Drukuj Powrót do artykułu

Kard. Cupich: Kościół nie jest ekskluzywnym klubem

30 lipca 2026 | 18:16 | katholisch.de, tom | Rjeka Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. EIDON/REPORTER

Z widokiem na morze w Lovran, niedaleko chorwackiego miasta portowego Rijeka, niedawno odbyły się ekumeniczne i międzyreligijne Śródziemnomorskie Spotkania Teologiczne pod przewodnictwem arcybiskupa Rijeki, Mate Uzinicia. W tym roku w tygodniowej konferencji wzięło udział dwóch wysokich rangą przedstawicieli Kościoła: arcybiskup Chicago kard. Blase Cupich i arcybiskup Belgradu kard. Ladislav Német.

Kard. Cupich ostrzegał na przykład przed siłami, które celowo sieją podziały i sprawiają, że ludzie czują się zagrożeni wobec grupy, do której należą. Szczególnie uderzająca była analiza kardynała dotycząca wojen kulturowych, które w ostatnich latach coraz bardziej przenosiły się z życia społecznego i religijnego Stanów Zjednoczonych do Europy.

Amerykański purpurat przestrzegał też przed utożsamianiem bycia chrześcijaninem z przynależnością do ekskluzywnego klubu. W wywiadzie dla niemieckiego portalu katholisch.de kard. Cupich mówił również o wewnętrznych sprawach Kościoła, Kościele synodalnym, współodpowiedzialności wiernych, roli konferencji episkopatów oraz priorytetach Kościoła w świecie naznaczonym wojną, kryzysem klimatycznym i podziałami społecznymi.

Publikujemy tekst wywiadu:

katholisch.de: Eminencja jest powszechnie uważany za jednego z głównych orędowników Kościoła synodalnego i zorientowanego na dialog. Gdzie dostrzega Ksiądz Kardynał największy opór wobec reform zainicjowanych przez papieża Franciszka?

Kard. Blase Cupich: Myślę, że istnieje pewien lęk, że oderwiemy się od przeszłości i tradycji, jeśli wprowadzimy do dialogu kwestie naszych czasów. Rozumiem to. Musimy jednak ufać, że Duch Chrystusa działa w życiu Kościoła. I że wierni, Lud Boży, ochrzczeni, mają sensus fidelium (wyczucie wierzących). Wiedzą, czego naucza Kościół, i mają rozsądek, by pozostać mu wiernymi i lojalnymi. Dlatego uważam, że musimy odpowiedzieć na ten lęk głębszą wiarą – wiarą, że Duch Chrystusa działa w życiu ludzi dzisiaj. Jezus nas nie opuści. Ale z tego dialogu można wiele zyskać.

Na przykład?

Tworzy on poczucie współodpowiedzialności w Kościele. Pomagamy ludziom zrozumieć, że są współodpowiedzialni za życie Kościoła. Jeśli wszystko zależy tylko od jednej grupy ludzi, od hierarchii lub od określonej warstwy w Kościele, tracimy szansę na stworzenie autentycznej współodpowiedzialności w życiu Kościoła.

Mając to na uwadze, jakie konkretne zmiany mogą i powinny ostatecznie wyniknąć z synodalności, ze wspólnej drogi?

Najważniejszą zmianą jest to, abyśmy obudzili we wszystkich wierzących nie tylko poczucie przynależności, ale także poczucie współwłasności i współodpowiedzialności za Kościół. W moim rodzinnym kraju, Stanach Zjednoczonych, mamy bardzo pobożnych katolików. Uczęszczają na mszę, przekazują datki, wspierają wiele rzeczy. Często jednak brakuje poczucia współodpowiedzialności za przyszłość.

Jak ma ona wyglądać?

Jeśli chodzi o planowanie lepszej katechezy lub ewangelizacji, niektórzy po prostu chcą zostawić to księdzu lub biskupowi. Ale kiedy pomagamy im zrozumieć, że sami muszą być zaangażowani w planowanie przyszłości, że muszą być częścią drogi niesienia Ewangelii następnemu pokoleniu, budzi się w nich prawdziwe poczucie bycia zaangażowanym. Wtedy wykraczają poza proste składanie ofiar czy uczestnictwo we Mszy św. Myślę, że to wielka wartość. To coś, co może zmienić życie Kościoła i będzie miało ogromny wpływ na jego przyszłość.

W Niemczech osoby świeckie są zaangażowane w poszukiwanie kandydata na urząd biskupi. Czy mogłoby to stać się standardową praktyką w całym Kościele?

Właściwie powinno tak już być. Kiedy nuncjusz prowadzi w kraju rozeznanie w sprawie obsadzenia wakującego biskupstwa, Stolica Apostolska nakazuje mu konsultację nie tylko z duchowieństwem, biskupami i księżmi, ale także z ludem Bożym, a także siostrami i braćmi zakonnymi. Tak więc to już się dzieje.

Ale czy w niedalekiej przyszłości możliwe byłoby, aby osoby świeckie były wybierane i znacznie bardziej angażowały się na szczeblu diecezjalnym?

Cóż, myślę, że jeśli istnieje sposób, aby zapewnić, że jest to prawdziwie duchowy proces rozeznania, a nie polityczny, to byłoby to ważne. Musimy bardzo uważać, aby nie sprowadzić tego do procesu politycznego. Chciałbym jednak również powiedzieć, że osoby świeckie już są zaangażowane w Dykasterii ds. Biskupów, gdzie decyzje są omawiane przed przedstawieniem ich Ojcu Świętemu. Są tam zakonnice i świeckie kobiety, które również mają głos. Gdyby więc istniał inny sposób zapewnienia szerszych konsultacji, aby świeccy czuli, że ich punkt widzenia jest reprezentowany, uznałbym to za stosowne. Chciałbym jednak podkreślić, że świeccy są już konsultantami w procesie selekcji.

