Drukuj Powrót do artykułu

Japonia: niepokojący wzorzec rodzinnych zabójstw i samobójstw

19 maja 2026 | 13:43 | o. jj | Tokio Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Jezael Melgoza / Unsplash

Rodzinne zabójstwa połączone z samobójstwami regularnie trafiają na pierwsze strony gazet w Japonii. Na świecie temat ten znany jest m.in. z japońskich filmów związanych z romansami i tragediami rodzinnymi, zwłaszcza w okresie Edo (1603-1868). Ale, jak się okazuje, powraca on na nowo także w XXI wieku. Kościół katolicki  stara się odpowiedzieć na ten problem. Działający przez długie lata w Japonii polski dominikanin o. Paweł Janociński zauważa tu m.in. bardzo ofiarną działalność sióstr z polskiego Zgromadzenia Opatrzności Bożej.

Dziennik „The Japan Times” z 19 maja przytoczył jeden z takich przykładów. Przez lata Akiko Hashiguchi słyszała, że zawodzi jako matka. Nauczyciele krytykowali jej sposób wychowywania dziecka. Inni rodzice trzymali się od niej z daleka. Krewni i obcy obwiniali ją za zachowanie jej syna, które dopiero później zrozumiano jako związane z ADHD (zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi). Nieustannie przepraszała. Według jej relacji, krytyka nie była jednym nagłym ciosem, lecz stopniowo narastającą serią drobnych osądów, które z czasem doprowadziły ją do poczucia całkowitej izolacji w społeczeństwie, gdzie proszenie o pomoc często jest trudne.

W 2001 roku presja stała się nie do zniesienia. Hashiguchi, mająca wówczas 29 lat, pojechała z sześcioletnim synem w góry prefektury Shizuoka z zamiarem odebrania życia zarówno sobie, jak i jemu. W japońskich mediach takie przypadki często określa się terminem muri shinjū (dosł. przymusowe wspólne samobójstwo), używanym do opisu sytuacji dotyczących bliskich relacji, w których jedna osoba zabija drugą, a następnie odbiera sobie życie.

„Położyłam ręce na szyi mojego syna” – powiedziała Hashiguchi, wspominając chwilę, gdy postanowiła go zabić, a potem zjechać samochodem z klifu. „Ale kiedy powiedział: «Przepraszam, że sprawiam ci cierpienie, mamo», nagle oprzytomniałam i puściłam go”.

Niepokojący schemat

Japońska Agencja ds. Dzieci i Rodzin klasyfikuje przypadki muri shinjū (także wtedy, gdy rodzic przeżywa) jako zgony związane z przemocą wobec dzieci, uznając je za skrajną formę maltretowania.

Poza oficjalną klasyfikacją zjawisko to jest często omawiane w kontekście sposobu, w jaki w Japonii problemy rodzinne rozwiązuje się wewnątrz domu. Trudności finansowe, wyczerpanie opieką nad bliskimi i problemy psychiczne bywają często przeżywane prywatnie, przy ograniczonej interwencji z zewnątrz, aż sytuacja staje się dramatyczna.

W przypadkach dotyczących rodziców i dzieci społeczne oczekiwania dotyczące wytrzymałości, odpowiedzialności i powściągliwości mogą pogłębiać poczucie wstydu u osób już znajdujących się pod presją, szczególnie u matek. Oznaki wycofania lub wyczerpania są często dostrzegane dopiero po tragedii.

Keiko Ishii, profesor psychologii kulturowej na Uniwersytecie Tokijskim, badająca zachowania związane z poszukiwaniem pomocy, powiedziała, że badania sugerują, iż ludzie w Japonii częściej obawiają się zakłócenia relacji, krytyki ze strony innych lub pogorszenia sytuacji przez otwarte mówienie o osobistych czy rodzinnych problemach.

Dodała, że więzi społeczne są kształtowane przez oczekiwania wzajemności i harmonii, a także lęk przed wykluczeniem lub zniszczeniem istniejących relacji. „Takie obawy mogą utrudniać ludziom szukanie pocieszenia lub rady, gdy cierpią” – powiedziała.

Ishii podkreśliła, że jej badania sugerują również, iż w Japonii trudności często interpretuje się jako odstępstwo od społecznych oczekiwań lub obowiązków, co może pogłębiać wstyd, zmniejszać empatię i sprawiać, że zarówno proszenie o pomoc, jak i jej oferowanie staje się mniej prawdopodobne. „Problemy są często postrzegane jako osobista odpowiedzialność albo porażka” – stwierdziła.

W odpowiedzi na ten problem w Japonii zaczynają pojawiać się nowe formy wsparcia. Jeden z tokijskich programów, Ikuji 119, oferuje całodobową pomoc rodzicom w kryzysie, wysyłając do ich domów w ciągu godziny wykwalifikowanych specjalistów opieki nad dziećmi – za opłatą.

Presja społeczna

Mimo to przypadki podobne do doświadczenia Hashiguchi nadal pojawiają się w całej Japonii, często dostrzegane publicznie dopiero po tragedii.

Na początku tego miesiąca policja prowadziła śledztwo w sprawie śmierci matki i jej dwojga dzieci w wieku 10 i 13 lat, znalezionych w domu we wsi Achi w prefekturze Nagano. Matka miała umrzeć przez utonięcie, a dzieci przez uduszenie – sprawa jest traktowana jako możliwe zabójstwo połączone z samobójstwem.

