Drukuj Powrót do artykułu

Honor i wiara – rozmowa z Andrzejem Poczobutem

25 maja 2026 | 13:23 | Rozmawiał Waldemar Piasecki | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Wojciech Olkusnik/East News

„Tym, kto wierzy w to, że wszystko się sprowadza do `tu i teraz` jest niezwykle ciężko w warunkach kiedy to twoje `tu i teraz` ci zabierają. Jeżeli zaś wierzysz w to, że gdzieś jest jednak sprawiedliwość, że Pan Bóg z góry na to wszystko patrzy i przyjdzie czas, że on wszystkie krzywdy wyrówna, wszystko nabiera innego wymiaru. Jest znacznie łatwiej przyjąć swój los i trwać w trudnej sytuacji nie łamiąc się i wierząc w jego odmianę” – mówi  Andrzej Poczobut. W rozmowie z Waldemarem Piaseckim niedawno uwolniony więzień polityczny na Białorusi mówi m. in. o wieloletnim uwięzieniu, o tym co dzieje się w dzisiejszych więzieniach na Białorusi i sytuacji Polaków pod rządami Aleksandra Łukaszenki.

Waldemar Piasecki (KAI): Chciałbym, aby nasza rozmowa różniła się od tych, jakie z Tobą dotąd przeprowadzano. Nie będę pytał jak zimno było w karcerze, jak podłe jedzenie i jak twarde były deski, na których spałeś. Na początek zapytam: „Wierzysz w Boga?

Andrzej Poczobut: Tak. Zresztą trudne doświadczenia wpływają na zwiększenie się zainteresowania kwestiami wiary i religii. Niejeden raz obserwowałem to zjawisko wśród więźniów.

Jeżeli tak, to czy przede wszystkim motywacja religijna pomagała Ci przetrwać więzienie i to, co w nim przechodziłeś?

– Oczywiście. Tym, kto wierzy w to, że wszystko się sprowadza do „tu i teraz” jest niezwykle ciężko w warunkach kiedy to twoje „tu i teraz” ci zabierają. Jeżeli zaś wierzysz w to, że gdzieś jest jednak sprawiedliwość, że Pan Bóg z góry na to wszystko patrzy i przyjedzie czas, że on wszystkie krzywdy wyrówna, wszystko nabiera innego wymiaru. Jest znacznie łatwiej przyjąć swój los i trwać w trudnej sytuacji nie łamiąc się i wierząc w jego odmianę.

Jest bogata literatura na temat sowieckich gułagów, z których doświadczeń czerpie reżim łukaszenkowski. Najbardziej znane w Polsce są książki wspomnieniowe Aleksandra Sołżenicyna, Józefa Czapskiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Nieco w cieniu pozostaje Warłam Szałamow, do którego Ty się odwołujesz. W swych „Opowiadaniach kołymskich” pisał, że w gułagach najczęściej przeżywali „religioznicy”, więźniowie głęboko wierzący, albo ci, którzy porzucili nadzieję i stali się zimnymi cynikami. Do tych drugich, Warłamow, syn prawosławnego księdza i nauczycielki sam siebie zaliczał. Czy to samo dzieje się w dzisiejszych więzieniach na Białorusi, których jest tam trzy razy więcej niż… teatrów?

– Uważam właśnie Warłama Szałamowa za największego znawcę Gułagu i zachowywania się człowieka w tych potwornych warunkach. Siedział on w strasznych czasach, najgorszych – czyli pod koniec lat trzydziestych podczas tzw. wielkiej czystki. Przeszedł najgorsze miejsca tego systemu więziennego, łagier opuścił będąc inwalidą. Otarł się o śmierć, widział śmierć, dno sowieckiego systemu. Uważam, że każdy kto chce poznać sedno sowieckiego represyjnego systemu musi przeczytać książkę Szałamowa „Opowiadania Kołymskie”, a także książkę Anne Applebaum „Gułag”. Kwestie religijności, która opisał i o których mówił Szałamow bez wątpienia są aktualne i w białoruskich więzieniach, chociaż przy całych ciężkich warunkach w nich panujących nie można ich porównywać do łagrów stalinowskich.

