Drukuj Powrót do artykułu

Dzień Pomocy Kościołowi na Wschodzie – o co chodzi?

05 grudnia 2021 | 19:22 | Krzysztof Gołębiowski, Tomasz Królak | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. unsplash

Druga Niedziela Adwentu w Kościele katolickim w Polsce – w tym roku przypada ona dziś, 5 grudnia – od 2000 roku jest Dniem Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie. Chodzi o duchowe i rzeczowe wspieranie katolików na terenie dawnego ZSRR, przede wszystkim tuż za naszą wschodnią granicą, a więc na Białorusi i Ukrainie, gdzie żyją największe skupiska katolików, w większości pochodzenia polskiego, ale także w Rosji, na Kaukazie i w Azji Środkowej.

Całość działań w tym zakresie koordynuje powołany 30 grudnia 1989 przez kard. Józefa Glempa Zespół Pomocy Kościołowi na Wschodzie (początkowo jako Zespół Pomocy Kościelnej dla Katolików w Związku Radzieckim; zmiana nastąpiła po rozpadzie ZSRR w 1991).

Modlitwy i zbiórki pieniędzy w całym kraju

Jak co roku przez cały ten Dzień w kościołach katolickich w całym kraju sprawowane są Msze św. w intencji wspólnot Kościoła katolickiego za wschodnią granicą, a pieniądze zebrane do puszek przeznacza się na materialne wsparcie tamtejszego Kościoła. Obejmuje ona m.in. pomoc przy odbudowie i remontach istniejących już, ale na ogół bardzo zniszczonych świątyń i przy budowie nowych, zakup i wysyłanie sprzętu liturgicznego. Należy pamiętać, że po całych dziesięcioleciach prowadzonej przez komunistów bezwzględnej walki z wszelkimi przejawami życia religijnego, a także – w wypadku zachodnich regionów ówczesnego ZSRR – z polskością, duchowe potrzeby tamtejszych wiernych są i długo jeszcze będą ogromne.

Dyrektor Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie, ks. Leszek Kryża TChr wskazuje przy tym, że od paru profil pomocy ulega zmianie: mniej jest już projektów wspierających remonty czy budowy, a o wiele mocniej akcentuje się pomoc człowiekowi i jego formacja.

Z jednej strony chodzi o pomoc o charakterze charytatywnym, a więc pomoc prowadzoną ponad podziałami wyznaniowymi i narodowościowymi i docieranie do tych, do najbardziej zaniedbanych, opuszczonych potrzebujących. Księża, siostry zakonne i świeccy z Polski opiekują się nad bezdomnymi w domach, pustostanach i na dworcach, gotują im posiłki, odwiedzają w przytułkach i szpitalach itd., itd.

Kościół stara się też dbać o formację duchową parafian poprzez wspieranie organizacji spotkań, rekolekcji czy warsztatów, ale też ułatwiając codzienne funkcjonowanie wspólnot parafialnych.

Bardzo ważnym aspektem działalności Zespołu jest wspieranie różnego typu domów opieki, prowadzonych przez zakony męskie czy siostry zakonne: dla dzieci, starców, dla samotnych matek a także świetlic oraz organizowanie letniego wypoczynku dla dzieci z ubogich czy dysfunkcyjnych rodzin.

Komunizm a religia

O potrzebie wspierania i pomagania katolikom, w większości naszym rodakom, w ówczesnym ZSRR, Kościół w Polsce wiedział i myślał od dawna, ale przez całe dziesięciolecia było to w praktyce niemożliwe. Granica wschodnia była szczelnie zamknięta i strzeżona, zwłaszcza z tamtej strony i w praktyce można było tam jechać wyłącznie w zorganizowanych grupach turystycznych, bardzo rzadko indywidualnie, po ściśle określonych trasach i trzymając się ustalonych wcześniej terminów. Nie znaczy to jednak, że w owym czasie nie robiono nic na rzecz pomocy religijnej.

Trudno dokładnie ustalić, kiedy zaczęła się mniej lub bardziej regularna, choć zarazem ukryta i nielegalna pomoc dla wiernych na Wschodzie, ale z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że nastąpiło to najwcześniej w latach sześćdziesiątych. Wtedy to, po przemianach z 1956 w ZSRR, Polsce i częściowo w innych krajach ówczesnego bloku sowieckiego doszło do pewnego złagodzenia polityki wewnętrznej i lekkich ułatwień w poruszaniu się obywateli między tymi państwami.

