Drukuj Powrót do artykułu

Kościół wobec kryzysu finansowego

18 stycznia 2012 | 16:36 | mp Ⓒ Ⓟ

Katolicka Agencja Informacyjna zaprasza na debatę „Kościół wobec kryzysu finansowego”. Przedstawiciele Kościoła i wybitni ekonomiści dyskutować będą o etycznym podłożu światowego kryzysu i ukażą drogi wyjścia, na jakie wskazuje Kościół.

Debata: "Kościół wobec kryzysu finansowego" odbędzie się 20 stycznia o godz. 13. w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski. Wezmą w niej udział: bp Józef Kupny – przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu ds. Społecznych, prof. Paul H. Dembiński – dyrektor L' Observatoire de la Finance w Genewie, prof. Aniela Dylus – dyrektor Instytutu Politologii UKSW, prof. Adam Glapiński z Katedry Myśli Ekonomicznej SGH i Andrzej Sadowski – wiceprezydent Centrum im. Adam Smitha. Wprowadzenia do dyskusji dokona bp Wojciech Polak, sekretarz generalny KEP.

Paneliści dokonają analizy przyczyn obecnego światowego kryzysu finansowego z punktu widzenia Kościoła. Będą się zastanawiać czy Europa i świat znajdują właściwą odpowiedź na kryzys oraz ukażą drogi wyjścia o jakie intensywnie apeluje Kościół, poczynając od encykliki Benedykta XVI „Caritas in veritate” poprzez liczne dokumenty lokalnych episkopatów oraz COMECE.

Mowa też będzie o przygotowywanym Liście Społecznym polskiego Episkopatu, którego jednym z głównych autorów jest bp Józef Kupny.

Zapraszamy 20 stycznia (piątek) o godz. 13.00 do siedziby Konferencji Episkopatu Polski przy Skwerze Kard. S. Wyszyńskiego 6 w Warszawie

Prosimy o potwierdzenie obecności pod adresem: sekretariat@ekai.pl

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Drukuj Powrót do artykułu

Kościół wobec kryzysu finansowego

08 grudnia 2011 | 16:32 | oprac. pb / ms Ⓒ Ⓟ

Ojciec Święty i Stolica Apostolska z wielką uwagą śledzą światowy kryzys finansowy – zapewnia kard. Peter Kodwo Appiah Turkson, przewodniczący Papieskiej Rady „Iustitia et Pax”. Dowodem na to jest fakt, że z powodu wybuchu kryzysu w USA jesienią 2008 r. opóźniona została publikacja encykliki Benedykta XVI „Caritas in veritate”.

Ostatecznie encyklika ujrzała ona światło dzienne w lipcu 2009 r. Papież postanowił w niej bowiem przedstawić nauczanie społeczne Kościoła zaadaptowane do wyzwań globalizującego się świata w dobie kryzysu. Zaapelował o odnowę gospodarki, wskazując jej grzech główny, polegający na autonomii od kryteriów moralnych. Postulował zastąpienie wąsko rozumianej „logiki rynku” – logiką daru i globalnej solidarności.

Nobel dla papieża?

Wskazania papieża były uważnie czytane przez polityków, ekonomistów i przedsiębiorców. – „Caritas in veritate” jest światłem przebijającym się przez ciemne chmury świata pogrążonego w kryzysie – uznał francuski minister pracy, spraw społecznych, rodziny, solidarności i miast Xavier Darcos. Podkreślił, że papież proponuje w niej „nowatorskie rozwiązania” wyjścia z kryzysu. Wymaga ono „przedefiniowania rozwoju” tak, aby nie był rozumiany wyłącznie jako „stały wzrost gospodarczy”. Kościół proponuje więc „rozwój integralny” rozpoczynający się od ustanowienia nowych relacji międzyludzkich, opartych na darze, bezinteresowności i dzieleniu się – wyjaśnił Darcos.

Podkreślił, że wbrew pozorom, przyczyny niedorozwoju są natury nie tyle „technicznej”, ile raczej wynikają z braku braterstwa między ludźmi. Dlatego papież wzywa do uświadomienia sobie, że wszyscy ludzie tworzą jedną rodzinę, co pociąga za sobą m.in. rezygnację z hedonistycznego konsumizmu i odejście od rozumienia rynku jako środka dominacji nad innymi. Takie postępowanie wymaga postępowania moralnego, które staje się „warunkiem przeżycia” ludzkości.

