Drukuj Powrót do artykułu

Ks. dr Anne Burghardt: Kościoły mogą pokazać, że dialog z szacunkiem jest wciąż możliwy

26 września 2026 | 16:15 | Rozmawiał Dawid Gospodarek, dg | Kraków Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Flickr (skadrowane)

Sposób, w jaki Rosyjski Kościół Prawosławny usprawiedliwia wojnę, to nic innego jak instrumentalizacja chrześcijaństwa do osiągania politycznych celów Rosji – ocenia ks. dr Anne Burghardt, sekretarz generalna Światowej Federacji Luterańskiej. W rozmowie z KAI mówi też o sytuacji luteran w Rosji, dialogu ekumenicznym i o tym, jak Kościoły mogą pomagać w przezwyciężaniu społecznej polaryzacji. Ks. Burghardt wzięła udział w międzynarodowej konferencji „Ile Europ w Europie? Rola chrześcijan w procesie integracji europejskiej” w Krakowie.

Dawid Gospodarek (KAI): Pani doktorat dotyczył prawosławnej liturgiki – temat dość zaskakujący jak na luterankę. Co te badania nad liturgią wschodnią dały Pani osobiście, w wymiarze doświadczenia chrześcijańskiego? I jak pomagają Pani w dialogu ekumenicznym?

Ks. dr Anne Burghardt: Odpowiedź na to pytanie chciałabym zacząć od krótkiego opisu ekumenicznego krajobrazu Estonii, bo to pomoże zrozumieć, dlaczego zdecydowałam się napisać doktorat właśnie na taki temat. Estonia uchodzi zwykle za jeden z najbardziej zsekularyzowanych krajów nie tylko w Europie, ale i na świecie, tymczasem najnowsze badania pokazują, że ateistów wcale nie jest aż tak wielu: mamy po prostu stosunkowo dużo osób, które można by nazwać religijnymi analfabetami, ale które na pytanie, czy wierzą w jakąś siłę wyższą lub ducha, odpowiadają „tak”. Łącznie do jakiegokolwiek Kościoła chrześcijańskiego należy obecnie około 30 proc. mieszkańców. Luteranizm był historycznie wyznaniem większości – przed II wojną światową ponad 80 proc. ludności należało do Estońskiego Ewangelickiego Kościoła Luterańskiego. Zmieniło się to radykalnie w czasach agresywnej propagandy ateistycznej w okresie sowieckim. A jednak, choć na początku lat 80. niektórzy sowieccy urzędnicy wierzyli, że mogą już szykować „pogrzeb” nie tylko estońskiego Kościoła luterańskiego, ale w ogóle chrześcijaństwa w Estonii, koniec zimnej wojny i odzyskanie niepodległości w 1991 r. zmieniły sytuację i ludzie tysiącami wracali do Kościoła. Nie jestem pewna, czy prowadzono na ten temat rzetelne statystyki, ale szacuję, że co najmniej połowa obecnego duchowieństwa mojego macierzystego Kościoła wyrosła w zsekularyzowanych rodzinach. Dlatego nie przepadam za bardzo pesymistycznymi prognozami dotyczącymi przyszłości Kościoła w Europie. Owszem, z pewnością będzie on inny niż w minionych czasach, ale Bóg nieustannie powołuje ludzi w każdej epoce.

