuacji i losów. Jeżeli chodzi o procedowanie przed urzędami, na dokumentach, przygotowanie wniosków i przesyłanie do władz imigracyjnych i pracę korespondencyjną nie widzę jakichś szczególnych różnic. Dzięki komputeryzacji wielu procedur jest nawet łatwiejszych. Jest natomiast różnica w pracy z sądami imigracyjnymi, gdzie orzekanie jest widocznie surowsze i mniej pobłażliwe niż poprzednio. Dostrzegają tę tendencję niemal wszyscy prawnicy imigracyjni.
Jakiś przykład?
Prawo stałego pobytu zezwala na przebywanie poza Stanami do sześciu miesięcy w roku bez negatywnych skutków dla pobytu. Do zeszłego roku nawet pobyt do jednego roku za granicą nie stanowił powodu do stosowania restrykcji wobec posiadacza „zielonej karty”. Wiele zmian zachodzi w związku z nową administracją. Obecnie przekroczenie limitu czasowego coraz częściej skutkuje problemami przy powrocie do USA, ostrzeżeniami, zmuszaniem do „dobrowolnego” zrzeczenia się prawa pobytu, a nawet wnioskami służb imigracyjnych do sądu imigracyjnego o pozbawienia prawa pobytu. Coraz częściej w takich sprawach prawnicy muszą stawać broniąc swych klientów. Z różnym niestety skutkiem.
Nie żałuje Pan wyboru takiej specjalności prawniczej?
Na pewno nie. Pomaganie ludziom w dążeniu do stabilizacji życiowej poprzez osiedlenie, znalezienie zatrudnienia i asymilację w nowych warunkach daje satysfakcję i poczucie wymiernego sensu wykonywania tego zawodu. Ponadto, nie zajmuję się tylko i wyłącznie prawem imigracyjnym, ale także – choć w bardzo ograniczonym zakresie – cywilnym i spadkowym. Mam także sprawy toczące się i w Stanach Zjednoczonych i w Polsce, bowiem jestem także polskim adwokatem zarejestrowanym w Warszawskiej Izbie Adwokackiej. Mam w stolicy swoją kancelarię. Nie narzekam na brak zajęć.
W opinii wielu rodaków jest Pan specjalistą… otwierającym drzwi do Ameryki?
Robię, co potrafię jak najlepiej, aby wykorzystywali oni w pełni możliwości stwarzane przez prawo imigracyjne. Ameryka to w końcu kraj stworzony przez imigrantów i dla imigrantów. O tym trzeba pamiętać.
Kto i jak może się zgłosić po radę i pomoc do Pana w Centrum Polsko-Słowiańskim?
Każdy, nie tylko nasi rodacy. Nasze Centrum, obchodzące w tym roku swoje półwiecze działalności jest organizacją dobrze znaną i łatwą do wyszukania w internecie pod adresem mailowym: https://polishslaviccenter.org/
Dziękuję za rozmowę.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