Według Darcosa, encyklika Benedykta XVI nie jest „abstrakcyjną medytacją”. – Rzadko papieże tak blisko dotykali rzeczywistości, by przeanalizować jej bolączki, ale i zaproponować, z pragmatyzmem i przenikliwością, najbardziej użyteczne antidotum. Oby to przesłanie zostało usłyszane! – życzył francuski polityk.

Komentator włoskiego dziennika „La Repubblica” Marcello De Cecco napisał nawet, że papież ma w swej encyklice więcej do powiedzenia nt. światowego kryzysu niż uczestnicy szczytu G8. Spotkanie szefów państw i rządów ośmiu najbogatszych krajów świata zbiegło się bowiem z ogłoszeniem encykliki. Zestawiając ją z końcowym dokumentem szczytu De Cecco stwierdził, że encyklika kontestuje w sposób bardzo radykalny „model rozwoju, jaki światowy kapitalizm przyjął kilkadziesiąt lat temu”. Tymczasem „liderzy zgromadzeni na szczycie robili wrażenie, że uważają ten model za wartościowy i wart kontynuowania, chociaż po pewnej modyfikacji i głębokich reformach”.

Kard. André Vingt-Trois z Francji zauważył, że encyklika Benedykta XVI nie zawiera „katalogu rozwiązań” dla kryzysu gospodarczego i finansowego, ani dla skutków globalizacji, lecz zachęca do „przeprowadzenia osądu moralnego”. – Ostatecznym kryterium projektów społecznych jest służba człowiekowi. To nie człowiek służy projektom społecznym – wskazał hierarcha. Z kolei kard. Paul Josef Cordes z Niemiec zaznaczył, że encyklika nawołuje przede wszystkim do przemiany człowieka: papież wzywa ludzi do odnowy moralnej, a przez to zmiany kształtu współczesnych społeczeństw.

Zdaniem prał. Piotra Mazurkiewicza papież wskazuje błąd antropologiczny, leżący u podstaw światowego kryzysu. We współczesnej polityce, gospodarce i różnych obszarach życia społecznego zagubione zostało rozumienie tego, kim w istocie jest człowiek. A skutki tego bywają zawsze zgubne. Na kartach encykliki papież udowadnia, że jeśli przyjmowana jest fałszywa wizja osoby ludzkiej, to nawet próbując najlepiej odpowiedzieć na potrzeby tak rozumianego człowieka, proponuje się fałszywe rozwiązania. Pytany czy nie uważa, że Benedykt XVI widzi o wiele więcej negatywów gospodarki liberalnej niż jego poprzednik, sekretarz generalny Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) odpowiada, że społeczna encyklika Jana Pawła II „Centesimus annus” była pisana w momencie upadku gospodarki centralnie sterowanej. Na placu boju pozostała wówczas gospodarka wolnorynkowa. – Dzisiaj gdy mamy wyłącznie gospodarkę wolnorynkową w wersji neoliberalnej, widać, że ta neoliberalna gospodarka coraz bardziej ponosi klęskę. I o tym mówi papież – wyjaśnia duchowny.

Włoski ekonomista Ettore Gotti Tedeschi napisał nawet, że za encyklikę „Caritas in veritate” papież powinien otrzymać nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Jego zdaniem nikt, tak jak Benedykt XVI, nie wyjaśnił, co należy zrobić dla ekonomii: stosować jej prawa, a nie obchodzić je.

Kadra kierownicza na rekolekcje

Wkrótce Gotti Tedeschi, już jako prezes watykańskiego Instytutu Dzieł Religijnych, zwanego popularnie bankiem watykańskim, kilkakrotnie publikował na łamach „L’Osservatore Romano” wnikliwe analizy przyczyn kryzysu. Jego korzenie są – według niego – natury etycznej, gdyż „gospodarka oddzielona od etyki, wyposażona w moralną samodzielność znalazła się w rękach osób, które przekształcają jej mechanizmy w narzędzia władzy, także władzy politycznej”. Osoby te „dysponują wyszukanymi narzędziami, nie są jednak wystarczająco dojrzałe i ani dość mądre, by myśleć o dobru wspólnym”.