Na tym tle – w Estonii, gdzie wszyscy chrześcijanie razem stanowią dziś w społeczeństwie mniejszość – współpraca ekumeniczna jest bardzo dobra i intensywna. Podobnie jak w Polsce, gdzie luteranie (i inne wyznania głównego nurtu protestantyzmu) studiują razem z prawosławnymi i starokatolikami na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, Estonia jest jednym z nielicznych miejsc na świecie, gdzie luterańscy pastorzy i prawosławni kapłani kształcą się w tej samej uczelni teologicznej. Instytut Teologiczny Estońskiego Ewangelickiego Kościoła Luterańskiego, w którym pracowałam przed przejściem do Światowej Federacji Luterańskiej (ŚFL), kształci zarówno przyszłych duchownych Kościoła luterańskiego, jak i przyszłych duchownych Estońskiego Apostolskiego Kościoła Prawosławnego, podlegającego jurysdykcji Patriarchatu Ekumenicznego w Konstantynopolu. Istnieją specjalne moduły poświęcone teologii prawosławnej, prowadzone przez teologów prawosławnych, ale szereg podstawowych kursów obie grupy studentów odbywają wspólnie. To tylko jeden z przejawów ogólnej otwartości ekumenicznej. W Estonii dość powszechne jest to, że nie przyjmuje się postawy obronnej wobec własnego wyznania, lecz odkrywa także dary, jakie mają inne tradycje. Można by to niemal nazwać pewną formą ekumenizmu recepcyjnego. Moje zainteresowanie prawosławiem zaczęło się podczas studiów na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu w Tartu i pogłębiło w trakcie dalszych studiów na Uniwersytecie w Erlangen w Niemczech, gdzie mogłam uczestniczyć w seminariach i wykładach w katedrze teologii prawosławnej. Ci z nas, którzy nie pochodzą z rodzin chrześcijańskich (tak jak ja), mogą opowiedzieć o różnych drogach, którymi trafili do Kościoła: jedni przez grupy młodzieżowe, inni przez własne poszukiwania duchowe, jeszcze inni przez udział w nabożeństwach. Moja droga do wiary i Kościoła zaczęła się od lekcji konfirmacyjnych w liceum, od pytań o ludzką egzystencję i od udziału w nabożeństwach w miejscowej parafii luterańskiej. Można więc powiedzieć, że to nabożeństwo i liturgia były dla mnie bramą do Kościoła. Oczywiście rozbudziło to także zainteresowanie liturgią prawosławną, tym bardziej że w czasie studiów miałam również prawosławnych przyjaciół. Obcowanie z życiem liturgicznym Kościoła prawosławnego nauczyło mnie głęboko cenić piękno i poetycki język w oddawaniu czci Bogu; pogłębiło też moje rozumienie tego, jak wymiar eschatologiczny przenika obecną rzeczywistość, gdy sprawujemy Komunię Świętą, która jednoczy obecnych w jedno Ciało Chrystusa. Studiowanie zarówno teologów luterańskich, jak i prawosławnych oraz ich sposobu myślenia z pewnością dało mi dobre podstawy do zaangażowania ekumenicznego. Wszystkie wyznania mają własne dary, które mogą ofiarować całemu chrześcijaństwu.

Dialog katolicko-luterański wchodzi w fazę skoncentrowaną na eklezjologii i rozumieniu urzędu. Przypuszczam, że w tym kontekście śledzi Pani synod Kościoła katolickiego o synodalności i cały związany z nim proces. Czy zbliżamy się do siebie i do wspólnego rozumienia Kościoła? Czego nam jeszcze potrzeba? Jak widzi Pani perspektywy tego dialogu?

Rzeczywiście, z wielkim zainteresowaniem śledzimy dyskusje o synodalności w Kościele katolickim. Bardzo doceniliśmy też to, że goście ekumeniczni mogli uczestniczyć w synodzie i brać udział w rozmowach. W kontekście luterańskim udział świeckich w podejmowaniu decyzji nie jest niczym nowym i z naszej perspektywy dobrze widzieć, że także Kościół katolicki chce stać się bardziej synodalny w podejmowaniu decyzji – albo, można by też powiedzieć, bardziej inkluzywny. My w ŚFL pracujemy z kolei obecnie nad tzw. Mutual Responsibility Framework [ramami wzajemnej odpowiedzialności]. Chodzi w nich o to, jak mają się do siebie dwa aspekty i jaki ma to wpływ na podejmowanie decyzji w Kościołach: z jednej strony Kościoły członkowskie są autonomiczne, z drugiej zaś pozostają ze sobą w pełnej wspólnocie ołtarza i ambony. Jaki ma to wpływ na partnerstwa między Kościołami, na działalność misyjną na terytoriach, na których istnieje już Kościół luterański, itd.? Zarówno katolicy, jak i luteranie rozeznają więc obecnie, co właściwie znaczy być Kościołem bardziej synodalnym – zarówno lokalnie, jak i globalnie.

