Drukuj Powrót do artykułu

Kryzysu Kościoła nie widać, gdy patrzymy na Chrystusa

29 sierpnia 2026 | 15:35 | Alina Petrowa-Wasilewicz | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Marcin Jurak FB

Choć o kryzysach trzeba rozmawiać, najważniejsze jest naśladowanie Chrystusa, Który idzie spotkać człowieka – mówi proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie, marianin ks. Marcin Jurak MIC. W rozmowie z KAI opowiada o swoim doświadczeniu, pracy z narzeczonymi, spotkaniach z ludźmi na krawędzi, nowych przestrzeniach szukania człowieka przez Kościół.

Alina Petrowa-Wasilewicz, KAI:, Nikt nie wątpi, że w Kościele istnieje kryzys. Jak się przejawia?

Ks. Marcin Jurak: Gdy w parafii spotykam się z ludźmi, rozmawiam w kancelarii, spowiadam w konfesjonale, czy spotykając się na mieście, kryzysu Kościoła nie widzę. Niezależnie od światopoglądu spotkanego człowieka i doświadczenia jego życia, każdy nosi w sobie pragnienie życia głębokiego, duchowego. Może to być człowiek zbuntowany, pełen goryczy, żalu i gdy spotyka księdza wylewa wiele agresji, złości, ale w głębi serca pragnie czegoś więcej, nie tylko tego, co materialne.

Możemy wiele mówić o kryzysach i to też jest potrzebne, ale pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy zrobić, to spojrzeć na Chrystusa, Który żył w czasach, gdy Izrael był w rzymskiej niewoli, ale ani słowa w Ewangelii o tym nie ma. Nie ma o ruchach niepodległościowych, On cały czas idzie, by spotkać człowieka, zauważyć go, jego głębię, być z nim, docenić, wysłuchać, prowadzić dialog.

KAI: W tej parafii też nie odczuwa się kryzysu. Liczne uczestnictwo w Eucharystii, wielu spowiadających się. Jakie wspólnoty tu działają?

– Nie mogę wszystkich się doliczyć. Dwie wspólnoty  neokatechumenalne, Akcja Katolicka, jest grupa Przymierze Miłosierdzia, Strumienie Życia, wspólnota Szalom. Młodzi ludzie, którzy wcześniej odnaleźli się w mediach społecznościowych – Ślimak na Pustyni. Są ministranci, Wspólnota Żywego Różańca, wspólnota młodzieżowa licealistów, Kręgi Małżeńskie, wspólnoty Kościoła Domowego, w sumie mamy dziewięć wspólnot małżeńskich. Mamy wspólnotę Miriam, która zrodziła się z pielgrzymek do Medjugorja. Grupa anonimowych alkoholików, grupa dla osób współuzależnionych i dla osób uzależnionych od seksu. Jest grupa mężczyzn, przychodzą na modlitwę. Dziesięć lat byli tu bezdomni, opiekowała się nimi Fundacja Prodoteo. Co miesiąc Akcja Katolicka wydaje paczki dla czterdziestu kilku rodzin, młodzież i studenci robią zakupy, odwiedzają chorych. Jest wspólnota Young Life – młodzi ludzie ewangelizują młodych. Jest też grupa muzyków pod egidą Przystanek Jezus, tej ogólnopolskiej akcji, która raz w roku jest przy PolRock.

KAI: Sporo. Kto się w to angażuje? Co to za osoby?

– To ludzie, którzy są świadomi odpowiedzialności za parafię. I nie tylko troszczą się o stronę materialną, ale podsuwają pomysły, co można zrobić. Ci ludzie są świadkami Chrystusa, ewangelizują, tam, gdzie żyją. O Kościele mówi się bardzo krytycznie, pewnych rzeczy nie da się obronić. I ta grupa ma odwagę w miejscach pracy, spotykając się ze znajomymi, z bliskimi, powiedzieć: A ja mam inne doświadczenia Kościoła.

