Drukuj Powrót do artykułu

Ks. prof. Skrzypczak o beatyfikacji abp Fultona Sheena: Amerykanie dostają swoje 5 minut od Bożej Opatrzności

24 września 2026 | 13:46 | maj | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Michał Klag/Biały Kruk – https://bialykruk.pl/nasi-autorzy/ks-robert-skrzypczak, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=170231948

Nie ma prawdziwej miłości bez zgody na krzyż. Miłość to nie emocja ale podarowanie siebie drugiemu. Matka Boża to wzór kobiecości. Jest Ona też przykładem, że człowiek zgadzając się na Boże działanie, żyje pełnią życia i przekracza własne granice – o tym mówił do Amerykanów abp Fulton Sheen w programach telewizyjnych, które oglądały miliony widzów. Przypomina o tym w rozmowie z KAI ks. prof. Robert Skrzypczak, współautor biografii jednego z najbardziej niezwykłych kaznodziejów ostatnich czasów. Abp Fulton Sheen zostanie beatyfikowany dziś, 24 września w Saint Louis. – Amerykanie dostają swoje 5 minut od Bożej Opatrzności – komentuje ks. prof. Skrzypczak.

Maria Czerska (KAI): Program telewizyjny abp Fultona Sheena oglądało tygodniowo nawet po 30 mln. ludzi. Na czym polegał ten fenomen?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Możemy szczegółowo analizować wszystkie czynniki, które przyczyniły się do popularności abp Sheena, ale to dotyka tylko ludzkiej strony tego fenomenu. Tymczasem Fulton Sheen będzie beatyfikowany, a to znaczy, że społeczność chrześcijańska dostrzegła pewien element działania boskiego w tym człowieku.

Myślę, że te 30 mln. ludzi pociągał nie tylko urok osobisty abp Sheena, czy jego umiejętność posługiwania się mediami. Pociągało ich przede wszystkim to, że mówił prawdę. Był prorokiem. Dotykał ludzi swoją szczerością. I w tej szczerości był całkowicie zharmonizowany z Panem Bogiem.

Tacy ludzie przyciągają do siebie w sposób naturalny. Nie wynika to z polityki czy sztuki wywierania wpływu. Abp Sheen w swoim programie występował ubrany w duchowny strój, z charakterystycznym fioletowym płaszczem i krzyżem na piersiach. Miał mikrofon. Czasem pisał kredą na tablicy. Tyle. To nie było medialne. Natomiast przyciągał uwagę, bo w tym, co mówił można było usłyszeć głos Boga.

Prawda przyciąga, ale nie zawsze. Wcale nie jest takie oczywiste, że człowiek, który ją przekazuje staje się popularny i chętnie słuchany. Często bywa dokładnie odwrotnie.

– Tak. I to było też doświadczenie abp Sheena. To, że mówimy o jego nadzwyczajnej popularności może być mylące. Owszem, był popularny ale wielu też drażnił. Są osoby, które do dziś nie wezmą do rąk jego książek. Nie znosił go prezydent Eisenhower. Abp Sheen nie miał łatwo w relacjach z władzą, również kościelną, podobnie jak św. Jan Chrzciciel, do którego się nieraz odwoływał. Przechodził przez różne próby pokory. Przypomnijmy, że gdy trafiła mu się niesamowita okazja wykładów i rozpoczęcia kariery profesorskiej w Europie, biskup zażądał od niego powrotu do Ameryki i wręczył mu delegację do zwykłej parafii na peryferiach. Fulton Sheen był posłuszny. Później już, gdy był osobą popularną a papież powierzył mu prowadzenie Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary, nie zgodził się, by środki, które miały trafić do najuboższych przekazywane były nowojorskiej kurii. W konsekwencji przez niemal dziesięć lat nie mógł występować w mediach.

Abp Sheen nie miał nic wspólnego z tym, co rozumiemy przez bycie celebrytą. Nie robił nic, by się podobać ludziom. Przeciwnie, z odwagą podejmował trudne kwestie moralne i obyczajowe, wykluczając jakikolwiek kompromis na niekorzyść Jezusowej Ewangelii.

Trudności wokół abp Sheena związane były również z samą beatyfikacją. Zaplanowana była początkowo na grudzień 2019 i odwołano ją dosłownie w ostatniej chwili – na 5 tygodni przed wydarzeniem. Jak uzasadniali niektórzy, miało chodzić o to, by rozwiać wszystkie wątpliwości związane ze skandalami seksualnymi, które wstrząsnęły Kościołem w USA.  Wyjaśnianie to trwało jednak tak długo, iż w pewnej chwili stało się jasne, że prawdziwą przyczyną odwlekania wyniesienia na ołtarze abpa Sheena był opór dominujących wśród hierarchów Kościoła amerykańskiego środowisk lewicowo – liberalnych.

