Drukuj Powrót do artykułu

Ks. Leszek Kryża: wyjątkowy rok dla Polaków i Kościoła w Kazachstanie

26 maja 2026 | 18:23 | tom | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. BP KEP

“Rok 2026 jest szczególny bo obchodzimy 90. rocznicę deportacji Polaków do Kazachstanu w 1936 roku. Ciągle jeszcze potomkowie polskich zesłańców, stanowią sporą część wiernych Kościoła katolickiego. Jest to zatem wyjątkowy rok dla Kościoła i dla tych Polaków którzy tam żyją i tych którzy żyli przez lata, zachowali wiarę i polskość mimo represji” – podkreśla ks. Leszek Kryża, chrystusowiec. Dyrektor biura Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie w rozmowie z KAI mówi m. in. o dwóch ważnych miejscach w Kazachstanie, które niedawno odwiedził: Domu Dziecka w Konajewie oraz poświęceniu nowego kościoła w Amalgendy oraz sytuacji Polaków i Kościoła w tym azjatyckim kraju.

Krzysztof Tomasik (KAI): Ma Ksiądz kolejną tegoroczną wyprawę za sobą, tym razem do Kazachstanu. Jaki był jej cel?

Ks. Leszek Kryża: Nasz Zespół na wielu płaszczyznach i od wielu lat wspiera Kościół katolicki w Kazachstanie, a 2026 rok jest szczególny, ponieważ obchodzimy 90. rocznicę deportacji Polaków do Kazachstanu w 1936 roku, stąd moje wyjazdy do tego kraju. Ciągle jeszcze potomkowie polskich zesłańców stanowią sporą część wiernych Kościoła katolickiego. Jest to zatem wyjątkowy rok dla Kościoła i dla tych Polaków którzy tam żyją i tych którzy żyli przez lata, zachowali wiarę i polskość mimo represji.

Podczas ostatniego wyjazdu, odwiedziłem dwa bardzo ważne miejsca. Pierwsze to Dom Dziecka w Konajewie, który od kilkunastu lat funkcjonuje i jest prowadzony przez polskiego kapłana ks. Artura Zarasia z diecezji bydgoskiej. Posługują tam też siostry służebniczki z Polski i Kazachstanu. Czterdzieścioro dzieci znalazło w nim schronienie i opiekę. Nie jest to tylko miejsce, żeby dzieci miały gdzie spać, mieszkać i co jeść, ale jest to dom, który naprawdę daje im pełnię wychowania. Nie są to tylko dzieci z polskim pochodzeniem, z katolickich rodzin, ale również z innych nacji i religii. Spotkanie z czterdzieściorgiem uśmiechniętych, pełnych życia, dzieci w różnym wieku, jest zawsze dla mnie budujące. Na każdym kroku widać ich wielkie zaufanie do drugiej osoby i zaangażowanie, również w życiu parafialnym. Jest to naprawdę wielki sukces. Dla mnie jest wielką radością to, że posługują w nim wolontariusze Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie. Od kilku lat mamy dwoje stałych wolontariuszy. Jeden z nich, pan Kazimierz, jest konserwatorem i przy okazji uczy chłopców męskich umiejętności, jak posługiwać się młotkiem, piłą itp. Wykonuje dobrą robotę. W sumie są tam trzy domy dziecka, a w Ałmaty akademik dla tych, którzy kończą edukację na poziomie szkoły podstawowej i średniej, a potem idą na studia, gdzie mają możliwość zakwaterowania. Ten dom prowadzi również nasza stała wolontariuszka, pani Anna. 

Drugim celem odwiedzin Kazachstanu było…

Było poświęcenie nowego kościoła w małej wiosce, Amalgendy, w większości zamieszkała przez potomków Polaków zesłanych w 1936 roku. Miałem okazję z nimi rozmawiać. Wielu z nich próbuje mówić po polsku i ma świadomość tego, że są Polakami. Jedna z pań, która przemawiała przypomniała, że jej dziadkowie, którzy zostali zesłani, rodzice, którzy się tam urodzili, wszyscy marzyli o tym, żeby mieć swój kościół. I doczekali się nie oni, ale ich potomkowie, doczekali się, że teraz mają w wiosce swój kościół pod wezwaniem św. Mikołaja. To bardzo ładny architektonicznie budynek.