Wiele osób, które przychodzi po latach do spowiedzi, czy na przygotowanie do małżeństwa lub z różnymi pytaniami, bo chce wrócić do Kościoła, przychodzi, bo ktoś powiedział – idź na Górkę, czyli do Matki Bożej Królowej Polski, zadzwoń, będziesz wysłuchany, będziesz zrozumiany.

KAI: Czyli ta parafia ma wypracowaną markę?

– Tak, to jest pewna marka.

KAI: I do tej „markowej” parafii chętnie przychodzą narzeczeni.

– W 2012 roku, gdy zostałem proboszczem i rozpoczęliśmy cykl kursów przygotowań do małżeństwa, zgłaszało się pięć, sześć par. Po kilku latach zgłasza się trzydzieści, czterdzieści, nawet pięćdziesiąt. Zawsze pytam, skąd się dowiedzieli o kursach, bo z parafii to jest z jeden procent, większość to były osoby z polecenia. Ktoś im opowiedział, że nie będziesz oceniony, nie będzie ci mówione, co powinieneś robić, ale będziesz wysłuchany, będziesz zrozumiany.

KAI: Choć fama także głosi, że ksiądz jest wymagający, nie ma kompromisów.

– Bardzo mocno podkreślam na każdym przygotowaniu: Bądź rozumny, pomyśl, Bóg daje człowiekowi wybór. Ale idź i szukaj dobrego doświadczenia w Kościele, w którym jest Bóg.

KAI: Sporo się dzieje, z czego się to bierze?

– Z Eucharystii, jest adoracja Najświętszego Sakramentu, to wszystko jest fundamentem budowania wspólnoty.

KAI: Ilu mieszkańców liczy parafia?

– Około 10 tysięcy mieszkańców, 24 proc. dominicantes jak wynika z ostatniego przeliczenia. To Warszawa, więc chyba nie najgorzej, nawet bardzo dobrze, bo chodzi od 1600 do 2500. W tym duża grupa dzieci, rodziny, które były związane z naszą parafią, które się wyprowadziły, ale przychodzą. Potem to skutkuje tym, że ta grupa osób przychodzi do bierzmowania.

KAI: A potem sobie idą?

– Potem ich szukamy i staramy się dać im przestrzeń do spotkań. Obserwując nie tylko młodych, ale i starszych – wielu nie ma zwyczaju chodzenia w każdą niedzielę na Eucharystię. Bo jest intensywna praca, wyjazdy weekendowe. Więc gdy nie widzę kogoś od paru tygodni, to napiszę sms-a, co tam słychać?

Ale są też ludzie, którzy bardzo systematycznie praktykują, czytają Słowo Boże, lekturę duchową, poszukują. A jednocześnie dotyka ich intensywność pracy, ale też rzeczywistość, która ciągle przyspiesza i oni muszą spośród iluś tam rzeczy wybrać, co rzeczywiście jest ważne.

Jednak jeśli przyjdą do kościoła, do spowiedzi, są przygotowani, mają kilka kartek napisanych, co chcą powiedzieć. Może jeszcze nie są na etapie regularnych praktyk niedzielnych, ale widzą, jak bardzo ważny jest ten jeden dzień odpoczynku i fizycznego, też bycie na Eucharystii, by się zatrzymać. Żyjemy w czasach, kiedy mamy wybór, tak naprawdę wszystko nam wolno. I dzisiaj na siłę nic się nie da, presja nie działa. Ona jest w pracy, w korporacjach, ale presja w duchowym świecie nie działa.

KAI: A co działa?

– Wyrozumiałość, cierpliwe prowadzenie, towarzyszenie. Bo oni są na różnych etapach życia, są w procesie poznawania Chrystusa, poznawania siebie, ale też odnajdywania się w rzeczywistości, która ciągle przyspiesza, ciągle wymusza, ciągle czegoś chce od nich i odnajdywania tego, co jest istotne. Wielkomiejski styl życia nie sprzyja skupieniu. Trzeba rozumieć warunki, kontekst, jakby to powiedział papież Franciszek, trzeba być „zapachowcem”, znać zapach swych owiec.

