Kędzierzyn-Sławęcice – aktywna parafia na styku światów
03 marca 2026 | 15:36 | jj, st | Kędzierzyn-Sławęcice: Ⓒ Ⓟ

Na obrzeżach Kędzierzyna-Koźla, w dzisiejszej dzielnicy Sławięcice, stoi kościół, który pamięta więcej, niż mogłoby się wydawać. Tamtejsza parafia św. Katarzyny Aleksandryjskiej, należąca do diecezji opolskiej zajęła drugie miejsce w konkursie „Aktywna Parafia 2025”.
Bez entuzjazmu ani rusz
„Do udziału w konkursie na aktywną parafię zmotywował nas przede wszystkim nasz wikariusz – ksiądz Arnold Klita – powiedziała Magdalena Malcherczyk. „To on nas dopingował, zachęcał i konsekwentnie działał, abyśmy podjęli wyzwanie i doprowadzili wszystko do szczęśliwego finału. Największą trudnością okazało się… znalezienie czasu. W naszej parafii dzieje się naprawdę bardzo dużo dobra i mnóstwo wartościowych inicjatyw. Trudno było wybrać to, co opisać w formularzu, bo każda dziedzina życia parafii tętni aktywnością. Zastanawialiśmy się, czy uda się wiernie oddać to, jak naprawdę wygląda nasza współpraca i zaangażowanie. Działamy razem – nie tylko jako Caritas. Współpracujemy z Radą Osiedla, Strażą, Mariankami, Ministrantami, a także z wieloma parafianami, którzy indywidualnie włączają się w pomoc. Gdy pojawia się pomysł – działamy. W zeszłym roku zorganizowaliśmy koncert charytatywny dla naszego parafianina Pawełka. Udało się, choć kalendarz był bardzo napięty. Koncert odbył się w piątek, a już w sobotę wyjeżdżaliśmy do Warszawy na finał konkursu. Dodatkowo nasz zespół brał udział w konkursie muzycznym. Czas był największym wyzwaniem – dosłownie chwilę po zakończeniu koncertu, o pół do trzeciej w nocy, byliśmy już w autobusie w drodze do Warszawy. To był intensywny, ale piękny czas, który pokazał, jak wiele można osiągnąć dzięki współpracy i zaangażowaniu całej wspólnoty” – powiedziała jedna z animatorek wspólnoty parafialnej. Ze swej strony ksiądz Arnold Klita, jako wikariusz podkreśla: „parafia zawsze zależy od proboszcza, jaki jest proboszcz, taka jest parafia. To nie jest moja pierwsza parafia, w której pełnię posługę. Jak jest proboszcz otwarty, nie musi być znawcą wszystkiego, bo to nie o to chodzi, on po prostu musi dać zielone światło i przede wszystkim nie robić problemu tam, gdzie go nie ma, a to niestety w Kościele się zdarza”.
Głębokie zakorzenienie w dziejach
Jak zaznacza proboszcz, ks. Marian Bednarek pierwsze wzmianki o osadzie i kościele w Sławęcicach sięgają XIII wieku, choć – jak mówią kroniki – ślady chrześcijaństwa na tych ziemiach mogą sięgać jeszcze wcześniejszych czasów. Jako miejscowość kościelna wzmiankowana jest już w 1246 r. i 1287 r. w wykazie świętopietrza z 1447 r. poświadczona parafia w archiprezbiteracie ujazdowskim. Obecny kościół został wybudowany w latach 1864-69 w stylu neogotyckim i przy udziale patrona księcia Hohenlohe von Oehringen. Kościół ucierpiał poważnie w 1945 r., całkowicie został odnowiony w latach 1963-64. „To miejsce, w którym historia nie jest jedynie zapisem w księgach, ale czymś, co wciąż tchnie w ludziach” – stwierdza duszpasterz.
Nie do końca wiadomo czy obecna świątynia to drugi, czy też trzeci kościół stojący na tym miejscu. Wiadomo natomiast, że przez wieki parafia była związana z miejscowym dworem i rodem książęcym Hohenlohe, który miał tu swój pałac. Książęta byli ewangelikami, a obok katolickiej świątyni funkcjonował także kościół ewangelicki. „Katolicy i protestanci, polszczyzna i niemczyzna, wieś i dwór – wszystko to współistniało na niewielkiej przestrzeni” – mówi ks. Bednarek.
W obrębie parafii znajduje się filialny kościół Najświętszej Maryi Panny Królowej Wszechświata w Miejscu Kłodnickim przy ulicy Słowiczej 9 kaplica w Miejscu Kłodnickim przy ulicy Szpaków oraz kaplica obok kościoła w Sławięcicach poświęcona św. Teresie z Lisieux. Ponadto duszpasterze parafialni posługują w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej w Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Zielnej 1, w Sławięcicach a także w Domu Seniora przy ul. Sławięcickiej 83.
Rolnicy, uczniowie, emigranci
Przez stulecia była to parafia rolnicza. Rytm życia wyznaczały pola i pory roku. Po wojnie krajobraz zaczął się zmieniać. Rozwój przemysłu chemicznego w Kędzierzynie przyniósł nową falę mieszkańców. W Sławięcicach powstała duża szkoła średnia – w pewnym momencie uczniowie stanowili niemal połowę lokalnej społeczności. Przyjeżdżali z różnych stron Polski. Część z nich została tu na zawsze.
