Drukuj Powrót do artykułu

Ks. L. Kryża: Kościół katolicki w osobie Leona XIV pamięta o Ukrainie

08 maja 2026 | 14:16 | Krzysztof Tomasik | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. ks. Leszek Kryża

„Ukraińcy cieszą się, że Kościół katolicki w osobie Leona XIV o nich pamięta i tym samym są bardzo otwarci i sympatycznie nastawieni do nowego papieża” – podkreśla ks. Leszek Kryża TChr. Dyrektor Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie Konferencji Episkopatu Polski w rozmowie z KAI mówi m. in. o realiach życia w czasie piątego roku wojny w Ukrainie, akcji „Kurczak” i apeluje: „Ukraina potrzebuje pomocy bez względu na nasze nastroje, polityczne trendy, czy propagandę”.

Krzysztof Tomasik (KAI): Księże Leszku mija pierwsza rocznica pontyfikatu Leona XIV. Czy i na ile w Ukrainie jest obecny w świadomości społecznej papież i Watykan i jego postawa wobec wojny?

Myślę, że ludzie jeszcze ciągle pamiętają zaangażowanie w pomoc Ukrainie papieża Franciszka, a szczególnie tę pomoc, którą realnie przywoził kard. Konrad Krajewski, wówczas jałmużnik papieski.  Kiedy się spotykam z ludźmi w różnych miejscach, to bardzo wielu, nawet tacy, którzy są mało związani z Kościołem, wiedzą kim jest kardynał z Rzymu, który osobiście przyjechał z Rzymu z darami od papieża Franciszka. To w ludziach bardzo mocno pozostało i to nie tylko w ludziach Kościoła. Za pontyfikatu papieża Leona XIV mamy dobrą kontynuacją tego, co się zaczęło za papieża Franciszka.

Ludzie mają świadomość tego, że papież, Stolica Apostolska o nich pamięta. Wiedzą, że słuchając rozważań przed modlitwą Anioł Pański, czy podczas audiencji ogólnych, prawie zawsze pojawi się wzmianka na temat wojny w Ukrainie i mało tego,  to też przekłada się na realną pomoc humanitarną. Wszyscy mają też cichą nadzieję, że przyjdzie taki moment, że papież zdecyduje się przyjechać na Ukrainę. Pewnie jest to jakaś odległa perspektywa, ale taką nadzieję Ukraińcy mają. Bez wątpienia byłoby to dla nich wspaniałe wydarzenie. Póki co cieszą się z tego, że Kościół katolicki w osobie Leona XIV o nich pamięta i tym samym są bardzo otwarci i sympatycznie nastawieni do nowego papieża.

Oczywiście Ukraińcy wiążą z Leonem XIV duże nadzieje na jego działania na arenie międzynarodowej, dyplomatycznej oraz negocjacyjnej, które mogą doprowadzić do zakończenia wojny. Myślę, że nastawienie Kościoła katolickiego w Ukrainie,  w ogóle mieszkańców Ukrainy do papieża i Stolicy Apostolskiej jest bardzo pozytywne. Ludzie z nadzieją spoglądają w stronę Rzymu tym bardziej, że wszystko jest też potwierdzane nie tylko słowami, ale konkretnymi działaniami.

 Wrócił Ksiądz z kolejnej wyprawy na Ukrainę z pomocą…

Tak, była to kolejna wyprawa na Ukrainę, która to z kolei, trudno mi w tej chwili powiedzieć, bo już przestałem liczyć. Myślę, że było ich ponad 30 od wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 r. Ale każda z moich wypraw jest absolutnie wyjątkowa.

 Teraz jaki region odwiedziliście?

Byliśmy po raz kolejny w Charkowie i w okolicach Charkowa. Od razu nasuwa mi się taka reminiscencja dotycząca ukraińskiej rzeczywistości czasu wojny o której opowiem. Jechaliśmy z biskupem Pawłem Gonczarukiem, który dzielnie nas wspomagał nawet przy załadunku i zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, żeby napić kawy, bo już zmęczenie dawało się nam we znaki. Napiliśmy się kawy i pojechaliśmy dalej. Następnego dnia otrzymuję filmik na którym dokładnie ta sama stacja, na której dzień wcześniej piliśmy kawę, w wyniku ataku dronów została zrujnowana! Tak wygląda codzienność Ukrainy. Ponadto kiedy jedzie się z Charkowa, na wioski położone bliżej linii frontu, to też spotyka się z ciekawym zjawiskiem dróg zabezpieczonych siatkami. Widok jedyny w swoim rodzaju. Przez kilka kilometrów masz nad sobą siatkę i zastanawiasz się po co ona jest. Okazuje się, że to jest siatka antydronowa, żeby drony mniejszego kalibru, które atakują samochody, nie mogły ich dosięgnąć. I to kolejny obraz sytuacji w Ukrainie.