Jednak politycy nie chcą uznać prawdziwych przyczyn kryzysu. Zawiedli na całej linii: najpierw wypuścili z ręki gospodarkę, stracili kontrolę nad długami, nad tworzeniem miejsc pracy, a teraz od trzech lat próbują uratować sytuację naiwnym optymizmem. Do uzdrowienia sytuacji konieczne jest odnalezienie sensu życia przez rządzących światową finansjerą. – Ekonomia jest jednym z narzędzi, tak samo finanse. Same z siebie nie są dobre, ani złe. Wszystko zależy od tego, jak się ich używa. Głęboka kultura nihilistyczna w ostatnich 20 latach zaraziła Europę. Chodzi o prawie wszystkie kraje świata zachodniego. Stworzyła system całkowitego oderwania od istotnych prawd, które kierują użyciem narzędzi. Sprawiło to, że narzędzia nabrały moralnej autonomii, stając się celem zamiast środkiem. Benedykt XVI mówi o tym na wstępie do swej encykliki „Caritas in veritate”. Konkluduje, że kiedy sprawy idą źle, nie należy zmieniać narzędzi, ale człowieka. Chodzi o to, by stał się on zdolny używać ich dla dobra wspólnego i dla samego człowieka. Dlatego, żeby rozwiązać obecny kryzys, klasa kierownicza winna powrócić do odprawiania rekolekcji. To nie żart. Przez rekolekcje człowiek znajduje na nowo sens życia, działania, uczy się odróżniać cele od środków. Odkrywa, że głównym celem jest człowiek i dobro wspólne – zauważa ekonomista.

Jego zdaniem przywódcom państw brakuje poczucia odpowiedzialności. – Dzisiejszy kryzys to konsekwencja zaniedbań Zachodu, również jego polityków, którzy nie starali się o rozwój gospodarki. Nie liczono się z tym, że aby gospodarka mogła się rozwijać, musi się również rozwijać społeczeństwo. Ograniczyliśmy rozrodczość i chcieliśmy ją zastąpić wzrostem konsumpcji na kredyt. Aby dziś konkretnie stawić czoła kryzysowi, trzeba by zadekretować długi okres zaciskania pasa. W ten sposób można by odbudować fundamenty gospodarki. Oczywiście taka decyzja nie byłaby popularna. Politycy zaś świadomie ignorują to, co jest niepopularne. Tworzą więc złudzenia, aby ożywić konsumpcję, zamiast odbudowywać podstawy gospodarki, do których należy na przykład oszczędność – twierdzi prof. Gotti Tedeschi.

Za konieczne uznaje, aby przedstawiciele wielkich gospodarek światowych przestali „szukać sprzecznych z sobą indywidualnych rozwiązań”. – Potrzebny jest prawdziwy szczyt, dokładna agenda, by zacząć wreszcie dyskutować na temat reguł prowadzących do uzdrowienia. Nade wszystko potrzebne jest osiągnięcie wspólnej zgody, dotyczącej faktu, że tylko okres oszczędności może być kluczem powrotu do wzrostu – proponuje „bankier papieża”. Postuluje on, aby rodziny – jednak bez pośrednictwa banków – zgodziły się przeznaczyć część swych oszczędności („powiedzmy dziesięć procent”) na pomoc dla małych przedsiębiorstw. Jest on pewien, że rozwiązanie to przyczyniłoby się do wzrostu zatrudnienia, a nawet mogłoby przyciągnąć zagraniczne kapitały. Przeciwny jest natomiast pozbywaniu się przez państwo strategicznych gałęzi gospodarki; według niego powinny one zostać wykorzystane „jako realna gwarancja samego zadłużenia, ażeby było ono mniej uciążliwe i bardziej atrakcyjne dla międzynarodowych nabywców”.

Światowy nadzór nad finansami

Niezwykle mocno zabrzmiał głos Papieskiej Rady „Iustitia et Pax”, która w październiku 2011 r. opublikowała notę pt. „O reformę międzynarodowego systemu finansowego w perspektywie władzy publicznej o uniwersalnej kompetencji”. Autorzy 17-stronicowego dokumentu podkreślili, że do obecnego kryzysu doprowadziły „egoizm i kolektywna pazerność” oraz „gospodarczy liberalizm pozbawiony reguł i kontroli”. Za niedopuszczalną uznali sytuację, w której jedne kraje wzrastają kosztem innych.

