Kardynał Aveline: dla Avvenire o odrodzeniu wiary we Francji
06 sierpnia 2026 | 14:51 | Francesco Ognibene, Avvenire, st | Lerici Ⓒ Ⓟ
Fot. ALBERTO PIZZOLI/AFP/East NewsDoświadczenie migracji, dialog międzyreligijny, sytuacja społeczno-polityczny we Francji, zjawisko wielu osób proszących o sakrament Chrztu św. oraz oczekiwania związane z planowaną na koniec września papieską podróżą do Paryża Lourdes i Metz to niektóre tematy poruszone przez Francesco Ognibene, w rozmowie z arcybiskupem Marsylii i przewodniczącym Konferencji Episkopatu Francji, kard. Jean-Marc Aveline’m. Miała ona miejsce w Lerici pod koniec lipca b.r. podczas Festa di Avvenire gdzie francuski purpurat otrzymał Nagrodę Narducciego, nazwaną na cześć wybitnego redaktora naczelnego katolickiej gazety z okresu po Soborze Watykańskim II.
Na wstępie przypomniano, że przewodniczący Konferencji Episkopatu Francji, urodził się w 1958 roku w dzisiejszej Algierii, w oazie u progu Sahary, w rodzinie francuskiej, która wyemigrowała do Afryki; w wieku 4 lat był już uchodźcą. Ruchy niepodległościowe wypędziły „kolonizatorów” („ale my byliśmy zintegrowani od pokoleń…”) i sprawiły, że we Francji doświadczył on ciężkiego życia „pieds-noir”, Francuzów z Algierii, którzy uciekli ze „swojej” Afryki, ale w ojczyźnie czuli się obcymi.
Francesco Ognibene, Avvenire: Eminencjo, co dla Księdza Kardynała oznaczało to doświadczenie migranta?
Kard. Jean-Marc Aveline: W Afryce byliśmy Francuzami wśród ludzi, którzy mieli stać się obywatelami niepodległej Algierii. Moja rodzina z pewnością nie należała do bogatych osadników – moi dziadkowie wyemigrowali tam w poszukiwaniu pracy, w czasach, gdy migracja odbywała się głównie z północy na południe. Później zostaliśmy zmuszeni, by porzucić wszystko i wyjechać do Francji, kraju, którego wcześniej nie znaliśmy.
To jest moja osobista historia, ale zarazem doświadczenie wielu ludzi, którzy musieli opuścić swoją ojczyznę. Takie przeżycia pozostawiają trwały ślad w sercu. Uważam, że nie wolno o nich zapominać, zwłaszcza dziś, gdy wiele osób opuszcza swoje kraje z powodu suszy, głodu, trudnej sytuacji ekonomicznej czy korupcji władz.
Ponieważ sam doświadczyłem losu migranta, jestem szczególnie wrażliwy na tę kwestię i z większym zrozumieniem patrzę na dramaty ludzi zmuszonych do opuszczenia swoich domów.
Migranci są często postrzegani jako problem, który należy kontrolować, pomijając fakt, że są to ludzie poszukujący przyszłości. Jest Eminencja biskupem w tak wieloetnicznym mieście jak Marsylia. Jak należy zarządzać zjawiskiem migracji, aby nie wywoływało ono reakcji obronnych i nietolerancji w krajach docelowych?
– Papież Franciszek przypominał, że osoby emigrujące należy przyjmować z godnością, choć najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie takich warunków, aby nikt nie był zmuszony do opuszczania swojej ojczyzny. Warto o tym pamiętać: każdy człowiek powinien mieć nadzieję, że jego życie może się poprawić tam, gdzie mieszka.
Kiedy jednak migranci już przybywają do nowego kraju, wiele zależy od tego, czy zostanie dostrzeżona ich indywidualna sytuacja. Tylko konkretna troska o poszczególne osoby może przynieść realną zmianę.