Czy masz jakiś szczególnie bliski utwór Szałamowa?

– Jest taki jego wiersz „Awwakum w Pustoziersku”.  Opowiada o tym jak słynny charyzmatyczny XVII-wieczny rosyjski staroobrzędowiec Awwakum po konflikcie w patriarchą cerkwi i carem spokojnie idzie na stos, na którym ma zostać spalony w Pustoziersku w Wielki Piątek 1682 roku.  Brzmi on tak w polskim przekładzie:

Nie ulegaj pokusie,

Co w piersi twej bije;

Od kaźni do kaźni 

Krocz w cichym spokoju.

 

Wędruj przed siebie

I nie lękaj się węża,

Co kąsa twe stopy,

Gdy w drogę wyruszasz.

 

Nie przyczołgał się tutaj

Z bram Raju;

Z królestwa Piekieł przybywa —

Wysłannik ten zła.

 

Tutaj śpiewu ptaków

Nikt nigdy nie słyszał

Cierpliwości tu uczą

I mądrości skał.

Jestem więźniem lochu:

Przez czternaście lat

Znałem tylko jedną barwę —

Samotną czerwień borówek.

 

Lecz to nie absurd,

Nie tylko sen o istnieniu;

To twierdza mej duszy

I siła mej woli.

 

Skutymi krokami

Wiodą mnie w dal;

Lecz z  jarzmem mi błogo 

I z brzemieniem lekko.

 

Srebrnym pyłem

Zaniesiemy ślady

Na ognistych skrzydłach

Uniosę się w niebo.

 

Przez głód i chłód,

Przez smutek i lęk,

Do Boga mego jak gołąb

Z płonącego stosu wzlatuję.

 

Składam ci  przysięgę,

O daleka Rusi:

Bez litości dla wrogów,

Z niebios tu powrócę.

 

Choćbym był wyśmiany

I na płomienie wydany,

Choćby popioły me 

Górski wicher rozniósł

 

Nie ma losu słodszego,

I bardziej upragnionego kresu

Niż popioły, co pukają

Do ludzkich serc.

 

Ten wiersz to alegoria i ilustracja sytuacji i postaw łagierników czasu Szałamowa. Chyba najlepszy, jaki napisał. Bardzo pomagał mi także w moim uwięzieniu.

Co myślisz o ludziach, którzy nie dają rady i zdradzają? Chociażby o Romanie Protasiewiczu, który był odważnym redaktorem portalu „Nexta” krytykującym Łukaszenkę i jego reżim, a po aresztowaniu w wyniku wymuszonego lądowania w Mińsku samolotu, którym leciał z Aten do Wilna, załamał się, poszedł na kolaborację z władzami i wykorzystywany był nawet do prób robienia „wywiadów” z przebywającymi wówczas w areszcie opozycjonistami: Wiktorem Babaryko, Marią Kolesnikową i Siarhiejem Cichanouskim? 

– Próbowano zaaranżować również moje spotkanie z Protasiewiczem. To było w tym samym czasie kiedy nagrał on rozmowę z innymi więźniami politycznymi. Ja rozmawiać z Protasiewiczem nie chciałem. Nie widziałem potrzeby w tym, by prowadzić z nim jakiekolwiek rozmowy. Rozumiałem, że władzom zależy na tym by z jednej strony poprzez fakt, że więźniowie polityczni prowadzą z nim jakieś rozmowy podnieść jego wizerunek. Ale nie rozumiałem do czego mi może być potrzebny jakikolwiek z nim kontakt. Dla mnie jest on osobą moralnie skończoną. Kiedy przeprowadzili mnie do pokoju w którym przebywał Protasiewicz, zobaczyłem przed sobą dobrze odżywionego młodego człowieka z brzuszkiem. Niby dobrze wyglądał, ale z oczu mu pobity pies patrzył. Wolałem być wychudzony i przetrzymywany w ciężkich warunkach niż mieć po wyjściu na wolność takie spojrzenie. Nie zważając na trudne warunki mogłem każdemu w obozie, od naczelnika więzienia poczynając, spokojnie i prosto patrzyć w oczy. To sobie ceniłem bardziej niż jakieś dogodności, które otrzymywały osoby współpracujące z administracją więzienną. Taki w skrócie jest mój stosunek do tego zjawiska.