Lata 90. przyniosły kolejną zmianę. Wielu rdzennych mieszkańców, często śląskiego pochodzenia, wyjechało do Niemiec. Jak mówi jeden z mieszkańców – połowa klasy jego córki wyjechała na Zachód. Domy opustoszały, ale nie na zawsze. Z czasem kupili je nowi ludzie – głównie z Kędzierzyna-Koźla. Dziś parafia liczy około 2700 mieszkańców. Jedni są tu „od zawsze”, inni od kilku lat. Granice między „miejscowymi” a „napływowymi” coraz bardziej się zacierają.
Wiara wyrażana w dwóch językach
Jeszcze kilkanaście lat temu regularnie odprawiano tu nabożeństwa po niemiecku. Starsze pokolenie spowiadało się i modliło w języku, który był dla nich pierwszym. Dziś Msze niemieckie odbywają się już tylko dwa razy w miesiącu. Młodsze pokolenie przeszło całkowicie na język polski.
A jednak pamięć trwa. Są rodziny, które mieszkają na stałe w Niemczech, ale na Boże Narodzenie czy Wielkanoc, albo też w okresie wakacyjnym wracają do „swojego” kościoła.
Chorał i nowoczesność
Muzyka jest ważna w życiu parafii. Posługuje w niej pięciu organistów. Dbałość o wierność chorałowi, troska o tradycyjne melodie nabożeństw, a jednocześnie próby ożywienia śpiewu gregoriańskiego. Roraty dla dorosłych w duchu gregoriańskim – częściowo po łacinie – okazały się zaskakującym sukcesem. Kościół wypełnił się wiernymi. Okazało się, że tęsknota za ciszą, prostotą i łacińskim śpiewem wcale nie jest anachroniczna.
Działa schola, orkiestra, zespoły młodzieżowe. Chór – zawieszony w czasie pandemii – próbuje się reaktywować.
„Dzięki otwartości i zaangażowaniu duszpasterzy, ks. Mariana Bednarka i wikariusza, ks. Arnolda Klity możemy realizować wiele pięknych inicjatyw duchowych i kulturalnych” – mówi dr Izabela Migocz, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Kędzierzynie-Koźlu oraz Muzeum Ziemi Kozielskiej. „Organizowałam tu liczne wydarzenia muzyczne, w tym wieloletni cykl koncertów „U św. Katarzyny w Sławięcicach”, które zawsze gromadziły liczną publiczność. Nasza świątynia, z pięknym neogotyckim wnętrzem oraz wizerunkami świętych – św. Katarzyny, św. Cecylii i św. Małgorzaty – tworzy wyjątkową przestrzeń dla muzyki sakralnej. To miejsce sprzyja zarówno modlitwie, jak i kontemplacji poprzez sztukę. Co roku organizujemy koncerty – pasyjne, adwentowe, maryjne czy bożonarodzeniowe – i za każdym razem kościół wypełnia się ludźmi. To pokazuje, jak bardzo wspólnota potrzebuje piękna, muzyki i wspólnego przeżywania wiary. Dla mnie powrót do tej parafii, zwłaszcza gdy z daleka widzę wieżę naszego kościoła, to zawsze moment wzruszenia i poczucia, że jestem w domu – sercem, duchem i ciałem” – wyznała.
Chór parafialny powstał w 1960 roku. Jego założycielem był muzyk, dyrygent i organista Melchior Jochem. Przez wiele lat zespół uświetniał wszystkie ważniejsze uroczystości kościelne i parafialne, a także koncertował, m.in. uczestniczył w oprawie muzycznej pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II na Górę Świętej Anny. We wrześniu 2015 roku stanowisko dyrygenta objęła po Dziadku – Agnieszka Hyla, absolwentka Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu w klasie dyrygentury chóralnej dr hab. Agnieszki Franków-Żelazny.
„Dla mnie osobiście pan Melchior Jochem był pierwszym nauczycielem muzyki – to do niego, jako ośmioletnia dziewczynka, poszłam na pierwsze lekcje fortepianu. Uczył nas śpiewu, dobierał pieśni na różne uroczystości, prowadził chór oraz orkiestrę dętą. Pozostawił w naszej parafii niezatarte ślady swojej działalności, szczególnie w promowaniu muzyki liturgicznej i sakralnej.
„W naszej parafii kultywowany jest również chorał gregoriański. Myślę, że to zasługa zarówno duszpasterzy – w tym obecnego księdza proboszcza Mariana Bednarka – jak i naszego pana organisty, który od lat przekazuje kolejnym pokoleniom to, co było fundamentem muzycznej tradycji parafii już kilkadziesiąt lat temu. To wszystko stanowi wielką wartość i ogromną zasługę pana Melchiora Jochema, za którą jesteśmy mu głęboko wdzięczni” – powiedziała dr Izabela Migocz.
Muzyka, która jednoczy – „Mała Siódma Trąba Baranka”
O działalności muzycznej przy parafii opowiada Patrycja Kluger-Szymkowiak, opiekunka zespołu Mała Siódma Trąba Baranka. Grupa powstała z inicjatywy Księdza Proboszcza, który chciał urozmaicić Msze św. szkolne. Początkowo były to dwie gitary i kilka dziewczynek – dziś zespół liczy 16 młodych wykonawczyń.