KAI: Trzeba mieć także charyzmat, otwartość, jak to się u księdza zaczęło?

– To było w Lublinie, gdy byłem już w Seminarium Księży Marianów. Wracałem ze spotkania wspólnoty. Późny wieczór. I podeszła grupa kilku młodych ludzi, którzy mnie otoczyli i żądają pieniędzy. Pieniędzy nie miałem, telefonu też nie. Nogi mi się ugięły, nie mam żadnych szans, by cokolwiek zrobić czy uciekać, bo mnie dogonią. Ale postawiłem z nimi porozmawiać, zauważyć ich. Już w seminarium robiłem dodatkowe przygotowania na temat terapii uzależnień, tydzień spędziłem w ośrodku dla narkomanów, by zobaczyć jak to funkcjonuje, jak młody człowiek walczy z uzależnieniami.  Zacząłem tam, na ulicy…

KAI: Był ksiądz w świeckim ubraniu?

– Tak, nie wiedzieli, kim jestem. Spytałem, czego potrzebują? Pieniędzy nie mam, mój zegarek jest niewiele wart, ale wam mogę pomóc, możemy się spotkać, porozmawiać, poszukać pomocy. Jeden z nich załapał, nasz wzrok się spotkał, ale jego kumple nie chcieli odpuszczać. Jeden wyciągnął nóż. Może staliśmy tak koło 45 minut, godzinę i rozmawialiśmy. I dwóch opowiedziało mi swoją historię. Skąd pochodzą, co ich do tego, co robią, skłoniło. Po latach z jednym z nich nadal mam kontakt. „Bo ksiądz nas nie ocenił, tylko chciał z nami rozmawiać, słuchać, nie walczył agresją, przemocą. Bałeś się, ale chciałeś z nami po prostu być. I to nas ujęło”.

KAI: Czy ten kontakt się urwał?

– Nie, potem się spotykaliśmy w seminarium. Z jedną osobą do tej pory mam kontakt. Zadzwoni, przyjedzie, porozmawia, wyspowiada się. Już założył rodzinę. A to, co wtedy zobaczyłem, to to, że na człowieka działa obecność. I podejmujemy ryzyko, ale naśladujemy Chrystusa, Który wystawia się i można zrobić z Nim wszystko. Trzeba mieć zaufanie, że nie idę sam, że idę z mocą Chrystusa. I to bardzo mocno zrozumiałem, że jeśli idę w posłudze, to nie idę sam.

I od  samego początku, gdy wybrałem powołanie, to dlatego, że kochałem człowieka. Mogę być zmęczony, nie mieć siły, mogę być poddenerwowany, wkurzony na wiele rzeczy, które się dzieją i w Kościele, i w świecie. Ale gdy przychodzi do mnie człowiek, który potrzebuje pomocy, odzyskuję siły. I to jest doświadczenie łaski i takiej mocy Pana, ale też i doświadczenie tego, że mam być dla drugiego człowieka do dyspozycji 24 godziny na dobę.

KAI: Zdarza się, że ktoś dzwoni nad ranem, bo musi się wyspowiadać, a na komórkę zawsze można do księdza zadzwonić, jest włączona i w nocy?

– Tak, są telefony w nocy, czy nad ranem. Można wtedy powiedzieć: przyjdź później. Ale to są wyjątkowe chwile i sytuacje osób, które są w kryzysie i zagubieniu, stoją na krawędzi życia, mogą spróbować popełnić samobójstwo. Taki moment – być albo nie być. A chodzi o to, żeby być.