– Czy Ciebie też próbowali złamać? Jak?

– Poza bezpośrednią przemocą fizyczną użyto wobec mnie wszystkich innych środków, które posiada administracja więzienna. Pozbawiono mnie paczek z domu, ograniczono do minimum możliwość zakupów w sklepie więziennym, miałem tylko więzienną racje żywnościową. Poznałem więc głód. Kiedy przywieziono mnie do Nowopołocka ważyłem 93 kilo, kiedy go opuszczałem – 74. Do tego przez dwa lata żyłem w pomieszczeniu z otwartym oknem. Otwartym i latem i zimą. Poznałem więc co to jest strach przez chłodem, paniczny strach zimna. Kiedy uważnie nasłuchujesz w reżimowym radio prognozę pogody na jutro… I czekasz na nią jak na wyrok.

Trzymano mnie w najgorszych z możliwych warunków, dobierano współwięźniów poszukując typu osobowości jaki bym źle znosił, a kiedy zobaczyli, że potrafię się dogadać i z hersztem grupy przestępczej i z alkoholikiem, który odsiaduje za morderstwo dokonane po pijaku i żadnej książki w swoim życiu nie przeczytał, wtedy zaczęli mnie trzymać w pojedynczej celi skazując dodatkowo na pełną izolacje, miesiącami nie miałem z kim zamienić ani jednego słowa… Nawet na spacer wyprowadzano mnie kiedy w sąsiednim spacerniaku nikogo nie było. Pełna izolacja. To dla mnie było najtrudniejsze.

Po Twoim aresztowaniu w 2021 roku rozpoczęły się akcje międzynarodowych protestów i prób zmuszenia reżimu do umożliwienia Ci wyjazdu z Białorusi. Z pewnym niedowierzaniem przyjmowane były informacje, że tego odmawiasz narażając swoje zdrowie i życie. Dlaczego tak robiłeś? 

–  Bo… nie miałem wyjścia. Jestem jednym z liderów Związku Polaków na Białorusi. Przez lata byłem odpowiedzialny za kierunek działalności organizacji polegający na opiece nad miejscami pamięci narodowej w tym mogiłami żołnierzy Armii Krajowej. Organizowałem i współorganizowałem objazdy miejsc pamięci w tym przez młodzież szkolną ze szkół prowadzonych przez Związek Polaków na Białorusi. W czasie kiedy planowałem wyjazd polskich nastolatków do tych miejsc, wzywano ich na przesłuchania do Komitetu Śledczego i każdemu z nich mogły być postawione zarzuty, gdyż oskarżenie skonstruowano w taki sposób, że każdy mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności za „kultywowanie nazizmu”. Uważałem i uważam, że moje miejsce jest obok tych ludzi. Czułem i czuje swoją odpowiedzialność przed nimi, w końcu przez ponad 20 lat nawoływałem ludzi by dołączali do Związku Polaków. Nie mam więc moralnego prawa opuścić ich w chwilach próby. To moja misja, której się nie wyrzeknę i kwestia mego honoru.

Czy był to także rodzaj Twojej osobistej wojny z Łukaszenką? Postanowiłeś nie dać się bezpowrotnie wypchnąć z Białorusi bez względu na cenę?

– Osobiście Łukaszenki nie poznałem, więc trudno mi udzielić odpowiedzi na to pytanie. Jego wypowiedzi na mój temat świadczą o tym, że bardzo emocjonalnie reaguje na moją osobę. Tyle mogę powiedzieć.

– W 2024 roku wydawało się, że jednak się zdecydujesz, że przekonała Cię do tego podczas wizyty w więzieniu Andżelika Borys. Jakich używała argumentów i co ostatecznie zadecydowało, że nadal dałeś się więzić? Cena jaką miałbyś „zapłacić” za wolność była nie do przyjęcia?