Repertuar stanowi głównie współczesna muzyka religijna – śpiew uwielbienia, który zachęca dzieci do aktywnego uczestnictwa poprzez śpiew i gesty. Oprócz gitar w zespole można usłyszeć m.in. wiolonczelę, flet poprzeczny, skrzypce, ukulele, bongosy, saksofon i klarnet.
Nabór do zespołu odbywa się poprzez zgłoszenia dzieci, które następnie przechodzą krótkie przesłuchanie u organistki. Dziewczynki chętnie uczestniczą w próbach – spotykają się w każdą sobotę rano – ucząc się współpracy, odpowiedzialności i pracy na rzecz wspólnoty.
Zespół nie ogranicza się wyłącznie do występów parafialnych. Brał udział w ogólnopolskim przeglądzie muzyki religijnej w Komprachcicach, zdobywając trzecie miejsce, a podczas Piastowskiego Kolędowania otrzymał Grand Prix. Występuje również na zaproszenie okolicznych parafii.
Duże wsparcie grupa otrzymuje zarówno od duszpasterzy, jak i od rodziców, którzy pomagają w organizacji wyjazdów i wspierają córki w rozwijaniu talentów.
Wspólnota otwarta na nowych
Patrycja Kluger-Szymkowiak, pochodząca z sąsiedniej parafii w Cisowej, podkreśla, że została bardzo ciepło przyjęta przez lokalną społeczność. Jej zdaniem wyjątkowość parafii wynika z otwartości proboszcza i wikariusza oraz gotowości mieszkańców do współpracy.
„U was się tyle dzieje” – słyszy często od osób z zewnątrz. I odpowiada: „dzieje się, bo są otwarci duszpasterze i aktywna wspólnota”.
Zaangażowanie świeckich
Zgodnie ze statutami diecezji opolskiej duszpasterzy wspiera w ich działaniach Rada duszpasterska i Rada ekonomiczna.
2/3 składu Rady duszpasterskiej pochodzi z wyboru wiernych, które odbywają się w dwóch etapach: w pierwszą niedzielę parafianie zgłaszają kandydatów. Następnie spośród osób z największą liczbą zgłoszeń tworzona jest lista wyborcza.
W kolejną niedzielę odbywa się głosowanie na kandydatów z tej listy. 1/3 jej składu mianuje proboszcz – jest to jego prerogatywa. Obecny sposób funkcjonowania jest pierwszą kadencją w tej formie, dlatego zakłada się, że będzie on podlegał ewaluacji i ewentualnym zmianom w przyszłości. Rada duszpasterska jest przede wszystkim ukierunkowana na działania ewangelizacyjne.
Jedna osoba z wybranej części rady duszpasterskiej wchodzi również w skład rady ekonomicznej, aby zapewnić łączność między oboma organami. Pozostałych członków (obecnie pięć osób) wybiera proboszcz. Są to osoby posiadające kompetencje przydatne w sprawach finansowych i gospodarczych, np. doświadczenie w księgowości, prowadzeniu działalności gospodarczej czy budownictwie.
Cud ofiarności
Parafia św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Kędzierzynie – Sławęcicach finansuje swoją działalność z kilku głównych źródeł i przeznacza środki zarówno na cele materialne, jak i duszpasterskie oraz charytatywne. Parafianie składają dobrowolne datki na tacę i przy różnych okazjach. Organizowane są też zbiórki na konkretne cele (np. malowanie kościoła, jubileusz kapłański Księdza Proboszcza). Ważne jest też wsparcie byłych parafian, którzy wyjechali (zamawiają Msze św., przekazują ofiary, utrzymują więź z parafią przez transmisje w interencie). Duże jest także zaangażowanie parafian w przygotowanie kościołów i ich otoczenia na poszczególne święta, czy uroczystości jak również troska o coniedzielny wystrój świątyń.
Organizowane są festyny i wydarzenia parafialne, udaje się pozyskać sponsorów (lokalne firmy, restauracje, hotele). Dochód z jednego festynu pozwala np. na malowanie kościoła. Ważna jest też współpraca z lokalnymi przedsiębiorcami – często na zasadach bardziej partnerskich niż czysto komercyjnych. Udaje się także uzyskać dotacje publiczne na dofinansowania zabytków i remonty z gminy, urzędu wojewódzkiego, czy urzędu marszałkowskiego. Wnioski są regularnie pisane i rozliczane przez Radę Parafialną i proboszcza.
Nadzwyczajni szafarze Eucharystii
Obecnie jest w parafii siedmiu czynnych nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii, którzy regularnie pełnią posługę. Jest także jeden szafarz honorowy, który ze względu na stan zdrowia już jej nie pełni, ale był jednym z pierwszych – już w 1990 lub 1991 roku, kiedy ta funkcja dopiero zaczynała funkcjonować w parafiach w Polsce.
Roland Cedzich pełni tę posługę od 2008 roku. „To nie była moja inicjatywa ani osobiste dążenie. Zostałem o to poproszony. Przez około miesiąc trwały rozmowy – ówczesny proboszcz, ks. Jan Piechoczek, regularnie przychodził do mnie do domu i rozmawiał ze mną na ten temat. Nie czułem się do końca godny tej funkcji, ale dałem się przekonać. Myślę, że do dziś wykonuję tę posługę z chęcią i dobrą wolą. Będąc człowiekiem zdrowym mogę służyć chorym i potrzebującym, nie tylko w kościele, ale także poza nim” – wyznał. Dodał, że jako pierwszy zanosił Komunię Świętą mieszkańcom Domu seniora. „Na początku popełniłem jeden błąd – poszedłem w albie. Wzięto mnie za księdza. Osoby starsze, które czasami nie mają pełnej świadomości, uznały mnie za kapłana. Od następnego razu, po ustaleniach z kolegami szafarzami, chodziliśmy już w odpowiednim stroju liturgicznym, ale bez alby, aby nie prowokować pomyłek” -zaznaczył.
