Drukuj Powrót do artykułu

Kard. Koch przekonany o możliwości dialogu z Bractwem św. Piusa X

05 lipca 2026 | 20:00 | Communio de, st | Watykan Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. AA/ABACA/Abaca/East News

Wbrew wszystkiemu dialog z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X jest jeszcze możliwy – powiedział w podcaście magazynu „Communio de” kard. Kurt Koch. Prefekt Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan ocenił niedawne święcenia biskupie w Écône jako „akt historyczny”, jednak w sensie kontynuacji wielowiekowych rozłamów w Kościele po soborach. Jak stwierdził, spór o wierność tradycji i jej interpretację powtarza się w dziejach Kościoła od Soboru Efeskiego, przez Vaticanum I, aż po Vaticanum II. Z prefektem Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan rozmawiał Jan-Heiner Tück.

Jan-Heiner Tück: Księże Kardynale, jak Eminencja ocenia nielegalne święcenia biskupie, które miały miejsce w Écône w kantonie Valais, jako teolog i biskup pochodzący ze Szwajcarii, który sam przez długi czas pełnił posługę w tym kraju?

Kardynał Kurt Koch: Bractwo Kapłańskie św. Piusa X określiło to wydarzenie jako akt historyczny. Ja również tak to postrzegam, choć w zupełnie innym sensie. Gdy bowiem spojrzymy na historię Kościoła, widzimy, że po różnych soborach wielokrotnie dochodziło do rozłamów: był tak już po soborach pierwszych wieków w Efezie w 431 r., po Chalcedonie w 451 r., następnie w XIX wieku po Soborze Watykańskim I, a teraz ponownie po Soborze Watykańskim II. Zawsze chodzi o to samo: Kościół jest oskarżany o to, że zdradził tradycję i wprowadził coś nowego, czego w tradycji nigdy nie było. I wydaje się, że to jest podstawowy problem: jak pozostać wiernym tradycji, a jednocześnie być otwartym na nowe wyzwania. Jeśli jednak spojrzymy na historię, widzimy, że problemy te udało się rozwiązać na przestrzeni dziejów. Gdy wydarzenie schizmatyckie jest tak bliskie jak obecnie, najwyraźniej nie można liczyć na żadne rozwiązanie. Mam jednak nadzieję, że w przyszłości pojawią się inne drogi.

Zanim przejdziemy do bliższego omówienia problemu pojęcia tradycji, warto może jeszcze krótko przyjrzeć się bezpośrednim wydarzeniom poprzedzającym tę sytuację. Papież Leon 30 czerwca, tuż przed datą zapowiedzianych święceń, skierował jeszcze list ostrzegawczy do przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X, ks. Davide Pagliaraniego. W liście tym z jednej strony wyraźnie docenił „umiłowanie liturgii, zaangażowanie w formację kapłańską, gorliwość apostolską oraz dążenie do wierności tradycji”. Z drugiej strony zaapelował do osób odpowiedzialnych w Bractwie św. Piusa: „Zawróćcie z tej drogi! … rozdzieranie całej tkanej bez szwów Tuniki Chrystusa jest grzechem niezwykle ciężkim”. Jak ocenia Ksiądz Kardynał ten osobisty list papieża Leona i czy uważa za słuszne, że wkroczył on do tej sprawy dopiero na tak późnym etapie?

Przypuszczam, że Ojciec Święty koniecznie chciał to powiedzieć właśnie w święto św. Piotra i Pawła, czyli filarów Kościoła rzymskiego. Było to jednak prawdopodobnie zbyt późno, ponieważ wszystkie przygotowania do święceń biskupich zostały już poczynione, a ludzie już przybyli na miejsce. Uważam jednak za słuszne, że papież ponownie to podkreślił, a także, iż zwrócił uwagę na pozytywne aspekty Bractwa, które są dla niego ważne. Uważam za pozytywne również to, że niejako na podstawie tego uznania pozytywnych aspektów tym bardziej zakwestionował krok polegający na święceniach bez mandatu i przed nim ostrzegł.