Po przyjeździe do Lerici otrzymałem telefon z Caritas w Marsylii. Poinformowano mnie, że prefektura planuje eksmisję kilku rodzin z dziećmi, które w konsekwencji mogłyby zostać pozbawione dachu nad głową. Poproszono mnie o interwencję, aby temu zapobiec.
Napisałem do prefekta, zaznaczając, że rozumiem obowiązki i trudności państwa, ale jednocześnie proszę, aby w podejmowanych decyzjach uwzględniano przede wszystkim konkretnych ludzi – dzieci, rodziny i osoby z niepełnosprawnościami.
Tylko wtedy, gdy poznamy człowieka i otoczymy go rzeczywistą troską, możemy przyczynić się do poprawy sytuacji. To zadanie, które może podjąć każdy z nas. Osobista bliskość ma bowiem zasadnicze znaczenie – bez niej pozostają nam jedynie abstrakcyjne idee.
Skąd bierze się w Księdzu Kardynale wrażliwość na dialog między religiami?
– Święcenia kapłańskie przyjąłem w 1984 roku. Następnie zostałem wykładowcą w seminarium duchownym w Marsylii, gdzie nauczałem teologii dogmatycznej i chrystologii. W tamtym czasie nie zajmowałem się szczególnie ani religiami, ani problematyką śródziemnomorską.
Ówczesny arcybiskup Marsylii, kard. Coffy, zainspirowany nauczaniem Soboru Watykańskiego II, poprosił mnie o stworzenie w diecezji centrum teologicznego. Po namyśle i konsultacjach z przyjaciółmi, księżmi oraz innymi osobami przedstawiłem mu propozycję: „Jeśli chce Ksiądz Kardynał zrobić coś naprawdę interesującego, trzeba podjąć pytania, jakie pluralizm religijny stawia przed wiarą chrześcijańską”.
Diecezja marsylska obejmuje obszar zamieszkany przez około milion osób. Wśród nich znajduje się blisko 200 tysięcy muzułmanów – w dużej mierze pochodzących z Komorów, ale także z Algierii, Maroka, Tunezji oraz krajów Afryki Subsaharyjskiej. Marsylia jest również domem dla około 80 tysięcy Żydów, tworzących jedną z największych społeczności żydowskich w Europie. Mieszkają tu także buddyści przybyli z Azji Południowo-Wschodniej, zwłaszcza z Wietnamu i Kambodży, Ormianie, którzy osiedlili się tu po ludobójstwie, a także liczna wspólnota maronitów z Libanu i Syrii.
Marsylia stała się więc prawdziwym laboratorium religijnej różnorodności, które stawia przed teologią fundamentalne pytanie: jak przyjąć i rozumieć obecność tak wielu odmiennych wspólnot? Pluralizm religijny nie jest czymś, co sami stworzyliśmy – jest rzeczywistością, w której żyjemy. Każda religia ma świadomość posiadania prawdy. Jak wobec tego przyjąć tę różnorodność, a jednocześnie wiernie świadczyć o Chrystusie? Jakie pytania stawia ona przed chrześcijańską wiarą?
Musiałem zmierzyć się z tematami, które wcześniej nie znajdowały się w centrum moich zainteresowań. Morze Śródziemne, które już wcześniej miało dla mnie wymiar egzystencjalny, zaczęło nabierać także znaczenia teologicznego.
Przez pewien czas dominowało przekonanie, że stopniowo wszyscy ludzie staną się chrześcijanami. Później nadszedł czas odkrywania wielości religii. Dziś, w świecie coraz większej mobilności, spotykamy na co dzień ludzi o innych przekonaniach, którzy stawiają pytania o naszą wiarę oraz o możliwość budowania z nimi relacji. To właśnie ta bliskość i różnorodność religijna stają się jednym z najważniejszych wyzwań dla współczesnego chrześcijaństwa.
Co naprawdę ma znaczenie w relacjach z innymi wyznaniami?