Siostra, która ze mną jechała, opowiadała o sytuacji, której sama doświadczyła i dzięki Bogu przeżyła. Mianowicie jadąc samochodem z pomocą humanitarną na wioskę jeden z dronów namierzył ten pojazd. Udało się jej szczęśliwie uciec. Bardzo mocno przeżyła to doświadczenie. Taka jest rzeczywistość.

Z czym konkretnie byliście teraz?

Byliśmy w dwóch sprawach. Po pierwsze, żeby znowu pokazać, że jesteśmy razem z Ukraińcami, że jesteśmy z tamtejszym Kościołem który trwa i służy, mimo że świat się przyzwyczaił się do wojny w Ukrainie i prawie o niej zapomniał. Jednak my jako chrześcijanie, katolicy, jesteśmy razem z nimi i chcemy przypominać, że tam ciągle trwa wojna i giną ludzie. W tej sytuacji Ukraina potrzebuje pomocy bez względu na nasze nastroje, polityczne trendy, czy propagandę.

Podkreślam zawsze, że wszystko wygląda zupełnie inaczej z perspektywy, kiedy jest się tam na miejscu, kiedy się rozmawia z ludźmi doświadczanymi wojną. Z drugiej strony staram się zrozumieć tych, którzy dowiadują się o sytuacji w Ukrainie z mediów, ale bywam na wioskach, które kiedyś były dobrze funkcjonującymi  wioskami, a teraz są kompletnie zrujnowane, większość domów w ruinie, ludzie nie mają pracy itd. Dlatego tam jeździmy, żeby ludziom dać odrobinę nadziei.  Sam nasz przyjazd jest dla nich realnym znakiem nadziei która przekłada się na realne działanie.

Konkretnie, realizujemy czwartą edycję akcji „Kurczak” polega ona na tym, że kupujemy w Ukrainie jednodniowe kurczaki. Siostry orionistki,  które prężnie działają na tamtych terenach, w wioskach położonych niedaleko linii frontu, niektórych kompletnie zrujnowanych, jeżdżą tam i pytają, które z rodzin chciałaby kurczaki hodować. Potem przywozimy kurczaki do wioski, rodziny przychodzą, otrzymują po 30 kurcząt do tego paszę, odpowiednie szczepionki i witaminy, żeby kurki mogły spokojnie i zdrowo rosnąć. Cała sztuka polega na tym, żeby je przez 3-4 miesiące po prostu odhodować. I ludzie robią to naprawdę z wielkim zaangażowaniem.

Wyhodowane kury są oczywiście ich własnością ale zgodnie z wolą sióstr – 10 proc. z nich oddają jeszcze bardziej potrzebującym. Na początku akcji siostry się obawiały, czy ludzie będą chcieli się dzielić. Teraz sami mówią, że to jest dla nich wielka sprawa, że mogą się podzielić, i tym samym pomagać innym. To zupełnie odbudowuje myślenie ludzi o sobie, że już nie są tymi którzy proszą, ale tymi, którzy potrafią, mogą i mają się czym dzielić.

Po przekazaniu kurcząt, jest okazja do rozmowy co jest kolejnym ciekawym doświadczeniem, mimo że za chwilę może włączyć się alarm i trzeba będzie się gdzieś chować. To, co usłyszałem na jednej z wiosek, było dla mnie nagrodą i potwierdzeniem że naprawdę warto jest to robić. Usłyszałem słowa wdzięczności: „Ojcze, dobrze, żeście przyjechali. Znowu przywieźliście trochę nadziei, znowu nadajecie trochę sensu naszemu życiu. Musimy rano wstać, trzeba kurki nakarmić, trzeba o nie zadbać, trzeba coś zrobić, zmobilizować się. Nie pogrążamy się w szaroburym życiu, czekając, na to, czy w nas coś tutaj uderzy, czy nie uderzy. Dzięki temu zupełnie inaczej funkcjonujemy”.

Taka jest rzeczywistość. Tym razem udało nam się bezproblemowo dowieźć i rozdać ponad 600 kurczaków, choć drogi dojazdowe są bardzo zniszczone a co kawałek widać tablice z ostrzeżeniem „uwaga miny”.

Naprawdę bardzo cieszę z tej inicjatywy i jestem bardzo wdzięczny siostrom orionistkom za ten pomysł. Cieszę, że my jako przedstawiciele Kościoła w Polsce możemy w tym uczestniczyć. Nie głosimy Ewangelii w sensie wyjścia na ambonę, ale przyczyniamy się do odbudowania wnętrza człowieka, dania mu namiastki sensu życia i to dla mnie jest bardzo cenne a dla wielu ludzi znakiem zapytania „w czyje imię wy to robicie”.