Część polskich turystów wyjeżdżających na Wschód wykorzystywała te podróże do przewożenia np. medalików, krzyżyków, książek religijnych itp. Ale zdarzało się też, że sami obywatele sowieccy, odwiedzający nasz kraj, nierzadko dopytywali się o przedmioty kultu religijnego, które chcieliby zabrać ze sobą w drogę powrotną. Mimo surowych i drobiazgowych kontroli granicznych i wysokich kar, grożących za uprawianie takiego „procederu”, wiele osób podejmowało się tego ryzyka i wielu udawało się tę „kontrabandę” przewieźć.

Nie sposób ocenić rozmiary tego zjawiska – w sumie raczej marginesowego, niemniej jednak było to swego rodzaju „przecieranie szlaków”, dla niektórych zaś nawiązywanie kontaktów, które po wielu latach okazywały się bardzo przydatne. Sowieckie przepisy celne z tamtych lat wśród przedmiotów, których nie wolno było wwozić do ZSRR, wymieniały „jednym tchem” broń palną, trucizny, materiały wybuchowe i żrące oraz literaturę wywrotową, pornograficzną i religijną.

Równolegle do pomocy świadczonej przez pojedyncze osoby na zasadzie swoistego przemytu, w akcji tej uczestniczyły też niektóre zakony i zgromadzenia zakonne, zwłaszcza żeńskie, które w głębokim ukryciu i konspiracji zaczęły zakładać swoje wspólnoty w kraju „przodującego proletariatu”. Niewiele wiemy o rozmiarach tych działań – nierzadko dopiero dzisiaj niektórzy księża i siostry zakonne dzielą się wspomnieniami z tamtych poczynań.

Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy władzę w partii komunistycznej i w ZSRR objął Michaił Gorbaczow, który przystąpił do reformowania coraz bardziej rozkładającego się systemu politycznego i gospodarczego. W 1988 r. wprowadzono tam przepisy, przywracające de facto wolność religijną w całym kraju. W efekcie Kościoły zaczęły się odradzać, wychodzić z podziemia i jednocześnie pojawiły się ogromne potrzeby duchowe i materialne w tym zakresie.

Narodziny Zespołu

Gdy tylko pojawiły się możliwości bardziej otwartego pomagania wiernym na Wschodzie, Kościół katolicki w Polsce natychmiast przystąpił do działania. Biskupi, uczestniczący w 238. zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski (KEP) jesienią 1989, uznali za celowe utworzenie odpowiednich struktur w tym zakresie. W odpowiedzi na to ówczesny prymas Polski kard. Józef Glemp dekretem z 30 grudnia tegoż roku powołał do życia Zespół Pomocy Kościelnej Katolikom w ZSRR, mianując jednocześnie pierwszym jego przewodniczącym ówczesnego biskupa pomocniczego w Gnieźnie i zastępcę sekretarza generalnego KEP – Jerzego Dąbrowskiego (1931-91). Podstawowym zadaniem nowego organizmu miało być samodzielne organizowanie i koordynowanie pomocy udzielanej wiernym w ówczesnym Kraju Rad przez poszczególne diecezje i wspólnoty zakonne.

Gdy we wrześniu 1991 ZSRR przestał istnieć, 5 marca 1992 zmieniła się też nazwa Zespołu na obecną. Obok przewodniczącego działało w nim kilku księży, głównie z Towarzystwa Chrystusowego (chrystusowców), powołanego do duszpasterstwa wśród Polonii i Polaków za granicą oraz kilka sióstr zakonnych. Szczególne zasługi na tym polu położył chrystusowiec ks. Wiesław Wójcik, który jako dyrektor Biura Zespołu przez prawie 10 lat niezmordowanie troszczył się o katolików na Wschodzie, zarówno działając w Polsce, jak i jeżdżąc na tamte ziemie. Po nim 31 stycznia 2001 stanowisko to przejął jego współbrat zakonny ks. Józef Kubicki, a gdy on z kolei zginął w wypadku samochodowym 16 maja 2011, nowym dyrektorem został inny chrystusowiec ks. Leszek Kryża i pełni ten urząd do chwili obecnej.