Ten opór ustał?

– Opór ustąpił po wymianie na stanowiskach biskupich niektórych decydentów, choćby kardynała Nowego Jorku. Niemniej fakt, że beatyfikacja dochodzi do skutku właśnie teraz przypisuję temu, co się wydarzyło 8 maja 2025 r. czyli wyborowi papieża Leona, pierwszego Amerykanina na Stolicy Piotrowej. Miało to miejsce dokładnie w dniu 130. rocznicy urodzin abp Fultona Sheena. Przypadek? Kto wie, może przesunięcie tej uroczystości wpisało się jakoś w plany Opatrzności po to, by to ukoronowanie życia „pierwszego pasterza Ameryki”, jak nazywano abp Sheena dokonało się za pontyfikatu innego Amerykanina.

Wspomniał Ksiądz Profesor, że abp Sheen był prorokiem. Jak to należy rozumieć?

Prorok to nie zawód. Nie można zdobyć prorockich papierów w jakiejś dykasterii czy fakultecie teologicznym. Prorok to jest ktoś, kogo wybiera sam Bóg po to, by swoim sposobem mówienia i postępowania przekazywał coś bardzo ważnego swojemu pokoleniu. Prorok wzmacnia głos Boży w uszach słuchaczy. To taki mikrofon Pana Boga. I kimś takim niewątpliwie był abp Sheen.

Był to człowiek, który wskazywał m.in. na wielki problem Kościoła swoich czasów, czyli pokusę przechodzenia od teologii do polityki, zapominania o Chrystusie, by zajmować się czymś innym – geopolityką, wywieraniem wpływu na różne środowiska, psychologią bądź marketingiem.

Odsłaniał też inny problem wśród chrześcijan, który nazywał staurofobią, od greckiego słowa „stauros”, czyli „krzyż”; czyli narastającą awersję do krzyża. My kochamy Chrystusa, Syna Bożego, Jezusa Miłosiernego. Ale coraz mniej ludzi akceptuje Go jako Mesjasza Ukrzyżowanego. Abp Fulton Sheen często mówił o tym, że słabniemy i tracimy poczucie pewności naszej wiary i naszej misji dlatego właśnie, że wiotczeje w nas przekonanie co do prawdziwości i sensowności Chrystusowego Krzyża. Krzyż to nie tylko cierpienie uświęcone ofiarą i miłością. To też umiejętność wyczuwania granic, umiejętność rezygnowania z czegoś ważnego ze względu na coś jeszcze ważniejszego, to duch dyscypliny, posłuszeństwa, respektu wobec prawdy, sztuka ustępowania i pokuty. Czy nie ze względu na lęk przed takim krzyżem jest dziś coraz mniej małżeństw a coraz więcej rozwodów? coraz więcej odejść z kapłaństwa?

Abp Sheen był prorokiem też w tym sensie, że czytał historię ludzką łącząc ją z Ewangelią. Dostrzegał znaczenie interwencji Matki Bożej. Był bardzo przywiązany do przesłania z Fatimy. Wsłuchiwał się też uważnie w innych głosicieli Zbawiciela w naszej epoce, takich choćby jak Włodzimierz Sołowiow czy Gilbert Keith Chesterton.

Jakie tematy poruszał abp Fulton Sheen? O czym mówił do wiernych?

– Bardzo wiele mówił o małżeństwie. Wiele czasu poświęcał ludziom zakochanym, narzeczonym, małżonkom. Napisał o tym książkę. Umysłem i sercem był blisko chrześcijańskiej wizji seksualności i cielesności rozwijanej później przez św. Jana Pawła II. Chciał przywracać takie rozumienie miłości, która jest czymś więcej niż sentyment – jest przede wszystkim bezinteresownym podarowaniem się drugiej osobie, szansą na uśmiercenie w sobie dyktatury egoizmu.

Zgłębiał też temat grzechu – przeciwieństwa miłości. Nie mówił o tym w sposób moralizatorski, ale raczej wskazując na samą istotę postawy satanistycznej w życiu człowieka, związanej bezpośrednio z niechęcią, wręcz awersją do krzyża. Podkreślał, że w życiu człowieka nie będzie prawdziwej miłości i prawdziwego spełnienia jego sensu, jeśli się nie zaakceptuje, że droga na wyżyny człowieczeństwa wiedzie przez krzyż, przez ofiarę, poświęcenie, w pewnym sensie rezygnację z siebie.