– Byłem przez lata pozbawiony dostępu do informacji, kiedy Andżelika powiedziała mi, że ona nie może mi wszystkiego powiedzieć, ale powinienem wyjechać, bo to jest potrzebne ludziom z ZPB, zgodziłem się chociaż jednocześnie prosiłem, by dobrze się zastanowić nad tym, bo ja jestem gotów odsiedzieć wyrok do ostatniego dnia. Prosiłem też by nie śpieszono się z ostateczną decyzją. Kiedy ten wyjazd wiosną 2024 roku nie doszedł do skutku odetchnąłem z ulgą, bo wewnętrznie wcale nie byłem przekonany do słuszności tej decyzji.

W grudniu zeszłego roku Łukaszenko wypuszcza 123 więźniów z różnych państw w ramach umowy z USA. Na wolność wychodzi między innymi laureat Pokojowej Nagrody Nobla Aleś Białacki. Ty nadal siedziałeś. Czy wtedy też miałeś ofertę wyjścia? 

– Co jakiś czas pytano mnie albo bezpośrednio, kiedy do mnie do celi przychodził wiceszef więzienia, czy chcę opuścić Białoruś. Podobne pytanie było mi przekazywane przez adwokatkę, która podkreślała, że odpowiedź jaką udzielę jest nie dla niej tylko dla innych osób… Moja odpowiedź zawsze była taka sama – NIE! Nie chcę wyjeżdżać. Strona polska była o tym od samego początku poinformowana.

Co ostatecznie teraz zadecydowało, o Twoim uwolnieniu? Na dodatek z ważnym białoruskim paszportem…

– Doszło do spotkania z przedstawicielem administracji łukaszenkowskiej, który pojawił się w towarzystwie Andżeliki Borys. Zapewnił, że będę mógł powrócić na Białoruś, kiedy zechcę i wręczył paszport. Pokazał także zdjęcie ze spotkania Łukaszenki z Christopherem Smithem, asystentem amerykańskiego Sekretarza Stanu, który negocjował zwolnienie więźniów w końcu zeszłego roku. Powiedział, że jest teraz nowy czas relacji z Ameryką, a Smith będzie czekał na mnie na polskiej granicy. To zabrzmiało dość wiarygodnie, ale bez paszportu nigdy bym się nie zdecydował. Zresztą do ostatniego momentu ważyło się, czy pójdę przez granicę czy jednak zatrzymam się i jej nie przekroczę. To była trudna sytuacja. Powtarzali mi, że wszystko jest uzgodnione, że nie ma przeszkód do mego powrotu. Paszport był na to dowodem, który trzymałem w rękach. W końcu ruszyłem…

Pierwszymi Twoimi słowami po przejściu na polską stronę granicy skierowanymi do Bartka Wielińskiego było to samo pytanie – czy będziesz mógł wrócić na Białoruś. Zrobiło to na wszystkich wielkie wrażenie. Jak myślisz, dlaczego? Czy sądzisz, że każdy Polak rozumie Twoje motywacje? Czy rozumie je także Twoja rodzina: żona, córka, syn…?

– Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Na pewno rozumieją mnie Polacy, którzy należą do Związku Polaków i nadal przebywają na Białorusi. Polacy, którzy mieszkają w Polsce często inaczej na to patrzą. To jest absolutnie zrozumiałe, nie znają kontekstu, nie mają wiedzy na temat tego jak wyglądała historia Związku Polaków w ciągu ostatnich lat. Przecież i historię mojej działalności najczęściej znają zaledwie w kilku zdaniach, które są powtarzane w mediach – jest dziennikarzem i działaczem mniejszości polskiej na Białorusi. I tyle. Trudno więc się dziwić braku zrozumienia z ich strony. Dlatego napisałem duży artykuł w „Gazecie Wyborczej” tłumaczący mój punkt widzenia. Jeden z moich bliskich kolegów po przeczytaniu do mnie zadzwonił i powiedział mi, że dopiero teraz on zrozumiał o co mi chodzi, wcześniej nie mógł pojąć… Tak to wygląda.

