Magdaleną Lisak („Żyj Twórczo”): w Wielkim Poście zachwyćmy się pięknem, które Bóg zostawił wokół nas
23 lutego 2026 | 14:36 | Anna Rasińska | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. Magdalena Lisak / Facebook„W Wielkim Poście warto na nowo zachwycić się pięknem, które Bóg zostawił wokół nas” – zaznacza Magdalena Lisak, artystka i mama czworga dzieci. W rozmowie z KAI opowiada m.in. o projekcie „Żyj Twórczo” i kalendarzu wielkopostnym, który pomaga rodzinom w codziennej modlitwie, pracy z Ewangelią i twórczym odkrywaniu wiary. Zachęca również do realizowania teologii piękna w życiu codziennym i podpowiada jak to robić.
Anna Rasińska (KAI): Jak właściwie opisałaby Pani to, czym się zajmuje? Mam na myśli całą działalność ewangelizacyjną, a także przestrzeń „Żyj Twórczo” w mediach społecznościowych.
Magdalena Lisak: „Żyj Twórczo” wyrasta z mojej osobowości i z powołania. Jestem artystką, mamą czwórki dzieci, od lat prowadzimy edukację domową, a nasze życie zawsze było bardzo twórcze. Czuję, że Pan Bóg powierzył mi zadanie pokazywania, że życie może być piękne, pełne dobra i naszego zaangażowania. Stąd projekt, który ma w sobie dwa wymiary: z jednej strony inspiruję do życia blisko Boga, do odkrywania twórczości wpisanej w nasze powołanie. Z drugiej, dzielę się tym, co sama otrzymałam: malarstwem i publikacjami na pograniczu sztuki i duchowości. Jestem przekonana, że każdy może tak żyć, niezależnie od tego, czy tworzy sztukę zawodowo, czy nie.
KAI: Najnowszym Pani działem jest wyjątkowy kalendarz wielkopostny dla rodzin, zawierający kontemplację dzieł sztuki z rozważaniem Pisma Świętego. Skąd pomysł właśnie na taką formę?
Ten pomysł zrodził się ze wspólnego doświadczenia mojego i mojej przyjaciółki, obie mamy liczne rodziny i prowadzimy edukację domową. Przez lata obserwowałyśmy, jak głęboka jest duchowość dzieci i jak ważne jest mądre towarzyszenie im w przeżywaniu Adwentu czy Wielkiego Postu. Chciałyśmy stworzyć narzędzie, które pomoże rodzinom przeżywać ten czas pięknie, głęboko i wspólnie. Stąd kalendarz, który łączy w sobie kilka elementów. Każdy dzień ma fragment Ewangelii do rozważenia oraz dzieło sztuki dobrane tak, by korespondowało z tekstem. Wierzymy, że obcowanie ze sztuką rozwija wrażliwość, uczy kontemplacji i pomaga odkrywać piękno wiary.
Kalendarz jest tak zaprojektowany, by można było wystawić go w domu i przez cały dzień wracać do obrazu: pytać, odkrywać, zachwycać się. Dołączamy również komentarze i pytania – tak, aby rodzice nie musieli zastanawiać się, jak interpretować Ewangelię czy reprodukcję. W zestawie jest również coś specjalnie dla najmłodszych – naklejki i duży plakat z reprodukcją dzieła sztuki. Każdego dnia dzieci uzupełniają kolejny kolorowy element, by wreszcie w Niedzielę Zmartwychwstania powstała piękna reprodukcja obrazu.
KAI: Jak dzieci reagują na takie bezpośrednie obcowanie ze sztuką – dziełami zawartymi w kalendarzu?
Mamy wiele doświadczeń z rodzin, które przeżywały Adwent z naszym kalendarzem, często są one pozytywnie zaskoczone. Mówią: „My nic nie wiemy o historii sztuki, nie interesowaliśmy się tym, baliśmy się, że nastolatki będą się śmiały, bo przecież to nie jest modne”. Potem okazywało się, że kiedy wspólnie czytali Ewangelię i patrzyli na obraz, dzieci same zaczynały zauważać symbole, rozumieć gesty, odkrywać znaczenia. To było dla nich absolutnie niesamowite. Dzieci mają ogromną zdolność do odczytywania sztuki, trzeba im tylko dać szansę.
KAI: W swoich mediach społecznościowych często dzieli się Pani pomysłami jak w kreatywny i rodzinny sposób przeżywać czas Wielkiego Postu i Adwentu. Co jeszcze można zrobić by zachęcić domowników do wspólnego przygotowania do nadchodzących świąt?