Ale są telefony prowokacyjne, gdy rozmówca był pijany. Udostępniając swój numer telefonu wystawiam się wiedząc, że będą i agresywne telefony, choć przez 22 lata bycia księdzem to jest może jeden promil takich telefonów. Jednocześnie widzę, że Pan mnie uchronił w wielu momentach, jak i wtedy w Lublinie, a siłą jest miłość. Bo Bóg jest miłością.

Rzecz jasna będą osoby, które są obojętne,  do których nie przebiję się przez jego mury. Trzeba ich zostawić. Chrystus mówi w Ewangelii, jeśli nie będą chcieli was słuchać, strząśnijcie proch, idźcie dalej, ale nie palcie mostów, nie oczerniajcie ich, tylko z szacunkiem zostawcie.

KAI: Łączy ksiądz swoje kapłaństwo z wiedzą psychologiczną?

– Gdy rozpoczynałem swoją posługę, moim wzorcem był mój wujo, proboszcz, który 34 lata pracował w Lublinie, Ryszard Jurak. I gdy z nim rozmawiałem zauważyłem, że idąc do współczesnego człowieka, trzeba mieć szczególną wiedzę i tę wiedzę daje psychologia. Spotykałem się z osobami uzależnionymi, z ich historiami. Podjąłem studia podyplomowe – profilaktykę i resocjalizację, później studia z coachingu, z elementami psychologii. Psychologia interwencji i praktyczna. Żebym lepiej rozumiał drugiego człowieka, ale też bym sobie potrafił poradzić z tym, co usłyszałem i zagwarantować profesjonalną pomoc. I pomogły mi w tym mój stryj, Ryszard Jurak, a w nowicjacie przeżycie czterech tygodni rekolekcji ignacjańskich.

Słowem, które dla mnie jest inspiracją i mocą, gdzie Pan Bóg daje mi doświadczenie swojej obecności, to słowa z Ewangelii św. Marka, że nie to, co przychodzi z zewnątrz czyni nas nieprawymi, nieczystymi, powodem do grzechu jest to, co wewnątrz, czyli mam wybór, bo Bóg dał nam moc sprawczą. I kolejny fragment to Ewangelia o kobiece cudzołożnej. Możemy wziąć kamienie i ją wyeliminować, ale możemy prosić żeby Jezus podszedł i coś zmieniło się w Tobie.

KAI: Istnieje jednak niebezpieczeństwo, gdy psychologia staje się ostatecznym kryterium absolutnie wszystkiego.

– Święty Tomasz pisał, że łaska buduje na naturze, więc naturę trzeba wzmocnić, uleczyć, ale łączy się to też z łaską i uzdrowieniem przez Boga. Trzeba wszystkie sprawy natury uwzględnić. Bo tu jest cienka granica, którą czasami przekraczamy…I dzieje się to nie tylko na Zachodzie, gdzie psychologia staje się najwyższą instancją. Nie jest, nie ma ponad Pana Jezusa, ksiądz ostatecznie ma nakierowywać na Boga.

KAI: Ci ludzie, którzy tu przychodzą, odkrywają ścieżki do Boga? 

– Nie wszyscy.

KAI: Te doświadczenia zawarł ksiądz w książce „Sens mimo wszystko”, która ukazała się kilka miesięcy temu i jest podsumowaniem wieloletnich doświadczeń.

 

– W mojej książce jest połączenie nurtu ewangelicznego, duchowego i psychologicznego. Próbowałem pokazać, że to jest spójne ze sobą. Powiedział Pan Bóg: Idź i czyń sobie ziemię poddaną. Dał nam moc sprawczą. Bóg jest wszechmocny i może nas przemienić, ale nie chce tego czynić bez nas. Szanuje naszą wolność i cierpliwie czeka na świadome, dojrzałe „tak”. Psychologia jest narzędziem, które pomaga człowiekowi zrozumieć siebie, odzyskać wewnętrzną wolność i dojrzeć do świadomego „tak” wobec przemiany, której pragnie dokonać w nim Bóg.

KAI: Co przeszkadza na tej drodze?