Bardzo wiele czasu poświęcał formacji kapłanów, wzmacnianiu ich duchowych sił. Dodawał odwagi, przypominał, że nie należą już do siebie, że ich życie ma być świadomym darem złożonym Chrystusowi po to, by wraz z Nim stanąć w pierwszym szeregu głosicieli Ewangelii.

Bardzo wiele mówił o Matce Bożej. To była jego pasja, fascynacja. Pokazywał Maryję jako model kobiecości. Dostrzegał, jak wiele młodych dziewczyn gubi się w swojej kobiecości dlatego, że nie mają właściwego wzoru, że nie widzą wartości tego, kim jest i co pokazuje sobą Maryja – bycia dziewicą i bycia matką.  Pokazywał też Maryję nie tylko jako wzór kobiety, ale i wzór chrześcijanina – człowieka, który zgadza się, by jego życie stało się miejscem objawienia się Boga; człowieka, który dzięki tej decyzji może osiągnąć maksimum człowieczeństwa, wyjść poza granice własnego „ja”.

Warto przypomnieć, że Fulton Sheen nie tylko przemawiał, nie tylko działał, nie tylko napisał książki, które mogą być dla nas kluczem do zrozumienia współczesnych czasów. Wspierał misje, odwiedzał chorych, dbał o biednych. Adorował Najświętszy Sakrament.

Uczył innych trwania przy Chrystusie. Praktykował Godzinę Świętą – poświęcał co najmniej godzinę dziennie modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Porównywał się do psa, który trwa przy Panu, by być na zawołanie, nawet jeśli to trwanie nie zawsze obfituje w bogactwo refleksji i pocieszeń. Robił to zawsze, choć dni jego całkowicie były wypełnione zajęciami. Tak zresztą umarł – przed Najświętszym Sakramentem. Znaleziono go nad ranem 9 grudnia 1979 r. w kaplicy. Nie wyobrażam sobie piękniejszej śmierci.

Jakie znaczenie ma dla Księdza osobiście ta beatyfikacja?

– Abp Sheen nigdy się nie nastawiał na pracę w mediach. Miał w sercu miłość do Słowa Bożego i głęboko rozumiał, na czym polega misja głosiciela Prawdy w dzisiejszych czasach. Dla tego celu otwierał się na możliwości, jakie dostarczała cywilizacja i nie miał lęku, by wyjść na arenę świata i zmierzyć się ze współczesnymi bożkami wpędzającymi ludzi w otchłań beznadziei i by powtarzać tym ludziom kerygmat o wielkiej, bezinteresownej miłości Boga do człowieka. Nawet nieuważny słuchacz dostrzeże, że pierwszorzędnym tematem kazań i audycji Sheena był Jezus Chrystus.

Jest dla mnie on punktem odniesienia. Przykładem tego, co oznacza być nieustraszonym świadkiem Ewangelii krzyża. Podzielał Pawłowe przekonanie, że Bogu spodobało się zbawić ludzi przez „głupstwo głoszenia Ewangelii”. Niektórzy istotnie uważają głoszenie Ewangelii za niepotrzebne narzucanie się innym i że powinniśmy dziś bardziej skupić się na sprawach ludzkich bez żadnych odniesień do kwestii ich wiecznego zbawienia. A jednak Bogu spodobała się w każdym pokoleniu oprzeć swe działanie ta takich ludziach, jak św. Jan Chrzciciel czy Fulton Sheen.

Kocham ten epizod, gdy nowo wybrany Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych w 1979 r. spotkał się z episkopatem amerykańskim w Nowym Jorku i w pewnej chwili zaczął rozglądać się i pytać o abpa Fultona Sheena. Z tamtego spotkania zachowało się przepiękne zdjęcie, na którym widać, jak się obejmują i przekazują sobie braterski uścisk dwaj wielcy apostołowie Chrystusa naszych czasów. Jak wojownicy, którzy potrzebują dodać sobie wzajemnie odwagi, bo rozumieją, że biorą udział w wielkiej duchowej bitwie o człowieka, który coraz bardziej ulega presji ukrytej bądź jawnej apostazji i zamienia Chrystusa na Marksa, Freuda lub smartfona.

Abp Sheen opowiadał potem, że Jan Paweł II wyszeptał mu do ucha: „Dziękuję, bo mówiłeś i pracowałeś dobrze dla Jezusa”.

Dla mnie osobiście, gdy myślę o ludziach w Kościele, z których bije czyste, jasne i niezmącone światło  – to w pierwszej dziesiątce umieszczam abpa Fulton Sheen. Dla takich ludzi warto być katolikiem, warto pozostać w Kościele. Pomimo wielu druzgocących znamion kryzysu.

