Grupa Proelio analizuje podstawą programową „Edukacji zdrowotnej” i wzywa do protestu
05 czerwca 2026 | 18:45 | Zbigniew Kaliszuk, Fundacja Grupa Proelio | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. Taylor Flowe/UnsplashMałżeństwa ukazywane jako równorzędne z konkubinatami, rozwody jako coś neutralnego, otwarta furtka do promowania postulatów ruchów LGBT. Grupa Proelio analizuje podstawą programową „Edukacji zdrowotnej” i wzywa do protestu.
Publikujemy treść analizy autorstwa Zbigniewa Kaliszuka z Fundacji Grupa Proelio:
21 maja Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało projekt rozporządzenia wprowadzającego zmodyfikowaną podstawę programową przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Od nowego roku szkolnego przedmiot ten ma być obowiązkowy. Wyodrębniono z niego jedynie dział „zdrowie seksualne”, który ma być realizowany w ramach nowego, odrębnego i nieobowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”.
Niestety, projekt podstawy programowej „edukacji zdrowotnej”, nawet po wyodrębnieniu komponentu dotyczącego seksualności, nadal zawiera szkodliwe treści. Szczególne obawy budzi dział „zdrowie społeczne”, który porusza wiele zagadnień związanych z rodziną i budowaniem relacji w duchu sprzecznym z wartościami, które wielu rodziców chce przekazać swoim dzieciom. Zdecydowany sprzeciw wywołuje również podstawa programowa przedmiotu „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”.
„Zdrowie społeczne” czyli małżeństwa ukazywane jako równorzędne z konkubinatami, a rozwody i decyzje o wejściu w nowe związki jako coś neutralnego
Zmieniona podstawa programowa „edukacji zdrowotnej” podzielona jest na dziewięć obszarów. Oprócz pożytecznych zajęć na temat zdrowia fizycznego, zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej, przewidziana została też edukacja wykraczająca poza kwestie czysto zdrowotne i poruszająca kwestie związane z rodziną i budowaniem związków dwóch osób.
Omawiając tę tematykę nie da się jedynie prezentować wiedzy naukowej, gdyż bardzo silnie dotyka ona światopoglądu i wartości. Nie da się uciec od oceny różnych modeli rodziny i relacji m.in. małżeństw kościelnych, małżeństw cywilnych, konkubinatów, rozwodów, wchodzenia w nowe związki, decyzji o wielodzietności lub bezdzietności.
Autorzy podstawy programowej „edukacji zdrowotnej” pozornie próbowali zachować neutralność, nie wskazując pożądanych wzorców oraz nie oceniając różnych decyzji, które podejmują ludzie. Tyle, że tak się nie da! Równe traktowanie decyzji prorodzinnych i antyrodzinnych, też jest formą ustosunkowania się do tematu i tworzy bardzo szkodliwy przekaz. Zamiast rozwijać w uczniach pragnienie budowania trwałych więzi małżeńskich i rodzinnych, uczą się w ten sposób akceptacji dla konkubinatów i innych nietrwałych modeli relacji.
Przyjrzyjmy się konkretom. W ramach przedmiotu „wychowanie do życia w Rodzinie” jako fundament rodziny ukazywane było małżeństwo. Jednym z celów nauczania było „uświadomienie i uzasadnienie potrzeby przygotowania do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny”. W podstawie programowej WDŻ dla szkół podstawowych zapisano m.in. że uczeń ma „wiedzieć, co składa się na dojrzałość do małżeństwa i założenia rodziny; znać kryteria wyboru współmałżonka, motywy zawierania małżeństwa i czynniki warunkujące trwałość i powodzenie relacji małżeńskiej i rodzinnej”, „rozumieć wartość trwałości małżeństwa dla dobra rodziny”, „potrafić wymienić i uzasadnić normy chroniące życie małżeńskie i rodzinne oraz sprzeciwić się naciskom skłaniającym do ich łamania”. Temat przygotowania do życia małżeńskiego był poszerzany na WDŻ w szkołach ponadpodstawowych. Uczeń miał nauczyć się „rozumieć, jakie znaczenie ma zawarcie małżeństwa i jego trwałość dla rozwoju społeczeństwa”; „opisywać fundamenty, na których powinno opierać się dobre małżeństwo”, „przedstawić wizję swojego małżeństwa, opisywać fundamenty, na których powinno się ono opierać”.