Ciekawym aspektem uroczystości w Écône było to, że brak mandatu papieskiego musiał zostać zrekompensowany uzasadnieniem, dlaczego te święcenia – pomimo całej „synowskiej uległości wobec papieża” – są teraz jednak dokonywane wbrew jego woli. Również przełożony generalny ks. Pagliarani w swoim kazaniu szczegółowo uzasadnił, dlaczego Bractwo św. Piusa X podjęło ten akt. Jak Eminencja ocenia to samousprawiedliwienie?

 Zmierza to w kierunku usamodzielnienia się w zakresie święceń, ponieważ nie otrzymali oni pozwolenia. I tu przypomina mi się pojęcie samowystarczalności w zupełnie innych kontekstach, a mianowicie raczej po stronie ugrupowań postępowych, które mówią: musimy sami wziąć wszystko w swoje ręce i upoważnić się do robienia tego, czego kierownictwo Kościoła po prostu nie chce i czego zabrania. I tu po raz kolejny widać, jak tradycjonaliści i postępowcy mogą czasem chorować w tym samym szpitalu, choć na skrajnie różnych oddziałach.

Skrajności się przyciągają. Czy powiedziałby Ksiądz Kardynał, że tradycjonaliści są w tym względzie typowo nowocześni, ponieważ emancypują się od autorytetu papieskiego, który przecież chcą wzmacniać i chronić?

Zgadzam się co do treści tej oceny, ale mam nadzieję, że pojęcie nowoczesności nie będzie postrzegane wyłącznie negatywnie. Nowoczesność ma również konotacje pozytywne. Ale oczywiście zmierza to w tym kierunku. Mówiłbym raczej o wewnętrznych sprzecznościach: z jednej strony przywołuje się autorytet papieża pięknymi słowami, ale potem w kluczowych kwestiach podąża się własnymi drogami. Sprawia to na mnie wrażenie abstrakcyjnego uznania prymatu Piotrowego, a nie konkretnego uznania obecnego papieża i wszystkich papieży od czasu Soboru Watykańskiego II. Widzę tu po prostu rozłam.

Główną narracją jest to, że chce się podążać za Namiestnikiem Jezusa Chrystusa na ziemi, papieżem, „z synowską uległością”. Jednocześnie mówi się jednak, że papież jest otoczony doradcami, którzy ulegają błędom modernistycznym. Czy problemem są doradcy papieża Leona XIV?

– Myślę, że gdyby tak było, gdyby papież był otoczony takimi modernistami i gdyby chciano wyrazić miłość do papieża, należałoby wyciągnąć odwrotny wniosek, a mianowicie dać dobry przykład tego, jak w wierności tradycji Kościoła stać po stronie prymatu Piotrowego, i naprawdę należałoby słuchać papieża jako oficjalnego strażnika tradycji. Wydaje mi się to fundamentalną sprzecznością, której nie potrafię rozwiązać.

Wróćmy raz jeszcze do kwestii pojęcia tradycji. Papież Jan Paweł II w 1988 roku, po tym jak arcybiskup Marcel Lefebvre bez zgody papieża dokonał święceń, zareagował natychmiast i w swoim motu proprio  Ecclesia Dei mówił o niepełnym i jednocześnie sprzecznym pojęciu tradycji u Lefebvre’a. Niepełne i sprzeczne: co papież miał na myśli i czy to nadal ma zastosowanie?

– Niepełne prawdopodobnie również dlatego, że nie uwzględniają oni całej 2000-letniej tradycji, a ponadto uznają, że wraz z Soborem Watykańskim II dobra tradycja została faktycznie przerwana. W tym sensie są to fragmenty tradycji, ale nie cała tradycja – w odróżnieniu od Soboru Watykańskiego II, który przecież odwołuje się do całej tradycji i nieustannie nawiązuje do czasów Ojców Kościoła, cytując Pismo Święte, Ojców Kościoła i historię. W tym sensie Sobór Watykański II ma wszechstronną koncepcję tradycji. W przypadku lefebrystów uważam, że jest ono bardzo fragmentaryczne. Sam papież Benedykt XVI mówił o tym, że zamrażają oni tradycję na poziomie Soboru Watykańskiego II. O tym, że pojęcie tradycji u tradycjonalistów jest wewnętrznie sprzeczne, świadczy fakt, że w tekstach Soboru Watykańskiego II, obok Pisma Świętego, najczęściej cytowanym źródłem jest papież Pius XII. Nie można tu mówić o zapomnieniu jego nauczania. I właściwie nie zakłada się tego, lecz przyjmuje się, że wraz z Soborem Watykańskim II nastąpiło zerwanie, którego nie da się już pogodzić z tradycją. Jest to jednak całkowicie sprzeczne z samymi tekstami Soboru Watykańskiego II.