Łatwo za to mi się rozmawiało z tymi, którzy mieli udziału w opozycji antykomunistycznej w czasach PRL, ci ludzie dobrze mnie rozumieją. Na przykład marszałek Bogdan Borusewicz, kiedy na spotkaniu z nim poruszony został ten temat, potrafił bezbłędnie wskazać moje motywy. To jest zrozumiałe, sam przecież w latach PRL-u był w podobnej sytuacji. Rodzina oczywiście chciała bym był przede wszystkim bezpieczny, ale oni również rozumieją moją motywacje i moje zachowanie.

Zostałeś skazany na osiem lat za „rehabilitację nazizmu” czym białoruski reżim eufemistycznie definiował Twoją walkę o polską pamięć na Białorusi, w tym troskę o miejsca wiecznego spoczynku bohaterskich żołnierzy Armii Krajowej, owych „nazistów”. To był wyrok „czysto polski”. Inny niż dostawali opozycjoniści białoruscy z Alesiem Białackim na czele. Czy między walczącymi o swoją tożsamość białoruskimi Polakami i pragnącymi wolności i demokracji Białorusinami jest pełna jedność celów? Czy są elementy, które dzielą?

– Zostałem skazany ostatecznie za rozpalanie waśni na tle narodowościowym i nawoływanie do działań mających wyrządzić szkodę bezpieczeństwu narodowemu Białorusi. Krótko odpowiedzieć na ten temat się nie da. W końcu sprawa liczy 86 tomów po 200 stron każdy. Śledczy i prokuratura „wyszukali” rzekome przykłady potwornych zbrodni popełnionych rzekomo przez AK. Był taki element w sprawie zeznania żołnierza AK, który zeznawał o tym, że rozwalili stu białoruskich cywilów. Prokuratura chwyciła ten trop, zarządzono ekshumacje, a ciał znaleźli… zero! Żadnego. No bo często zeznania i przyznawanie się do zbrodni było wymuszane torturami. Białorusini, nie zważając na lata szerzenia propagandy, mało wiedzą na temat podziemia antykomunistycznego na Białorusi.

Generalnie oprócz AK, na terenach należących dziś do Białorusi, działały jeszcze litewska partyzantka i bardzo mocna ukraińska UPA, ale nie była to banderowska UPA tylko organizacja o takiej samej nazwie na czele której stał Taras Borowiec pseudonim Bulba. Byli oni skonfliktowani z Banderą i w wielu kwestiach m.in. stosunku do Polaków, różnili się od banderowców. Antykomunistyczna partyzantka białoruska to raczej były luźne grupy przetrwania osób zaangażowanych w kolaboracje z Niemcami. Oczywiście punkt widzenia Białorusinów na historie, w tym na historie AK, różni się od polskiego. Starannie wymazywany jest chociażby fakt, że w szeregach AK było dużo Białorusinów. Materiały dochodzenia w mojej sprawie karnej tylko to potwierdzają, dziś dzięki procesowi, wiem na ten temat znacznie więcej niż wcześniej. Co się generalnie tyczy Białorusinów, to oni mają wielu liderów i wiele punktów widzenia. Do jednych jest nam bliżej do innych dalej. Polacy na Białorusi zaś mają tylko Związek Polaków. Jesteśmy dziś jedyna polską, patriotyczną i demokratyczną organizacją działającą na Białorusi. Stąd tez szczególna wartość ZPB.

Emil Zola napisał w 1891 roku opowiadanie „Prokurator Judei”, o takim samym tytule także w 1965 roku – Warłam Szałamow. U Zoli, Poncjusz Piłat, u schyłku życia traci pamięć i nie jest w stanie powiedzieć kim był Jezus Chrystus. U Warłamowa, sowiecki lekarz-oficer traci pamięć o ofiarach gułagu, które starł się ratować. Czy myślisz, że coś takiego może się przytrafić białoruskiemu sędziemu Dzmitrowi Bubieńczykowi, który skazywał Cię na osiem lat – na koniec zapyta: „Poczobut? A kto to taki?”. Czy ty kiedykolwiek zapomnisz Bubieńczyka?