– Najważniejsze jest doświadczenie wspólnego ludzkiego losu. Moja siostra zmarła na raka w wieku 48 lat. Kiedy ją odwiedzałem, w pokoju obok przebywał muzułmanin, którym opiekowała się jego żona. Gdy zobaczyła, że przychodzę, poprosiła mnie, abym wszedł do ich pokoju, i powiedziała: „Nie wyznajemy tej samej religii, ale jeśli odmówi pan modlitwę, będziemy panu bardzo wdzięczni”.
Od kilku lat Marsylia przyjmuje wielu młodych ludzi – około dwudziestoletnich studentów, którzy przyjeżdżają tu na krótszy lub dłuższy czas. Mieszkają w małych wspólnotach i angażują się w pomoc edukacyjną w ubogich dzielnicach miasta, często zamieszkanych przez muzułmanów. Przyjeżdżają z pewnymi wyobrażeniami o islamie i jego wyznawcach, a wyjeżdżają z muzułmańskimi przyjaciółmi. To doświadczenie zmienia ich spojrzenie na drugiego człowieka.
Co stanowi sedno dialogu?
– W Credo, które odmawiamy w każdą niedzielę, zawarte jest powołanie Kościoła do powszechności. Często powtarzam: gdybym urodził się w Chinach, prawdopodobnie byłbym konfucjanistą, a gdybym przyszedł na świat w Japonii – shintoistą.
Katolickość Kościoła oznacza uznanie, że w sercach kobiet i mężczyzn należących do różnych religii obecne jest pragnienie Boga. Dzięki tej powszechności Kościoła rozumiem, że to pragnienie – będące wyrazem obrazu i podobieństwa Boga obecnego w każdym człowieku – jest związane z tajemnicą paschalną Chrystusa.
Sobór Watykański II przypomina, że wierzymy, iż Duch Święty daje wszystkim ludziom, w sposób znany jedynie Bogu, możliwość uczestnictwa w tajemnicy paschalnej. Wierzymy w Chrystusa jako jedynego Zbawiciela świata – Zbawiciela wszystkich wierzących, ludzi różnych religii, a także tych, którzy nie wierzą lub Go jeszcze nie poznali.
W każdym wysiłku człowieka, który stara się pielęgnować w sobie pragnienie Boga, dostrzegam działanie Ducha Świętego.
Eminencja kultywuje i promuje ideę Morza Śródziemnego jako morza łączącego cywilizacje i religie, narodów, które nad nim mieszkają. Jednak obecnie wydaje się, że się one od siebie oddalają …
– Byłem uczestnikiem pierwszego spotkania biskupów regionu Morza Śródziemnego, które odbyło się w Bari w lutym 2020 roku z inicjatywy Włoskiej Konferencji Biskupów, kierowanej wówczas przez kardynała Gualtiera Bassettiego. Było to niezwykłe wydarzenie i trzeba przyznać, że Kościół we Włoszech wykazał się w tym względzie wielką intuicją. Po raz pierwszy zgromadziło się około pięćdziesięciu biskupów diecezji połączonych wspólnym morzem.
Wszyscy odczuwaliśmy potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami i wysłuchania tego, czym żyją inni. To właśnie w Bari zrozumiałem, że dialogu nie można narzucić ani przyspieszyć – jest on owocem procesu, który wymaga czasu. Dlatego częściej mówię o „relacji” niż o samym „dialogu”. Dopiero budowanie autentycznych więzi pozwala dojść do prawdziwego dialogu, który jest celem, a nie punktem wyjścia.
Doświadczenie Bari znalazło swoją kontynuację dwa lata później we Florencji. Inspirowany wizją Giorgio La Piry dotyczącą Morza Śródziemnego, kardynał Bassetti zaprosił wówczas także burmistrzów miast położonych nad jego brzegami.