Szafarze zanoszą też Komunię św. sąsiadom, krewnym, osobom proszącym o pomoc. „Regularnie odwiedzamy także dom pomocy społecznej – dom seniora. Bywa, że zanosimy tam 43, 45, a nawet 48 Komunii Świętych spośród niespełna 60 mieszkańców” – powiedział Roland Cedzich.
30 procent i żywa wspólnota
W niedzielnej Mszy św. uczestniczy około 900 osób – mniej więcej 33 procent mieszkańców parafii. Nie zapominajmy, że część z nich to osoby starsze i chore. Co ciekawe, pandemia nie przyniosła spadku praktyk. Może dlatego, że w czasie obostrzeń parafia nie zamknęła się w czterech ścianach. Były transmisje, konkursy dla dzieci, nagrody zostawiane na furtkach. Triduum Paschalne odprawiano na zewnątrz – na terenie wokół kościoła, który ma ponad dwa hektary. Przychodzili nie tylko parafianie, ale i ludzie z innych miejsc.
Wizyta duszpasterska – tradycyjna kolęda odbywa się dziś rotacyjnie – co roku połowa parafii. Mniej pośpiechu, więcej rozmowy – zaznacza Ksiądz Proboszcz.
Publiczne Przedszkole nr 18 w Kędzierzynie-Koźlu
W bliskim sąsiedztwie kościoła znajduje się przedszkole. Nie tylko przestrzeń urbanistyczna świadczy o bliskości współpracy ale przede wszystkim dobre relacje, które świetnie wpływają na realizację przeróżnych inicjatyw i projektów. W tym miejscu warto podkreślić dużą rolę rodziców zawsze wspierających i angażujących się we wspólne projekty. Wieloletnią tradycją jest udział przedszkolaków w dożynkach parafialnych. Dzieci przygotowują i prezentują dary i małą koronę w czasie uroczystości. Jak co roku w listopadowe popołudnie współorganizujemy obchody dnia św. Marcina. Dzieci w strojach świętomarcińskich biorą udział w pochodzie z latarenkami. Zwieńczeniem święta jest wspólne śpiewanie przy ognisku i słodki poczęstunek (poncz i rogal). W grudniu przedszkolaków odwiedza św. Mikołaj rozdając prezenty. W okresie Bożego Narodzenia dzieci przygotowują jasełka, które wystawiają w kościele. Dzieci zawsze przedstawiają program artystyczny na okolicznościowe wydarzenia. Przedszkole zawsze może liczyć na wsparcie parafii.
Szkoła im. Jana Pawła II – kształtowanie młodych serc
Tuż obok kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej znajduje się Publiczna Szkoła Podstawowa nr 16 im. Jana Pawła II. „Staramy się poprzez różne działania wychowawcze oraz współpracę z parafią przekazywać dzieciom wartości, które św. Jan Paweł II ukazywał swoim życiem. Realizujemy to zarówno w szkole, jak i poza nią” – powiedziała wicedyrektor, Agnieszka Więcek. Zaznaczyła, że dla młodych ludzi szczególnie ważne jest to, że papież był otwarty na wszystkich. Nie odrzucał nikogo, dostrzegał wartość każdego człowieka. „To do nich przemawia, bo sami często widzą w swoim otoczeniu osoby wykluczane czy spychane na margines. Papież pokazywał, że wartość człowieka nie zależy od środowiska, w którym żyje. Dużo miejsca w swoim nauczaniu poświęcał miłości i rodzinie – miłości odpowiedzialnej, relacji kobiety i mężczyzny, pięknu życia rodzinnego. Staramy się te treści przekazywać uczniom naszą postawą i codzienną pracą wychowawczą” – zaznaczyła.
Bp Zadarko na ingresie: prawdziwą świętość cechuje chęć wyjścia z Ewangelią do wszystkich, nawet do obcych i grzesznych
Szkoła organizuje również wyjazdy do miejsc związanych z Janem Pawłem II – do Krakowa, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, Wadowic, a także do Gdańska, podążając jego śladami. „Ważnym miejscem jest dla nas również Góra Świętej Anny z sanktuarium i ołtarzem papieskim. Kiedy dzieci widzą te miejsca, historia staje się dla nich realna i bliska” – wskazała wicedyrektor.
Szkoła ściśle współpracuje z parafią. Wspólnie organizuj Msze święte na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego, obchody św. Marcina, jasełka, kolędowanie. Od wielu lat na przełomie maja i czerwca odbywa się koncert charytatywny w kościele, podczas którego uczniowie prezentują swoje talenty, a zebrane środki przekazywane są na wsparcie chorych dzieci i fundacji. Ważnym wydarzeniem w życiu szkoły są rekolekcje, organizowane we współpracy z parafią – odbywają się zarówno w kościele, jak i na terenie szkoły.