Papież Benedykt w swoim orędziu bożonarodzeniowym z 2005 roku próbował przeciwstawić tej „hermeneutyce zerwania” – zarówno po stronie tradycjonalistycznej, jak i postępowej – „hermeneutykę reformy”. Czy uważa Ksiądz Kardynał, że to narzędzie – hermeneutyka reformy, łącząca wierność tradycji z dostosowaniem do współczesności, o której sam napisał książkę w 2012 roku – jest również dzisiaj odpowiednim kluczem do interpretacji Soboru?

 W 2005 roku uznałem za słuszne, że papież Benedykt XVI poświęcił swoje pierwsze bożonarodzeniowe przemówienie do Kurii Rzymskiej temu tematowi, czyli Soborowi Watykańskiemu II, i w odniesieniu do hermeneutyki nieciągłości i zerwania, ale także do hermeneutyki czystej ciągłości, jaką reprezentuje Bractwo św. Piusa X, stwierdził: obie są w gruncie rzeczy absurdalne. Chodzi o hermeneutykę reformy, która głosi, że Sobór Watykański II pozostaje w zasadniczej ciągłości z tradycją, ale dostrzegł nowe wyzwania naszych czasów. Jest to połączenie wierności tradycji oraz otwartości na teraźniejszość i przyszłość. I to, jak sądzę, jest naprawdę sensowna hermeneutyka. Papież Benedykt uściślił to wówczas właśnie w kontekście wolności religijnej i pokazał, że deklaracja Dignitatis humanae nie stanowi zerwania z tradycją, lecz w rzeczywistości odwołuje się do całej tradycji wczesnego chrześcijaństwa. Właściwie nie rozumiem, dlaczego Bractwo św. Piusa X nie może być otwarte na tę drogę, którą wytyczył papież Benedykt.

Ojcowie Kościoła rzeczywiście podkreślają, że wiara jest aktem wolności. Jednak teologowie z Bractwa św. Piusa cytują nauczanie papieży Grzegorza XVI i Piusa IX, którzy – podobnie jak Syllabus errorum – ostro potępiają liberalizm, i twierdzą: Uznanie wolności religii i sumienia, które Dignitatis humanae dokonało podczas Soboru Watykańskiego II, stoi w rażącej sprzeczności z tradycją nauczania Kościoła. Papież Benedykt natomiast powiedział: To, co potępiono w XIX wieku, nie pokrywa się z tym, co uznał Sobór. Czy mógłby Eminencja to jeszcze raz wyjaśnić?

To, co powiedziano w XIX wieku, że prawda ma charakter absolutny i nie można jej relatywizować, odnosi się przecież również do dzisiejszych czasów. Nie było to jednak tematem deklaracji Dignitatis humanae. Chodziło tu raczej o to, jak Kościół odnosi się do współczesnego rozdziału Kościoła od państwa. Papież Benedykt mówił o „zdrowym laicyzmie” i wyraźnie wskazał, że wolność religijna jest wręcz podstawowym warunkiem misji Kościoła, ponieważ Kościół może realizować swoją misję tylko wtedy, gdy państwo zapewnia prawne ramy tej wolności. Wydaje mi się, że koliduje to z kolejnym punktem stanowiska Bractwa św. Piusa X, a mianowicie z ich przekonaniem, że właściwie wszystkie państwa powinny być państwami katolickimi, które nie mogłyby gwarantować żadnej innej wolności poza wolnością Kościoła katolickiego. Jest to oczywiście oderwane od rzeczywistości.