Pomoc w wielu wymiarach

Dzień Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie ma wyjątkowe znaczenie i jest szczególnym wydarzeniem dla wielu Polaków – czy to rodzinnie czy historycznie związanych z tamtymi terenami, czy po prostu solidaryzujących się z tymi, którym przyszło żyć i tworzyć wspólnotę Kościoła katolickiego na Wschodzie. Na miarę swoich sił i możliwości, na podstawie zebranych ofiar Zespół wspiera posługujących i mieszkających tam duszpasterzy i wiernych.

Obecnie w Kościele za naszą wschodnią granicą pracuje 198 kapłanów diecezjalnych, 387 kapłanów zakonnych, 320 sióstr i 40 braci zakonnych z Polski oraz wolontariusze świeccy.

Pomimo, iż ubiegłoroczna zbiórka została przeprowadzona w warunkach pandemii, a więc mniejszej frekwencji w kościołach, udało się zgromadzić około 2 mln 200 tys. zł., co umożliwiło Zespołowi realizację około 300 projektów pomocy.

Fundusze przeznaczono m.in. na renowację kościołów i sal katechetycznych, wakacyjny wypoczynek dla dzieci i młodzieży, wsparcie domów seniora i domów samotnej matki, na stołówki i kuchnie prowadzone przez siostry i braci zakonnych dla dzieci, starszych i ubogich.

Dyrektor Zespołu wyjeżdża regularnie na Wschód aby na miejscu poznać potrzeby i sprawdzić realizacje projektów. – Chcę wiedzieć, co dzieje się z naszymi funduszami ale przede wszystkim – spotykać się z ludźmi. Każdy projekt niesie ze sobą absolutnie niepowtarzalną historię człowieka, który go pisze, czy konkretnej wspólnoty. Udało mi się być i nad dalekim Bajkałem i w innych miejscach Syberii choćby w Jakucji. Odwiedziłem Azję Środkową, Kazachstan, nie mówiąc już o wszystkich krajach z części europejskiej. Spotykam się systematycznie z ludźmi tworzącymi tamtejszy Kościół – mówi duchowny.

Jedną z bardzo ważnych inicjatyw Zespołu jest wolontariat. W latach przed pandemią wielu wolontariusze corocznie wyjeżdżało na Syberię, co – jak wskazuje ks. Kryża – było dla nich niesamowitym doświadczeniem. – Spotkanie z Syberią i jej historią związaną także z polskimi zesłańcami, których ślady trwają tam do dziś, dla wielu młodych jest lekcją historii, której długo nie zapomną. Bo ta przeszłość – poprzez spotkanie z osobami o polskich korzeniach gdzieś na stepach Kazachstanu czy na dalekiej Syberii, przebywanie w miejscach ich zsyłki Polaków – staje się wręcz namacalna. Zresztą, nie chodzi tylko o polskie wątki – zaznacza dyrektor Zespołu.

Ks. Kryża wskazuje, że jeśli chodzi o Kościół na Wschodzie, to wyzwań jest tak wiele, że każda para rąk jest wciąż

na wagę złota. – Gdyby tylko znaleźli się chętni, to mieliby co robić i dokąd jechać. Myślę o księżach, siostrach zakonnych, świeckich. Szczególnie kapłani są „w cenie”, bo jest bardzo wiele parafii, które nie mają swojego duszpasterza – mówi duchowny.

Bardzo poważny „deficyt” księży odczuwany jest np. w diecezji irkuckiej, bo są tam parafie, jak na przykład Pietropawłowsk Kamczacki czy Magadan, gdzie nie ma księdza na stałe. – Tamtejszy biskup na pewno z największą radością przyjąłby kogoś, kto zdecydowałby się tam pracować. Oczywiście nie jest łatwo podjąć decyzję, żeby być duszpasterzem w takich warunkach, bo np. w przypadku Kamczatki, najbliższy ksiądz mieszka w odległości 2800. A takich miejsc jest dużo… – zauważa ks. Kryża.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.