„W maju obchodzimy również święto szkoły w okolicach 18 maja – rocznicy urodzin Jana Pawła II. W tym roku, 23 maja, wspólnie z parafią będziemy współorganizatorami festynu dla całego osiedla. Należymy do Stowarzyszenia Szkół Jana Pawła II. Co roku w czerwcu uczestniczymy w zjeździe tych szkół na Górze Świętej Anny. W spotkaniach biorą udział przedstawiciele naszej szkoły wraz ze sztandarem, a dyrektorzy uczestniczą w specjalnych spotkaniach formacyjnych organizowanych przez stowarzyszenie” – powiedziała Agnieszka Więcek.
Katecheza młodzieży trudne wyzwanie w obliczu laicyzacji
Klaudiusz Bialik, nauczyciel religii w Zespole Szkół nr 3 im. Mikołaja Reja, zauważa wyraźne zmiany w podejściu młodych ludzi do katechezy. Liczba uczniów uczestniczących w lekcjach religii zmniejszyła się – według jego szacunków nawet o połowę. Momentem przełomowym jest ukończenie 18. roku życia. Wtedy uczniowie samodzielnie podejmują decyzję o rezygnacji z zajęć.
Jak podkreśla katecheta, zmiany organizacyjne w oświacie, m.in. ograniczenie liczby godzin religii do jednej tygodniowo, nie zatrzymały spadku frekwencji. Dodatkowym czynnikiem jest pragmatyczne podejście młodych – jeśli religia odbywa się na ostatniej godzinie, część uczniów wybiera w tym czasie pracę zarobkową. Jednocześnie nauczyciel zwraca uwagę na pozytywną stronę zjawiska. Ci, którzy pozostają na lekcjach religii, są bardziej świadomi swojej wiary. Angażują się w dyskusje, zadają pytania o sens życia, przyszłość Kościoła, małżeństwo, rodzinę czy wartości. Wielu z nich podejmuje także działania wolontariatu i aktywnie uczestniczy w życiu wspólnoty.
Ministranci – w szkole Eucharystii
„W parafii św. Katarzyny jest 30–40 ministrantów, w tym wielu młodszych (2–3 klasa szkoły podstawowej). Starsi ministranci pełnią funkcje lektorów i ceremoniarzy” – powiedzieli Damian Moszko – lektor i ceremoniarz w parafii oraz Dominik Cedzich – lektor, czytający również na Mszach św. w języku niemieckim. Jak wyjaśnił, liczba wiernych na tych Mszach zależy od dnia i intencji. Istnieje stała grupa osób, która regularnie przychodzi, co sprawia, że kościół jest zapełniony.
Ostatnio przyjęto 5 nowych lektorów w ramach kursu dekanalnego. Zbiórki ministranckie odbywają się co około 2 tygodnie i obejmują: krótkie rozważania słowa Bożego, sprawy organizacyjne, ćwiczenia liturgiczne oraz przyuczenie młodszych ministrantów do nowych funkcji- Ponadto organizowane są dla ministrantów aktywności dodatkowe: wspólne wyjazdy, np. zimą i podczas ferii, z udziałem służby liturgicznej, dzieci i młodzieży, spotkania przy ognisku, wakacyjne zabawy, gry w piłkę nożną i siatkówkę w ogrodzie parafialnym.
Ministranci z Sławęcic biorą udział w turniejach sportowych, głównie w piłce nożnej, nawet na szczeblu wojewódzkim, często przy współpracy z lokalną szkołą podstawową.
Jak zaznaczyli Damian i Dominik służba ministrancka często zostawia ślad na dalszym życiu: Niektórzy ministranci zostają lektorami, akolitami czy szafarzami w dorosłym życiu. Na przykład jeden z dorosłych ministrantów po latach wrócił jako szafarz nadzwyczajny Eucharystii, a jego dzieci również zostały ministrantami.
Ministranci mają zazwyczaj po dwie służby w tygodniu: młodsi w poniedziałki –na Msza św. szkolnej a starsi w piątki – na Mszy św. młodzieżowej a także posługują dodatkowo na jednej Mszy św. W niedziele każdy przychodzi na swoją stałą Mszę; możliwe są wymiany między ministrantami. Harmonogram ustalany jest na zbiórkach ministranckich na plebanii.
Dzieci Maryi
W parafii działa też grupa Dzieci Maryi, nazywające siebie Mariankami. Celem tego ruchu jest upodobnienie się do Maryi i naśladowanie jej cnót. Jak powiedziała Emilia grupa spotyka się co tydzień, w soboty, zazwyczaj o godzinie 12:00. Spotkania prowadzi czasem ksiądz, czasem siostra Julia. Co miesiąc, w pierwszą niedzielę służą podczas Mszy św. śpiewają psalm, czytają czytanie i modlitwę wiernych Podczas świąt (Boże Narodzenie, Wielkanoc) również stoją ze sztandarem i służą do Mszy św. Grupa liczba około 10–15 osób od 4 do ósmej klasy szkoły podstawowej. Jak zapewnia Emilia działalność w grupie daje radość. Przyznaje, że trzeba mieć charakter, by otwarcie mówić o wierze, czasem jest to wbrew dominującym nurtom społecznym.
