Drukuj Powrót do artykułu

„Moje trzydzieści lat w sercu Rosji” – rozmowa z abp. Paolo Pezzim

14 maja 2026 | 17:01 | rj, clonline.org | Moskwa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Vatican Media

Abp Paolo Pezzi po dziewiętnastu latach zrezygnował z kierowania archidiecezją Matki Bożej w Moskwie. W wywiadzie opowiada o przygodzie, którą rozpoczął tuż po upadku Związku Radzieckiego, a która zaprowadziła go do serca kraju, „aby na nowo odkryć przebaczenie, wspólnotę i dar jedności, który buduje się w drodze”.

Włoski hierarcha należący do Bractwa Kapłańskiego Misjonarzy Św. Karola Boromeusza, był jednym z głównych bohaterów odrodzenia rosyjskiej wspólnoty katolickiej po upadku komunizmu. Jego drogę naznaczyło ubogie życie na Syberii, dialog ze światem prawosławnym, pasterzowanie w Moskwie i konflikt między Rosją a Ukrainą. O swej rezygnacji ze względów zdrowotnych i pragnieniu pozostania w Moskwie opowiada w rozmowie z portalem ruchu „Comunione e Liberazione”, którego jest częścią i za który odpowiadał w Rosji.

Clonline.org: Wiadomość o rezygnacji Księdza Arcybiskupa nadeszła niespodziewanie: co za nią stoi?

Abp Paolo Pezzi: Nie mam już sił, aby kierować tą diecezją, którą kocham i wiem, że potrzebuje ona odpowiedniego kierownictwa. Nie opuszczam jednak Rosji: zostaję w Moskwie, a obecny administrator apostolski, biskup pomocniczy Nikolaj Dubinin, zaproponował mi możliwość pozostania w tym samym budynku kurii. Będę nadal mieszkał z moim sekretarzem, księdzem Giampiero, tak jak przez ostatnie piętnaście lat. Zgłosiłem pełną gotowość do pomocy w służbie, o którą administrator apostolski mnie poprosi: celebracje, wizyty w parafiach. Będę też nadal odprawiał Msze w katedrze, ale nie te główne.

Przybył Ksiądz Arcybiskup do Rosji wkrótce po upadku ZSRR, od tamtej pory minęło już ponad trzydzieści lat. Jakie były najważniejsze etapy tej misyjnej przygody?

Początkiem wszystkiego było spotkanie ruchów w Bratysławie, zainicjowane przez Jana Pawła II, poświęcone odrodzeniu chrześcijaństwa w Europie Wschodniej i wzmocnieniu ruchów kościelnych. Pamiętam poruszające świadectwa wielu osób, które zabrały głos z Litwy, Estonii, Łotwy i Białorusi. To właśnie tam zrodził się pomysł misji Bractwa św. Karola Boromeusza w Rosji. W 1991 roku wyruszyłem wraz z ks. Massimo Camisascą do Nowosybirska, gdzie spotkaliśmy ks. Paulusa Bitautasa, litewskiego kapłana, który ożywił lokalną wspólnotę katolicką i który złożył swoje poruszające świadectwo na spotkaniu w Rimini. To on poprosił o możliwość wysłania księży lub zakonnic w celu wsparcia syberyjskiej wspólnoty. Odpowiadając na to wezwanie, ks. Luigi Giussani (założyciel ruchu „Comunione e Liberazione” – przyp. red.) poprosił swoich przyjaciół o wysłanie misjonarzy do Nowosybirska. Jako pierwsza wyruszyła Elena Fieramonti z „Memores Domini”, a potem przybyliśmy również my, księża z Bractwa św. Karola. Była to bardzo odważna decyzja, na terytorium, gdzie Kościół dopiero co wychodził z podziemia.

Jaką Rosję zastaliście?

Tamtejszą Rosję oddają dwie migawki, oto pierwsza: pamiętam, że weszliśmy do sklepu, w którym półki były całkowicie puste. Były tam jednak dwie sprzedawczynie. Jedna z nich zapytała nas, co chcielibyśmy kupić. Byłem pod wrażeniem. To była jej praca, godność jej pracy, nawet jeśli nie było nic do sprzedania. Powoli rozpoczęła się nasza syberyjska misja, która dla mnie trwała od 1993 do 1998 roku. W porozumieniu z biskupem przejęliśmy parafie położone na obrzeżach regionu Nowosybirska. Mowa o około dwudziestu wspólnotach katolickich: największe liczyły czterdzieści lub pięćdziesiąt wiernych, najmniejsze ograniczały się do kilku rodzin. Kolejnym zadaniem było towarzyszenie początkom lokalnej wspólnoty ruchu „Comunione e Liberazione”. To była przygoda, która naznaczyła mnie na całe życie. Obserwowanie, jak ci młodzi ludzie dorastają, odważnie wkraczają w życie, jak powstają pierwsze rodziny lub ktoś zaczyna rozważać powołanie do życia zakonnego… Wtedy zrozumiałem, co miał na myśli ks. Giussani, mówiąc o „rodzeniu ludu”.

A druga rzecz?