We wrześniu 2023 roku podjąłem kolejną inicjatywę, zapraszając biskupów z całego regionu śródziemnomorskiego, a także młodych ludzi różnych wyznań. Postawiłem przy tym dwa warunki: po pierwsze, musieli oni angażować się w rozwiązywanie najważniejszych problemów tego regionu – takich jak migracje, ochrona środowiska, gospodarka czy pokój; po drugie, musieli być gotowi współpracować z nami, biskupami katolickimi, w służbie narodom basenu Morza Śródziemnego.
Było to wyjątkowe spotkanie. Przybyli młodzi ludzie, którzy w innych okolicznościach nigdy nie mieliby okazji się spotkać. Dzieliły ich różnice kulturowe, religijne i społeczne, a jednak potrafili być razem – z biskupami i z papieżem Franciszkiem, który zechciał uczestniczyć w tym wydarzeniu. Wtedy jeszcze wyraźniej zobaczyliśmy, że jednym z największych wyzwań dla regionu śródziemnomorskiego jest zaufanie młodym ludziom.
Kolejnym etapem tej drogi był rejs żaglowca „Bel Espoir”, zainicjowany w Marsylii. W ubiegłym roku statek ten, z udziałem dwustu młodych ludzi z różnych krajów basenu Morza Śródziemnego i ze zmieniającymi się załogami, odwiedził trzydzieści portów na pięciu wybrzeżach. Dzięki inicjatywie papieża Leona, który zechciał wejść na pokład, uczestnicy dotarli również do Ostii, gdzie przeżyli niezapomniane chwile.
Poprzez to doświadczenie chcieliśmy przekazać jedno zasadnicze przesłanie: trzeba zaufać młodzieży Morza Śródziemnego. To pokolenie liczne, pełne pragnień i nadziei, ale często cierpiące z powodu przeszkód ograniczających jego wolność, możliwość przemieszczania się i budowania przyszłości. Młodzi pragną zrozumienia, pokoju i życia w prawdzie, wolnego od korupcji i opresyjnych systemów.
Naszym zadaniem jest wspieranie ich energii i zaangażowania wszelkimi dostępnymi środkami – także na poziomie instytucjonalnym. Od tego zależy odnowa historii regionu Morza Śródziemnego: historii naznaczonej dziś poważnymi kryzysami, ale jednocześnie niosącej ogromny potencjał nadziei.
Właśnie nadzieja, w ponurym klimacie wojen i przemocy, w którym tkwimy, wydaje się zanikać. Co możemy zrobić, by nie stracić zapału i być – jak zaproponowano podczas Festiwalu „Avvenire” w Lerici – „budowniczymi pokoju”?
– Społeczeństwo, w którym żyjemy, jest dziś w dużej mierze znieczulone. Uważam, że przede wszystkim trzeba na nowo obudzić sumienia i przypomnieć ludziom, że jesteśmy istotami wolnymi. Nieustanny przepływ informacji oraz media społecznościowe — choć mają również wiele pozytywnych aspektów — mogą prowadzić do przekonania, że nadzieja nie ma już sensu.
Tymczasem pozostajemy wolni: możemy powiedzieć „tak” jednej rzeczy, a „nie” innej; możemy oprzeć się temu, co próbuje nas wykorzystywać, kształtować i narzucać określone schematy myślenia. Trzeba na nowo odkryć drogę do własnego wnętrza, ponieważ właśnie tam odnajduje się prawdziwa wolność. A wolność jest początkiem oporu.
Wiara chrześcijańska ma dziś wiele wspólnego z takim oporem — nie chodzi oczywiście o męczeństwo pierwszych wieków, lecz o sprzeciw wobec znieczulenia sumień, które odbiera człowiekowi zdolność wierzenia, bycia wolnym i podejmowania odpowiedzialnych wyborów. Jak przypomina św. Paweł: „Otrzymaliście Ducha, który czyni was ludźmi wolnymi”.