Bez spektakularnych ruchów, ale z cichą siłą
Nie ma w parafii ruchów formacyjnych. Były próby zaproszenia Domowego Kościoła czy innych wspólnot, ale społeczność podchodzi do nich z dystansem. Za to bardzo mocno działa Żywy Różaniec – około 200 osób w 10 różach – oraz Margaretki – około 70 osób w 16 margerytkach a także bractwo św. Józefa gromadzący mężczyzn. Funkcjonują rada duszpasterska i ekonomiczna, wybierane w dużej mierze przez wiernych. Caritas organizuje koncerty charytatywne, parafia współpracuje z Radami Osiedli, Ochotniczymi Strażami Pożarnymi, lokalnymi stowarzyszeniami, szkołami i przedszkolem.
To nie jest parafia spektakularnych inicjatyw ewangelizacyjnych. To raczej wspólnota, która ewangelizuje przez obecność – staranne liturii przygotowanie liturgii, nabożeństw (w kościele i poza nim), przez koncert, festyn rodzinny, otwarte drzwi kościoła.
Parafia osadzona w lokalnej wspólnocie
Na jej terenie parafii ziała kilka instytucji świeckich, ale mocno związanych z życiem społecznym i duszpasterskim:
– Dom Pomocy Społecznej (DPS) dla osób chorych od urodzenia – ok. 70 mieszkańców, (powstały w miejscu dawnego domu dziecka)
– dom seniora (ok. 50–60 mieszkańców),
– dzienny dom pobytu dla dzieci z autyzmem „Małe Książę”.
– ośrodek Monar (obecnie z osobami w kryzysie bezdomności),
Należy zauważyć, że nie są to instytucje kościelne, ale są otwarte na obecność duszpasterską. W DPS-ie jest kaplica i regularna Msza święta w niedzielę. W domu seniora Msza odbywa się w zaadaptowanej świetlicy, a od półtora roku szafarze co niedzielę przynoszą Najświętszy Sakrament osobom chorym. W „Małym Księciu” obecność księdza ma raczej charakter okazjonalny – spotkania, rozmowy, inicjatywy z okazji np. Dnia Chorego.
Największa jest jednak miłość
„Caritas to miłość i istota życia parafii” – mówi Karina Długosz – przewodnicząca Parafialnego Zespołu Caritas. „Moja działalność rozpoczęła się cztery lata temu, kiedy zostałyśmy zaproszone przez księdza proboszcza – ja oraz dwie koleżanki. Na początku byłyśmy trochę wystraszone i niepewne, ale gdy wszystko zostało nam wyjaśnione i wdrożyłyśmy się w pracę, odkryłyśmy, że daje nam to ogromną radość” – wyznała.
Parafialny Zespół Caritas przygotowuje paczki świąteczne dla osób chorych i starszych na Boże Narodzenie. Z czasem zaczęto także organizować Bal Caritasowy. „Korzystałyśmy z doświadczenia naszych poprzedniczek, które nas wspierały i podpowiadały, co można zrobić lepiej. Pojawiły się również nowe pomysły” – mówi Karina Długosz.
Początkowo środki pozyskiwano głównie z ofiar składanych w kościele oraz z darów przekazywanych przez parafian. „Postanowiłyśmy jednak pójść o krok dalej. W naszej okolicy działa wiele salonów kosmetycznych i różnych firm, dlatego zaczęłyśmy pisać prośby o wsparcie – o vouchery, upominki czy inne formy pomocy. Z pokorą zwracałyśmy się do przedsiębiorców, licząc się z tym, że nie każdy odpowie pozytywnie. Ku naszej radości odzew był bardzo duży i z roku na rok jest coraz większy. Niektóre firmy same się do nas zgłaszają, oferując pomoc” – podkreśla przewodnicząca Parafialnego Zespołu Caritas. Dodaje, iż dzięki tej ofiarności można przygotowywać atrakcyjne cegiełki i paczki na Bal Caritasowy, a zebrane środki pozwalają każdego roku pomagać coraz większej liczbie parafian.
„Wprowadziliśmy również drobne upominki dla uczestników Mszy Świętej w intencji chorych. Każda osoba otrzymuje paczuszkę przy wejściu do kościoła. Ksiądz proboszcz wraz z księdzem wikarym odwiedzają także osoby chore w domach, przekazując im te upominki. W tym roku poszłyśmy jeszcze dalej – przygotowałyśmy paczki dla domu seniora „Mały Książę” oraz dla naszego lokalnego DPS-u, aby sprawić radość także tamtejszym mieszkańcom. Na Boże Narodzenie przygotowujemy około 200 paczek – dla osób chorych, seniorów z domu opieki oraz dla parafian powyżej 85. roku życia. Każdego roku wsparcie otrzymuje około 200 osób” – powiedziała Karina Długosz.
Zespół Caritas liczy około 30 osób. Około 10 z nich działa bardzo aktywnie, a pozostali wspierają jego działalność w miarę możliwości. „Mamy wspólną grupę kontaktową oraz regularne spotkania organizacyjne i podsumowujące, podczas których pojawiają się nowe pomysły i inicjatywy. Organizujemy także spotkania dla osób chorych, samotnych i starszych na przełomie maja i czerwca. Odbywają się one w lokalnej restauracji. Zapraszamy wszystkich chętnych – osoby, które nie mają możliwości dojazdu, odbieramy i później odwozimy do domu. To czas wspólnego obiadu, rozmów, modlitwy i śpiewu. Dla wielu uczestników jest to jedyna okazja w roku, by wyjść z domu, spotkać się z innymi i porozmawiać. Widok wdzięcznych i zadowolonych osób dodaje nam siły do dalszego działania. To daje poczucie sensu i motywuje, by robić jeszcze więcej dla naszej parafialnej wspólnoty” – stwierdza przewodnicząca Parafialnego Zespołu Caritas.