Abp Sheen mówił do ludzi swojej epoki. Jego beatyfikacja to znak dla nas, żyjących dzisiaj. Co Kościół chce nam przez to powiedzieć? Co Pan Bóg chce nam przez to powiedzieć?

– Budując pewną analogię z tym, co się nam, Polakom, wydarzyło w 1978 r., uważam, że Amerykanie dostają teraz swoje „pięć minut” od Bożej Opatrzności. Mam wrażenie, że wybór papieża Amerykanina dokonany 8 maja, w dniu urodzin abp Sheena i ta beatyfikacja jakoś się ze sobą łączą.

Amerykanie znajdują się w tej chwili na rozdrożu. Są liderem jako mocarstwo i liderem stylu życia. Przechodzą zarazem przez trudny czas duchowego wstrząsu wywołanego rewolucją seksualną, strasznym nihilizmem wśród ludzi młodych, niszczącą ich ideologią „woke” i odstępstwem od szacunku wobec Boga, Dekalogu i praw człowieka. Ciężkim doświadczeniem, przez jakie musi przechodzić tamtejszy Kościół jest potworny wstrząs wywołany zgorszeniami seksualnymi niektórych duchownych, co ogromnie nadwerężyło wiarygodność i kondycję moralną amerykańskich parafii, rodzin, uczelni i poszczególnych katolików. Wielu Amerykanów się gubi. Młodzi ludzie są dodatkowo dziesiątkowani przez narkotyki. Doskwiera im ogromna dziura w sercu wywołana wyrwą po utracie Boga. W tym momencie spotykają się z wyciągnięta w ich stronę ręką Opatrzności, podobnie jak my przed pięćdziesięciu laty wśród mroków beznadziejnej, załganej, dołującej marksistowskiej nocy dostrzegliśmy jutrzenkę nadziei w postaci wyboru na Stolicę Piotrową kard. Karola Wojtyły. I to wszystko zostało wzmocnione wspaniałym wspólnymi liturgiami z Papieżem, nowym porywem modlitewnym, licznymi powrotami do wiary. Uskrzydlił nas dodatkowo heroizm Prymasa Stefana Wyszyńskiego i ks. Jerzego Popiełuszki oraz mistycyzm Faustyny Kowalskiej. Doświadczyliśmy wtedy momentu niezwykłej czułości Boga. O Polsce zaczął mówić cały świat, językiem polskim zaczęto posługiwać się w przestrzeniach Watykanu. Dziś ten czas łaski, szczególny „kairos” Boga przypadł Amerykanom  Jeśli z tego nie skorzystają, zmienię o nich zdanie i przestanę ufać ich pragmatyzmowi.

Mówi Ksiądz Profesor o Amerykanach. A jakie ma to znaczenie dla nas?

– Odnowa Stanów Zjednoczonych to szansa na odnowę całego zachodniego świata. Wszystkie trucizny, które niszczą rodzinę, kulturę, ludzkie relacje, młodzież – płyną stamtąd. To jest swego rodzaju dyktatura myślenia i dyktatura gustów. Fulton Sheen nieraz nazywał ją  „dyktaturą Antychrysta”. W Polsce pojawiła się iskierka, która odmieniła tę część świata. Ameryka też potrzebuje światła i męstwa nawrócenia do Chrystusa, by swoją odnową duchową zarażać w sensie pozytywnym świat, a przynajmniej jego zachodnią część.

Chciałbym wyrazić moją głęboką i szczerą wdzięczność dla Pana Boga, że doczekaliśmy się oficjalnego uznania działania Boga w tym wspaniałym Amerykaninie Fultonie Sheenie. To piękny prezent niebios z okazji dwieście pięćdziesiątej rocznicy narodzin tamtego wielkiego narodu. Ponadto najwyższy czas, by Fulton Sheen zaczął na nowo pomagać, dostarczając odwagi i inspiracji tym, którzy jak on winni być dziś ewangelizatorami, pasterzami i prorokami, a którym z różnych powodów zmiękły kolana i zwiotczały ramiona. Świeci przychodzą w porę, gdy biskupom, kapłanom i świeckim zaczyna brakować pewności wiary i radości dzielenia się nią z innymi.

Amerykanie w swoim czasie wymyślili „opcję Benedykta’ – czyli środek chroniący uczniów Chrystusa przed naporem barbarzyństwa w postaci kreowania środowisk sprzyjających przechowywaniu, strzeżeniu i  rozwijaniu skarbów chrześcijańskiej wiary i kultury w rodzinach, wspólnotach i parafiach pragnących żyć w harmonii ze Zmartwychwstałym. Być może sztuce przechowywania i przekazywania pereł Królestwa niebieskiego przyszłym pokoleniom  „opcji Benedykta” przyjdzie z pomocą „opcja Sheena”.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.