Kard. Radcliffe w ostrzeliwanym Chersoniu: to miejsce cierpienia uczy prawdziwej nadziei
06 marca 2026 | 16:10 | jol | Chersoń Ⓒ Ⓟ
Fot. Dominic.ua / FacebookW Chersoniu podstawą przetrwania jest możliwość liczenia na innych. Kard. Timothy Radcliffe doświadczył tego, spotykając ludzi, którzy z narażeniem życia niosą pomoc potrzebującym. Odwiedził jadłodajnię społeczną, piekarnię i pralnię, które pomagają ludziom przetrwać kolejny rok straszliwej wojny. Przy wsparciu Watykanu prowadzone są one przez dominikańskie Centrum św. Marcina de Porres w Fastowie.
Brytyjski dominikanin był poruszony spotkaniami z mieszkańcami Chersonia. Wyznał, że dzięki nim zauważył, jak ważne są imiona ludzi. „W czasie wojny ludzie giną, a ich imiona popadają w zapomnienie. Gdziekolwiek się udaliśmy, chcieliśmy poznać imiona ludzi, podpisałem wiele moich książek imionami każdego z nich. Każde imię to ludzkie życie, każde imię niesie ze sobą historię, nadzieję. Ludzie w czasie wojny nie mogą zniknąć z pamięci” – podkreślił kard. Radcliffe. Wyznał, że poprzez swą wizytę chciał powiedzieć mieszkańcom Ukrainy, iż nie zostali zapomniani.
Zachować przestrzenie nadziei
Przed wojną w Chersoniu mieszkało 360 tys. ludzi, obecnie zostało ich dziesięć procent. Przez wiele miesięcy miasto było okupowane przez Rosjan, a po ich odejściu cały czas znajduje się na linii frontu, którą wyznacza przepływający Dniepr. „Co pięć minut słychać było odgłosy ostrzału artyleryjskiego” – wspomina brytyjski dominikanin. Według danych lokalnej administracji, tylko w styczniu br. w gminie Chersoń odnotowano ponad 2500 ataków ze strony rosyjskich wojsk. W lutym na kuchnię społeczną spadł pocisk „Grad” – przebił gruby betonowy dach. Kilka miesięcy wcześniej miał miejsce ostrzał moździerzowy, wtedy wypadły wszystkie okna. „To stała rzeczywistość, w której żyją ludzie. Jednocześnie nawet w tych okolicznościach niezwykle ważne jest zachowanie przestrzeni nadziei” – podkreśla ojciec Misza Romaniw.
Działać bez zwłoki a Pan pobłogosławi
Dominikanin kieruje Domem św. Marcina de Porres w Fastowie, który od Chersonia dzieli 500 kilometrów. „Związaliśmy się z mieszkańcami tego miasta na początku wojny, kiedy uciekali, a przez Fastów przechodziła «droga życia». W czasie rosyjskiej okupacji przemycaliśmy Chersończykom pomoc, płacąc nawet łapówki za jej dostarczenie. Nikomu z nas nigdy nic się nie stało, a wiele miejscowości, przez które przejeżdżamy, już nie istnieje” – mówi zakonnik. Po raz pierwszy wolontariusze z Fastowa pojechali do Chersonia tydzień po wyzwoleniu miasta – 18 listopada 2022 roku. „Od tego czasu zaczęliśmy być tam bezpośrednio, blisko ludzi” – dodaje ojciec Misza. Gdy wpadł na pomysł zorganizowania kuchni socjalnej, odezwał się do kard. Konrada Krajewskiego, który w czasie wizyty w Fastowie powiedział mu: „Jeśli będzie potrzeba – zadzwoń i powiedz, czego potrzebujesz”. Odpowiedź od papieskiego jałmużnika przyszła jeszcze tego samego dnia. „Kardynał napisał, że papież Franciszek chce osobiście wesprzeć naszą kuchnię i przekaże środki na jej otwarcie. Dodał, że w Ewangelii widzimy, jak ludzie odpowiadają na wezwanie Chrystusa natychmiast, bez zwłoki. Zwróciliśmy się z prośbą dzisiaj – i Pan odpowiada dzisiaj, bez zwłoki” – wspomina dominikanin, wyznając, że słowa bardzo go poruszyły. W ciągu trzech lat działalności kuchnia wydała ok. 450 tys. obiadów.