Strażacy blisko parafii
Więzi strażaków z parafią mają charakter tradycyjny, wspólnotowy i duchowy. Obejmują zarówno praktyczną współpracę przy wydarzeniach religijnych, a relacja z parafią dla Ochotniczej Straży Pożarnej Sławęcice nie jest dodatkiem, lecz elementem lokalnej tożsamości i kultury – zapewnia prezes, Mateusz Weiser. Przypomina, że te relacje z Kościołem trwają „od zawsze”, czyli są elementem lokalnej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Strażacy identyfikują się z parafią jako częścią swojej wspólnoty, a współpraca nie jest czymś nowym, lecz naturalnym i utrwalonym zwyczajem. Strażacy organizują jeden z ołtarzy na uroczystość Boże Ciało (co drugi rok), zabezpieczają procesje, pomagają przy Orszak Trzech Króli, czuwają nad bezpieczeństwem podczas Droga Krzyżowa ulicami osiedla, zabezpieczają festyny parafialne (także medycznie). W praktyce oznacza to obecność organizacyjną i logistyczną – dbanie o bezpieczeństwo uczestników wydarzeń religijnych.
Nowy sprzęt, w tym samochód strażacki, jest święcony w kościele przed dopuszczeniem do służby. To wyraz przekonania, że działalność ratownicza wymaga nie tylko przygotowania technicznego, ale także duchowego wsparcia. „Ratujemy ludzi, jesteśmy prężnie działającą jednostką, mamy około stu interwencji rocznie, można zatem powiedzieć ludzkiej biedy doświadczamy na co dzień i pomagamy w różnych sytuacjach. Choćby dzisiaj rano też pomagaliśmy zespołowi ratownictwa medycznego znieść człowieka chorego, otyłego, z którym sobie ratownicy nie dali rady, na co dzień widzimy cierpienie. Kontakt z parafią i posługa duszpasterska stanowią wsparcie psychiczne, budują poczucie służby, umacniają solidarność członków jednostki. Współpraca opiera się na wzajemności i poczuciu wspólnoty, a nie na formalnej wymianie usług” – mówi Mateusz Weiser.
Genius loci
Sławięcice to miejsce wyjątkowe – prawdziwa mozaika kultur i tradycji, której fundamenty powstały po II wojnie światowej. Mieszkańcy przybyli tu wówczas z różnych stron Polski i Europy – z Kresów, gór, Litwy, a także pozostali rdzenni mieszkańcy, część z nich należy dziś do mniejszości niemieckiej. To właśnie w takim miejscu działa Towarzystwo Przyjaciół Sławięcic, którego prezesem jest Gerard Kurzaj. Jest on także od wielu lat członkiem ekonomicznej rady parafialnej.
Towarzystwo od lat dokumentuje historię Sławięcic i dba o życie kulturalne miejscowości. Dzięki jego inicjatywie powstały liczne książki i albumy poświęcone parafii i lokalnej społeczności, a także organizowane są koncerty i inne wydarzenia kulturalne. Motto poprzedniego proboszcza, ks. Jana Piechoczka, które znalazło się w jednej z publikacji, najlepiej oddaje sens tej pracy: „Nie wiem jaką słodyczą ziemia rodzinna wszystkich zwodzi i nie pozwala im zapomnieć”.
Działalność Towarzystwa pokazuje, że lokalna społeczność nie tylko pielęgnuje pamięć o przeszłości, ale także buduje wspólną tożsamość, łącząc ludzi różnych narodowości i tradycji.
Sławięcice mogą się także pochwalić wyjątkowymi postaciami, które odegrały znaczącą rolę w nauce i technice. Do najbardziej znanych należy Hugo Michnik, twórca krzyżowego zegara słonecznego, który urodził się w 1880 roku. Mieszkańcy regionu pamiętają także o Robercie Kochu, nobliście i lekarzu pracującym w miejscowym szpitalu przeciwgruźliczym na przełomie XIX i XX wieku.
Nie bez znaczenia jest również rozwój przemysłu chemicznego w regionie. Zakłady takie jak Blachownia i Azoty stały się kuźnią kadr dla całej Polski, kształcąc pokolenia specjalistów i wspierając rozwój nauki i przemysłu.
