Kalisz: trzy trasy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej
27 marca 2026 | 21:22 | ek | Kalisz Ⓒ Ⓟ
Fot. diecezja kaliskaW Kaliszu wierni podążają trzema trasami w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Przygotowano dwie trasy św. Józefa: niebieską liczącą 42 km i czerwoną o długości 60 km, które wyruszyły z Narodowego Sanktuarium św. Józefa do Sanktuarium Matki Bożej Pojednania w Kotłowie. Trasa biała o długości 41 km prowadzi z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego do Sanktuarium Narodzenia NMP w Chełmcach. Wierni wyruszyli z kaliskich parafii po Mszach św. i chwili adoracji przed Najświętszym Sakramentem.
Inicjatorem EDK w Kaliszu jest ks. Mateusz Puchała, dyrektor Radia Rodzina i Telewizji Internetowej Dom Józefa, od niedawna proboszcz parafii św. Jana Ewangelisty w Ołoboku. Po raz pierwszy taką drogę krzyżową z Kalisza zorganizowano w 2017 r.
– O idei Ekstremalnej Drogi Krzyżowej usłyszałem w 2016 r. Wtedy postanowiłem wyruszyć w trasę. To była EDK zorganizowana na terenie archidiecezji poznańskiej, która wyruszała z Klasztoru Ojców Filipinów w Gostyniu do Klasztoru Ojców Franciszkanów w Osiecznej. To była dla mnie niesamowita walka ze sobą, przeżywałem momenty kryzysowe, ale to była jedna z najpiękniejszych nocy w moim życiu, ponieważ wiele dokonało się w moim sercu – wspomina ks. Puchała.
Duchowny uważa, że bardzo ważna jest modlitwa osób w intencji uczestników EDK, które same z różnych względów nie mogą wziąć udziału w tej drodze. – Osoby, które nie mogą wyruszyć w trasę przyjeżdżają do kościoła w Kotłowie na adorację Najświętszego Sakramentu i w ten sposób wspierają swoją modlitwą tych, którzy są w drodze. To wielka sprawa – twierdzi kapłan.
W tym roku Ekstremalne Drogi Krzyżowe wyruszyły z wielu miejsc diecezji kaliskiej. – Z roku na rok powstają nowe trasy. Jest ich bardzo dużo. Cieszę się, że dzieło EDK rozwija się w naszej diecezji – mówi ks. Puchała.
Uczestnicy po drodze zatrzymują się przy kościołach, figurach i kapliczkach, gdzie rozważają stacje drogi krzyżowej. Ekstremalna Droga Krzyżowa to pokonanie wybranej ponad 40-kilometrowej trasy w nocy, medytowanie i zmaganie się z własnymi słabościami.
Wśród uczestników EDK są klerycy roku propedeutycznego z Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu.
Uczestnicy EDK podkreślają, że ta droga krzyżowa to przejście z Jezusem na Golgotę. – Pierwszy raz na EDK poszedłem osiem lat temu. Była to trasa niebieska z Narodowego Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Od tej pory pokonywałem na zmianę tę trasę i białą z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu do Chełmc. Zwykle chodziłem w towarzystwie przyjaciół i taty. Od jakiegoś czasu dołączyły także mama i moja narzeczona. Wiem, że sporo osób podejmuje ten wysiłek samotnie, ale ja wolę iść w grupie. Podczas tej edycji również idę trasą niebieską – zaznacza Szymon Raczyński, redaktor Radia Rodzina.
Jak dodaje, w czasie drogi trzeba walczyć ze swoimi słabościami. – Podczas pątniczej drogi każdy przechodzi przez różne stadia siły. Na początku ludzie są wystraszeni i niepewni albo wręcz odwrotnie mają za dużo pewności siebie. Droga wszystko weryfikuje. Niektórzy odpadają w połowie, niektórzy nie dają rady i poddają się trochę później. Ciężko opisać przeżycia człowieka, który zamiast spać wybiera modlitwę podczas ciągłego chodzenia. Ja zwykle mam kryzys po ok. 30 km. Wtedy najbardziej trzeba walczyć ze samym sobą i z bólem, by dotrwać do końca – przekonuje Szymon Raczyński.
Każdy idący w EDK ma swoje intencje. – Po raz pierwszy wybrałam się na EDK. Mam ważną intencję, która związana jest z maturą i wyborem dalszej drogi życiowej. Nie wiem, czy dam radę przejść całą trasę, ale będę się starała. Wierzę, że Pan Jezus doda mi sił – mówi Zuzanna, maturzystka z Kalisza.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

