Ksiądz z południa Libanu: dopóki trwamy, ta ziemia pozostaje nasza
26 marca 2026 | 12:29 | rj | Bejrut Ⓒ Ⓟ
Fot. OUSAMA AYOUB/SIPA/SIPA/East NewsCiągle słychać odgłosy izraelskich czołgów i buldożerów zmierzających w kierunku domów opuszczonych przez mieszkańców południa Libanu. Tak sytuację na granicy z Izraelem opisuje maronicki kapłan Tony Elias. Przypomina, że minister finansów Bezalel Smotrich wezwał izraelską armię do ustalenia nowej granicy z Libanem na rzece Litani. „Oznaczałoby to koniec wielowiekowej obecności chrześcijańskiej na tej ziemi” – zauważa ojciec Elias.
Coraz trudniej dostarczać żywność i leki
Maronicki kapłan jest proboszczem w Rmeish, którego mieszkańcy starają się pozostać w swoich domach. Przed wojną miasteczko liczyło siedem tysięcy mieszkańców, z których większość stanowili chrześcijanie różnych wyznań. Obecnie schronili się tam również muzułmańscy szyici, których Izrael oskarża o wspieranie proirańskiego Hezbollahu i którzy musieli opuścić swe domy w wyniku systematycznych bombardowań. W miasteczku nadal przebywają żołnierze libańskiej armii, co daje ludziom względnego poczucie bezpieczeństwa. Rmeish jest praktycznie odcięte od świata, obecnie prowadzi tam jedyna otwarta droga z Tyru. Do tej pory mieszkańcom udało się przetrwać dzięki zgromadzonym zapasom. „To teren pod ciągłym ostrzałem, coraz trudniej jest dostarczać żywność i leki – mówi ojciec Elias. – Jutro jest niepewne, nie wiemy co przyniesie”.
Bronimy ziemi naszą obecnością
Rmeish leży w linii prostej niecałe dwa kilometry od granicy z Izraelem. Już w październiku 2024 r. miasteczko balansowało między życiem a ruiną, która ją otaczała, po wkroczeniu izraelskiej armii na południe Libanu. W latach 1978-2000 mieszkańcy doświadczyli też dramatu związanego z okupacją przez Izrael znacznego obszaru terytorium libańskiego. Ojciec Elias relacjonuje, że szczególnie nocą słychać odgłosy izraelskich czołgów i buldożerów zmierzających w kierunku wiosek, których mieszkańcy zostali zmuszeni do ewakuacji. „Bronimy tej ziemi naszym ciałem, wiemy, że dopóki trwamy, ta ziemia pozostaje nasza” – mówi libański kapłan.
Izrael wytycza nową granicę
Ojciec Elias wyznaje, że tereny nad rzeką Litani są systematycznie ostrzeliwane. Izrael niszczy też mosty na rzece, by uniemożliwić niesienie pomocy. Jeden z mostów został zbombardowany w piątą niedzielę Wielkiego Postu, gdy do cierpiących chrześcijan z transportem pomocy humanitarnej przyjechał nuncjusz apostolski w Libanie. Abp Paolo Borgia musiał wracać do Bejrutu alternatywną drogą znalezioną przez włoskich żołnierzy z oenzetowskich sił pokojowych. „Spotkanie z przedstawicielem papieża było dla nas bardzo ważne. Było to świadectwo bliskości całego Kościoła, które nas pocieszyło” – wyznaje ojciec Elias.
Zostaniemy do samego końca
Libański kapłan mówi z przekonaniem: „Zostaniemy tu do samego końca”. Wspomina, że na znak oporu i dawania świadectwa chrześcijańskiej obecności na południu Libanu, co jakiś czas rozbrzmiewają kościelne dzwony. „Na południu zostaliśmy tylko my, mieszkańcy tych nielicznych chrześcijańskich wiosek. Dopóki tu jesteśmy, ta ziemia pozostaje ziemią libańską. Stawiamy opór własnym ciałem. Nie mamy nic, jesteśmy bezbronni, naszą bronią jest modlitwa” – mówi ojciec Elias. Kapłan jest przekonany, że odejście wyznawców Chrystusa z tych terenów oznaczałaby, że południe Libanu zniknęłoby z mapy tego kraju. „Jestem tego pewien – mówi maronicki kapłan. – Zniknęłaby też cała praca naszych przodków, którzy zbudowali te wioski na tej błogosławionej ziemi… To właśnie te powody sprawiają, że tu zostajemy”.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