Nadchodzący rok będzie rokiem wyborczym we Francji, podobnie jak we Włoszech. W jaki sposób Kościół francuski zamierza przyczynić się do udziału w wyborach i dokonywania wyborów w atmosferze dialogu, a nie konfrontacji?
– Naszym celem jest pomóc ludziom skoncentrować się na istocie najważniejszych kwestii. Komitet powołany przez Konferencję Biskupów Francji wybiera obecnie główne tematy, które będą następnie przedmiotem comiesięcznych publikacji aż do wyborów. Każdy dokument ma służyć pogłębieniu refleksji oraz proponować symboliczny gest związany z omawianym zagadnieniem.
Kościół francuski doświadcza obecnie szybko rosnącego zjawiska katechumenów: osób, które jako dorośli odnajdują drogę do wiary chrześcijańskiej. Jak to Ksiądz Kardynał wyjaśnia?
– Od pięciu–sześciu lat obserwujemy we Francji niezwykłe zjawisko: coraz więcej osób dorosłych i młodych prosi o chrzest oraz bierzmowanie. Początkowo byli to głównie młodzi dorośli w wieku od 25 do 35 lat, jednak obecnie coraz częściej są to także licealiści między 16. a 18. rokiem życia.
Na początku wydawało się, że jest to wydarzenie jednorazowe, ale z każdym rokiem skala tego zjawiska rośnie. W 2025 roku w całej Francji o chrzest i bierzmowanie poprosiło 21 tysięcy osób, rok wcześniej było ich 17 tysięcy, a wcześniej 15 tysięcy. Prognozy na 2026 rok wskazują, że liczba ta będzie nadal wzrastać. Nie mamy więc do czynienia z przelotną modą, lecz z trwałym procesem.
Istnieje pokusa, by patrzeć na te liczby z dumą, a nawet porównywać diecezje między sobą – która ma więcej kandydatów, a która mniej. To jednak bardzo ludzkie podejście. Warto pamiętać, że drogi, którymi ci młodzi ludzie docierają do Kościoła, często nie są tymi, które sami dla nich przygotowaliśmy.
My wyznaczyliśmy drogę prowadzącą do drzwi, ale oni weszli przez okno. To pokazuje, że inicjatorem tych poszukiwań jest przede wszystkim Duch Święty. Naszym zadaniem jest rozpoznać Jego działanie i współpracować z Nim, towarzysząc tym osobom na drodze wiary.
Jak to zrobić?
– Musimy przede wszystkim słuchać tych osób i próbować zrozumieć drogi, które doprowadziły je do Kościoła. W ich historiach powtarzają się pewne elementy.
Pierwszym z nich jest często jakieś przełomowe doświadczenie: śmierć bliskiej osoby, choroba, dramat rodzinny czy osobiste rozczarowanie. Takie wydarzenia rodzą pytania o sens życia i otwierają na poszukiwanie duchowej odpowiedzi.
Drugim ważnym czynnikiem jest spotkanie z wierzącymi rówieśnikami. Ich świadectwo bywa dyskretne, ale autentyczne i z czasem prowadzi do głębokich rozmów oraz znaczących spotkań. Podczas jednej z wizyt duszpasterskich w najuboższych dzielnicach Marsylii młoda osoba opowiedziała, że zaprosiła swoją niewierzącą koleżankę na spotkanie wspólnoty, a ta z kolei przyprowadziła kolejną osobę. Z jednego zaproszenia powstała mała grupa. Przypomina to początki Kościoła opisane w Dziejach Apostolskich i prostą logikę pierwszych uczniów: „chodź i zobacz”.
Wielu poszukujących odkrywa także potrzebę pokoju i trwałego punktu odniesienia w świecie pełnym niepewności. Pewna osoba opisała mi, że codziennie przechodziła obok kościoła w drodze do pracy. Pewnego dnia poczuła pragnienie, aby wejść do środka i zatrzymać się w ciszy. Odnalazła tam pokój, którego szukała, więc zaczęła wracać każdego dnia. Z czasem odkryła, że ta chwila modlitwy staje się ważną częścią jej życia. Gdy pewnego razu trafiła na spotkanie wspólnoty, dołączyła do niej i rozpoczęła swoją drogę wiary.