W mojej rodzinie to faktycznie zawsze wyjątkowy czas. Staramy się żyć rytmem roku liturgicznego i te szczególne momenty przeżywać w rodzinie trochę głębiej. Myślę, że każdy z nas – rodziców – ma dobre chęci, ale dziś największym problemem jest po prostu brak czasu. Dlatego bardzo zachęcamy rodziny, by naprawdę spróbowały go wygospodarować na czas Wielkiego Postu czy Adwentu. Czasem wiąże się to z rezygnacją z czegoś, w co jesteśmy zaangażowani albo co lubimy: można raz odpuścić swoje dodatkowe obowiązki, zrezygnować z jakiś zajęć dziecka. Można też po prostu mniej scrollować. Chodzi o to, by wygospodarować choć chwilę codziennie, albo co drugi dzień, by spotkać się całą rodziną na dłuższej modlitwie opartej o dialog.
Nasz kalendarz może w tym pomóc, bo daje gotowe treści – można przeczytać fragment Biblii, podziwiać piękne dzieło sztuki i dzielić się swoimi przemyśleniami. Równie ważne jest to, by w tym czasie rodzina dzieliła się również swoim życiem. My na przykład wybieramy sobie różne tematy na Wielki Post. Jednym z pomysłów jest wdzięczność. Robimy wtedy rodzinny Wielki Post pod hasłem „Wdzięczność”: codziennie każdy mówi, zapisuje albo rysuje, za co jest wdzięczny. Tworzymy wspólny plakat, tata, mama, dzieci – każdy coś dopisuje lub rysuje. To pomaga zobaczyć otaczające nas dobro ale i siebie nawzajem.
Inny pomysł może dotyczyć przepraszania, bywa, że w rodzinie są z tym trudności. Można zaproponować by codziennie wspólną modlitwę rozpocząć od przeprosin. Nie tylko „pokój z tobą”, ale konkretnych: „przepraszam, że byłam ostentacyjna”, „przepraszam, skłamałem”, „tu byłem nieszczery”. Proponowałabym żeby towarzyszyło temu przytulenie, takie drobne gesty mogą naprawdę dokonywać przełomy w naszych relacjach, wzmocnić naszą więź i zbudować bliskość.
Jest też pomysł z trzema koszyczkami: jałmużna, post i modlitwa. Każdy z nas, indywidualnie, zapisuje swoje osobiste postanowienia w tych trzech przestrzeniach: jaka będzie moja dodatkowa modlitwa, jaka będzie moja jałmużna, jaki będzie mój post. Zapisujemy to jak taką „umowę z Bogiem” i wkładamy karteczki do koszyczków. One stoją w widocznym miejscu przez cały Wielki Post i przypominają nam o tym zobowiązaniu.
KAI: A co z jałmużną, jak wprowadzić dzieci w ten aspekt Wielkiego Postu?
My praktykujemy „skarbonkę wielkopostną”, a ponieważ w jałmużnie chodzi o to, żeby podzielić się czymś, co jest naprawdę nasze, co kosztuje, a nie tylko „zbywa mi”. Możemy umówić się jako rodzina, że dajemy nasz czas, na przykład pomagamy w domu spokojnej starości, czy parafii. Możemy też rzeczywiście zbierać pieniądze, ale tak, by wiązało się to z rezygnacją z czegoś, co lubimy. Jeśli przykładowo chodzimy do kina, to każdą kwotę, którą wydalibyśmy na bilety, wrzucamy do skarbonki. Jeśli lubimy słodycze, rezygnujemy z nich, a pieniądze przeznaczone na zakup wrzucamy do skarbonki.
W ten sposób dzieci widzą, że to prawdziwa ofiara, każdy musiał z czegoś zrezygnować, żeby ktoś inny mógł coś otrzymać. Możemy wspólnie wybrać szczytny cel na który przeznaczymy zgromadzone środki. To jest bardzo przemieniające doświadczenie.
KAI: W swoich publikacjach często wspomina Pani o teologii piękna. Jak ją Pani rozumie i widzi jej realizację w codziennym życiu?
Praktykowanie i szerzenie teologii piękna to właściwie jedna z moich głównych misji. Bardzo mocno czuję potrzebę niesienia piękna. Dziś otaczamy się ogromem brzydoty i niestety trochę się na nią zgadzamy. A przecież każdy z nas zachwyca się chociażby naturą. To nie jest przypadek. Przyroda jest bezpośrednim dziełem Boga i dlatego tak nas porusza. Kiedy stoimy nad morzem przy zachodzie słońca albo na szczycie góry i po prostu mówimy: „wow”, w gruncie rzeczy dotykamy piękna Boga.
Myślę, że warto szukać w codzienności właśnie tego – piękna, które Pan Bóg zostawił wokół nas i w nas samych. Nie chodzi o kupowanie drogich rzeczy, ale o tworzenie przestrzeni, które naprawdę są piękne i prawdziwe. Dlatego w tym, co tworzę, bardzo chcę odejść od katolickiego kiczu, który w Polsce jest niestety dobrze widoczny i pokazywać inną drogę, którą wyznacza właśnie teologia piękna. Wierzę, że piękno ma moc przemiany człowieka.