Ratowanie zabytków: domek syberyjski i anioł
Nikt nie wie skąd wziął się w Sławięcicach domek syberyjski, który przez kilkadziesiąt ostatnich lat stał na terenie parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Wiadomo, że już na początku XIX wieku chatka stała niedaleko pałacu rodziny Hohenlohe, tuż obok pięknego barokowego ogrodu. Jedna z legend głosi, że była miejscem spotkania cara Rosji i cesarza Niemiec. Nie wiadomo, czy dostojnicy faktycznie rozmawiali w tej konkretnej altance, ale ponad wszelką wątpliwość władcy tych dwóch wielkich państw przyjeżdżali do Sławięcic na polowania. Chatka niszczała, dlatego już dawno temu powstał pomysł przeniesienia jej do Muzeum Wsi Opolskiej. „Trzeba było domek uratować, ale jako parafianie nie mogliśmy zrobić nic bezpośrednio, mimo że wśród nas nie brakowało fachowców gotowych do pomocy. Cała procedura musiała przejść przez władze wojewódzkie i wojewódzkiego konserwatora zabytków. To były lata starań i podpisywania kolejnych pism przez proboszcza. W końcu się udało – domek został rozebrany, przeniesiony i ponownie postawiony w Muzeum Wsi Opolskiej, gdzie dziś można o nim opowiadać i oglądać go z bliska. Jest to obiekt nietypowy dla drewnianego budownictwa Opolszczyzny. Przypuszcza się, że mógł być swego rodzaju prezentem, ponieważ na tej ziemi gościł car Rosji – i to dwukrotnie – na przełomie wieków. Dokładna historia domku nie jest jednak do końca znana” – mówi Gerard Kurzaj.
W ogrodzie Księdza Proboszcza, przed plebanią znalazł też schronienie anioł z lutnią – rzeźba pochodząca ze zdewastowanego pałacu książąt Hohenlohe.
Dzwon z 1555 roku wrócił do domu. Historia, która zaczęła się od łez
W niedzielę 1942 roku kościół w Sławięcicach był pełen ludzi. Panowała cisza, przerywane tylko szlochem wiernych. Z Berlina, z rozkazu władz hitlerowskich przyszło zarządzenie: wszystkie dzwony na terenie Rzeszy mają zostać zdjęte i przeznaczone na cele wojenne. Śląsk był wtedy częścią państwa niemieckiego – dlatego akcja obejmowała również tutejsze parafie.
Proboszcz, mimo zakazu używania języka polskiego, ogłosił wiernym, że dzwony będą biły jeszcze przez godzinę. „Otwórzcie wszystkie okna i drzwi” – powiedział – „bo jutro przyjedzie ekipa i już nigdy ich nie zobaczymy”. Ludzie płakali. Dzwon z 1555 roku żegnał się z parafią.
Nazajutrz przyjechała ekipa techniczna, kościół otoczył Wehrmacht. Nikt nie protestował – jak wspominali starsi parafianie, sprzeciw w tamtych realiach byłby równoznaczny z tragedią. Dzwon został zabrany.
Większość zarekwirowanych dzwonów przetopiono. Ten jednak ocalał. Niemieccy historycy i konserwatorzy zabytków dostrzegli na nim datę: 1555. To wystarczyło, by uznać go za zabytek o szczególnej wartości. Zamiast trafić do huty, został odłożony i zabezpieczony.
Po latach poszukiwań odnaleziono ślad w opracowaniu naukowym dotyczącym losów dzwonów z ziem zachodnich. Wynikało z niego, że zabytek znajduje się w mieście Münster, które po II wojnie światowej znalazło się w brytyjskiej strefie okupacyjnej. To oznaczało, że sprawa jego zwrotu wymagała decyzji administracyjnych na szczeblu państwowym.
Gdy przedstawiciele parafii dotarli na miejsce, okazało się, że dzwon stoi w ogrodzie, poza główną ekspozycją. Nie wisiał w wieży, nie dzwonił. Był przechowywany.
Rozpoczęły się starania: pisma, tłumaczenia, rozmowy z urzędnikami i kurią. Sprawa trafiła do odpowiednich instytucji. Minęły miesiące, potem lata. Wreszcie zapadła decyzja o zwrocie.
Delegacja z Polski pojechała po dzwon. Były modlitwy, śpiew „Boże, coś Polskę”, wzruszenie. Niemiecki inżynier przekazujący zabytek miał – jak wspominano – łzy w oczach. Nikt z jego otoczenia nie przyszedł go pożegnać. Dla Polaków był to moment historyczny.
Dzwon wrócił do rodzinnej miejscowości tuż przed północą. Najpierw stanął na zewnątrz kościoła, potem został umieszczony w świątyni. Wykonano nowe serce dzwonu, odrestaurowano mocowania. Mimo ponad czterystu lat historii i wojennej tułaczki nie jest pęknięty. Obecnie trwają starania o wybudowanie małej dzwonnicy.
Dzwon z 1555 roku pamięta jeszcze czasy zagrożenia osmańskiego. W XVI wieku papieże wzywali, by wraz z biciem dzwonów wierni modlili się o powstrzymanie najazdów tureckich. Tak narodziła się tradycja południowego dzwonienia związanego z modlitwą „Anioł Pański”. W tym sensie także śląski dzwon „brał udział” w modlitewnej obronie Europy.
Na jego płaszczu widnieje łaciński napis: Verbum Domini manet in aeternum – „Słowo Boże trwa na wieki”.
Ta historia nie jest wyłącznie opowieścią o przedmiocie. To historia wspólnoty, która po dziesięcioleciach odzyskała fragment swojej tożsamości. O ludziach świeckich i duchownych, którzy podjęli trud poszukiwań. O pamięci, która nie zginęła.
Miejsce przenikania
Sławięcice to miejsce przenikania się języków, narodowości, tradycji, pokoleń. Wigilia bywa tu śląska, kresowa i centralnopolska jednocześnie. Śpiew bywa gregoriański i ludowy. Tożsamość nie jest tu deklaracją, lecz historią zapisaną w rodzinnych losach.
Parafia nie jest jednorodna. I może właśnie to jest jej największą siłą.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