– Dla mnie trzydziestoośmioletni w czasie wydawania wyroku Bubieńczyk, który m.in. ukończył szkołę położoną tuż obok szkoły, w której ja się uczyłem, i mieszkał w dzielnicy, w której mieszkało wielu moich szkolnych kolegów. Dziś jest dla mnie tylko jedną z części represyjnego mechanizmu. Nie czuję do niego żadnych emocji. To jest jak stosunek do samochodu, który spowodował stłuczkę. I tyle. Przecież nie nienawidzi się takiego samochodu!

Nie da się nie dostrzec, że część Polaków na Białorusi wiąże swoje losy z lojalnością, czy nawet wspieraniem reżimu Łukaszenki. Jakiej skali jest to zjawisko? Skąd się bierze?

– To jest złożony temat. Krótko odpowiedzieć na te pytanie się nie da, więc jedynie zarysuje problem. W Białoruskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej od 1948 roku do 1988 roku, nie było nauczania języka polskiego. Zostało w całości wycięte. To samo tyczy się awansu społecznego osób mających polskie pochodzenie. Po osiągnięciu pewnego stopnia kariery dostawali oni propozycje zmiany narodowości z polskiej na jakąkolwiek inną na przykład białoruską czy rosyjską. Jeżeli się godzili, mogli awansować dalej, jeżeli nie – pozostawali na tym szczeblu który wcześniej osiągnęli. Ci Polacy, którzy awansowali w systemie Łukaszenki są często bardziej antypolscy niż Białorusini zajmujący podobne stanowiska. Jest to cena kariery, wymóg który stawia im obecna sytuacja. Chcesz zrobić karierę musisz się dostosować do warunków, a warunki są takie, że polskość i Polska postrzegane są jako siła wroga łukaszenkowskiej Białorusi.

Z kolei lojalność wobec władz, po części jest wymuszona represjami, a po części wynika z tradycyjnego przekonania, że lepiej nie wychylać się, gdyż inaczej można ściągnąć na siebie problemy i represje. Ideowych zwolenników Łukaszenki dawno nie spotykałem. Ani wśród Polaków ani wśród Białorusinów. Proszę pamiętać, że jego rządy trwają już ponad 30 lat. Zmęczenie jego osobą jest ciągle duże w społeczeństwie, tyle że teraz represjami zdołano to przygasić, wymusić podporządkowanie się, publiczne demonstracje lojalności… Ale co człowiek myśli? Co ukrywa się ze tą lojalistyczną postawą, która jest przedstawiana na zewnątrz? To są pytania, na które należy szukać odpowiedzi.

Do tej grupy polskich wielbicieli Łukaszenki dołączają czasem także Polacy z Polski, tacy jak żołnierz dezerter Emil Czeczko czy sędzia Tomasz Szmydt.

Szeregowy Czeczko uciekł na Białoruś początkiem 2022 roku. Dezerter rozgłaszał w mediach, że nie mógł znieść „ludobójstwa”, jakie na migrantach usiłujących pokonać granice białorusko-polską dokonują polskie służby graniczne i wojskowe. Podawał jakieś ogromne liczby rzekomych ofiar. To się oczywiście reżimowi łukaszenkowskiemu bardzo podobało. Końcem marca znaleziono go powieszonego w mieszkaniu jakie dostał. We wrześniu białoruska organizacja Centrum Obrony Praw Człowieka odsłoniła nagrobek Czeczki wzorowany na wojennych grobach polskich żołnierzy, a w marcu 2023 roku utworzono Międzynarodową Fundację Charytatywną im. Emila Czeczki, która od razu ustanowiła „Nagrodę Pokoju i Praw Człowieka” dla bojowników o prawdziwą demokrację. Jej laureatem został m.in. polski europoseł Grzegorz Braun.

