Młode pątniczki o drodze na Jasną Górę
10 sierpnia 2026 | 16:01 | SKŚ, ar | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. Maciej Rajfur – Mam czasami wrażenie, że pielgrzymka to taka dziesięciodniowa impreza. Tylko Boża impreza! – mówi Anna Czechowicz, absolwentka IX Liceum Ogólnokształcącego im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie. Wraz z Małgorzatą Laskowską opowiedziała o doświadczeniu Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej w rozmowie z Tomaszem Sypniewskim, katechetą i członkiem Stowarzyszenia Katechetów Świeckich. Młode kobiety podkreślają, że droga na Jasną Górę była dla nich doświadczeniem modlitwy, wspólnoty, prostoty i przekraczania własnych ograniczeń.
Dla obu pielgrzymka była pierwszym świadomie podjętym przejściem całej trasy na Jasną Górę. Anna chciała w ten sposób podziękować Matce Bożej za czas klasy maturalnej, Małgorzata natomiast od dawna nosiła w sobie pragnienie pielgrzymowania. Jej rodzinna historia także jest związana z pielgrzymką – rodzice brali ślub podczas pielgrzymki, a ona sama uczestniczyła w niej już jako roczne dziecko.
Modlitwa daje siłę
Jednym z najważniejszych doświadczeń dziesięciu dni marszu była dla nich modlitwa wpisana w codzienny rytm drogi. – Przede wszystkim nauczyłam się, że łatwiej idzie się z modlitwą na ustach. W najgorszych momentach wystarczyło się pomodlić i nagle znajdowało się siłę, żeby iść dalej – mówi Anna.
Jak dodaje, dzień porządkowały modlitwa poranna, Godzinki, Msza św., Koronka, Różaniec i Apel Jasnogórski. Obecność Boga dostrzegała również w ludziach spotykanych po drodze – pielgrzymach, gospodarzach i osobach okazujących wsparcie.
Małgorzata zwraca uwagę, że pielgrzymka uczy także zaufania. – Nie musiałam troszczyć się o wszystko. Skupiałam się na tym, co najważniejsze – żeby dojść. Nie mieliśmy przecież w stu procentach zagwarantowanego jedzenia, liczyliśmy na gościnność gospodarzy, a jednak zawsze coś się znalazło. To było dla mnie doświadczenie, że Pan Bóg jakoś się o człowieka zatroszczy – mówi.
Wysiłek, pomoc drugiemu i radość
Mocno zapisało się w nich także doświadczenie wspólnoty. Małgorzata wspomina pierwszy dzień, kiedy zmęczenie i ból ustąpiły, gdy zaczęła pomagać kobiecie prowadzącej wózek z dzieckiem. – Nagle przestałam myśleć o własnym bólu. Skupiłam się na tym, że mogę pomóc drugiemu człowiekowi. To było bardzo mocne doświadczenie: jesteśmy wszyscy razem w tym samym trudzie – podkreśla.
Jej zdaniem w takich warunkach szybko znikają również codzienne „maski”. – Można zobaczyć swoje słabości, ale jednocześnie odkryć, ile jest w człowieku dobra i jak wiele można zrobić dla drugiego człowieka – zauważa.
Anna opisuje pielgrzymkę jako niezwykłe połączenie modlitwy, wysiłku i radości. – Wstajemy bardzo wcześnie, prawie nie śpimy, cały dzień idziemy, a mimo to mamy energię, tańczymy, śpiewamy. To jest trochę nierealne – mówi.
„Do prawdziwego szczęścia potrzeba niewiele”
Po powrocie szczególnie mocno została z nimi prostota pielgrzymkowego życia. – Przez kilka dni masz jeden cel – dojść do celu. Nie przejmujesz się tym, jak wyglądasz ani co ktoś o tobie pomyśli. Jesteś tu i teraz. Nagle cieszy cię kubek kompotu wiśniowego albo zimny prysznic po całym dniu. Okazuje się, że do prawdziwego szczęścia naprawdę potrzeba niewiele – mówi Anna.
Małgorzata dodaje, że droga była też lekcją wytrwałości. Pokonanie kilkuset kilometrów mimo bólu i zmęczenia pozostawiło w niej przekonanie, że także w innych trudnych sytuacjach można zrobić więcej, niż wcześniej się wydawało.
Obie podkreślają, że choć fizycznie pielgrzymka oznacza duży wysiłek, może stać się formą duchowego odpoczynku. – Człowiek wraca bardzo zmęczony, ale duchowo może być naprawdę wypoczęty. Codzienne problemy na chwilę znikają, bo skupiasz się na prostych rzeczach. Wracasz z poczuciem pokoju, wdzięczności i nowej energii – mówi Małgorzata.
Pielgrzymka zmieniła też ich spojrzenie na relację z Bogiem w czasie wakacji. Małgorzata podkreśla, że jeśli wiara jest traktowana wyłącznie jako obowiązek, łatwo uznać lato za czas „przerwy”. – Ale jeśli jest to relacja z Kimś, kto jest dla nas ważny, to trudno robić sobie od niej wakacje – zaznacza.
Po zakończeniu pielgrzymki obie myślą już o kolejnych drogach. Małgorzata chciałaby ponownie wyruszyć na Jasną Górę, tym razem z większą przestrzenią na indywidualną modlitwę. Anna marzy natomiast o Camino de Santiago. – Tej Bożej imprezy chyba nie da się tak łatwo zapomnieć – podsumowuje.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