W ramach „edukacji zdrowotnej” całkowicie zrezygnowano z omawiania tej tematyki. Sporo uwagi poświęca się tematowi rodziny, ale nie wiąże się go z małżeństwem. W podstawie programowej dla szkół podstawowych słowo „małżeństwo” nie pojawia się ani razu! Mowa jest jedynie o „miłości dojrzałej”. Z kolei w szkołach ponadpodstawowych relacja małżeńska ma być omawiana jedynie jako jedna z kilku równorzędnych form relacji — obok relacji romantycznej i partnerskiej.
Podstawa programowa całkowicie pomija temat wierności małżeńskiej oraz budowania trwałej rodziny, nie wskazując pożądanego wzorca w tym zakresie. Zamiast tego dzieci i młodzież są oswajane z różnymi formami związków pozamałżeńskich, które omawiane są w równorzędny sposób do związków małżeńskich. Uczeń szkoły podstawowej ma „opisywać zmiany mogące występować w rodzinach, w tym separację, rozwód oraz wejście rodziców w nowe związki”, natomiast uczeń szkoły ponadpodstawowej ma „z szacunkiem formułować komunikaty dotyczące decyzji innych osób związanych z życiem rodzinnym, partnerskim i rodzicielskim, w tym decyzji o związku formalnym, nieformalnym, niepozostawaniu w związku, separacji czy rozwodzie” oraz „wyszukiwać przepisy prawne dotyczące uprawnień i obowiązków związanych z zawarciem związku małżeńskiego oraz z prawnymi aspektami funkcjonowania związków nieformalnych w Polsce”. Zapisy te nie budziłyby kontrowersji, gdyby program jednocześnie kładł wyraźny nacisk na przygotowanie młodych ludzi do życia w małżeństwie i ukazywał jego wartość. Tak się jednak nie dzieje.
Mówienie o rozwodach, wchodzeniu dorosłych w nowe związki, życiu w konkubinatach, związkach nieformalnych bez wskazywania wiernego małżeństwa jako pożądanego wzorca tworzyć będzie przekaz, że takie decyzje są czymś neutralnym i akceptowalnym.
Rozmowy z uczniami klas IV-VI o możliwości rozpadu rodziny, mogą generować ponadto wśród nich niepotrzebny lęk. Dzieci mogą później zacząć postrzegać zwykłą kłótnię rodziców jako zapowiedź rozwodu.
Drugą fundamentalną różnicą między „edukacją zdrowotną” a „wychowaniem do życia w rodzinie” jest podejście do rodzicielstwa. Celem nauczania „wychowania do życia w rodzinie” było m.in. przekazanie wiedzy związanej z pełnieniem ról małżeńskich i rodzicielskich. Podstawa programowa wymieniała funkcję prokreacyjną jako pierwszą wśród funkcji rodziny („uczeń zna i rozumie funkcje rodziny, np. prokreacyjną, opiekuńczą, wychowawczą oraz ich znaczenie na poszczególnych etapach rozwoju człowieka”). W ten sposób przedmiot wzmacniał wśród uczniów pragnienie, by w przyszłości zostać rodzicami. Podstawa programowa „edukacji zdrowotnej” jest w tym zakresie niejednoznaczna. Z jednej strony mówi o wartości rodziny wielodzietnej, z drugiej zrezygnowano z mówienia o prokreacyjnej funkcji rodziny oraz znajduje się w niej zapis „uczeń szkoły ponadpodstawowej ma „z szacunkiem formułować komunikaty dotyczące decyzji innych osób związanych z życiem rodzinnym , w tym dotyczące decyzji o (…) wielodzietności, bezdzietności” – zrównując z sobą oba podejścia. Co więcej w dziale „zdrowie psychiczne” z szerokiej palety zaburzeń depresyjnych, jako jedyne przykłady wskazano depresję ciążową i depresję poporodową, co może zniechęcać do macierzyństwa. A przecież równie dobrze można by wskazać na możliwość wystąpienia depresji wskutek rozpadu swojej rodziny lub podać przykłady w ogóle nie związane z funkcjonowaniem rodziny.
W Polsce przeżywamy dziś ogromny kryzys demograficzny, który ma podłoże kulturowe – badania pokazują, że młodzi coraz częściej w ogóle nie chcą mieć dzieci. Ukazywanie decyzji o bezdzietności jako równorzędnej do decyzji o wielodzietności, rezygnacja z mówienia o prokreacyjnej funkcji rodziny, koncentrowanie uwagi młodych na trudnościach związanych z macierzyństwem zamiast na jego pięknie, jest w tym kontekście bardzo nieodpowiedzialne.
Wreszcie krytycznie należy ocenić też sformułowany w podstawie programowej cel kształcenia: „budowanie relacji opartych na wartości zdrowia, godności, szacunku i tolerancji na wszystkich etapach życia”. Dzieci i młodzież powinny się uczyć budować relacje oparte na odpowiedzialności i miłości, która jest czymś dużo większym niż godność oraz szacunek i która wymaga braku tolerancji dla niewłaściwych postaw drugiej osoby.