Wróćmy do hierarchii kościelnej: czy konferencje biskupów powinny otrzymać większą władzę decyzyjną w stosunku do Rzymu?

Tak, uważam, że papież Franciszek wiele już zrobił w kwestii decentralizacji, na przykład w podstawowych dokumentach. Kluczowe w tych sprawach jest jednak poszanowanie zasady pomocniczości. Oznacza to, że decyzje powinny być podejmowane na najniższym możliwym szczeblu, zanim Rzym lub wyższa władza zainterweniują. Ta pomocniczość musi być jednak zrównoważona solidarnością z całym Kościołem. Jedność jest bowiem podstawową cechą Kościoła. Musimy dbać o to, aby pozostać zjednoczeni w tym czasie i nie dopuścić do sytuacji, w której konferencja biskupów obierze drogę naruszającą jedność całego Kościoła. Decyzje powinny być podejmowane na najniższym możliwym szczeblu, zanim zainterweniuje Rzym lub wyższa władza. Jednakże ta pomocniczość musi być zrównoważona solidarnością z całym Kościołem.

A co, jeśli niektóre konferencje biskupów wyprzedzają Kościół powszechny?

Cóż, myślę, że wówczas obowiązkiem biskupa lub konferencji biskupów w danym kraju jest zadanie sobie pytania: Czy jesteśmy wierni pierwszej cesze Kościoła, czyli jedności? Jedność nie oznacza jednak jednolitości, czyli tego, że wszyscy muszą postępować dokładnie tak samo. Widzimy to na przykład w reformie liturgicznej. Msza święta jest odprawiana w różnych językach. W liturgii występują różne formy wyrazu kulturowego i inkulturacji, wspaniała różnorodność, która wzbogaca Kościół. Ale myślę, że każdemu, kto pragnie czegoś, co odbiega od reszty Kościoła, należy zawsze zadać kluczowe pytanie: Czy szkodzi to jedności, czy jej służy? To jest centralne pytanie.

Gdyby miał Eminencja wymienić trzy najważniejsze priorytety Kościoła na nadchodzącą dekadę, jakie by one były i dlaczego?

Myślę, że przede wszystkim kontynuacja drogi odnowy, do której wezwał Sobór Watykański II (1962–1965). To bardzo ważne. Co więcej, Kościół musi być głosem, co widzieliśmy już w poprzednich pontyfikatach, w kwestii ochrony środowiska. Obecnie przeżywamy kryzys. Widzimy go w globalnym ociepleniu, podnoszącym się poziomie mórz i sztormach. Dlatego Kościół, zwłaszcza poprzez Laudato si’, encyklikę o środowisku, musi być tym proroczym głosem na przyszłość. Po trzecie, myślę o czymś, co papież Leon XIV podkreślił bardzo wyraźnie: pokój na świecie. Jak powiedział 9 stycznia, wojna wydaje się wracać do mody. Dziś uciekamy się do wojny, zamiast szukać innych sposobów osiągnięcia pokoju poprzez dialog, nawet jeśli stajemy w obliczu różnych konfliktów.

Skoro mowa o wojnie… Jakie jest Eminencji zdanie na temat doktryny wojny sprawiedliwej, która była wielokrotnie dyskutowana w ostatnich tygodniach?

Nadużywanie doktryny wojny sprawiedliwej jest szczególnie problematyczne. Doktryna ta zawsze miała być ograniczeniem. Dziś jest używana jak pozwolenie na działanie. Państwa interweniują militarnie, a potem próbują powiedzieć: Cóż, możemy to uzasadnić doktryną wojny sprawiedliwej. To tak nie działa. Nie zaczyna się od wojny. Zaczyna się od pokoju jako pierwszej opcji. Jak możemy zagwarantować, że pierwszym krokiem w konflikcie będzie to, że ludzie usiądą i porozmawiają ze sobą? Że będą szukać pokojowego rozwiązania, zamiast czynić wojnę pierwszym krokiem? Wojna powinna być zawsze traktowana jedynie jako ostateczność, tylko wtedy, gdy wszelkie możliwe drogi dialogu zostaną faktycznie wyczerpane.

Kryzys klimatyczny, wojna i pokój są o wiele ważniejsze niż nasze wewnętrzne debaty w Kościele. To również jest ważne, ale dyskusje o liturgii, tzw. „Starej Mszy” i podobnych kwestiach są prawdopodobnie drugorzędne w obliczu tak globalnego kryzysu.

Tak, to prawda. Powiedziałbym jednak również, że siły wewnątrz Kościoła, które nadal rozrywają jego jedność, będą miały wpływ na głos Kościoła w tych innych kwestiach. Kościół nie jest ekskluzywnym klubem. Ludzie będą nam mówić: „Dlaczego mielibyśmy zwracać na was uwagę, skoro w waszym własnym domu panuje tyle niezgody i podziałów?”. Musimy o tym pamiętać. Nie możemy pozwolić, aby te wewnętrzne konflikty stały się tak publiczne i wyraźne, że osłabią wpływ naszego głosu w tych innych kwestiach.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.