Kuchnia społeczna, piekarnia i pralnia
W Chersoniu podstawą przetrwania jest możliwość liczenia na innych. Z tego rodzą się kolejne inicjatywy realizowane przez wolontariuszy z Fastowa. Piekarnia powstała, gdy trzeba było zacząć dowozić chleb mieszkańcom wiosek pod Chersoniem, którzy nie mieli możliwości dostać się do miasta. Potem zorganizowano pralnię. „Niedawno spotkałem kobiety z jednej z dzielnic, które od około ośmiu miesięcy żyją bez prądu, wody i gazu, w zimnych mieszkaniach. Możemy przynajmniej dać im możliwość wyprania ubrań. Przy pralni znajduje się pokój wypoczynkowy, gdzie ludzie mogą przyjść, ogrzać się, wykąpać. To proste rzeczy, ale w nich przejawia się zwykłe człowieczeństwo” – opowiada dominikanin. Ze względów bezpieczeństwa wszystkie dzieła znajdują się w innych budynkach, także żywność przechowywana jest partiami. Zimą powstał też punkt ogrzewania. „Spotkałem tam starsze kobiety, które piły herbatę, jadły nasze wypieki, czekały na obiad i oglądały telewizję – mówi zakonnik. – Jest w tym pewna domowa atmosfera, poczucie, że ktoś o nich pamięta i że ktoś jest blisko. W tych warunkach ma to ogromne znaczenie”.
Papieskie wsparcie
Pomoc dla Chersonia w znacznej mierze możliwa jest dzięki wsparciu płynącemu z Watykanu, które w połowie finansuje realizowane projekty. Podobnie jak Franciszek, także Leon XIV dba o to, na Ukrainę trafiała konkretna pomoc humanitarna. W ostatnim czasie m.in. do Fastowa dotarł transport żywności, leków i generatorów prądu. „Praktycznie wszystko zostało już przekazane ludziom – staraliśmy się zrobić to szybko. Czterdzieści generatorów rozdzielono między wielodzietne rodziny, które szczególnie potrzebują wsparcia” – mówi ojciec Misza. Dodaje, że dzięki wsparciu papieża, ludzie, którzy w stołecznym Kijowie, przychodzili do punktów ogrzewania, mogli zjeść talerz ciepłej zupy. W sytuacji srogiej zimy, gdzie rosyjskie ataki na strukturę energetyczną miały na celu wymrożenie Ukraińców, pomoc ta ma znaczenie na miarę życia.
Ludzie błogosławią kardynała
Ojciec Misza wyznaje, że wizyta kard. Redcliffe’a na Ukrainie była dla niego znakiem nadziei: „Spotkał się z ludźmi i ze łzami w oczach powiedział, że sam wiele się od nich uczy”. Brytyjski dominikanin odwiedził Chersoń, a w Kijowie wygłosił wielkopostne rekolekcje i spotkał z czytelnikami jego książki „Siedem ostatnich słów”, która została przetłumaczona na ukraiński. „Rozmawiałem z ludźmi językiem uścisków, łez i spojrzeń w oczy” – wyznał kardynał po zakończeniu swej wizyty. „W Chersoniu do łez poruszyło mnie to, że sam prosił ludzi, aby go pobłogosławili. Mówił, że widzi w nich Chrystusa, ponieważ to, co robią, robią dla Boga. Nie wszyscy nasi pracownicy są głęboko wierzący, ale kiedy obejmowali kardynała, który za kilka miesięcy skończy 81 lat, wszyscy płakali – wspomina ojciec Misza Romaniw. – Dla mnie to bardzo wyraźne znaki obecności Boga. Słuchać słów kardynała o nadziei, o pokoju i – co ważne – o zwycięstwie Ukrainy, właśnie o zwycięstwie… To daje niesamowitą siłę, by trzymać się dalej”.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