Pracę nad budową prowadził proboszcz parafii, ks. Szymon Grzywiński. Wykonał wraz z parafianami wspaniałą pracę dzięki pomocy i wsparciu również z Polski, w tym Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie. To kolejna wielka radość móc się cieszyć z ludźmi, którzy wreszcie mają swój kościół.

 Przypomnijmy, jak wcześniej wyglądało życie religijne katolików w Kazachstanie.

Wiadomo, że przez lata komunizmu nie mogli się spotykać, a jeżeli już, to w ogromnej konspiracji, nocami, a konsekwencje takich modlitewnych spotkań były często tragiczne. Po jego upadku spotykali się w prywatnych domach i często byli traktowani jako sekta albo nie wiadomo kto. Jedynym wyjściem była budowa kościoła, widomego znaku wiary z wieżą i dzwonem. Wybudowano świątynię z prawdziwego zdarzenia. Ludzie są z tego bardzo dumni.

Mało tego, obok kościoła został oddany do użytku i poświęcony plac zabaw dla dzieci. Fantastyczny był widok, kiedy w pięć minut po jego otwarciu został całkowicie oblężony przez kilkudziesięcioro dzieci z wioski. Każdy przyrząd był oblegany przez rozradowane dzieci. Wójt wioski z ogromną wdzięcznością zwrócił się do proboszcza, wszystkich przedstawicieli Kościoła katolickiego, dziękując za kolejny przykład współpracy dla wspólnego dobra.

Z kolei przedstawiciel władz obwodu ałmatyńskiego mówił, że jest to kolejny przykład, że kazachskie władze robią wszystko, aby ludzie wszystkich nacji i religii żyli w pokoju. I rzeczywiście tak jest. Byli przedstawiciele muzułmanów, Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, prawosławni. Wszyscy zgodnie gratulowali, cieszyli się, że powstał kolejny obiekt, na którym ludzie będą mogli się spotykać. Jest to naprawdę budujące.

Z tej perspektywy tak naprawdę wygląda rzeczywistość Kazachstanu?

Nie są to tylko piękne deklaracje. Naprawdę tak jest. Oczywiście nie obywa się bez problemów, bo tak nigdy nie jest i nie będzie. Ale w Kazachstanie na co dzień widać jak wszyscy obok siebie dobrze funkcjonują, potrafią rozmawiać ze sobą i razem się cieszyć. Świetnym przykładem tego było właśnie otwarcie i poświęcenie nowego kościoła. Wspomnę jeszcze, że uroczystości towarzyszył piękny śpiew chóru Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. 

Wyjechałem z Kazachstanu naprawdę wielce zbudowany postawą wszystkich, Kościoła, władz, mieszkańców. Wszyscy cieszyli się, że znowu wspólnie udało się coś zrobić. Władze dały ziemię, a Kościół wybudował świątynię. Współpraca dała konkretne, realne owoce, które kolejny raz miałem okazję na własne oczy zobaczyć.

Raz jeszcze podkreślę, obok tego niewielkiego i pięknego kościoła powstał plac zabaw dla dzieci, tętniące życiem miejsce dla wszystkich. Jest to wielka radość kiedy, do tego, uświadomimy sobie, że plac zabaw będzie kojarzony z nami katolikami, księdzem z Polski, który przyjechał, żeby coś takiego razem z mieszkańcami i władzami zrobić. Jest to absolutnie budujące.

Powróćmy do rocznicy deportacji Polaków do Kazachstanu w 1936 roku.  Na ile panuje świadomość o byciu Polakiem w Kazachstanie? Będąc tam kiedyś, usłyszałem od Polaków takie słowa: „Kazach to było życie”, kiedy ludzie z pociągów byli wyrzucani na bezludnym stepie, w miejscach, gdzie szanse przeżycia były równe zeru…  

Tak, byli wyrzucani na absolutnie goły step i od Kazachów uczyli się przetrwania, chociaż tej pierwszej zimy wielu nie przeżyło. Kiedy jest się na tamtejszych cmentarzach, można znaleźć sporo grobów z 1936 roku z polskimi nazwiskami. Miałem okazję być w Tajnyszy na północy Kazachstanu, gdzie dojeżdżały transporty i była to stacja końcowa. Na stacji w Tajnyszy jest tablica, na której jest napisane, że tutaj docierały transporty z Polakami. Stamtąd byli gnani na piechotę albo rozwożeni na stepy, na których były tak zwane “toczki”, wbita w ziemię tabliczka z numerem, że tu mają się osiedlić. Takie były początki zesłanych Polaków w Kazachstanie.

