Drukuj Powrót do artykułu

Kard. Krajewski w pierwszą rocznicę śmierci papieża Franciszka

21 kwietnia 2026 | 17:12 | xpk | Łódź Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. ks. Paweł Kłys

Dokładnie rok temu, 21 kwietnia 2025 r., w Poniedziałek Wielkanocny, odszedł do Domu Ojca Ojciec Święty Franciszek. O Biskupie Rzymu i całego świata opowiada jeden z najbliższych współpracowników Ojca Świętego Franciszka – kard. Konrad Krajewski, dziś metropolita łódzki, a za pontyfikatu Papieża Franciszka – jałmużnik papieski. – Przy nim wzrastałem, bardzo mi go brakuje – przyznaje kardynał.

Publikujemy wspomnienie kard. Konrada Krajewskiego o papieżu Franciszku:

Bardzo mi brakuje Papieża Franciszka

Bardzo mi brakuje papieża Franciszka. Cały pontyfikat spędziłem z Nim, jako jałmużnik. To On mnie wybrał. Już na konklawe powiedział, że się znamy. Przy Nim wzrastałem, przy Nim uczyłem się, jak opalać przed Najświętszym Sakramentem.

Masz być księdzem, a nie pracownikiem socjalnym

Przy Nim uczyłem się, jak być jałmużnikiem, że nie mam być pracownikiem socjalnym, ale kapłanem,  który zawsze się pyta, co by zrobił Jezus na moim miejscu. To człowiek, który mi ciągle przypominał, że wszystkie rzeczy mam rozwiązywać zgodnie z logiką Ewangelii. Ojciec Święty Franciszek, to człowiek, który mnie pytał po całym dniu pracy: a byłeś na adoracji, modliłeś się, bo jeśli nie, to jesteś pracownikiem socjalnym, a nie księdzem. To człowiek, który ciągle mówił, że konto jałmużnika, czyli Jego konto, musi być puste,  bo wtedy jest dobre, bo pomogliśmy wielu ludziom.

Ostatni telefon od Ojca Świętego

Ostatni raz z Papieżem słyszałem się, kiedy zadzwonił, jak byłem na Ukrainie. Zaprowadziliśmy cztery karetki, jedna chyba do Odessy, jeśli dobrze pamiętam,  do Charkowa i do Zaporoża dwie. Zadzwonił do mnie z Zaporoża już bardzo takim tlącym się głosem, bo to było na kilka dni przed śmiercią i zapytał się, czy dojechałem szczęśliwie. Powiedziałem, że był atak zimy, że jechaliśmy bardzo długo, bo to prawie 5 tys. kilometrów. Wtedy widać było, że tak czekał, żeby mu przyszły myśli. – Przecież ty wiesz, jak się rozgrzać, jak jest zimno na Ukrainie – powiedział. Żartował do końca i był Ojcem do końca. Potem mówił: „wracaj, wracaj szczęśliwie”. Chciano, żebym został jeszcze na Ukrainie, bo to były przecież dni Wielkiego Tygodnia, a mnie coś ciągnęło bardzo, żeby czym prędzej udać się do Rzymu. Powrót nie był taki prosty – wydostać się z przestrzeni wojny – a jak już dojechałem, to Ojciec Święty zgasł.

Można było Mu wszystko powiedzieć

Bardzo mi Go brakuje. Brakuje mi Jego rad, brakuje mi Jego spojrzenia, Jego gotowości. Zawsze można było do Niego przyjść. Zawsze jak się zadzwoniło, to nawet gdy był zajęty, przyjmował prezydentów, premierów, to natychmiast oddzwaniał. Jeśli masz coś pilnego, to przychodź natychmiast. Można było Mu wszystko powiedzieć. Nie obrażał się, nie denerwował, kiedy to, co się mówiło, nie było zgodne z tym, jak On by rozwiązał te sprawy. Pozostawiał zawsze bardzo dużo wolności, ale mówił: „idź, pomódl się, idź przed Najświętszy Sakrament. Zobaczysz, że odpowiedź przyjdzie”.

Po Jego śmierci

Już po Jego śmierci bardzo często jeździłem na Jego grób, kiedy jeszcze byłem w Rzymie, a przecież dopiero od trzech tygodni jestem w Łodzi. Jeździłem, odmawiałem nieszpory i patrzyłem się, że do końca był biedny. Często mówił: „Jezus był ubogi, ja mam być ubogi”. Tak się pochował. Jego grób w Bazylice Matki Bożej Większej, bo tam zawsze jeździł przed każdą pielgrzymką, gdy wyjeżdżał z Rzymu, mówił, że jedzie, żeby Matka Boża na niego się popatrzyła. Ja też wczoraj pojechałem na Jasną Górę, żeby Matka Boża na mnie się popatrzyła.

Grób Ojca Świętego Franciszka

Patrząc na ten grób, do końca został ubogi. Jest napisane tylko Franciszek, Franciscus. Bez napisanej daty śmierci, że był papieżem. Nie ma żadnych ornamentów, zwykła płyta na ziemi pod naszymi nogami i jego krzyż z dobrym pasterzem. Brakuje mi go, ale papież Franciszek zmarł, to znaczy żyje. Jest pośród nas.

Modlę się i proszę, żeby mi pomógł

Modlę się, kiedy mam trudne sytuacje, a teraz mam taką bardzo trudną, personalną sytuację, to modlę się, żeby mi pomógł, żeby pomógł mi rozwiązać. Jestem pewien, że ci wszyscy ubodzy ze świata,  którymi się on tak bardzo zajmował i troszczy, otwierają mu teraz bramy do raju. Oni niosą go, jak na jakimś feretronie, na spotkanie z miłosiernym Bogiem.

Lubiliśmy się

Był mi ojcem, był biskupem Rzymu, był papieżem. I myślę, że nie nadużyję tego – lubiliśmy się. Brakuje mi go bardzo, ale wiem, że on jest ze mną.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.