Jest Pani ordynowaną duchowną, pierwszą kobietą, która osiągnęła tak wysoką pozycję w strukturach kierowniczych ŚFL. Kościół katolicki wciąż dyskutuje w ramach procesu synodalnego o diakonacie kobiet i – przynajmniej w Watykanie – powoli powierza kobietom ważne stanowiska w dykasteriach. Jak te zmagania wewnątrz katolicyzmu wyglądają z perspektywy duchownej, której własna wspólnota w dużej mierze ma te dyskusje za sobą – zarówno teologicznie, jak i w praktyce? A może także w świecie luterańskim wciąż jest coś do zrobienia, jeśli chodzi o rolę kobiet?

Ostatnie nominacje kilku kompetentnych kobiet na ważne stanowiska w Kościele katolickim są rzeczywiście budujące. Dobrze widzieć, że ich dary są dostrzegane – w końcu to kompetencje i dary danej osoby powinny decydować o tym, czy nadaje się ona na określone stanowisko, a nie jej płeć. Muszę przyznać, że nie śledziłam zbyt uważnie dyskusji w Kościele katolickim na temat święceń diakonatu dla kobiet, choć wiem, że kwestia ta została poruszona w dokumencie końcowym Synodu 2024. Mam wrażenie, że w Kościele katolickim jako kontrargumenty silniej wykorzystywano Tradycję i ontologię, podczas gdy w Kościołach luterańskich na pierwszy plan wysuwały się raczej biblijne argumenty przeciwko ordynacji kobiet (na które zresztą odpowiadano innymi argumentami biblijnymi). Choć ŚFL na poziomie globalnym jednoznacznie opowiedziała się za ordynacją kobiet już na Zgromadzeniu Ogólnym w Budapeszcie w 1984 r., a obecnie mamy nawet kilka Kościołów luterańskich, w których biskupami są kobiety (w tym trzy w Afryce), w ŚFL wciąż są Kościoły członkowskie, które nie ordynują kobiet, ponieważ ordynacja kobiet nie jest w ŚFL kwestią status confessionis. Nawet nasz Kościół członkowski w Polsce wprowadził ordynację kobiet dopiero kilka lat temu. Z reguły jednak Kościoły, które nie ordynują kobiet, uznają teologicznie posługę kobiet ordynowanych w innych Kościołach ŚFL. Tak więc także my, luteranie, wciąż jesteśmy w drodze, jeśli chodzi o ordynację kobiet, a czasem także, jeśli chodzi o świeckie kobiety na wysokich stanowiskach kierowniczych. Rolę odgrywa tu również lokalny kontekst kulturowy, choć zawsze powinniśmy krytycznie pytać, gdzie i w jakim stopniu możemy i powinniśmy kontekstualizować Ewangelię, a gdzie Ewangelia powinna zacząć krytycznie odnosić się do pewnych praktyk kulturowych.

Patriarcha Bartłomiej przypomniał niedawno słowa kard. Józefa Ratzingera, że katolicy nie mogą wymagać od prawosławnych przyjęcia innej doktryny o biskupie Rzymu niż ta, która istniała przed schizmą. Jak dziś na papiestwo patrzą luteranie?