Niejednoznaczne zapisy furtką do promowania postulatów ruchów LGBT i innych szkodliwych treści
Podstawa programowa przedmiotu, budząca tak ogromne emocje, nie powinna pozostawiać żadnych niedomówień. Dla rodziców powinno być jasne, czego mogą się spodziewać.
Tymczasem, podstawa programowa „edukacji zdrowotnej” zawiera kilka bardzo ogólnych zapisów, które choć z pozoru brzmią niewinnie, mogą zostać wykorzystane do przekazywania dzieciom i młodzieży szkodliwych treści.
W podstawie programowej dla szkół ponadpodstawowych, w dziale „Wartości i postawy” znajduje się zapis: „Uczeń rozumie, że godność i szacunek wobec człowieka wykluczają wszelkie formy dyskryminacji ze względu na ludzką różnorodność”. Nie zostało sprecyzowane jak należy rozumieć „ludzką różnorodność” i formy „dyskryminacji” względem niej. Można być jednak niemal pewnym, że wśród cech, wymagających ochrony dzieciom wskazana zostanie m.in. orientacja seksualna , tożsamość płciowa i płeć rozumiana jako konstrukt społeczny (a nie płeć biologiczna). Tak „różnorodność” interpretują organizacje międzynarodowe (m.in. w strategiach Komisji Europejskiej), korporacje (m.in. w Karcie Różnorodności podpisanej przez 239 dużych firm działających w Polsce) i w takim kierunku działa obecny rząd.
Jak w ramach „edukacji zdrowotnej” rozumiana byłaby walka z „dyskryminacją” ze względu na tożsamość płciową i orientację seksualną ukazuje z kolei szkolenie „Różnorodność płciowa w szkole – obowiązki i możliwość wsparcia uczniów”, zorganizowane przez Ośrodek Rozwoju Edukacji pod patronatem MEN w dniu 21.11.2025 r., przeznaczone dla nauczycieli edukacji zdrowotnej, oraz podręcznik dla nauczycieli do „edukacji zdrowotnej”, rekomendowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej („Edukacja zdrowotna. Podręcznik dla nauczycieli”, pod redakcją: Jolanty Grzebieluch, Alicji Basiak-Rasały, Barbary Grabowskiej).
W trakcie szkolenia mówiono, że od płci biologicznej ważniejsza jest subiektywnie odczuwana „tożsamość płciowa”, którą szkoła powinna afirmować. Zachęcano nauczycieli do zwracania się do uczniów imieniem płci przeciwnej w sytuacji, kiedy uczeń sobie tego życzy, udostępniania pomieszczeń (w tym toalet) według zasady płci odczuwanej i jako bezalternatywne rozwiązanie problemu braku akceptacji swego ciała i płci została przedstawiona tranzycja. Analogicznie do tematu podeszli autorzy podręcznika, którzy przychylnie odnieśli się do procesu tranzycji oraz wskazali, że transpłciowość, czy inne orientacje niż heteroseksualna nie są zaburzeniami.
W takim kontekście za przejaw dyskryminacji mogłoby zostać uznane stwierdzenie, że są tylko dwie płcie, nazwanie problemów z identyfikacją z własną płcią zaburzeniem, zwracanie się do ucznia jego prawdziwym imieniem, zakazanie chłopcom korzystania z damskich toalet czy też krytyka tranzycji.
W programie dla szkół podstawowych zapisano z kolei: „Uczeń omawia zagrożenia wynikające z niewłaściwego używania technologii informacyjno-komunikacyjnych, w tym cyberprzemoc, hejt i mowę nienawiści”. Pojęcie „mowy nienawiści” w debacie publicznej używane jest wyłącznie przez jedną, lewicowo-liberalną stronę sporu, która posługuje się nim nie tylko do zwracania uwagi na rzeczywiste przykłady nienawiści, ale która określa w ten sposób też krytykę swoich postulatów. Za „mowę nienawiści” przez środowisko liberalno-lewicowe uznawany jest choćby sprzeciw wobec pseudo „małżeństw” jednopłciowych czy udziału mężczyzn w kobiecych zawodach sportowych. Czy również tutaj pojęcie to będzie interpretowane w taki sposób? Ten zapis także wymaga doprecyzowania.