Tomasz Szmydt uciekł na Białoruś w maju 2024 roku. Jak się okazało był szpiegiem. Propaganda łukaszenkowska urządziła mu festiwal medialny prezentując jako obrońcę praw człowieka i bohatera walki z polskim bezprawiem. Jeden i drugi w telewizji czy na zdjęciach w gazetach mieli te same oczy zbitych psów. Tyle…

Jesteś oczywistym liderem Związku Polaków na Białorusi. Rozumiem Twoją decyzję powrotu do kraju na zjazd waszej organizacji we wrześniu tego roku. Czy zakładasz, że Łukaszenka, mimo umowy z Amerykanami, może Cię nie wpuścić na Białoruś, albo wpuścić i zamknąć? Co wtedy?

– Wtedy wrócę do więzienia. Moralnie jestem na to przygotowany. Gdyby nie dano mi paszportu, gdyby nie usłyszał zapewnień od człowieka z administracji białoruskiego prezydenta, że będę mógł wrócić, nie przekroczyłbym granicy. Owszem sytuacja jest dynamiczna. I nikt nie wie jak się ona potoczy dalej. Zakładam jednak, że raczej dzisiaj rozmawiamy o obecnej sytuacji, wtrącenie mnie do więzienia jest mało prawdopodobne. Zagrożenie oczywiście istnieje i nikt nie może dać mi jakichkolwiek gwarancji.

Co sądzisz o relacjach Polski z waszym Związkiem Polaków na Białorusi? Czy opieka, jaką ma Was otaczać Senat RP jest zadawalająca? Ostatnio środki finansowe na ten cel poważnie zredukowano, rozumiesz to?

– Mam nadzieje, że kwestia tych drastycznych cięć zostanie rozpatrzona ponownie. Takie mamy sygnały. Wierzę, że nad tym problemem Senat raz jeszcze się pochyli. Z Senatem współpracujemy od wielu, wielu lat i bez ich wsparcia, naprawdę sytuacja mniejszości polskiej na Białorusi byłaby o wiele gorsza. Często Senat jest krytykowany, czasem zasługuje na krytykę, czasem – nie. Znacznie rzadziej dziękuje się senatorom za wsparcie, które otrzymujemy. Dlatego dziś przede wszystkim, wspominając wszystkie lata współpracy, chciałbym podziękować senatorom, którzy przez lata wspierali nas, odwiedzali, wysłuchiwali, pomagali. Ludzie ci należeli do różnych ugrupowań, ale każdy z nich miał serce dla Polaków ze Wschodu i dzięki temu Związek Polaków przetrwał najgorsze czasy. Wierzę, że działając wspólnie poradzimy sobie i z obecnymi problemami.

Czy nie odnosisz wrażenia, że wokół Twojej postaci rozgrywany jest jakiś „mecz” głównych sił polskiej sceny politycznej, o to, z którą z nich Poczobut będzie bardziej trzymał? 

Od wielu lat Związek Polaków i kwestia Polaków na Białorusi była ponad walką polityczną w Polsce. Wspierały nas ugrupowania, które na co dzień zaciekle się zwalczają. W każdym ugrupowaniu politycznym są ludzie, którzy mają serce dla Polaków na Białorusi: i w PiS i w PO i w PSL i w innych ugrupowaniach, i na lewicy i na prawicy… Bardzo to cenimy. Zresztą w ZPB też są ludzie o różnych poglądach na to co się w Polsce dzieje, o różnych sympatiach politycznych.

Mieszkając na Białorusi jesteśmy niejako poza codzienną walką polityczną, przytłaczająca większość Polaków na Białorusi nie ma polskiego obywatelstwa, nie musi więc wybierać na kogo oddać głos w wyborach, to powoduje, że w każdym kolejnym rządzie widzimy przede wszystkim przedstawicieli Polski, a każdemu przedstawicielowi Polski należy się równy szacunek, tym bardziej kiedy dotyczy to sytuacji poza granicami RP, na przykład podczas wizyt i spotkań na Białorusi.

Czy zamierzasz wystąpić o obywatelstwo Polski, której jesteś wiernym synem i bohaterem?

