Drukuj Powrót do artykułu

Kard. Pizzaballa: Bóg zawsze objawia się jako Ojciec umiłowanych dzieci

26 lutego 2026 | 18:59 | st | Jerozolima Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Mazur/cbcew.org.uk

„Kto słucha Syna, ten za każdym razem, gdy upada, zostaje podniesiony. I zostaje uwolniony od strachu, nie dzięki swoim zasługom i zdolnościom, lecz dlatego, że Bóg zawsze na nowo objawia się jako Ojciec, Ojciec umiłowanych dzieci” – stwierdza rozważając fragment Ewangelii (Mt 17,1-9) czytany w II niedzielę Wielkiego Postu, roku A (1 marca 2026) łaciński patriarcha Jerozolimy, kard. Pierbattista Pizzaballa OFM.

W minioną niedzielę widzieliśmy, że pokusa wkrada się do serca człowieka, zawsze próbując go umniejszać, czyli pomniejszać w jego oczach dzieło Boga w życiu Jego stworzeń. Czyni to wąż, wchodząc w dialog z niewiastą i sugerując, że Bóg zabronił jej jeść ze wszystkich drzew w ogrodzie (Rdz 3,1). W gruncie rzeczy dobrze wiemy, że tak nie jest: Bóg pozwolił jej jeść ze wszystkich drzew w ogrodzie, z wyjątkiem jednego (Rdz 2,16-17). Kusiciel robi to samo z Jezusem. Ponieważ podczas chrztu w Jordanie Ojciec zwrócił się do Syna, nazywając Go umiłowanym Synem (Mt 3,17), na pustyni Kusiciel nazywa Go po prostu „synem”. I właśnie w tym punkcie go kusi: „Jeśli jesteś synem…” (Mt 4,3.5).

Diabeł nie może oczywiście zaprzeczyć, że Jezus jest Synem Ojca: doskonale o tym wie i w całej relacji ewangelicznej to on zawsze jako pierwszy chce ujawnić tożsamość Jezusa, do tego stopnia, że to sam Jezus nakazuje mu milczeć. Jezus jest więc Synem. Ale czy jest Synem umiłowanym? Czy Bóg zatroszczy się o Niego, czy też pozostawi Go na pastwę cierpienia, przemocy ludzi, śmierci?

Jezus jest Synem i to Synem umiłowanym, synem, który jest pewien, że miłuje Go Ojciec. Jest pewien miłości, która daje mu wszystko, nie zabierając nic w zamian: wszystko zostało mu dane przez Ojca (por. Mt 11,27). Jezus na pustyni pozostaje wierny temu Słowu, ufa Ojcu, nie ulega pokusie szukania życia i chwały gdzie indziej, poza relacją z Ojcem.

Wszystko to jaśnieje dziś w pełni na górze Przemienienia (Mt 17,1-9).

Tam bowiem głos, którego Jezus nie ztracił na pustyni, ponownie daje się słyszeć: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 17,5). Światło, które jaśnieje na obliczu i szatach Jezusa, nie jest nagrodą za Jego wierność, ale jedynie objawieniem tego, co istnieje od zawsze i co przetrwało nawet uderzenie pokusy, a mianowicie wspólnoty między Ojcem a Synem. Od chrztu, przechodząc przez czas próby, Jezus przez całe życie nie czyni nic innego, jak tylko odpowiada na Słowo Ojca radykalnym posłuszeństwem przeżywanym z miłości. To jest piękno jego istnienia, to, co je przemienia i sprawia, że staje się jasne.

Całe to piękno nie pozostaje jednak doświadczeniem zamkniętym między Ojcem a Synem, zarezerwowanym wyłącznie dla nich dwóch. Na górze bowiem znajduje się kilka innych postaci.

Są to przede wszystkim trzej uczniowie, których Jezus „wziął z sobą” (Mt 17,1). Ewangelista używa tego samego wyrażenia, które znajdujemy w wydarzeniu pokus (Mt 4,5.8): tam to diabeł bierze Jezusa ze sobą, aby go kusić. Jezus natomiast zabiera ze sobą uczniów, aby objawić im, że droga do pełnego życia prowadzi przez relację ufnego posłuszeństwa Ojcu, posłuszeństwa właściwego umiłowanym dzieciom.

Na górze są również Mojżesz i Eliasz, ludzie, którzy słuchali szeptu głosu Boga (por. Wj 33,11; 1 Krl 19,12), czasami go tracili, a potem nieustannie na nowo zaczynali mu ufać.

Ta droga ufnego posłuszeństwa, która rodzi się z doświadczenia bycia umiłowanymi dziećmi, która zawsze zaczyna się na nowo, jest również drogą, która czeka nas w tym Wielkim Poście.

Drogę wskazuje nam sam głos Ojca: jego głos jest skierowany do uczniów, którzy są z Jezusem na górze Tabor: „Jego słuchajcie” (Mt 17,5).

Możemy naprawdę zaufać i słuchać Jezusa: On pierwszy słuchał, strzegł głosu Ojca, nawet pośród prób. A kiedy my Jego słuchamy, mamy pewność, że słuchamy samego głosu Ojca i słyszymy Jego słowa skierowane również do naszego życia: „Jesteście umiłowanymi synami”.

Opowieść mówi jednak, że uczniowie, usłyszawszy głos Ojca, upadają na ziemię pełni strachu („Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli” – Mt 17,6).

A pierwsze słowa, które mają usłyszeć zaraz potem, to te, które Jezus, dotykając ich, kieruje ku nim: „Wstańcie, nie lękajcie się!” (Mt 17,7). Kto słucha Syna, ten za każdym razem, gdy upada, zostaje podniesiony. I zostaje uwolniony od strachu, nie dzięki swoim zasługom i zdolnościom, lecz dlatego, że Bóg zawsze na nowo objawia się jako Ojciec, Ojciec umiłowanych dzieci.

+Pierbattista Pizzaballa

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.