Ks. Luter: filmy Kieślowskiego to spór wiary, wiedzy i rozpaczy
13 marca 2026 | 18:54 | Rozmawiał Tomasz Królak (KAI), tk | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. WikipediaTematem filmów Kieślowskiego jest spór wiary, wiedzy i rozpaczy – stwierdza w rozmowie z KAI ks. Andrzej Luter, duszpasterz środowisk twórczych i filmoznawca interpretując dzieło zmarłego 30 lat temu reżysera. – Kieślowski zmuszał do zmiany myślenia, czyli do metanoi i zadawał widzom pytania egzystencjalne, filozoficzne, życiowe: kim jesteś, po co istniejesz, co robisz, i co chcesz robić? – wskazuje ks. Luter.
Tomasz Królak (KAI): Kim był, kim jest dziś dla Ciebie Krzysztof Kieślowski?
Ks. Andrzej Luter: Odpowiadając na to pytanie przywołam „Przypadek”, film pokoleniowy. Przeleżał na półkach komunistycznej cenzury sześć lat. Ten film był dla mnie olśnieniem. Witek, główny bohater w trzech wersjach swojego życia pokazywał jak kruche jest życie, jak cienka jest linia między wiarą i niewiarą, jakim fałszem moralnym pozostaje dwubiegunowe postrzeganie świata, jak blisko jesteśmy upadku i śmierci. Po karnawale Solidarności i ponurej nocy stanu wojennego pojawia się Kieślowski niczym prawdziwy ewangelizator, „strzela” do mnie tym filmem i zdaje się mówić: nie szalej, opanuj się. To wszystko dlatego, że zdążyłeś na pociąg do Warszawy, wskoczyłeś do niego w ostatniej chwili na peronie dworca Łódź Fabryczna. Tak było rzeczywiście, w ostatniej chwili wsiadłem do ostatniego wagonu, jechałem z Łodzi do Warszawy na pierwszą rozmowę kwalifikacyjną w seminarium duchownym. A gdybym nie zdążył? Może to tylko rachunek prawdopodobieństwa, a może przypadek to Bóg?
Do „Przypadku” będę chciał jeszcze powrócić w naszej rozmowie, ale na pytanie kim był i kim jest dzisiaj dla mnie Kieślowski odpowiadam: to artysta, który zmusza do zmiany myślenia, czyli do metanoi.
KAI: W „Dekalogu”, ale przecież nie tylko, stawiał Kieślowski pytania egzystencjalne, niekiedy metafizyczne czy religijne. Ale nie deklarował się jako katolik. Może dlatego jego filmy były tak poruszające i zdolne do wywołania refleksji nie tylko w ludziach deklarujących się jednoznacznie jako osoby religijne?
Kieślowski zrealizował te słynne dziesięć filmów telewizyjnych jako świecką interpretacją Dekalogu. Na szczęście nie ortodoksyjną, tylko otwartą na interpretacje. Pamiętam, że po premierze telewizyjnej serialu, a był to chyba 1989 rok, postanowiliśmy przeprowadzić wywiad z reżyserem dla seminaryjnej gazetki. Byłem wtedy na piątym roku. Umówiliśmy się w kawiarni „Niespodzianka” na Placu Konstytucji. Rok później w tej samej kawiarni zainstaluje się sztab wyborczy „Solidarności” i miażdżąco wygra w pierwszych wolnych wyborach, ściślej – częściowo wolnych. Powstanie rząd Tadeusza Mazowieckiego. Jak widać, same przypadki!
Poszedłem więc z kolegą Jackiem do „Niespodzianki” na ustaloną godzinę. Jacek miał bardzo dobrą, jak na tamte czasy, aparaturę nagrywającą. Zapytałem Kieślowskiego między innymi o postać graną przez Artura Barcisia. W każdym odcinku pojawia się na chwilę ta sama figura, ale jednocześnie zawsze inna, tajemniczy obserwator rzeczywistości. To na pewno Bóg! – myślałem na początku inspirowany swoją naiwną, klerycką pobożnością. A może chociaż Anioł Stróż? Pytam więc reżysera, kto to jest, kogo gra ten Barciś, niech mi odpowie konkretnie. Czekałem na słowo Bóg. Kieślowski zaciągnął się papierosem, a przypominam, że wtedy można było palić wszędzie. Spojrzał na mnie zza okularów, trochę się zastanawiał, aż w końcu odpowiedział: „Nie mam pojęcia, kto to jest. Nie wiem”. Potem pomyślałem: to była odpowiedź na którą czekałem. Błogosławiona niewiedza. U niego zatem nawet Bóg może być przypadkiem. Mówił: „Boję się terapeutów, polityków, księży, nauczycieli, tych wszystkich, którzy pokazują drogę, którzy WIEDZĄ. Bo na dobrą sprawę – jestem o tym przekonany, silnie w to wierzę – nikt naprawdę nie wie, z paroma wyjątkami”. Pewnie najciekawsze są te wyjątki.