20 czerwca br. w sanktuarium maryjnym w Oziornoje zostanie poświęcony pomnik wdzięczności Kazachom za pomaganie Polakom w najtrudniejszym czasie. Wszyscy, którzy opowiadają o tamtych czasach często odwołują się do słynnego opowiadania o serze. Już nie wszyscy je znają, więc warto przypomnieć. Opowiadał o tym często m.in. błogosławiony ks. Władysław Bukowiński, więzień sowieckich łagrów, wieloletni duszpasterz w Kazachstanie nazywany “apostołem Kazachstanu”. Kiedy kolumny Polaków były gnane przez stepy, Kazachowie mieli rzucać w nich kamieniami. Oczywiście sowieccy strażnicy, którzy prowadzili grupę, bardzo się z tego cieszyli, że nawet Kazachowie nie akceptują “wrogów ludu”. Okazało się jednak, że to nie były kamienie, ale ser kurt, który do dzisiaj jest tam robiony. Ma on rzeczywiście trochę konsystencję kamienia, ale kiedy się go rozkruszy i zje, to zaspokaja głód. Jest słony i bardzo pożywny. Polacy zorientowali się szybko, że to ser i dzięki temu mogli coś zjeść i przetrwać.

Ponadto, jak już wspomniałem, wszyscy, którzy przeżyli, szczególnie pierwszą zimę zesłania, w niewyobrażalnej wcześniej sytuacji, kiedy było minus 40 stopni, dwu-, trzymetrowe hałdy śniegu, zgromadzeni pod mizernymi pałatkami albo na gołej ziemi, wspominają jak Kazachowie ich uczyli, jak sobie w takiej sytuacji radzić. Kazachowie pokazali im z czego robić opał, że trzeba oszczędzać końskie, krowie czy owcze łajno, i mieszać je ze stepową słomą. Nie tylko na opał do ogrzania, ale też jako materiał do budowy ziemianek. Takie były początki zesłańców. Zatem pomnik wdzięczności, który zostanie odsłonięty 20 czerwca, będzie bardzo konkretnym znakiem tego, że wtedy Kazachowie stanęli na wysokości zadania. Na tyle, na ile mogli oczywiście, ponieważ sami znajdowali się pod “sowieckim butem”.

Widać, że do dzisiaj relacje są bardzo dobre, ale świat, Kościół dynamicznie się zmienia, także w Kazachstanie. Jak Ksiądz widzi przyszłość Kościoła katolickiego w Kazachstanie? 

Przyszłość kościoła katolickiego na tamtych terenach na pewno nie jest łatwa, ponieważ wielu ludzi, szczególnie młodych, wyjeżdża. Kiedyś było jasne, że do Kościoła katolickiego należą ludzie pochodzenia polskiego, niemieckiego, ukraińskiego czy białoruskiego. Wiadomo, że po upadku komunizmu i pierestrojce sporo Polaków wyjechało, Niemcy prawie wszyscy, więc struktura kazachskiego Kościoła katolickiego zaczęła się zmieniać. 

Obecnie, podczas każdej wizyty w Kazachstanie, jestem świadkiem, jak młodzi Kazachowie poszukują swojego miejsca w Kościele katolickim. Oczywiście nie chodzi o jakieś masowe nawracanie, ale żeby dać im możliwość i pokazać, kim jesteśmy i co robimy.

Wielu przychodzi i pyta, poznaje i wyraża chęć bycia w naszym Kościele, chcą uczestniczyć w życiu Kościoła, mimo że są Kazachami, których większość przyznaje się do islamu. W sumie katolików jest niecały 1 proc. w kraju, na którego terenie żyje ponad 100 nacji. To też swoisty fenomen, że wszystkie ze sobą jakoś funkcjonują. Dlatego państwo cały czas promuje wzajemny szacunek i równość każdej religii. I to nie jest teoria, ale codzienna praktyka.

Rozmawiał Krzysztof Tomasik

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.