KAI: Jak te idee odnieść do wychowania dzieci?
Jeśli od początku mówimy dzieciom o pięknie i wychowujemy je w takiej przestrzeni, to one naturalnie wyrabiają w sobie wrażliwość i estetykę. To bywa bardziej wymagające niż podążanie za tym, co łatwe i dziś promowane, także w sztuce. Choć współczesna sztuka też potrafi być piękna, tylko trzeba umieć ją czytać. Natomiast mamy wokół dużo „plastiku”, prostych, przyjemnych rzeczy, które jednak nie karmią. Dlatego tak zależy mi na tym, by pokazywać dzieciom prawdziwe piękno, które naprawdę je formuje.
KAI: A jak osoby, które nie są jeszcze oswojone z tematem, mogą znaleźć wartościowe treści? Gdzie ich szukać?
To rzeczywiście nie zawsze jest takie proste. Ale myślę, że świetnym początkiem jest chodzenie z dziećmi do muzeów, na klasyczne wystawy. To jest bezpieczne, rodzice wiedzą, czego się spodziewać, a jednocześnie można wejść w świat sztuki bez stresu. Bardzo zachęcam też do korzystania z przewodników i po prostu oglądania książek przed zakupem. Ważne by zwracać uwagę na estetykę ilustracji, język, sposób prowadzenia narracji…
No i oczywiście zapraszam na żyjtwórczo.pl – tam wszystko, co robimy, staramy się tworzyć z dużą dbałością o piękno i jakość.
KAI: Wracając do hasła „Żyj Twórczo” – co poradziłaby Pani osobom, które nie mają talentów artystycznych? Czy są inne drogi, by spełniać się twórczo – w życiu osobistym, rodzinnym, także w relacji z dziećmi?
Myślę, że życie twórcze nie musi mieć nic wspólnego z talentami artystycznymi. Chodzi bardziej o autentyczność, umiejętność bycia „tu i teraz” i świadome wybieranie tego, co dobre i piękne, zamiast tego, co szybkie i powierzchowne. To trudne, zwłaszcza dla dorosłych, ale zaczyna się od prostych decyzji: czy poświęcę czas dziecku, czy znów sięgnę po telefon. A gdy jesteśmy naprawdę zmęczeni, może lepiej wyjść na spacer i zachwycić się choćby śniegiem, niż wciągnąć w scrollowanie.
Drugim ważnym elementem życia twórczego jest wdzięczność. Ona naprawdę zmienia sposób patrzenia na siebie i świat – z postawy „mam gorzej” na świadomość, jak bardzo jesteśmy obdarowani.
Trzecia rzecz to intencja. Niezależnie od tego, czy ktoś pracuje w biurze, gotuje, sprząta, uczy się czy wychowuje dzieci, można robić to twórczo, z sercem, a nie byle jak. Wtedy każdy staje się twórcą. Już na pierwszych kartach Biblia czytamy, że wszystko, co Bóg stworzył, zostało dane człowiekowi, a w Ogród Eden Adam i Ewa otrzymali zadanie troski i zarządzania. To znaczy, że nie jesteśmy tu tylko po to, by się światem cieszyć, ale by pomnażać to, co nam powierzono. Podobnie jak w przypowieści o talentach – nie liczy się, ile kto dostał, ale co potrafił z tym zrobić. Twórcze życie to pomnażanie tego, co otrzymaliśmy, w takiej formie, w jakiej zostaliśmy stworzeni. Dlatego twórczy może być każdy.
KAI: Jest Pani autorką i współautorką wielu wartościowych publikacji. Mogłaby Pani o nich krótko opowiedzieć?
Najważniejsza jest dla mnie książka „To Jezus!”. Powstawała długo, bo była też częścią mojego osobistego uzdrowienia po trudnym dziecięcym doświadczeniu, które zamknęło mnie na sztukę na wiele lat. Ilustracje tworzyłam dwa lata, a tekst napisała Ela Łazarewicz-Wyrzykowska. To picture book, w którym słowo i obraz są równie ważne. Choć wydaje się książką dla dzieci, bardzo porusza także dorosłych – opowiada o spotkaniu z Jezusem, które przemienia serce. Sama ją wydałam, żeby każdy detal – papier, kolor, jakość – rzeczywiście mówił o Bogu.
Drugą książką, przy której pracowałam jako ilustratorka, jest publikacja autorstwa i w wydaniu Magdaleny Urlich – pięknie napisana opowieść o Eucharystii. To książka szczególnie dla dzieci przygotowujących się do Komunii, ale także dla rodziców. Każdy rozdział tłumaczy jeden element Mszy Świętej, jakby przez kalejdoskop – pojedyncze „szkiełka” nabierają sensu dopiero razem. Moje ilustracje mają pomóc dziecku te symbole zapamiętać i połączyć w całość.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