Tak czy inaczej dzięki spotkaniu z takimi ludźmi jak Kieślowski staram się „nie wiedzieć”, wystarczy tylko „być”. I on to pokazuje w „Dekalogu”: ostatecznie najważniejsze, to „być” z drugim człowiekiem, bo dziesięć przykazań to mowa miłości Boga, a nie zestaw nakazów i zakazów. I taka była jego świecka interpretacja tych najsłynniejszych dziesięciu zdań.
KAI: Filmowy cykl “Dekalog” powstał prawie 40 lat temu, ale nie przestaje inspirować: cztery lata temu Teatr Narodowy zaprezentował jego sceniczną adaptację, organizowane są także prezentacje tego dzieła połączone z dyskusjami po każdym odcinku. O czym to może świadczyć?
Sam już w kilku takich prezentacjach i dyskusjach uczestniczyłem. Każdy odcinek inspiruje widzów to różnych interpretacji i to jest fascynujące. Świadczy o sile i głębi poszukiwań duchowych Kieślowskiego. Zadawał widzom pytania egzystencjalne, filozoficzne, życiowe: kim jesteś, po co istniejesz, co robisz, i co chcesz robić? I najważniejsze: takie same pytania zadawał sobie, swoimi filmami pytał siebie, ale nie odpowiadał, niczego nie narzucał, pozostawiał widzowi i sobie wolność. I takie powinny być filmy dotyczące spraw duchowych czy religijnych, nie indoktrynacyjne, nie hagiograficzne, tylko otwarte. Zawsze uważałem, że najciekawsze są filmy z „ukrytą religijnością”. Wzorem są dzieła klasyka takiego kina Roberta Bressona. A co do wersji scenicznej „Dekalogu” w Teatrze Narodowym to powiem tak: niezależnie od tego, jak ją oceniamy, pokazuje ona, że tekst napisany kiedyś przez Kieślowskiego i Piesiewicza inspiruje nowe pokolenia. I to jest wspaniałe.
“Dekalog” okazał się rewelacją na Zachodzie. Jak myślisz, dlaczego?
Chyba największą popularność zdobył we Francji, a więc w kraju Bressona i Bernanosa. Filmy dotyczące poszukiwań duchowych zawsze zdobędą wiernych widzów, pod warunkiem, że są to wybitne dzieła. „Dekalog” znajduje się także na watykańskiej liście najwybitniejszych filmów w dziejach kina. Kieślowski obok Felliniego i Pasoliniego. Świetne towarzystwo.
Kieślowski nie jest jedynym przykładem twórcy religijnie “ukrytego”, a jednocześnie stawiającego pytania religijne: o istnienie Boga, o świat poza naszym, zmysłowym światem, o przyczynę i sens naszego zaistnienia…
Zapewne nie jest jedynym. W polskim kinie takie pytania zadawali m.in. Stanisław Różewicz czy Jerzy Kawalerowicz Te pytania towarzyszą całej twórczości Krzysztofa Zanussiego. Mówisz o pytaniach metafizycznych, pytaniach o sens istnienia, o sens wiary. Powróćmy zatem do „Przypadku”. W drugiej wersji pociąg ucieka, Witek zostaje na peronie Łodzi Fabrycznej. Wcześniej jednak szamotał się z kolejowym milicjantem, zostaje aresztowany i skazany na miesiąc robót publicznych. Podczas odbywania wyroku poznaje Marka, opozycjonistę. Przystępuje pod jego wpływem do podziemia antykomunistycznego. Zaczyna myśleć coraz częściej i głębiej o wierze. Poznaje księdza Stefana, związanego z opozycją. To duchowny otwarty i mądry, energiczny, choć porusza się na wózku inwalidzkim; chyba najbliższy mi ksiądz wykreowany w polskim filmie. Ksiądz KOR-owiec! Zagrał go znakomicie Adam Ferency.
Witek chce się ochrzcić. Ksiądz może wpaść po takie deklaracji w euforię duszpasterską , zadaje natomiast konkretne pytanie: „Po co ci to?”. To kluczowy problem. Jest przecież Witek dobrym człowiekiem. Więc po co ten chrzest? „Żeby wiedzieć, po co żyję” – odpowiada Witek. Ale do chrztu potrzebna jest wiara. Więc po co? „Spróbuj się modlić” – mówi ks. Stefan. Jesteśmy świadkami jego wspaniałej modlitwy w kościele: „Panie Boże, już po wszystkim, ochrzciłem się, jestem tutaj. Teraz proszę Cię tylko o jedno: bądź! Już nigdy nie będę Cię więcej o nic prosił. Tylko bądź!”. To niezwykła scena, najpiękniejsza i najbardziej poruszająca modlitwa w polskim filmie, wywiedziona wprost z filozofii Janusza Korczaka, jednocześnie modlitwa chrześcijańska w najczystszej postaci. Myślę, że w tej modlitwie znajdziemy myślenie Kieślowskiego o Absolucie.
