Drukuj Powrót do artykułu

Na dwóch rowerach, z Bogiem pośrodku – z Bydgoszczy do Santiago

01 maja 2026 | 16:14 | jm | Bydgoszcz Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. KAI

Zaczęło się od muszli. Nie w Hiszpanii, nie na końcu świata, ale w Polsce – podczas jednej z rowerowych wypraw szlakiem Green Velo. Mały znak świętego Jakuba, przydrożny symbol, który wtedy tylko ich zatrzymał na chwilę. Zaintrygował. Został w pamięci.

Ruszyć, zanim będzie za późno

Potem przyszła codzienność. Praca, obowiązki, dzieci, tempo życia. Aż nagle dom ucichł. Dzieci dorosły. Wyprowadziły się. I wtedy przyszło pytanie, którego nie dało się już odłożyć: co dalej? – Postanowiliśmy, że wyruszymy Drogą Świętego Jakuba. Chcieliśmy dać sobie czas – na bycie razem, na rozmowę, na uporządkowanie myśli i relacji – mówi Michał. Nie chcieli odkładać życia „na kiedyś”. Nie chcieli wracać za kilka lat do zdania: „zawsze chcieliśmy”. Oboje po pięćdziesiątce, bez elektrycznego wspomagania, na zwykłych rowerach, ruszyli z Bydgoszczy do Santiago de Compostela – do grobu św. Jakuba Większego Apostoła. Nie po rekord. Po sens.

Droga, która zaczyna się w sercu

Przekazują informacje na symbolicznym półmetku. Za nimi osiemnasty dzień drogi, Paryż, a w nogach 1700 kilometrów. Tyle samo przed nimi. Jednak ta podróż nie zaczęła się na mapie. Zaczęła się dużo wcześniej – w sercu. W momencie, kiedy człowiek zatrzymuje się i uczciwie pyta: jak przeżyć resztę życia dobrze? – To moment, w którym szczególnie potrzebowaliśmy zatrzymania. Chwili, by uporządkować myśli, spojrzeć na życie z dystansu i zastanowić się, jak poukładać wszystko dalej – mówi Michał.

To nie jest tylko wyprawa. To rekolekcje w drodze. Spowiedź z życia – bez konfesjonału. Rozmowa z Bogiem prowadzona między jednym oddechem a drugim, między wysiłkiem a ciszą.

Najpierw był chaos

Pierwsze dni nie przyniosły zachwytu. Nie było wielkich uniesień. Był hałas. – Pierwsze dni były w środku kompletnym chaosem. Bardzo trudno było wyciszyć głowę – przyznaje Ewelina. Ciało jechało, ale myśli wciąż były daleko, przy pracy, obowiązkach, sprawach, które człowiek nosi w sobie latami. –  Człowiek nagle zostaje sam ze sobą i nie da się od tego uciec – mówi Ewelina. Dopiero po tygodniu przyszło to, czego najbardziej potrzebowali. Cisza. Nie ta wokół, ale ta w środku. I dopiero wtedy zaczęła się prawdziwa droga. – Pojawiła się cisza w środku. I dopiero wtedy można było naprawdę zajrzeć w siebie – głęboko, uważnie, uczciwie – mówi Ewelina.

Tam, gdzie kończy się siła

Każdy dzień to 80, 90, czasem ponad 100 kilometrów. Zwykłe rowery. Około 15 kilogramów bagażu na każdym. Do tego woda, wiatr, piach, szuter, podjazdy, ból barku, głód, zmęczenie. I ta prosta prawda: wszystko, co masz, wieziesz ze sobą. –  Bywają chwile, kiedy zatrzymujemy się zmęczeni i mówimy: nie, dalej już nie damy rady – mówi Ewelina. – Wstajemy, pijemy wodę, zjadamy coś małego, czasem dzielimy między sobą jednego banana. Odpoczywamy chwilę i ruszamy. Potem kolejnych dziesięć kilometrów. Jeszcze jedno spojrzenie, jedno pytanie: i jak? – I okazuje się, że znów jedziemy dalej – dodaje. Ta droga boleśnie i pięknie pokazuje, ile człowiek naprawdę potrafi unieść. Jak wiele jest w nim siły, zanim sam w nią uwierzy. – Ta droga bardzo przypomina życie. Raz jest łatwiej, raz trudniej. Czasem jedzie się lekko, czasem pod ogromną górę – mówi Ewelina. – A potem nagle dojeżdżasz na szczyt i czujesz wiatr w plecy, jakby ktoś naprawdę cię pchał dalej – opowiada.

Prowadzeni

Im dalej jadą, tym mniej wierzą w przypadek. Myślibórz, nocleg, na miejscu fizjoterapeutka. Dzień wcześniej Ewelina nadwyrężyła bark, prowadząc rower przez piach. Ręka niemal odmówiła posłuszeństwa. – Ona postawiła nas oboje na nogi. Następnego dnia ruszyliśmy dalej, jakby ktoś naprawdę dodał nam skrzydeł – wspomina Ewelina. Potem Niemcy i nocleg u salezjanów. Francja i człowiek spotkany pośrodku niczego, który ostrzegł ich przed zamkniętym mostem. Objazd. Ocalony dzień. – Nie wierzę w przypadki. Oboje nie wierzymy – mówi Ewelina. – Mamy poczucie, że jesteśmy prowadzeni. Że Ktoś nad nami czuwa. Że mamy dobrych Aniołów Stróżów – dodają małżonkowie. W tej drodze Bóg nie przychodzi w gromie, ale w drugim człowieku, otwartych drzwiach, ostrzeżeniu. W wodzie znalezionej na pustej trasie, sile, której miało już nie być.

Dziękczynienie

To nie jest podróż tylko ich dwojga. Jadą we dwoje, ale niosą ze sobą wielu. Dzieci: Natalię, Michała i Julię. Rodziców, z którymi są codziennie w kontakcie, przyjaciół, wspólników, bliskich. Rodzinę, która – jak mówią – jest duża, bliska i mocno ze sobą związana. – To właśnie moment, w którym dzieci wychodzą z domu, był jednym z powodów, dla których znaleźliśmy się dziś tutaj – w drodze – mówi Michał. Ta pielgrzymka jest więc także wdzięcznością. – W październiku będziemy obchodzić trzydziestą rocznicę ślubu. Dlatego ta pielgrzymka jest również naszym dziękczynieniem – za trzydzieści lat wspólnego życia, za naszą cudowną trójkę dzieci, rodzinę, relacje, za obecność – mówi Ewelina. I w tych słowach mieści się wszystko, co najważniejsze. – Chcemy dziś podziękować Panu Bogu i Matce Bożej – za opiekę, za prowadzenie, obecność i za to, że czuwają nad nami w tej drodze – mówi Ewelina. Michał tylko dopowiada: w całej tej drodze, będąc daleko, bardziej poznajemy ludzi, którzy są obok na co dzień, jacy są dla nas, jakie są nasze relacje, na czym oparte – podsumowuje.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.