W lutym w prefekturze Hiroshima znaleziono martwą 74-letnią kobietę leżącą w łóżku w domu, podczas gdy jej 50-letnią córkę znaleziono powieszoną na tej samej posesji. Śledczy traktują sprawę jako możliwe zabójstwo i samobójstwo związane z wyczerpaniem opieką nad bliską osobą.

Choć szczegóły się różnią, reakcja społeczna często przebiega według podobnego schematu: szok, krótkotrwałe zainteresowanie, a potem zniknięcie sprawy z nagłówków. Liczby pokazują jednak, że jest to trwały problem.

Raport eksperckiego panelu Agencji ds. Dzieci i Rodzin wskazuje, że w latach 2007-2023 w takich zdarzeniach zginęło 549 dzieci, przy czym największą grupę stanowiły dzieci powyżej szóstego roku życia. W ciągu 12 miesięcy do marca 2024 roku podejrzewano, że 65 dzieci poniżej 18. roku życia zmarło wskutek przemocy (w tym 17 przypadków dzieciobójstwa połączonego z samobójstwem sprawcy).

Rodzinne zabójstwa i samobójstwa występują w wielu krajach, jednak badania sugerują, że w Azji Wschodniej częściej omawia się je jako odrębny społeczny wzorzec. Porównawcze badania wskazują, że w kontekście wschodnioazjatyckim takie przypadki częściej interpretuje się przez pryzmat obowiązków rodzinnych, presji społecznej i jedności rodziny, podczas gdy w krajach zachodnich podobne zdarzenia częściej łączy się z chorobą psychiczną, konfliktami interpersonalnymi lub przemocą domową.

Szukanie wsparcia

Hashiguchi jest jedną z niewielu osób w Japonii, które publicznie opowiedziały o własnym doświadczeniu muri shinjū pod własnym nazwiskiem. Od tamtego czasu angażuje się w działalność wspierającą rodziców oraz w działania dotyczące zaburzeń rozwojowych.

Mówi, że planowane przez nią zabójstwo i samobójstwo było impulsywnym czynem ukształtowanym przez społeczną izolację i brak wsparcia poza rodziną, a także przez kulturę skłonną do osądzania matek i sprowadzania głęboko osobistych problemów do podręcznikowych rozwiązań.

„Potrzebowałam tylko jednej osoby spoza rodziny, która byłaby przy mnie. Gdybym ją miała, wszystko mogło potoczyć się inaczej. Myślę, że każdy z nas może być taką osobą dla kogoś innego” – powiedziała.

Cytowana wyżej profesor Ishii podkreśliła, że zapobieganie doprowadzeniu ludzi do granicy wytrzymałości zaczyna się od przeciwdziałania skrajnej izolacji. W Japonii więzi społeczne tradycyjnie wiązały się z silnym poczuciem wzajemnych zobowiązań, co czasem umożliwiało ciche, nieformalne wsparcie – sprawdzenie, co u kogoś słychać, albo po prostu bycie obok. Jednak szybkie przemiany społeczne sprawiły, że taki rodzaj wsparcia stał się trudniejszy, podczas gdy formalne systemy pomocy nie zawsze docierają do najbardziej potrzebujących.

„Zapobieganie skrajnej izolacji wymaga tworzenia przestrzeni, w których ludzie mogą szukać pomocy bez poczucia, że są ciężarem dla innych” – powiedziała profesor, dodając, że mogą to być miejsca, gdzie osoby z różnych środowisk spotykają się i dzielą codziennymi doświadczeniami.

Prawie dekadę po tamtym wydarzeniu Hashiguchi wspomina moment, gdy załamała się, opowiadając synowi o tym, co się wtedy stało – o próbie pozostawienia go w górach, o tym, jak biegł za samochodem i o próbie uduszenia go – po czym błagała go o przebaczenie. Dziś jej syn wspiera decyzję matki o podzieleniu się tą historią, mając nadzieję, że pomoże ona zapobiec kolejnej tragedii.

„Wiem, że będę nosić to poczucie winy przez całe życie – powiedziała Hashiguchi. – Ale jeśli moje doświadczenie może sprawić, że choć jeden rodzic nie poczuje się całkowicie samotny – i to nie tylko w Japonii – wtedy wierzę, że miało to sens”.

Kościół stara się pomagać

Chociaż artykuł w „The Japan Times” nie porusza religijnych aspektów problemu „przymusowych wspólnych samobójstw” czy w ogóle samobójstw, to Kościół katolicki też stara się odpowiedzieć na ten problem. Działający przez długie lata w Japonii polski dominikanin o. Paweł Janociński zauważa tu m.in. bardzo ofiarną działalność sióstr z polskiego Zgromadzenia Opatrzności Bożej. „Niektóre z sióstr bezpośrednio pracują w schronisku dla samotnych matek i dzieci, także w nocy, co jest wyczerpującą pracą. Jedna z sióstr, Japonka, organizuje różnego rodzaju spotkania dla samotnych i cierpiących ludzi. Kilka razy prosiła mnie o wsparcie. Ci kulturowo delikatni ludzie potrzebują dużo delikatności i zarazem konkretnych wskazówek” – podkreśla zakonnik.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.