W podstawie programowej dla szkół podstawowych zapisano także , że „uczeń identyfikuje zmiany dotyczące dojrzewania należące do normy medycznej.” To kolejny zapis z pozoru całkowicie niegroźny, jednak w pierwszej wersji podstawy programowej w 2024 r. jako przykład zachowania należącego do normy medycznej wskazywano masturbację. Nie można mieć gwarancji, że podobna interpretacja nie zostanie utrzymana, dlatego pojęcie „normy medycznej” powinno zostać doprecyzowane.
Walka z dezinformacją o klimacie i szczepieniach, która łatwo może przerodzić się w propagandę i politykę.
Podstawa programowa przewiduje podjęcie na zajęciach tematu szczepień ochronnych oraz wpływu zmian klimatycznych na zdrowie ludzi. Same omówienie tych zagadnień ma jednak nie wystarczyć.
Młodzież ma uczyć się o tym, „czym są ruchy antyszczepionkowe, czym jest dezinformacja o szczepieniach i jak ją rozpoznać” oraz jak „rozpoznować dezinformację dotyczącą zmian klimatu oraz ich wpływu na zdrowie”.
Oczywiście, nie jest wyjaśnione jak rozumiana jest „dezinformacja”, ale przyglądając się debacie publicznej można się domyśleć, że za taką może zostać uznane podnoszenie jakichkolwiek wątpliwości – także tych w pełni uzasadnionych – dotyczących szczepień czy też krytyka polityki klimatycznej realizowanej przez Państwo.
„Edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”: program dalej zakłada permisywne podejście, wyrywające seksualność z kontekstu miłości i małżeństwa
Projekt rozporządzenia Minister Edukacji Narodowej reguluje także podstawę programową nowego nieobowiązkowego przedmiotu: „Edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”.
Przedmiot jest zagrożeniem dla dzieci. Małżeństwo także tutaj traktowane jest na równi z konkubinatami. Jednym z celów przedmiotu ma być „przygotowywanie do świadomego pełnienia ról społecznych, w szczególności partnera, małżonka i rodzica”.
W treści dla szkól ponadpodstawowych całkowicie pominięto kwestię szkodliwości przedwczesnej inicjacji seksualnej, a w szkołach podstawowych poświęcono tematowi jedynie marginalną uwagę.
Ramą nauczania o seksualności ma być „zdrowie seksualne”, a w zasadzie ukrywająca się za tym hasłem przyjemność seksualna. Kryterium oceny aktywności seksualnej jest „świadoma zgoda”. Przekazywanie dzieciom, że współżycie seksualne jest akceptowalne, byle było świadome i dobrowolne, a taki wydźwięk ma rezygnacja z mówienia o szkodliwości przedwczesnej inicjacji seksualnej i akcentowanie „świadomej zgody” jako jedynego wymagania dotyczącego aktywności seksualnej, jest antywychowawcze. Jakakolwiek aktywność seksualna w nastoletnim wieku jest szkodliwa. Prowadzić może nie tylko do niechcianych ciąż, ale też do bardzo szkodliwych konsekwencji duchowych, moralnych, psychicznych i społecznych, m.in. uzależnień, zranień, zniszczonych więzi z samym sobą, z drugim człowiekiem i Bogiem oraz utrudniać będzie budowanie szczęśliwych rodzin i wiernych małżeństw w przyszłości.
Ponadto, uczniowie mają omawiać pojęcia takie jak aborcja, tożsamość płciowa czy orientacja psychoseksualna. Nie określono jednak, w jaki sposób ani w jakim kontekście mają być one przedstawiane. Biorąc pod uwagę, kto jest Ministrem Edukacji, treść wspomnianych wcześniej podręcznika i szkolenia dla nauczycieli, budzi to uzasadnione obawy.
„Edukacja zdrowotna” nie będzie realizowana w próżni. Postawa Minister Edukacji wzmaga zagrożenie demoralizacją
Debata o edukacji zdrowotnej nie dzieje się w próżni. Oceny podstawy programowej oraz samej koncepcji przedmiotu „edukacja zdrowotna”, nie można dokonywać w oderwaniu od postawy Minister Edukacji Narodowe Barbary Nowackiej. To Ministerstwo będzie bowiem czuwać nad opracowywaniem podręcznika, szkoleniem nauczycieli oraz nadzorowaniem, jak poszczególni nauczyciele realizują program.
Tymczasem działalność Minister Nowackiej od lat polegała głównie na promowaniu rożnych szkodliwych ideologicznych postulatów w szczególności prawa pozwalającego na zabijanie nienarodzonych dzieci. Dwukrotnie była pełnomocnikiem inicjatyw obywatelskich, w których postulowała aborcję na życzenie, w tym dla 15-latek bez zgody ich rodziców.