Transakcje walutowe i finansowe, które opierają się przede wszystkim na spekulacjach nazwali szkodą, jaką ponosi realna gospodarka, szczególnie w słabszych gospodarczo krajach. Wezwali do radykalnego przemyślenia tej sytuacji w myśl zasady: „Rynki powinny ponownie stanąć w służbie człowieka”.

Choć zastrzegła, że nie składa żadnych konkretnych propozycji rozwiązania kryzysu, gdyż nie jest to jej zadaniem, Papieska Rada zaproponowała jednak kilka recept na uleczenie obecnej sytuacji, m.in. wprowadzenie podatku od transakcji finansowych, z którego wpływy można by przeznaczyć na rzecz krajów najbardziej dotkniętych kryzysem. Ponadto zaleciła rekapitalizację banków, również ze środków publicznych, ale w taki sposób, aby przyczyniały się one do wzrostu realnej gospodarki.

Najważniejszą propozycją Papieskiej Rady jest jednak utworzenie międzynarodowego urzędu, bądź „mechanizmu”, który sprawowałby globalną kontrolę monetarną zgodną z logiką systemu walutowego Bretton-Woods z 1944 r., dzięki któremu powstał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ponieważ Fundusz nie może więcej gwarantować stabilności światowych finansów, potrzebna jest nowa władza, naturalnie z udziałem krajów rozwijających się, który koordynowałby i pilnowała systemu kursów wymiany. Zdaniem Stolicy Apostolskiej pierwszym krokiem ku jej utworzeniu byłby „wspólny kodeks elementarnych zasad” a celem utworzenie czegoś w rodzaju Światowego Banku Centralnego, działającego pod egidą ONZ, albo przynajmniej według jej zasad.

Zdaniem Papieskiej Rady kończy się „westfalski” porządek świata – epoka w której państwa kooperowały ze sobą lecz „nie widziały konieczności silnej jedności na rzecz dobra wspólnego narodów”. – Obecne pokolenia muszą widzieć, że istnieje nowa światowa dynamika dla realizacji uniwersalnego dobra wspólnego – czytamy w dokumencie. Wtedy dojdzie do stopniowego przeniesienia części praw narodowych na władze regionalne lub globalne. Celem będzie państwo prawa na płaszczyźnie ponadnarodowej, „bardziej bliska sobie światowa społeczność”. „Wierzący, i nie tylko oni, powinni na tej drodze wytężyć swoją wyobraźnię” – zachęca Papieska Rada i konkluduje, że „duch budowy wieży Babel był wczoraj. Teraz mówi Duch Zielonych Świąt, duch jednej rodziny ludzkiej”.

Nie można stale żyć na kredyt

W podobnym duchu wypowiadali się europejscy biskupi. – Kryzys europejski, jaki przeżywamy, nie jest po prostu kryzysem rządzenia, ani też kryzysem dystrybucji dochodów. To prawdziwy kryzys systemowy – twierdzi kard. André Vingt-Trois. Przewodniczący Konferencji Biskupów Francji podkreślił, że nie możemy w nieskończoność żyć na kredyt. Nagromadzenie deficytów i długów obciąża inwestowanie w przyszłość i składa na barki młodego pokolenia „ciężar nie do uniesienia”. Dlatego konieczna jest zmiana sposobu życia, polegająca na przyjęciu „bardziej racjonalnej i zrównoważonej konsumpcji”.

Kryzysem, także strefy euro, zajęła się Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE). Jej przewodniczący bp Adrianus van Luyn z Holandii zauważył, że euro jest nie tylko wspólną walutą 17 państw członkowskich UE, ale także „jednym z najważniejszych symboli sukcesu procesu integracji” europejskiej. Za jedną z najistotniejszych wartości tego procesu uznał solidarność, którą w chwilach próby okazuje się potrzebującym. Komunikat z październikowego zgromadzenia plenarnego COMECE przyniósł wezwanie do Unii Europejskiej i jej obywateli, by powstrzymali się od wzajemnych zarzutów, lecz wspólnie podjęli odpowiedzialność za znalezienie wyjścia z kryzysu. Zaapelowali do przywódców europejskich o przyjęcie „długofalowej perspektywy” dla jego przezwyciężenia.