Brak świadków. Bardzo ważne jest spotkanie świadków. Nietzschze pisał, że nigdy nie spotkał gorliwego chrześcijanina, ale gdyby spotkał świętego Franciszka, to prawdopodobnie jego życiorys byłby inny.

I cierpienie. Gdy spotykam się z cierpieniem człowieka, z historiami, nie zadaję pytania, czy nie ma Boga, bo wierzę i wątpliwości nie mam, ale jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy mówią, dlaczego Pan Bóg to dopuszcza? Bo jeśli został im przedstawiony obraz Pana Boga, że módl się, a Pan Bóg wszystko za Ciebie zrobi i ma zniekształcony obraz Pana Boga, to człowiek się rozczarowuje.

Bo my zniekształcamy obraz Pana Boga, szukamy winnych, zachowujemy się jak w supermarkecie, On ma nam wszystko zapewnić, najlepiej to życie bez cierpienia. A Bóg mówi, jestem z Tobą i jestem z Tobą w radości i w smutku.

Na swojej drodze spotkałem też ludzi niewierzących, bo są tak wychowani. Są i tacy, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z wiarą, z Kościołem, ale w rozmowie odnoszą się do Boga nawet jeśli nie wprost, to do siły wyższej i mówią – „jest coś”. To przeczucie tkwi w naturze człowieka, ponieważ jesteśmy stworzeni na Jego obraz.

KAI: „Pisałem ją (tę książkę, przyp. APW) dla takich właśnie ludzi. Tych, którzy są zmęczeni,  ale wciąż tli się w nich nadzieja i pragnienie poszukiwania. Skoro trzymasz w dłoniach tę książkę, to znaczy, że szukasz. A kto szuka, ten już żyje, nawet jeśli jeszcze nie potrafi w to uwierzyć. Poszukiwania naprawdę wystarczy, by zacząć wędrówkę”.

– I jest to nasze zadanie ewangelizacyjne, żeby spotkać tych ludzi, którzy są na pograniczu i mają potrzebę transcendencji i trzeba do nich trafić, ale nie nakazując: masz być na Eucharystii, masz się spowiadać. I przyjąć go z tym, z czym przychodzi i prowadzić go do Jezusa. Oczywiście, trzeba tę książkę przeczytać.

KAI: Jaki z niej płynie wniosek? Wyrosło pokolenie, żyjące w dobrych warunkach, łatwo ich zranić, nie dają sobie rady z trudnościami i prozą życia. Przychodzą do Kościoła jak do szpitala polowego, o którym pisał papież Franciszek?

Każdy z nas… nosi w sobie jakieś zagubienie, poszukuje, szamoce się sam ze sobą, mimo że może być wykształcony, być ustawiony materialnie, mieć poczuci bezpieczeństwa w domu, wspaniałą rodzinę, a mimo to jego serce jest niespokojne.

KAI: I co my z tym zrobimy? 

– To jest ogromne zadanie dla Kościoła. Dzisiaj po południu wyszedłem na podwórko, chciałem zrobić pięć rundek wokół kościoła i gdy kończę piątą, widzę młodego człowieka, który siedzi na ławce. Byłem bez koloratki, ale mówię: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. I pytam w czym mogę pomóc? On odpowiada, że przyszedł, bo przeżywa kryzys, a zobaczył mój telefon na tablicy ogłoszeń. Proponuję spotkanie, umówiliśmy się na następny tydzień. Opowiedział trochę swoją historię, chce się dzielić swoimi talentami, swoimi darami. Może ksiądz mi w tym pomoże? Wyznał, że był na jednej Mszy świętej i to go poruszyło. Na pewno nie jest z naszej parafii. I takich osób, przeżywających niepewność, jest sporo.

KAI: Po każdej Mszy św. ksiądz wychodzi przed kościół i rozmawia z wiernymi, czasem mówi do młodych ludzi: Państwo są chyba pierwszy raz? Pamięta ksiądz twarze, zagaduje, szuka. To charyzmat?