Osobiście uważam za dość znaczące, że niedawny dokument Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan, który zaprasza także partnerów ekumenicznych do refleksji nad rolą papieża, nosi tytuł „Biskup Rzymu” – już sam tytuł jest otwarciem i zaproszeniem skierowanym do ekumenicznej rodziny, by wspólnie zastanowić się nad rolą papieża jako biskupa Rzymu, primus inter pares. My, luteranie, na szczęście odeszliśmy dziś od polemicznych postaw z czasów reformacji, kiedy obie strony nazywały przywódców drugiej strony „antychrystem”. Z perspektywy luterańskiej podtrzymywanie takich dogmatów jak nieomylność wciąż stanowi pewną trudność na drodze do wspólnego rozumienia prymatu. Krajowe dialogi luterańsko-katolickie, zwłaszcza w USA, na szczęście pomogły nam poczynić w tej kwestii postępy. Wciąż mamy nadzieję, że droga synodalna może otworzyć tu nowe ekumeniczne możliwości i perspektywy.

Polska przeżywa silną polaryzację i nie jest to zjawisko wyłącznie nasze – występuje także w innych krajach europejskich. Czy doświadczenie dialogu ekumenicznego może pomóc w radzeniu sobie z tym napięciem, w budowaniu społecznej solidarności?

Polaryzacja jest dziś rzeczywiście poważnym problemem dla wielu społeczeństw, ale także dla Kościołów. Jestem przekonana, że z dialogu ekumenicznego można się wiele nauczyć, jeśli chodzi o pojednanie i dialog. Dialog to przede wszystkim budowanie relacji, poznawanie drugiego. Znamienne jest, że jeszcze w latach 50. znana niemiecka encyklopedia „Die Religion in Geschichte und Gegenwart” opisywała „dialog” jako „gatunek muzyki sakralnej w dramacie średniowiecznym”. Dialogi ekumeniczne, które rozpoczęły się w latach 60., znacząco poszerzyły rozumienie tego, czym jest dialog (poznawanie drugiego, sięganie do rozumienia dialogu u Martina Bubera itd.). Nigdy nie należy mylić „dialogu” ze „sporem”. W dialogu nie chodzi o to, czy „mój” argument wygra, czy przegra, lecz o prawdziwe wzajemne poznanie. Potem można nadal pozostać przy odmiennym zdaniu, ale znacznie większa jest szansa, że druga strona nie będzie już „demonizowana”, a my lepiej zrozumiemy, dlaczego reprezentuje takie, a nie inne stanowisko. W niektórych przypadkach można nawet skorygować własny punkt widzenia. Taki prawdziwy dialog działa tylko wtedy, gdy przestrzega się jego zasad (czyli gotowości do słuchania i okazywania drugiemu szacunku). Niestety, bardzo tego brakuje w obecnym krajobrazie politycznym, ale też w wielu innych przestrzeniach. Tu Kościoły rzeczywiście mogłyby dawać dobry przykład, że pełen szacunku dialog wciąż jest możliwy. Mamy też wiele własnych zasobów, z których możemy czerpać. W tradycji luterańskiej dialektyczny sposób myślenia ma długą historię. Oznacza to, że trzeba myśleć łącząc przeciwieństwa, które współistnieją w tym samym czasie. Znalazło to wyraz w teologii w „parach” takich jak „Prawo i Ewangelia” czy simul iustus et peccator (jednocześnie usprawiedliwiony i grzesznik). Już samo to ćwiczy umysł, by nie myśleć wyłącznie w czarno-białych schematach. Z dialogu luterańsko-katolickiego chciałabym wskazać metodę zastosowaną we Wspólnej deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu: zróżnicowany konsensus. Aby wyrazić tę samą prawdę, nie zawsze trzeba używać dokładnie tych samych słów. Przeciwnie – różne niuanse mogą pomóc zobaczyć szerszy obraz.

Zarówno Kościół katolicki, jak i Kościół Ewangelicki w Niemczech dość jednoznacznie wystąpiły w kampanii wyborczej przeciwko AfD, przestrzegając wyborców przed tą partią. Czy nie było to zaangażowanie zbyt bezpośrednio polityczne?

