Jak świt nad nowym światem – „Missa pro pace” Nicoli Piovani
16 lipca 2026 | 20:52 | tom | Watykan Ⓒ Ⓟ
Fot. Nicola_Piovani.jpg: Kindly granted by spoletoweb from Spoleto, Italyderivative work: RanZag (talk) - Nicola_Piovani.jpg, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10646155W sobotę 18 lipca odbędzie się światowa premiera „Missa pro pace” Nicoli Piovani, utworu symfoniczno-chóralnego na solistów, recytatora, chór i orkiestrę pod dyrekcją samego Piovani, z udziałem Orkiestry Filharmonicznej Umbrii „Vittorio Calimani” oraz Chóru Narodowej Akademii Santa Cecilia. Prawykonanie odbędzie się w L’Aquili, mieście dotkniętym w 2009 roku trzęsieniem ziemi, które spowodowało liczne ofiary śmiertelne, rannych, przesiedleńców oraz bardzo poważne zniszczenia w zasobach mieszkaniowych i zabytków. Rozmowę Francesci Romana de’ Angelis ze znanym włoskim kompozytorem publikuje watykański dziennik L’Osservatore Romano.
Miasto to, dzięki odwadze i determinacji, zdołało się podnieść i dziś celebruje sztukę jako dobro wspólne. Miejscem, w którym pod gwiazdami zabrzmi muzyka Piovaniego podczas wieczoru poświęconego pokojowi, jest wyjątkowa sceneria – wspaniałe schody prowadzące do bazyliki św. Bernarda, współpatrona miasta. Ten klejnot renesansowej architektury miejskiej, szeroki na 30 metrów i długi na 68, z niskimi i głębokimi stopniami, wydaje się niemal uosabiać poczucie jedności i ludzkiej wspólnoty, które zainspirowały powstanie „Missa pro pace”. Ta spektakularna konstrukcja ma bowiem nie tylko na celu połączenie dolnej części miasta z bazyliką, ale stanowi swego rodzaju przestrzeń relacji, która zapowiada i towarzyszy pełnemu emocji spotkaniu z fasadą majestatycznego budynku sakralnego poświęconego franciszkańskiemu kaznodziei.
Piovani, kompozytor o niezwykłym i wszechstronnym talencie, poruszał się po wielu gatunkach muzycznych, a dziś stworzył Mszę poświęconą pokojowi, jednemu z głównych motywów jego muzyki i życia, obok innych fundamentalnych wartości, takich jak dialog, gościnność i sprawiedliwość społeczna. Jego głos pokoju, który rozbrzmiewa głośno w obronie życia i godności ludzi, jest przejmującą elegią nadziei, w oczekiwaniu, aż po czasach ciemności nadejdzie świat rozjaśniony ludzką solidarnością.
Francesca Romana de’ Angelis (L`OR): Skąd wziął się pomysł napisania Mszy o pokoju?
Nicola Piovani: Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania Mszy. Bardzo pociągają mnie rytualne formy wyrazu różnych religii i fascynuje mnie teatralność obrzędów, za pomocą których ludzie wszystkich epok wyrażają swoje pragnienie „tego, co poza”, pragnienie tajemnicy. Rytuały katolickie są we mnie obecne od czasów, gdy byłem ministrantem, a w miarę dorastania pewne pieśni, a nawet niektóre naiwne dziecięce rymowanki, w fascynujący sposób nadal żyją w mojej głowie i w moim sercu. Kiedy zaproponowano mi zamówienie na utwór symfoniczno-chóralny dla L’Aquili, pomyślałem: „Teraz jest odpowiedni moment” i odpowiedziałem: „Zgadzam się, ale chciałbym skomponować mszę”. Nie miałem żadnych ograniczeń związanych z zamówieniem, więc msza jest moim świadomym, swobodnym wyborem. Fabrizio Pezzopane i Giorgio Battistelli, zleceniodawcy z Barattelli, Società Aquilana dei Concerti, która w tym roku obchodzi 80. rocznicę powstania, od razu zgodzili się z zaskakującym entuzjazmem.
Opisz nam swoją mszę.
Moja „Missa pro pace” składa się z pięciu części: Kyrie, Gloria, Sanctus, Benedictus i Agnus Dei. Nie ma w niej Credo. Zgodnie z tradycją w „Missa pro pace” pomija się Credo, ponieważ jest to tekst, który może budzić podziały, wyrażając jednoznaczne wyznanie wiary. Agnus Dei, z końcową inwokacją „daj nam pokój”, jest modlitwą ekumeniczną, jednoczącą. Chciałbym powiedzieć „pacyfistyczną”, ale prawdopodobnie zostałbym źle zrozumiany: dziś pod sztandarem pacyfizmu, obok wiary wielu ludzi dobrej woli, wkradają się wojownicze postulaty. Kiedy słyszę pewne agresywne hasła, pewne okrzyki mówiące o pokoju, przychodzi mi do głowy, że nie można i nie wolno wzywać pokoju agresywnym tonem.