„Edukacja zdrowotna” od początku pomyślana była przez nią jako tarcza dla wdrożenia deprawacyjnej edukacji seksualnej. Kierowanie zespołem, który opracowywał podstawę programową powierzyła seksuologowi prof. Zbigniewowi Izdebskiemu, który od lat propaguje wizję seksualności, w której najważniejsza jest przyjemność realizowana w oderwaniu od jakichkolwiek wartości. Zachęca do podejmowania współżycia seksualnego niepowiązanego z uczuciem i relacją z drugą osobą, do masturbacji, uważa, że przyjemność seksualna może być zaspakajana nawet kosztem życia dziecka. Nowy przedmiot miał zastąpić „wychowanie do życia w rodzinie”. Te dwie decyzje jednoznacznie pokazują, jaki był główny cel przedmiotu – przecież gdyby chodziło o zdrowie fizyczne dzieci, to opracowanie programu powierzono by specjaliście z tego zakresu. Przedmiot mógłby zaś funkcjonować równolegle do WDŻ.
Od początku po Minister nie było widać choćby najmniejszej woli podjęcia merytorycznej debaty z rodzicami protestującymi przeciwko wprowadzeniu przedmiotu. W szeregu wypowiedzi Minister obrażała protestujących, określając nas mianem szurii, sekty i reprezentantami pornolobby. Fałszywie zarzucała nam, że nie czytaliśmy podstawy programowej oraz przypisywała nam fałszywe intencje i poglądy. Wmawiała m.in., że protesty mają charakter polityczny oraz, że nie chcemy, by dzieci umiały obronić się przed złym dotykiem czy pornografią. Minister skrzętnie milczała na temat istoty protestów.
Dopiero ogromny społeczny sprzeciw wymusił znaczącą poprawę podstawy programowej dla szkół podstawowych (dla szkół ponadpodstawowych niestety niewiele się zmieniło) i rezygnację z obligatoryjności przedmiotu w pierwszym roku jego nauczania. Sama Minister Nowacka przyznała jednak później, że to nie była jej decyzja, tylko została jej narzucona z góry m.in. w związku z kampanią prezydencką. Jakby to od niej zależało to nic by nie zmieniła.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe fakty, ufanie minister Edukacji, że będzie chciała zatroszczyć się tylko o zdrowie fizyczne czy kondycję dzieci, byłoby naiwnością. Nie ulega wątpliwości, że będzie chciała dalej narzucać dzieciom swoje radykalne ideologiczne przekonania, jedynie dyskusyjna jest skala tego, na ile jej się to uda. Presja społeczna wymusiła na niej trochę ustępstw, ale nie znaczy to, że całkowicie porzuciła swoje zamierzenia. Nawet jeśli zostawi się jej choć niewielką furtkę do szkodliwego działania, będzie chciała ją wykorzystać.
Do 11 czerwca potrwają konsultacje społeczne nowego przedmiotu. Wyraź sprzeciw!
Ministerstwo Edukacji zapowiedziało, że do 11 czerwca potrwają konsultacje społeczne podstawy programowej. Jako fundacja Grupa Proelio zamierzamy w ich ramach przekazać apel „Nie chcemy „edukacji zdrowotnej” ingerującej w sferę wartości!. Do apelu można jeszcze dołączyć pod linkiem: https://proelio.pl/petycje/viewpetition/86-nie-chcemy-edukacji-zdrowotnej-ingerujacej-w-sfere
Zachęcam także do wysyłania uwag do Ministerstwa Edukacji na wskazany adresy do konsultacji: konsultacje.dko@men.gov.pl. A także do wszelkich innych form protestu.
Art. 48 Konstytucji gwarantuje, że <<rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami>>. Dotychczas to prawo było szanowane – wychowanie do życia w rodzinie a w ostatnim roku edukacja zdrowotna były przedmiotami nieobowiązkowymi. Jeśli rodzice uważali, że poruszane treści stoją w sprzeczności z tym, jak chcą wychowywać dziecko, mogli nie posyłać go na zajęcia. Oburza to, że rząd planuje zmianę podejścia i łamanie praw rodziców. Protestujmy zanim będzie za późno.
Zbigniew Kaliszuk
***
Autor jest ojcem trójki dzieci, wiceprezesem fundacji Grupa Proelio i twórcą apeli przeciwko wprowadzeniu obowiązkowej „edukacji zdrowotnej” do szkół: „Nie dla deprawacji seksualnej w szkołach” oraz „Nie chcemy „edukacji zdrowotnej” ingerującej w sferę wartości!,” pod którymi podpisało się ponad 100 tysięcy osób.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