Na forum COMECE prof. Lans Bovenberg z uniwersytetu w Tilburgu wskazał na miłość, łaskę i rozeznawanie jako trzy rzeczy, które może zaoferować Kościół społeczeństwu Europy, by stawić czoła obecnemu kryzysowi. Pierwszym i najważniejszym czynnikiem antykryzysowym jest miłość. „Tymczasem ludzie pozostali sami i przestraszeni, bo rynki i rządy ich zdradziły” – wyjaśnił holenderski ekonomista.

Jego zdaniem drugi ważny duchowy czynnik antykryzysowy właściwy Kościołowi, to rezygnacja z potępiania na rzecz okazywania łaski. Kraje i ludzie w obliczu kryzysu szukają winnych tego stanu rzeczy i oskarżają się wzajemnie. „A tu trzeba odejść od szukania kozła ofiarnego i spojrzeć na innych jako na dzieci Boże, nawet jeśli popełnili oni błędy” – stwierdził wykładowca uniwersytetu w Tilburgu. Z kolei trzeci antykryzysowy czynnik duchowy to przekonanie siebie i innych do zrozumienia, że ta sytuacja może nas czegoś nauczyć.

Bovenberg wskazał także trzy ekonomiczne „lekarstwa” na kryzys europejskich finansów. Pierwszym z nich powinna być redukcja długów Grecji w zamian za dogłębną reorganizację gospodarki tego kraju. Za drugie remedium holenderski ekonomista uznał dofinansowanie banków, ale pod warunkiem zmiany ich dotychczasowego mechanizmu funkcjonowania. Ostatnim wreszcie środkiem na kryzys powinno być przywrócenie równowagi między północą a południem Europy.

Pierwszy raz słyszałem wystąpienie specjalisty z dziedziny ekonomii, mówiącego o miłości – skomentował angielski biskup William Kenny w rozmowie z włoską agencją SIR.

Biskupi z COMECE przyjęli oświadczenie nt. społecznej gospodarki rynkowej – idei wprowadzonej do Traktatu Unii Europejskiej przez Traktat Lizboński. Dokument zatytułowany: „Europejska wspólnota solidarności i odpowiedzialności” zostanie opublikowany w kilku językach na początku stycznia 2012 r.

Głos w sprawie kryzysu zabierają często biskupi Portugalii. Krytykują oni uzależnienie władzy politycznej od „dyktatury kapitału” i „niejasnych gier” w sferze gospodarczej. Zwracają uwagę, że tego rodzaju podległość ogranicza swobodę demokratycznego wyboru i uderza na ogół w najsłabsze grupy społeczne. – Jeśli istnieją „podatkowe raje”, to muszą też istnieć „piekła nędzy i niesprawiedliwości”, które trzeba zlikwidować – stwierdził sekretarz generalny portugalskiego episkopatu ks. Manuel Morujão SI. Wyjaśnił, że Kościół nie zamierza nikogo oskarżać personalnie, lecz chce jedynie zwrócić uwagę na często bezosobowe zjawiska gier między sferą polityczną a ekonomiczną, których skutki odczuwają wszyscy.

Kard. José da Cruz Policarpo z Lizbony zwraca uwagę, że środki podejmowane w celu zaradzenia kryzysowi mogą nawet spowodować jego pogłębienie. Dotyczy to zwłaszcza najsłabszych i najuboższych członków społeczeństwa. Apeluje więc, by związane z kryzysem wyrzeczenia zostały rozłożone równomiernie na wszystkie grupy społeczne. Przewodniczący portugalskiego episkopatu podkreślił, że do biskupów nie należy dawanie konkretnych rozwiązań, ale głoszenie podstawowych wartości, jakie należy w tej dziedzinie respektować.

Jednocześnie zaapelował do portugalskiego społeczeństwa o cierpliwe znoszenie skutków kryzysu oraz poparcie dla rządowych reform. – Nadszedł czas na wysiłek i poświęcenie dla interesów narodowych. W walce z kryzysem musimy odrzucić nasze prywatne interesy, gdyż poważnie zagrożone jest dobro wspólne. Wiem, że koszty realizacji reform są wysokie i mogą wywołać niezadowolenie społeczne, ale musimy odbudować trudną sytuację finansową naszego kraju – powiedział hierarcha.