Jakie uczucia i emocje towarzyszyły tworzeniu tego utworu?
„Missa pro pace” wpisuje się w chrześcijańską tradycję liturgiczną. W tej chwili nie mogę nie dostrzec, że nasz świat wkroczył na niezwykle niebezpieczną ścieżkę prowadzącą do eskalacji wojen, mnożenia się teatrów działań wojennych, broni masowego rażenia oraz masowych mordów na niewinnych ludziach. Oczywiście wiem, że ci, którzy żyją pod bombardowaniami, nie potrzebują muzyki, potrzebują jedzenia, schronienia, lekarstw, ale moim zawodem jest bycie muzykiem, a obowiązek świadectwa, który odczuwam, polega na tym, by powierzyć pieśni to, co mieszka w mojej duszy. Niektórzy byli zaskoczeni faktem, że osoba świecka może skomponować mszę śpiewaną. Być może ci, którzy się dziwią, mają inne wyobrażenie o świeckości niż ja. Dla mnie przeciwieństwem słowa „świecki” nie jest „religijny”, ale „fundamentalista, bigot”. Państwo świeckie to takie, które szanuje wszystkie religie i pozwala im na sprawowanie obrzędów. Piękny będzie dzień, w którym meczet i synagoga będą mogły pokojowo współistnieć obok kościoła chrześcijańskiego.
„Muzyka, którą komponuję, jest mi podobna” – często to powtarzasz.
Ta Msza jest dla mnie intymną partyturą, która wyraża moje uczucie oddania wobec sakralności muzyki: cała wielka muzyka jest dla mnie święta, nie tylko ta oparta na tekstach sakralnych. Pamiętam wywiad z Riccardo Mutim (włoski dyrygent, przyp. KAI). Na pytanie: „Czy wierzy Pan w Boga?”, odpowiedział: „Tak, powiedział mi to Mozart”. Oczywiście tym razem, kładąc ołówek na pięciolinii, odczułem ogromną odpowiedzialność, potrzebę całkowitej szczerości: ta partytura jest mi głęboko bliska.
Słowa w twoich kompozycjach zawsze odgrywają bardzo ważną rolę. Jakich autorów wybrałaś do tej mszy?
Słowa liturgii wykona czworo artystów: Anna Grotto – sopran; Aloisa Aisemberg – mezzosopran; Murat Can Güvem – tenor; Toni Nězić – bas. Pomiędzy poszczególnymi częściami Barbara Ronchi będzie recytować teksty Nerudy, Owena, Tołstoja, Ungarettiego, Strady, a także tekst rosyjskiej pieśni ludowej. Teksty te wybrałem, przy cennej współpracy z Paolą Ponti, kierując się emocjami, pozwalając się prowadzić muzykalnością słów wielkich ludzi, którzy z różnych perspektyw doświadczyli okropności wojny i opowiedzieli o nich w prozie i wierszach. Recytowane słowo często nadaje siłę i sens towarzyszącej mu muzyce. Tołstoj, na przykład, w cudowny sposób opisuje atmosferę witalności przed bitwą, kontrastującą z zagubieniem, w które pogrąża się w mroku walki: tekst ten emocjonalnie wprowadza nas do chóru Sanctus z bezlitosną klarownością, która potęguje sens tego śpiewu.
„Nie można mówić, że pragnie się pokoju, a jednocześnie pozostawiać społeczeństwo takim, jakim jest, z przywilejami, uprzedzeniami, wyzyskiem i nietolerancją”. Czy zgadzasz się z wielkim pacyfistą Aldo Capitini?
Aldo Capitini był wielkim antyfaszystą i, podobnie jak wszyscy bojownicy antyfaszyści, wiedział, że świat pokoju zdobywa się walką, a nie tylko modlitwą. Miał rację, twierdząc, że droga przeciwko wojnie biegnie równolegle do drogi przeciwko niesprawiedliwościom społecznym.
Na świecie toczy się około sześćdziesięciu konfliktów, z których wiele przebiega w ciszy i jest „niewidocznych”, ale wszystkie wiążą się z ogromnymi stratami ludzkimi, sytuacjami skrajnego zagrożenia i niezwykle poważnymi kryzysami humanitarnymi.
Czyżbyśmy zboczyli z drogi pokojowego współistnienia?
Powiem ci szczerze, nie sądzę, byśmy zgubili drogę do pokojowego współistnienia, które w minionych stuleciach nigdy nie istniało, nawet w teorii, chyba że w wyobraźni jakiegoś utopisty. Wywodzimy się z tysiącleci historii, która jest historią krwawych podbojów, masakr na tle rasowym, bezlitosnych ludobójstw i przerażających form nacjonalizmu. W drugiej połowie XX wieku niektóre idee cywilizacji pacyfistycznej zyskały na znaczeniu, poczyniły wielkie i piękne postępy oraz weszły do zbiorowej świadomości. Popełniliśmy jednak błąd, uznając pewne osiągnięcia za ostateczne, za coś już zdobytego. I dziś mamy do czynienia z nikczemnymi władcami, którzy otrzymali poparcie w wyborach powszechnych. To wielka tragedia naszych czasów.