– Kiedyś wystąpię o polskie obywatelstwo, które naturalnie chciałbym mieć, ale nie będzie to teraz. Moi przodkowie mieli obywatelstwo Polski. W każdej wojnie ród nasz przelewał swoją krew za Rzeczpospolitą, dlatego naturalnie uważam posiadanie obywatelstwa Polski za powód do dumy. Jednak dziś gdybym posiadał polskie obywatelstwo, najprawdopodobniej natychmiast pozbawiono by mnie obywatelstwa Białorusi i wydalono z kraju ogłaszając osobą niepożądaną. Banicja oznaczałby koniec moje działalności dla Polaków na Białorusi. Dlatego mam tylko Kartę Polaka i w obecnej sytuacji to mi absolutnie wystarcza.

W czerwcu zostaniesz uhonorowany przez Parlament Europejski i wystąpisz przed nim w Strasburgu? Czy już wiesz co powiesz tej reprezentacji Wspólnoty Europejskiej? 

– Przemawiając w Polsce mówię przede wszystkim o Polakach na Białorusi, bo to jest to co mnie przede wszystkim nurtuje, los Polaków jest dla mnie najważniejszy. Białorusini mają w Polsce liczne przedstawicielstwo i wielu liderów, którzy często przedstawiają swój punkt widzenia. Ich głos jest słyszalny. Polacy na Białorusi mają tylko ZPB i dlatego koncentruję się na problemach Polaków, które często są mniej znane i nierzadko trudniejsze niż problemy ogółu społeczeństwa na Białorusi. Przemawiając w Parlamencie Europejskim oczywiście będę mówił o Polakach, ale również o więźniach politycznych na Białorusi, o sytuacji mediów na Białorusi. Zamierzam trochę szerzej odnieść się do kontekstu i naszej rzeczywistości. Chodzi o to, że bez tego sytuację mniejszości polskiej niekoniecznie zrozumie człowiek, który na co dzień nie styka się z białoruską problematyką. W głowie już mam tematy i kwestie, które musze poruszyć, jednak jeszcze głęboko się nie zastanawiałem nad przemówieniem, nie układałem go na razie.

Wiosną 2023 roku, uhonorowany zostałeś Medalem Misji Jana Karskiego, który w Twoim imieniu odebrał podczas wrześniowej uroczystości w Lublinie, Twój brat Stanisław. W uzasadnieniu padły słowa, że Twoja misja „jest w oczywisty sposób bliska misji powstrzymania Holocaustu, podjętej w 1942 r. przez Jana Karskiego”. […] „Tak jak legendarny emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego cierpiał hitlerowskie więzienie i tortury, tak Andrzej Poczobut doznaje podobnej próby fizycznego hartu, niezłomności charakteru i wytrwałości w duchu nadziei. Tak jak Karski uwolniony z więzienia przez swoich towarzyszy broni powrócił do walki o Polskę, tak Poczobut uwolniony przez siły międzynarodowej solidarności powróci do walki o Białoruś i jej miejsce w rodzinie wolnych, samodzielnie o sobie stanowiących społeczeństw i narodów”. Niebawem Medal ten trafi w Twoje ręce. Jaka jest Twoja refleksja?

Medal, któremu patronuje polski bohater narodowy i bohater całej ludzkości Jan Karski,  jest oczywistym powodem do dumy. Nie śmiem jednak w jakimkolwiek stopniu porównywać się z moją działalnością, do tego, co On robił. Podczas uroczystości w Lublinie, latem 2023 roku Medal odbierał mój brat Stanisław. Jest czas, abym teraz ja przyjął to wielkie wyróżnienie z pokorą. Jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy przez lata pamiętali o mnie. Nie uważam się za bohatera. Po prostu staram się zachowywać  przyzwoicie w czasach i sytuacjach, którym do przyzwoitości daleko. Odbieram wszystkie wyróżnienia jako uznanie dla Związku Polaków i dla naszych ludzi, którzy przez lata dzielnie trzymają się, prowadząc działalność na rzecz polskiej historii i tożsamości, oświaty i kultury w skrajnie niekorzystnych warunkach. To oni, lokalni niezauważalni przez ogół opinii publicznej działacze ZPB, są prawdziwymi bohaterami, a ja przez lata byłem tylko ich głosem. Tak też postrzegam swoją rolę, która pozostanie moim wyzwaniem.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.