Takie wyprawy w sytuacji wojny wiążą się także z osobistym, można powiedzieć, heroizmem

Coś w tym jest, choćby ta ostatnia wyprawa: pociąg, którym jechaliśmy 20 godzin, na szczęście dojechał bezpiecznie do celu. Choć bywają sytuacje, że pociąg jest zatrzymywany z powodu alarmu. Trzeba się ewakuować, chować gdzieś w lesie, na polu. Przeczekać godzinę, dwie, trzy do odwołania alarmu. Tym razem nasza podróż odbyła się bez tego typu „przygód”. Dojechaliśmy szczęśliwie do Charkowa i trafiliśmy na wyjątkowo spokojne dni. Tutaj wycie syren alarmowych, dźwięk przelatujących dronów czy rakiet i nadsłuchiwanie czy albo gdzie wybuchło – jest czymś oczywistym ale ciągle budzącym strach szczególnie wśród dzieci! A tego mnóstwo rozwalonych na wskutek ostrzału obiektów i tablice przypominające o zaminowanym terenie.

 Jakie są nastroje panują wśród ludzi w piątym roku wojny? 

Od ponad czterech lat obserwuję nastroje Ukraińców. One są gorsze, ale jeżeli się zjawi ktoś, kto daje promyk nadziei to widać, że następuje pewna mobilizacja, energia, że jednak damy radę, że wytrzymamy, że nie jesteśmy sami w tym wszystkim. Choć podkreślam, że codzienność Ukrainy naprawdę nie jest prosta. Oczywiście, jak ktoś kto pojedzie na Ukrainę i zobaczy, że ludzie spacerują,  siedzą w restauracji, chodzą do kina i teatru to może mu się wydawać, że nie jest tak źle. Tak jednak nie jest. Jest wojna, co nie znaczy, że nie można próbować normalnie żyć na tyle, na ile się da. Ludzie doskonale zdają sobie sprawę, że to, że dzisiaj pójdą do kina, czy do restauracji, to nie znaczy, że jutro ta restauracja i to kino będzie istniało albo, że oni szczęśliwie z tego kina czy z tej restauracji wrócą do domu. Po prostu nie da się żyć siedząc całymi dniami i nocami w schronie i nic nie robić, więc próbują normalnie funkcjonować. Dlatego to wszystko jest takie trudne. Jak  mówię  nastroje są różne, przede wszystkim widać zmęczenie, że wojna tak długo trwa.

Zanim się obejrzymy, to wojna w Ukrainie będzie trwała tyle czasu, co druga wojna światowa. 

Dokładnie, tak. Naprawdę widać i czuć zmęczenie. Choć ludzie nie obojętnieją. Nikt nie mówi, że obojętne jest mu to kto wygra, byle był pokój. Tego typu narracji absolutnie nie ma. Ludzie są gotowi jeszcze dużo wycierpieć, ale tęsknią za pokojem,  za sprawiedliwym pokojem. Dlatego ważne jest abyśmy nie ulegali takim czy innym tendencjom i różnym narracjom. Zawsze powtarzam, to co mówił papież Franciszek wielokrotnie, że mamy prawo wojną być zmęczeni, mamy prawo mieć jej serdecznie dosyć, ale nie możemy na nią zobojętnieć, nie możemy o niej zapomnieć.

 Z tego co Ksiądz doświadcza, niezwykle ważne jest bycie z ludźmi.

Właśnie tak, obecność jest bardzo ważna! Tą obecność, to bycie z ludźmi, bardzo konkretnie realizują kapłani, siostry zakonne i bracia zakonni oraz wolontariusze świeccy, którzy są na stała tam na miejscu i służą mimo realnego zagrożenia! Zdaję sobie sprawę że pewnie niewielu może pojechać na Ukrainę i to jest zupełnie naturalne ale możemy być z tymi ludźmi doświadczonymi przez wojnę, wspierając konkretne i sprawdzone instytucje czy organizacje pomocowe. Tymi drogami można naprawdę dotrzeć bezpośrednio do ludzi i im pomagać. Dodam tylko, że wśród tych którym pomagamy, jest wielu naszych rodaków, często starszych i schorowanych.

Pojawiają się czasami głosy, że pomoc ginie, jest sprzedawana i tak dalej. Być może są takie przypadki, dlatego tym bardziej trzeba posługiwać się organizacjami, które sprawią że pomoc trafi naprawdę tam, gdzie trafić powinna.

I jeszcze jedno! Kiedy przedstawiam się, że jestem księdzem katolickim z Polski,  może zabrzmi to nieco górnolotnie, ale te trzydzieści parę razy kiedy byłem w Ukrainie, to najczęściej słyszane słowa brzmiały: „Proszę podziękować Polakom. Dziękujemy Polsce, że jest z nami. Nigdy tego nie zapomnimy”. Takie jest moje doświadczenie.

Rozmawiał Krzysztof Tomasik

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.