Przejdźmy teraz do tematów, które bezpośrednio dotyczą kierowanej przez Księdza Kardynała Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Do punktów spornych i różnic doktrynalnych należy ekumeniczna otwartość Soboru. Bractwo św. Piusa X odrzuca ją jako „fałszywy indyferentyzm” i nadal domaga się, by wszyscy niekatolicy i niechrześcijanie powrócili na łono jedynego prawdziwego Kościoła, aby osiągnąć zbawienie. Dlaczego to żądanie, nawiązujące do dogmatu Soboru we Florencji z 1442 roku – extra ecclesiam nulla salus – stało się trudne do zrealizowania w dzisiejszych warunkach?

Uważam, że jest to trudne nawet w kontekście teologicznym, ponieważ formuła „extra ecclesiam nulla salus” odnosi się oczywiście do katolików, którzy wychodzą z przekonania, że Kościół katolicki wskazuje drogę do zbawienia wiecznego. Jednak już w Piśmie Świętym, a następnie również w Tradycji, mamy podstawowe przekonanie, że Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi (por. 1 Tm 2,4) i że znajdzie On zatem również inne drogi, dzięki którym ludzie, którzy nigdy nie pogodzili się z Ewangelią Jezusa Chrystusa, mogą osiągnąć zbawienie. Jeśli więc Bractwo św. Piusa X praktycznie skazuje na piekło wszystkich, którzy nie należą do Kościoła katolickiego, to nie wiem, jak w ogóle można jeszcze uzasadnić to podstawowe przekonanie Pisma Świętego, że Bóg pragnie zbawić wszystkich ludzi. Istnieje tu oczywiście niebezpieczeństwo, że osąd teologiczny stawia się ponad ostateczną wolą Boga dotyczącą sądu. Uważam to za bardzo problematyczne z teologicznego punktu widzenia.

Odpowiada temu stwierdzenie abp. Marcela Lefebvre’a z jednego z kazań: „Protestanci nie mogą dostać się do nieba!”. Pomija on tu zastrzeżenie eschatologiczne i wyprzedza sąd Boży. Być może warto również rzucić okiem na deklarację Nostra aetate, która przecież w punkcie czwartym otworzyła nowy rozdział w stosunkach Kościoła katolickiego z judaizmem. Dla Bractwa św. Piusa X jest całkowicie jasne – co jeszcze raz podkreśliło w swoim wyznaniu wiary – że Stary Przymierze wygasło. W książce „Bomby zegarowe soboru” autorstwa Franza Schmidtbergera napisano nawet, że Żydzi, również współcześni, są współwinni zabójstwa Boga tak długo, jak długo nie wyznają Jezusa jako Mesjasza Izraela. Co Ksiądz Kardynał sądzi o tej teologii judaizmu?

Uważam, że u jej podstaw leży niekonsekwentne określenie relacji między Starym a Nowym Testamentem, tak jakby Nowy Testament niejako przezwyciężył Stary Testament. Natomiast Kościół katolicki opiera się na założeniu fundamentalnej jedności obu Testamentów i jest również przekonany, że ostatecznie istnieje tylko jedna Święta Księga, a nie dwie różne księgi, lecz jedna historia zbawienia Boga z Jego ludem Izraela oraz w objawieniu Jezusa z Nazaretu. Uważam jednak wizję Bractwa św. Piusa za anachroniczną w świetle Holokaustu. To potworne wydarzenie było przecież jednym z czynników wywołujących powstanie Nostra aetate; szok związany z Holokaustem dał impuls do ponownego przemyślenia tych relacji. Bractwo św. Piusa wydaje się nie być w stanie tego zaakceptować. Wskazuje ono przy tym na podstawowy problem Nostra aetate i późniejszych wydarzeń: a mianowicie podstawowe pytanie, w jaki sposób można pogodzić stwierdzenie o trwałej ważności przymierza Boga z Izraelem – które uznajemy – ze stwierdzeniem Nowego Testamentu, że wraz z Jezusem Chrystusem w historii nastąpiło coś nowego, tak aby nie uraziło to ani Żydów, ani chrześcijan – wydaje mi się, że kwestia ta nie została jeszcze w pełni rozwiązana teologicznie.