– Nie zawsze pamiętam, czasem skojarzę czyjąś twarz. I może to charyzmat, on jest, widzę, jest to we mnie głęboko. Gdzie Pan Bóg posługuje się moimi talentami, darem, żeby człowieka spotkać.

KAI: Nawiązanie kontaktu. Bez obaw.

– Nie stawiam barier. Nie ma lęku. Czasem słyszę zarzuty, że tak nie powinienem, a ja bardzo się cieszę, że mimo nieraz bardzo trudnych doświadczeń i krytyki, pytań dlaczego to robię? – nie wątpiłem i wiem, że się nie wycofałem. Cieszę się i dumny jestem, że nic we mnie nie pękło. Bo spotykam wielu księży i świeckich, którzy po różnych trudnych doświadczeniach i zderzeniu się z wielkim cierpieniem mają powody się wycofać, zamknąć się w sobie. A nie pękło dzięki mocy modlitwy. Która nie zawsze jest  modlitwą „szczękową”, ale modlitwą obecności Chrystusa, chodzenia z Nim, bo to jest siła. Ja też przeżywam lęk, nie wiem, jak ten drugi zareaguje, ale idąc do człowieka staram się widzieć w nim Chrystusa. Patrzeć z perspektywy wiary. Nie widzieć osoby, która może być dla mnie zagrożeniem, ale dostrzegać w człowieku to, co jest najpiękniejsze, najcenniejsze. To jest coś niebywałego, gdy oblicze człowieka, który jest smutny, czy agresywny i nie chce rozmawiać, nagle się zmienia.

KAI: Był ksiądz w tym roku na Przystanku Jezus. Żeby szukać człowieka? Jego inicjator, ś. p. ks. Artur Godnarski powiedział, że każdy ksiądz powinien zrobić rajd po kampusie, oczywiście w sutannie.

– Miał rację. Bardzo chciałem tam być, bo spotkałem ludzi, którzy byli na dawnym Woodstocku, na obecnym PolRocku i marzyłem, by pojechać. Kończę niebawem 50 lat i ten wyjazd oraz książka były rodzajem prezentu. I nie zawiodłem się, bo warto zobaczyć człowieka, który szuka, bo człowiek z natury szuka wolności i tam bardzo mocno to widać.

Wchodząc na ten kampus chciałem zobaczyć człowieka, pozytywny obraz, bo Ty, Boże, zgromadziłeś tylu ludzi. Skojarzyło mi się to ze Światowymi Dniami Młodzieży, w których uczestniczyłem, i w Madrycie, i w Kolonii. Zobaczyłem, że jest entuzjazm ludzi. Co mnie zadziwiło i zaskoczyło, jak wiele osób mówi „Szczęść Boże”, „O, Jezuski”! Gdy szedłem, a byłem pod koloratką, mówili „Ciao, serwus, część”. Przybijali piątki. Miałem kilkadziesiąt spowiedzi, rozmowy z zagubionymi, ludźmi rozczarowanymi. Chcieli rozmawiać, to ludzie, którzy szukają. Nawet jeśli się z wieloma rzeczami nie zgadzamy, z tym, co tam się dzieje, to warto zobaczyć miejsca, gdzie my możemy spotkać człowieka.

Spotkałem tam wielu ludzi wierzących, mających problem z Kościołem jako instytucją, którzy jasno o tym mówią. Warto przywołać tu Sobór Watykański II i Konstytucję Duszpasterską o Kościele w Świecie Współczesnym, gdzie świat nie jest przedstawiany jako zagrożenie. Mamy pójść do świata, iść i spotkać człowieka w rzeczywistości, w której żyjemy. I zawsze mamy iść na Przystanek. I spotkać młodych ludzi. Także ta przestrzeń jest niezauważona do końca w Kościele. I powtórzę za świętej pamięci księdzem Arturem: Warto, żeby tam przyjechał niejeden biskup i poszedł na pole namiotowe, bo my do tych ludzi jesteśmy posłani. Owszem, byli biskup Edward Dajczak, abp Grzegorz Ryś, Artur Ważny. My rozliczaliśmy ludzi i w wielu wypadkach do tej pory rozliczamy. To też jest potrzebne, nawet bardzo potrzebne. Ale chodzi o proporcje, bo jeżeli jest tylko rozliczanie, to źle.