To zawsze dobre pytanie: w jakim stopniu Kościoły powinny odnosić się do realiów politycznych społeczeństw, w których żyją. Uważam, że Kościoły muszą zabierać głos tam, gdzie kwestionuje się ludzką godność i głosi nienawiść. Bardzo lubię słowa jednego z byłych prezydentów ŚFL, biskupa Josiaha Kibiry z Tanzanii, który zwykł mawiać: „Świat nie może oczekiwać od Kościoła, że będzie się jedynie wycofywał. Kościół jest w świecie, choć nie jest ze świata. Ma służyć jako sól, a jako sól (a nie cukier) musi mieszać się ze światem, by go zachować. Ponieważ Kościół chce służyć, są rzeczy, którym będzie musiał powiedzieć »nie«”. Jednocześnie warto zauważyć, że istnieją rzeczy (czytaj: postawy, ideologie itp.), którym musimy powiedzieć „nie”, natomiast jako Kościoły powinniśmy starać się odróżniać ideologie od ludzi, którzy je reprezentują – samo przyklejanie tym ostatnim etykiet i dawanie im do zrozumienia, że nie ma dla nich miejsca w Kościele, również nie pomaga.

A co sukces AfD, a także rosnąca popularność podobnych prawicowych partii w innych częściach Europy, mówi nam o zmianach w naszych społeczeństwach?

Z jednej strony mówi o lęku – w naszych społeczeństwach jest dziś bardzo dużo lęku. Lęku o perspektywy na przyszłość, lęku przed utratą własnej tożsamości, lęku przed tym, że świat staje się coraz bardziej złożony (co samo w sobie sprawia, że popularne stają się uproszczone odpowiedzi, bo zdają się pomagać w zrozumieniu coraz bardziej skomplikowanego świata). W Pierwszym Liście św. Jana [1 J 4,18] czytamy, że doskonała miłość usuwa lęk. Niestety, działa to także w drugą stronę: lęk usuwa miłość. Jeśli nie zmierzymy się z tym lękiem, łatwo ulec urokowi populistycznych i ekstremistycznych idei.

Jednym z kluczowych pytań jest dziś to, jak żyć razem w pokoju w społeczeństwach, które stają się coraz bardziej zróżnicowane. W ŚFL próbowaliśmy się z nim zmierzyć w kontekście europejskim w ramach procesu nazwanego „konwiwialnością”. Jego celem było wypracowanie teoretycznej i praktycznej koncepcji konwiwialności, rozumianej jako sztuka i praktyka wspólnego życia. Projekt ten miał m.in. na celu nawiązanie kontaktu między wspólnotami imigrantów a lokalnymi parafiami. Jednym z celów była pomoc w integracji, w lepszym poznaniu lokalnej kultury itd. Integracja nie dzieje się sama – wymaga poważnego wysiłku ze strony wspólnot przyjmujących.

Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię: Europa, podobnie jak tzw. Globalna Północ (którą dziś właściwie należałoby raczej nazwać Globalnym Zachodem – jeśli przyjąć zaproponowane przez prezydenta Finlandii Alexandra Stubba rozróżnienie na Globalny Zachód, Globalny Wschód i Globalne Południe), traci swoją „czołową” pozycję w świecie, co wiąże się z utratą miejsc pracy wskutek globalizacji i rodzi opór wobec multilateralizmu, choć dziś pilnie potrzebujemy solidnej współpracy między państwami, ponieważ większość problemów, przed którymi stoi świat, ma charakter globalny.

Jak ŚFL ocenia rolę Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i patriarchy Cyryla w usprawiedliwianiu wojny w Ukrainie – czy ten temat pojawia się w rozmowach ekumenicznych? Czy można prowadzić dialog ekumeniczny ze wspólnotą, która ideologicznie i strukturalnie wspiera wojnę napastniczą?