Ksiądz Stefan ochrzcił Witka. Pytanie: „Po co ci to?” towarzyszy mi przez trzydzieści lat kapłaństwa. Od tego pytania zaczynam każdą rozmowę, gdy ktoś chce zostać ochrzczony jako dorosły człowiek, albo powrócić do Kościoła. Zresztą to pytanie można i trzeba ciągle zadawać sobie. Jak zatem Witek, a więc także Kieślowski, rozumiał wiarę? Kobieta, której mieszkanie zostało splądrowane przez esbeckich najemników mówi do niego, powołując się na Matkę Teresę, że najważniejszą rzeczą w życiu jest obecność przy drugim człowieku, tak żeby do końca swoich dni wierzył, że nie jest sam. To jest w „Dekalogu” i w „Przypadku”: wierzyć to znaczy „być z bliźnim” – tak jak w modlitwie „Panie Boże, bądź”.
Kieślowski powiedział kiedyś słynne zdanie o konfesjonale: „Dobry konfesjonał służy do tego, aby rozumieć penitentów, czyli zrozumieć zło. A zrozumieć to znaczy przebaczać”. Cóż tu dodać? Mówił jeszcze: „Nigdy niczego nie demaskowałem. Przypatrywałem się ludziom w określonych sytuacjach i starałem się ich zrozumieć”.
Czy “Dekalog” jest dla Ciebie najważniejszym dziełem Kieślowskiego czy może cenisz wyżej jakieś inne jego dokonanie?
Bardzo ważnym, ale jak to wynika z naszej rozmowy, najważniejszym dla mnie filmem Kieślowskiego jest „Przypadek”, to chyba trochę sprawa pokoleniowa, formacyjna. Bardzo cenię jego inne filmy, np. „Personel”, „Amator” czy niedocenione „Bez końca”.
A czy można powiedzieć, że Kieślowski wpłynął na kolejna generację polskich reżyserów? Odnajdujesz gdzieś jego inspiracje czy wpływ?
Zapewne te inspirację znajdziemy, np. w filmach Jana Komasy („Sala samobójców”, „Hejter”, „Boże ciało”), Jana P. Matuszyńskiego („Minghun”) czy Damiana Kocura („Chleb i sól”). Na pewno twórczość Kieślowskiego jest wielką inspiracją dla irańskiego reżysera Asghara Farhadiego, dwukrotnego zdobywcy Oskara, którego styl – skupiony na moralnych dylematach i poszukiwaniach duchowych bohaterów jest przeniesiony z obrazów Kieślowskiego. Farhadi wielokrotnie w wywiadach opowiadał o polskim reżyserze. Na pewno Kieślowski był inspiracją dla niemieckiego reżysera Toma Tykwera, a jego film „Biegnij Lola, biegnij” to niemiecka wersja „Przypadku”.
Muszę jednak na koniec przywołać dzień pogrzebu Krzysztofa Kieślowskiego. Dziesięć lat po naszym pierwszym spotkaniu w „Niespodziance” przyszedł czas na ostatnie spotkanie. Kościół sióstr wizytek na Krakowskim Przedmieściu, tłum ludzi, przyjechali z całego świata, najwięcej z Francji. Przed prezbiterium na katafalku trumna. Msza święta pogrzebowa. Odprawiamy ją we trzech. Przewodniczy ksiądz profesor Józef Tischner, w koncelebrze oprócz mnie jest jeszcze ksiądz Aleksander Seniuk.
Ksiądz Tischner mówi kazanie. Boże, co to była za homilia, obezwładniająca. Mam jej wydruk przed sobą. Tischner mówił: „To nieprawda, że horyzontem Brata naszego Krzysztofa był agnostycyzm. Agnostycyzm to nie jest sprawa artysty. Artysta nie znosi połowiczności. Artysta, gdyby musiał, wybrałby rozpacz. Ale nasz Brat Krzysztof nie wybrał rozpaczy. Wybrał świadectwo tajemnicy. Obronił wiarę przed agresją wiedzy. Ale czy tylko? Czy nie stał się również świadkiem nadziei? Brat nasz Krzysztof pokazał pękniętym ludziom, że gdzieś niedaleko, w zasięgu ręki, istnieje siła, dzięki której mogą się pojednać ze sobą. Jest gdzieś jakiś Dekalog… Ktoś gdzieś śpiewa Hymn o miłości”.
Ksiądz Tischner wspomniał jeszcze o wierze Brata Krzysztofa. Św. Paweł mówi, że człowiekowi została dana „miara wiary”: „Ale miara wiary jest również miarą niewiary w człowieku. Zaś niewiara może być dwojaka: może być zupełnym zanikiem wiary w rozpacz i zanikiem wiary w wiedzę. W człowieku trwa wielki spór między wiarą, wiedzą i rozpaczą. Aby ustrzec wiary, trzeba jej równie mocno bronić przed rozpaczą, co przed wiedzą”.
Tak: wiara, wiedza i rozpacz, i spór między nimi – oto temat filmów zmarłego trzydzieści lat temu reżysera. Oto temat jego życia, jego problem. Myślę sobie, pewnie to także nasz problem…. Nierozwiązywalny. Krzysztof Kieślowski na szczęście nie rozwiązał go w swoich filmach.
***
Ks. Andrzej Luter – duszpasterz, aktywny w środowiskach twórczych, miłośnik kina i teatru. Asystent kościelny Towarzystwa „Więź”. Mieszka w Warszawie.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