Czy powiedziałby zatem Ksiądz Kardynał, że brak gotowości do wyciągnięcia teologicznych wniosków z Auschwitz – nazistowskiej próby historycznego unicestwienia Żydów – prowadzi w przypadku Bractwa św. Piusa X do swego rodzaju teologicznego unicestwienia judaizmu, mianowicie wtedy, gdy twierdzą oni, że „Stare Przymierze zostało ostatecznie unieważnione”?

Oczywiście. Ale Stare Przymierze istnieje przecież już w Starym Testamencie. Dlatego też należy się obawiać, że w Bractwie św. Piusa X odgrywają już pewną rolę tendencje marcjonistyczne. Po drugie, judaizm jest glebą na której zrodziło się chrześcijaństwo. Nie wiem, jak można odnosić się do chrześcijaństwa, wykluczając z historii własną matkę. Nie wygląda to dobrze nawet w historii rodziny, a w historii chrześcijaństwa jest to wręcz niedopuszczalne.

Podczas transmisji telewizyjnej z uroczystości święceń w Écône widzieliśmy, że Bractwo św. Piusa X w wyrazisty sposób odtworzyło estetykę przedsoborowej liturgii święceń. Ma to bez wątpienia swoją siłę przyciągania. Od pewnego czasu obserwujemy, że zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ale także we Francji, wśród młodszego pokolenia rośnie zainteresowanie tymi tradycjonalistycznymi formami chrześcijaństwa. W tym kontekście pojawia się być może nieco delikatne pytanie: czy nie jest to również impuls dla Kościoła katolickiego, w obecnym stanie, do ponownego przemyślenia swojej sytuacji, być może do docenienia elementu prawdy zawartego w tradycjonalizmie i potraktowania go jako okazji do refleksji samokrytycznej?

Tak, myślę, że mogłoby to nieco przypominać samozadowolenie, gdybyśmy teraz jedynie potępili Bractwo św. Piusa X i stwierdzili, że jest na złej drodze, nie zadając sobie pytania, czy w dzisiejszym Kościele nie ma podstawowych braków, na które Bractwo św. Piusa X zwraca uwagę i o których przypomina. Myślę przede wszystkim o nierozwiązanej kwestii stosunku między dwiema formami jednego rytu rzymskiego, jak to nazwał papież Benedykt. W swoim motu proprio Summorum pontificum wskazał on przecież pewną drogę. Papież Franciszek radykalnie go w tym powstrzymał. Uważam, że należy ponownie przemyśleć tę kwestię, zwłaszcza z myślą o tych wiernych, dla których atrakcyjna jest ta forma liturgii, ale którzy nie podzielają całej ideologicznej nadbudowy Bractwa św. Piusa X. Myślę, że dla tych wiernych należałoby szukać nowych dróg. Drugim problemem jest pluralizm eklezjologiczny, z którym mamy dziś do czynienia w ekumenizmie, gdzie w zasadzie wszystkie Kościoły i wspólnoty kościelne są równorzędne, tak że tak naprawdę nie ma znaczenia, do jakiego Kościoła się należy. Zapomina się przy tym o wyjątkowości Kościoła katolickiego, którą tak dobitnie wyraził Sobór Watykański II. Po trzecie, istnieje pluralizm religijny, który głosi tezę, że w gruncie rzeczy wszystkie religie są w równym stopniu drogami do Boga – pogląd ten jest dziś szeroko rozpowszechniony. Dobrze byłoby potraktować spory z Bractwem św. Piusa X również jako okazję do refleksji nad sobą i zastanowienia się, co należy tutaj zmienić. Tylko w ten sposób możemy bowiem wiarygodnie przekonać Bractwo św. Piusa, że te rzeczy złe, które wskazują, nie są zawarte w Soborze, lecz są tendencjami, które pojawiły się po Soborze.