KAI: A wycofywanie się z pewnych płaszczyzn, obszarów? Ksiądz powiedział, żeby się nie upierać, odpuszczać. To nie jest kapitulacja?

– Wycofywanie się nie jest równoznaczne z ucieczką czy chowaniem głowy w piasek. Mamy dziś wiele przestrzeni obecności i taką przestrzenią są media, gdzie możemy je mądrze, odpowiedzialnie wykorzystać. Nie krzyczeć, a spokojnie przekonując możemy powiedzieć, jak jest. Niektórych rzeczy w Kościele nie da się obronić, ale warto dawać świadectwo, że w Kościele są ludzie, którzy uczestniczą w Eucharystii i ta Eucharystia zmienia ich życie. Że są uczciwi, a jeśli prowadzą firmę, dobrze wynagradzają pracowników, są dobrymi rodzicami i obywatelami. Warto wydobyć to dobro, które jest w Kościele i dzięki Kościołowi, które się wydarzyło i wydarza tam, gdzie Chrystus rzeczywiście działa, pokazać realnie  jak służymy drugiemu człowiekowi.

KAI: Cały czas towarzyszy księdzu modlitwa obecności, o której ksiądz mówi. Jest „autorska”, czy tradycyjna?

– To moja prywatna modlitwa, gdy wchodzę do kościoła. To modlitwa mojej dzisiejszej rozmowy z Chrystusem o tym, co przeżywam, czego doświadczam. Jest tam i dziękczynienie, i wdzięczność, i prośba. A także stawianie pytań, o co tak naprawdę chodzi, bo ja nie rozumiem.

KAI: Co powiedziałby ksiądz swoim współbraciom w kapłaństwie, tym zniechęconym, rozgoryczonym?

– Potrzebujemy uczyć się postawy Jezusa, który przychodzi, pochyla się nad człowiekiem i pozostaje przy nim. Nie zawsze znajdziemy na tym świecie sprawiedliwość. Czasem trzeba odejść, przestać walczyć o swoje i – jak Jezus – przejść pośród tłumu, aby pójść dalej. Nie każda racja musi zostać wykrzyczana i nie każda krzywda natychmiast naprawiona.

Trzeba również zgodzić się na trudności i porażki. Nie jesteśmy wspólnotą zbudowaną na wzór ludzkiej korporacji. To Chrystus nas powołał i zgromadził. On jest Tym, który nami kieruje i wskazuje drogę. Trudności nie oznaczają, że Go z nami nie ma. Przeciwnie — właśnie wtedy możemy odkryć, że nie musimy przechodzić przez nie samotnie.

Ks. Marcin Jurak MIC – proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie, duszpasterz, katecheta i kierownik duchowy. W swojej pracy łączy wiedzę psychologiczną z towarzyszeniem człowiekowi w drodze do spotkania z Bogiem. Prowadzi autorski program przygotowania do małżeństwa. Publikował m.in. w „Gościu Niedzielnym”, „Tygodniku Powszechnym”, „Niedzieli” i „Przewodniku Katolickim”. Jest autorem artykułów naukowych, m.in. „Słuchać, żeby nie osądzać – jak rozpoznawać milczące wołanie o pomoc” oraz tekstów poświęconych współczesnemu przygotowaniu do małżeństwa. Nakładem Wydawnictwa WAM ukazała się jego książka „Sens mimo wszystko. Droga od zagubienia do odnalezienia siebie” – przeznaczona dla każdego, kto choć raz pomyślał: „To nie tak miało być”.

 

 

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.