Od początku wojny przeciwko Ukrainie stanowisko ŚFL jest bardzo jasne: potępiliśmy wojnę i wydaliśmy kilka publicznych oświadczeń sprzeciwiających się mówieniu przez patriarchę Cyryla o „świętej wojnie”. Sposób, w jaki Rosyjski Kościół Prawosławny usprawiedliwia wojnę, to nic innego jak instrumentalizacja chrześcijaństwa jako środka do osiągania politycznych celów Rosji. Jeśli chodzi o dialog ekumeniczny, to w tym konkretnym przypadku naszym partnerem jest Patriarchat Ekumeniczny, który zwołuje prawosławnych uczestników dialogu. Niestety, sam Rosyjski Kościół Prawosławny odmówił udziału w spotkaniach dialogowych.

Samo pytanie jest jednak bardzo ważne. Trudno prowadzić dialog z ekstremistami. Przestrzenie, w których wciąż spotyka się ideologicznie zaślepione grupy, mogłyby i powinny być wykorzystywane do wezwania do metanoi, nawrócenia. Chciałabym jednak poszerzyć to pytanie: czy możliwe i potrzebne jest prowadzenie dialogu z grupami ekstremistycznymi w obrębie naszych własnych wspólnot? Jak na przykład powinien wyglądać dialog między „oficjalną” linią Kościoła katolickiego a Bractwem Kapłańskim Św. Piusa X? Jak powinien wyglądać dialog ŚFL z antyekumenicznie nastawionymi grupami luterańskimi, które nie należą do ŚFL? Moim zdaniem trudno tu o jeden uniwersalny wniosek. Mogą być sytuacje, w których taki dialog jest możliwy i potrzebny, by zapobiec dalszej radykalizacji, podczas gdy w innych przypadkach lepiej go nie podejmować.

Czy luteranie w Rosji i na terytoriach przez nią okupowanych cieszą się pełną wolnością religijną?

W Rosji mamy dwa Kościoły członkowskie: jeden ma historycznie korzenie fińskie, drugi – tzw. nadwołżańsko-niemieckie; początkowo posługiwały się one głównie językiem fińskim i niemieckim. Z czasem zintegrowały się ze społeczeństwem rosyjskim i większość nabożeństw odprawia się dziś po rosyjsku. Jeśli chodzi o prowadzenie codziennego życia religijnego, sprawowanie nabożeństw i opiekę duszpasterską – jest to generalnie możliwe. Ogólnie jednak bardzo trudno ocenić rzeczywistą sytuację w tym kraju. Urodziłam się w Estonii pod okupacją sowiecką, więc wciąż wiem, że czasem trzeba czytać między wierszami i że obawy często nie są wyrażane wprost – ze strachu przed konsekwencjami. Kościołom z pewnością bardzo trudno jest wyrażać jakąkolwiek krytykę wobec władz, ponieważ może to pociągnąć za sobą konkretne konsekwencje dla nich samych.

Była Pani w Ukrainie i widziała tamtejszą dramatyczną sytuację, także na polu ekumenicznym. Pomijając kontrowersje związane z Patriarchatem Moskiewskim i współpracującymi z nim wspólnotami, wydaje mi się, że wojna ujawniła ogromny potencjał wspólnego działania Kościołów i religii – na rzecz wspierania społeczeństwa i pogłębiania wzajemnych relacji. Jak Pani to widzi?

Podczas mojej wizyty w Ukrainie nasza delegacja spotkała się także z Wszechukraińską Radą Kościołów i Organizacji Religijnych. Odniosłam wrażenie, że Kościoły współpracują i są gotowe do współpracy. Sytuacja kryzysu zazwyczaj łączy, a Kościoły mają i będą miały w Ukrainie ogromne zadanie: pomóc temu na wiele sposobów zranionemu społeczeństwu uporać się ze skutkami wojny. Po wojnie będzie ogromna potrzeba uzdrowienia i pojednania, a Kościoły z pewnością mogą odegrać bardzo ważną rolę, dając ludziom nową nadzieję i nową wizję.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.