– Zwłaszcza że dykasterie rzymskie wielokrotnie zajmowały stanowisko przeciwko tym błędnym interpretacjom – weźmy na przykład dokument „Dominus Iesus” (2000) przeciwko pluralizmowi religijnemu, ale także inne oświadczenia Kongregacji Nauki Wiary, które zachęcały do właściwej interpretacji ekumenicznej klauzuli otwarcia „subsistit in” (Lumen gentium 8). Być może ostatnie pytanie: skoro właśnie potwierdzono formalnie, że zarówno ci, którzy udzielili, jak i ci, którzy przyjęli bez papieskiego mandatu święcenia biskupie, sami poddali się ekskomunice, co oznacza, że doszło do schizmy – czy nie należałoby stwierdzić, że jeśli teraz – mówiąc nieco przesadnie – zaczyna się tworzyć równoległy Kościół o skrajnie prawicowym charakterze, kierowany przez biskupów, to czy sprawy te nie powinny zostać przeniesione z Dykasterii ds. Nauki Wiary do Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan, tak aby dyskusja na temat różnic doktrynalnych mogła być kontynuowana w nieco bardziej umiarkowany i mniej burzliwy sposób?

Nie jestem do końca pewien, czy można już mówić o schizmie. Również w 1988 roku papież Jan Paweł II mówił o „akcie schizmatyckim”. Nie jest to koniecznie to samo, ponieważ akt schizmatycki dotyczy zarówno tych, którzy go dokonali, jak i tych, którzy na niego pozwolili. Nie jest to jeszcze właściwe schizma. Po drugie: ekskomunika jest karą dyscyplinującą, która nie ma charakteru ostatecznego, lecz ma skłonić do skruchy i powrotu na właściwą drogę. W tym kontekście niemal skłaniałbym się ku opinii, że przeprowadzenie tego przeniesienia już teraz byłoby pochopne. Po drugie, zapytałbym również, czy pojęcie „Kościoła paralelnego” jest adekwatne we wszystkich aspektach, ponieważ faktycznie nie istnieje żadna struktura równoległa. Bractwo św. Piusa X ma przecież tylko biskupów pomocniczych, nie wyznacza ordynariusza; ordynariuszem jest kapłan. A dla struktury paralelnej decydujące znaczenie miałoby oczywiście biskupstwo. Nie do końca to dla mnie zrozumiałe. Najpierw Bractwem kierował arcybiskup Lefebvre, potem biskup Fellay. Teraz przeszli na model, w którym przełożonym generalnym Bractwa jest ksiądz Davide Pagliarani. A biskupów postrzegają oni właściwie tylko pod kątem uprawnień do święceń, bez jakichkolwiek uprawnień jurysdykcyjnych. To jednak również nie odpowiada tradycji Kościoła!

Czy Ksiądz Kardynał dostrzega jednak oznaki krytycznej autorefleksji u obecnych przedstawicieli Bractwa św. Piusa X, które pozwalałyby przypuszczać, że dojdzie do naprawy tego aktu schizmatyckiego, który właśnie miał miejsce?

W tej chwili rzeczywiście tego nie dostrzegam, ale byłoby to też zdecydowanie zbyt wcześnie. Myślę, że jeśli spojrzymy na sytuację starokatolików: minęły dziesiątki lat, zanim można było na nowo porozmawiać o tej sytuacji. I sądzę, że również w przypadku Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X – przynajmniej mam taką nadzieję – w przyszłości będzie możliwe podjęcie nowych rozmów, aby mogło ono odnaleźć drogę powrotną do Kościoła katolickiego.

A więc przypomnienie o cierpliwości jako cnocie teologicznej i zaufanie do działania Ducha Świętego, który jako Mistrz Niemożliwego być może jednak doprowadzi do zmian, których obecnie jeszcze nie da się przewidzieć…

Jesteśmy odpowiedzialni jedynie za to, co możliwe; to, co niemożliwe, należy do kompetencji Ducha Świętego.

Rozmawiał Jan-Heiner Tück

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.