Są również osoby, które poprzez kontakt z wierzącymi muzułmanami zaczynają na nowo odkrywać własną chrześcijańską tożsamość. Widząc przyjaciół modlących się i przeżywających ramadan, zadają sobie pytanie: co dla mnie oznacza bycie chrześcijaninem? Szukają odpowiedzi, często zaczynając od najbardziej podstawowych pytań dotyczących wiary i praktyk religijnych. Tak było choćby podczas Mszy Świętej w Środę Popielcową, gdy wielu młodych ludzi zastanawiało się nad znaczeniem postu przeżywanego przez ich muzułmańskich przyjaciół i dzięki temu odkrywało własną tradycję.
To zjawisko tworzy dziś bardzo interesujące wyzwanie duszpasterskie dla Kościoła. Osoby, które do nas przychodzą, są często wrażliwe i autentycznie poszukujące; potrzebują zakorzenienia w Ewangelii i wspólnocie. Ich pragnienie wiary jest poważne i głębokie, ponieważ wyrasta z konkretnych doświadczeń ich życia.
Co to zjawisko mówi Kościołowi?
– Nie wolno nam nigdy zapominać, że misją Kościoła jest współpraca z Duchem Świętym, który często zaskakuje nas właśnie wtedy, gdy wydaje się, że realizujemy wszystkie swoje plany.
Kolejnym istotnym wyzwaniem jest troska o relacje międzyludzkie we wspólnotach chrześcijańskich, aby świadectwo wiary mogło być przeżywane w pełni poprzez autentyczne życie wspólnotowe. Trzecim wielkim zadaniem pozostaje formacja pomagająca głębiej zrozumieć wiarę. Nierzadko drogi prowadzące do Kościoła rozpoczynają się od silnych przeżyć i emocji, ale z czasem pojawia się potrzeba wejścia w głębię tajemnicy wiary oraz odkrycia tego, co stanowi o jej wyjątkowości i wymiarze katolickim.
Diecezje regionu Île-de-France powołały zgromadzenie, które przez trzy lata będzie pracować nad tym zagadnieniem. Pozostałe diecezje Francji będą mogły delegować swoich przedstawicieli, aby uczestniczyli w tym procesie i czerpali z jego doświadczeń.
W Marsylii utworzyliśmy natomiast diecezjalną radę neofitów – osób świeżo ochrzczonych, wywodzących się ze środowiska katechumenów, które potrzebują szczególnie intensywnej formacji, aby umacniać swoją wiarę i coraz pełniej włączać się w życie Kościoła.
Wkrótce do Francji przybędzie papież. Czego oczekuje się od jego wizyty?
– Będzie to okazja do odnowy wiary. Papież spotka się między innymi z katechumenami, co z pewnością stanie się dla Kościoła zachętą do odkrywania nowych dróg ewangelizacji i życia wiarą. Kościół we Francji przeszedł przez okres głębokiej sekularyzacji, jednak dziś obserwujemy pojawianie się nowych znaków nadziei.
Duch Święty może działać jednak tylko wtedy, gdy pozostajemy pokorni i z odwagą podejmujemy wyzwania, które stają przed Kościołem. Szczególnie ważne jest budowanie silnej więzi między wiarą a codziennym życiem – tak jak wskazywała Madeleine Delbrêl. Dzięki temu entuzjazm osób, które niedawno odkryły wiarę i przeżywają ją z wielkim zaangażowaniem, nie pozostanie jedynie chwilowym doświadczeniem, lecz stanie się początkiem trwałej drogi duchowej.
Rozmawiał Francesco Ognibene, Avvenire
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