W najbardziej dotkniętej kryzysem Grecji, katolicki arcybiskup Aten, Nikólaos Fóscolos podkreśla, że tamtejsi politycy muszą całkowicie zmienić swoją mentalność, potrzebne jest im nawrócenie. Jego zdaniem kryzys jest okazją do powszechnego nawrócenia narodu. – Przez 30 lat nasi politycy działali dla własnej kieszeni, a nie dla narodu. Potrzebne jest zainteresowanie ludźmi, gdyż obecnie w Grecji panuje niesprawiedliwość społeczna. Niewielu korzysta ze wspólnych dóbr, a wielu cierpi. Gdy w 1981 r. przywrócono w Grecji demokrację i rządy objęła partia socjalistyczna, ludzie wiązali z tą zmianą wielkie nadzieje. Ale doprowadziła ona do zrujnowania kraju. Było wiele słów, ale niewiele zrobiono – opowiada w rozmowie z KAI. Ponadto „przez ostatnie 30 lat rozprzestrzeniła się bowiem błędna mentalność i nowe pokolenie wyrosło w przekonaniu, że należy się im dużo pieniędzy bez pracy”. – Jest ona obecna u większości młodych – ubolewa hierarcha.

Wartości chrześcijańskie ratunkiem w kryzysie?

Głosów w sprawie kryzysu nie zabrakło również w Polsce. Rada Społeczna przy Arcybiskupie Poznańskim wskazała, że najważniejszymi przyczynami kryzysu są: negowanie wartości chrześcijańskich, relatywizacja praw człowieka i lekceważenie celów demokracji. Sam metropolita poznański napisał, że „bezpośrednia przyczyna obecnego kryzysu ekonomicznego leży przede wszystkim po stronie ludzi pragnących za wszelką cenę utrzymać się u władzy, a także po stronie nieodpowiedzialnych rządów i instytucji niektórych krajów, lekceważących zasady ekonomiczne i prawa obywateli”. Zauważa, że „ustawiczne negowanie wartości chrześcijańskich w euro-amerykańskim kręgu kulturowym, wyrosłym z chrześcijaństwa”, które „wywołało wstrząs cywilizacyjny polegający na utracie zmysłu moralnego w różnych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego”. Wyrazem tego jest bezwzględne dążenie do osiągnięcia maksymalnego zysku przy odrzuceniu jakichkolwiek uniwersalnych zasad moralnych.

Jezuita, ks. Mateusz Bigiel uważa, że „chrześcijański kanon zasad społecznych” jest fundamentem „rentownej gospodarki i remedium na kryzys światowy”. – Gospodarka oparta na chrześcijańskich zasadach stałaby się rentowna w makroskali i pozostaje ciągle jeszcze propozycją teoretyczną dla świata – uważa duchowny. Tłumaczy, że „chrześcijańskie podejście do ekonomii łączy etykę ze skutecznością działań na polu gospodarczym”. Daje się również sprowadzić do korelacji kilku naczelnych zasad, takich jak m.in. obowiązek pracy będącej tytułem do godziwej zapłaty, zasada sprawiedliwości społecznej czy opcja preferencyjna na rzecz ubogich. – W pewnym przybliżeniu może być to uznawane za postulat progresywnego podatku – powiedział o. Bigiel. Podkreślił, że gospodarka oparta za chrześcijańskich zasadach posiada konstytutywną cechę, jaką jest postulat prymatu etyki nad prawem, co z kolei postuluje rozumianą właściwie w kontekście społecznym wolność obywatelską: gospodarczą, religijną, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i zbiorowym.

Prefekt Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego, kard. Zenon Grocholewski stwierdził, że to, co Kościół ma do powiedzenia ekonomii, zostało wyrażone słowami Jana Pawła II: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. „Otwórzcie się na wartości etyczne, otwórzcie się przede wszystkim na wymiar miłości i prawdy, na poszanowanie godności osoby ludzkiej”. – Nic więc dziwnego, że obecny papież obrał sobie na niedawno odbytą podróż do Niemiec pełne realizmu motto: „Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość”. Ma to znaczenie także dla ekonomii – zaznaczył polski purpurat.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.