Nauczyłem się, co to znaczy dać się skorygować. Pewnej niedzieli udałem się do odległego miasteczka o nazwie Talmienka w towarzystwie dwóch sióstr, aby odprawić niedzielną Mszę, ponieważ proboszcz był nieobecny. Siostry zapytały mnie, czy mógłbym odwiedzić w domu starszą kobietę, babuszkę, która znajdowała się w trudnej sytuacji. Wyjaśniły mi, że już nie chodziła i że była pochodzenia niemieckiego, z tych Niemców z regionu Wołgi, deportowanych przez Stalina na Syberię w latach trzydziestych. Jej dwoje dzieci zostało zabitych na jej oczach. Kiedy dotarliśmy na miejsce, wyspowiadałem ją, udzieliłem jej komunii a potem głupio zapytałem: „Co pani pomyślała, kiedy zabili pani dzieci?”. Spojrzała na mnie i odpowiedziała: „Co myślałam? Tam się o niczym nie myśli, tam trzeba tylko przebaczać. Przebaczyłam Stalinowi i wszystkim, którzy brali udział w zabiciu moich dzieci. W przeciwnym razie nie mogłabym już żyć”. Wciąż wzruszam się, gdy o niej myślę. Odszedłem w milczeniu. W drodze powrotnej nie powiedziałem ani słowa.

Była to lekcja również na kolejne lata…

Tak. Jeśli przez te lata nie robiłem nic innego, jak tylko głosiłem bezwarunkowe przebaczenie, to wyłącznie dlatego, że nauczyłem się od tej kobiety, że jeśli chcesz budować, odbudowywać i zaczynać od nowa, jest to możliwe tylko poprzez całkowicie bezinteresowne przebaczenie.

Czy dostrzegł to Ksiądz Arcybiskup również jako rektor seminarium w Sankt Petersburgu, a następnie jako biskup?

Oczywiście. Dla mnie to był dar, wciąż czuję zachwyt, za te lata, kiedy mogłem kształcić i towarzyszyć młodym ludziom w drodze do kapłaństwa w Sankt Petersburgu. Z niektórymi z nich nadal mam bardzo dobre relacje. Kiedy w 2007 roku zostałem mianowany biskupem, dzięki „szalonej” decyzji papieża Benedykta XVI, miałem zaledwie czterdzieści siedem lat: papież podjął spore ryzyko! Jako motto biskupie wybrałem słowa: „Gloria Passio Christi”, wyrażenie, które można znaleźć w listach św. Pawła, które było bardzo bliskie również ks. Giussaniemu. Użył go również jako życzenia dla nas, kapłanów Wspólnoty św. Karola mówiąc nam: „Obyście żyli pasją dla chwały Chrystusa i aby wasze życie było świadectwem tej pasji”.

Co to oznaczało w ostatnich, bolesnych latach, które naznaczyły życie tak wielu Rosjan?

Zaraz po rozpoczęciu konfliktu, w 2022 roku, nadeszła Wielkanoc. W Wielki Czwartek, po wieczornej Mszy, zatrzymałem się w konfesjonale, aby spowiadać. Przyszło wiele osób. Uderzyło mnie, że dla wielu z nich problemem nie tyle było przebaczenie, ile nieumiejętność pokonania nienawiści, którą narastała w ich sercach i która prowadziła ich do znienawidzenia wszystkiego i wszystkich. W kilku przypadkach zaprosiłem osoby, które przyszły do konfesjonału do wspólnego odmówienia „Ojcze nasz”, aby się uspokoiły, a potem ewentualnie wróciły do spowiedzi. Do jednej z tych osób powiedziałem: „Być może trudno jest wymazać i pokonać tę nienawiść. Być może nie warto nawet z nią walczyć czy próbować ją przezwyciężyć, co zresztą niemożliwe jest wyłącznie naszymi własnymi siłami. Można jednak rozważyć inną możliwość: to, że można kochać, zamiast nienawidzić wszystkiego i wszystkich; można spróbować kochać wszystko i wszystkich”. Po tych słowach mężczyzna wybuchnął płaczem, a potem się wyspowiadał.

Czego nauczyło Księdza Arcybiskupa życie w tak dramatycznych czasach?

Rosła we mnie świadomość, że jesteśmy powierzeni temu ludowi, ale przede wszystkim, że życie w komunii jest nieodzowne. Nie mógłbym pełnić funkcji biskupa poza komunią przeżywaną z moimi braćmi kapłanami, wiernymi, osobami konsekrowanymi, moimi przyjaciółmi i rodzinami. W czasach konfliktów i kryzysów – nie tylko wojennych, ale także tych, które rodzą się w rodzinach, wspólnotach i parafiach – komunia nie jest strategicznym antidotum. Jest jedyną możliwością, by zacząć od nowa, by budować i odbudowywać. Kiedyś powiedziałem prowokacyjnie: „Możecie kochać i przebaczać, ile tylko chcecie, ale bez tej wspólnotowości pozostałby to tylko akt indywidualny. Jeśli nie postrzegacie siebie w ramach komunii, nie odnosi to żadnego skutku. Ani dla was, ani dla wspólnoty, rodziny, świata, narodów, ludów”.

Czym więc jest tak przeżywana wspólnota?

Jest ofiarą własnego życia, jest uznaniem, że jesteśmy we wspólnocie z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Jeśli ofiarujemy siebie tajemnicy Boga, ten niedostrzegalny akt zmienia nas i świat.

Jak Ksiądz Arcybiskup patrzy na przyszłość Kościoła w Rosji?

Z cierpliwą pewnością. Jedność buduje się w drodze, powierzając trasę Duchowi Świętemu. To On ustali sposób i czas trwania podróży. To On będzie kierował naszymi krokami.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.