Twoja interpretacja jest w gruncie rzeczy pełna nadziei i pokrywa się z tym, co nieustannie powtarza Leon XIV: „Pokój jest możliwy”.
Podczas gdy niestety w opinii publicznej zyskuje na popularności pogląd, że wojny są nieuniknione, musimy dziś bardziej niż kiedykolwiek wierzyć w te narzędzia, które jako jedyne mogą zagwarantować świat wolny od konfliktów: od dialogu po współpracę międzynarodową, od traktatów dyplomatycznych po rozbrojenie. Europa musi odzyskać swój głos, a wraz z nim świadomość swojego potencjału i odpowiedzialności.
Co wnosi wykonanie Mszy po raz pierwszy w mieście takim jak L’Aquila, które w 2009 roku dotknęło niszczycielskie trzęsienie ziemi, a w bieżącym roku jest włoską Stolicą Kultury, podkreślając w ten sposób swoje odrodzenie?
W sobotę będziemy w L’Aquili, aby po raz pierwszy publicznie wykonać tę „Missa pro pace” przed wspaniałą bazyliką św. Bernarda. Siedem lat temu byłem w L’Aquili, aby wykonać „Symfonię pór roku”, utwór, który skomponowałem w dziesiątą rocznicę trzęsienia ziemi, które pozostawiło po sobie nieusuwalny żal, zniszczenie i społeczny mrok, aby upamiętnić ofiary, a jednocześnie wznieść pieśń nadziei na wiosenną przyszłość. Miejscem wykonania „Symfonii” była wówczas bazylika Santa Maria di Collemaggio, z urzekającą kolorystyką fasady, gotyckimi rozetami z ażurowymi wzorami, imponującą ośmiokątną wieżą oraz wspaniałą przestrzenią wewnątrz, w której, niczym w cennym skarbcu, zgromadzono liczne dzieła sztuki.
W sobotę znajdziemy się w niezwykłym teatrze pod gołym niebem, przed kolejną z najbogatszych w historię i sztukę świątynią miasta, i tym razem, aby zaprezentować naszą pieśń przeciwko wojnie. Na zakończenie chór zakończy utwór, szepcząc słowa: „Pace, Shalom, Salam, Pax”. To jest mój skromny wkład w sprawę, która z dnia na dzień staje się coraz pilniejsza. Kiedy byłem studentem, marzyłem o tym, by „przejść do historii” jako kompozytor. Dzisiaj, zapomniawszy już o naiwnych marzeniach młodości, marzę o tym, by publiczność, siedząca na trybunach przed bazyliką św. Bernarda, choćby na jeden wieczór zharmonizowała się z tym, co będziemy grać, i połączyła się z naszą muzyką oraz słowami, abyśmy wszyscy razem wzywali odwagi do pokoju i odzyskanej ludzkości. Jeśli tak się stanie, będę szczęśliwy.
——
Twórczość Nicoli Piovani to nie tylko wezwanie skierowane do wszystkich ludzi dobrej woli, by zjednoczyli się i stanowczo potępili wojnę oraz wzywali do pokoju, ale także pieśń pełna ufności i nadziei. Na tle tego kontrastu przychodzą na myśl wersy, które Salvatore Quasimodo napisał w innym dramatycznym okresie, podczas II wojny światowej i nazistowskiej opresji. W obliczu tej „obcej stopy na sercu” cytra, symbol poezji i śpiewu, wybrała milczenie, zwisając z gałęzi wierzb. W obliczu dramatu licznych wojen, które sprawiają, że historia naszych czasów jest tak mroczna i bolesna, Piovani, autor niezapomnianych utworów, które bardziej niż do naszej pamięci należą do naszej tożsamości, po raz kolejny wybrał śpiew i skomponował wielki fresk, będący jednocześnie modlitwą, świadectwem oraz wiarą w odrodzenie i pojednanie. Missa pro pace kończy się ludzkim głosem, który w wielu językach wzywa do pokoju. Piovani, niezrównany mistrz w łączeniu muzyki i słów, powierza swoje cudowne rzemiosło harmonijnego łączenia logos i melos jednemu słowu, niemal przejmującemu echu marzenia i zamierzenia: do zdolności komunikowania się dochodzi ogromna moc muzyki, by wzbudzać emocje i poruszać do głębi. Gdy więc zapada cisza, w odniesieniu do tej Mszy, która tak intensywnie porusza serca, można przywołać piękne słowa, jakie Camille Saint-Saëns poświęcił muzyce sakralnej Charlesa Gounoda: „Najczystsza światłość, która wydaje się rozlewać swoje promienie niczym świt nad nowym światem”.
80-letni Nicola Piovani, włoski kompozytor muzyki filmowej i teatralnej jest m. in. laureatem Oscara za najlepszą muzykę filmową do filmu „Życie jest piękne” w reżyserii Roberta Benigniego.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

