Drukuj Powrót do artykułu

O zwykłych – niezwykłych bohaterach niepodległej Polski

09 listopada 2013 | 09:42 | Krzysztof Tomasik (KAI) / pm Ⓒ Ⓟ

„Patrioci polscy winni być dumni z tego, że są Polakami, podobnie jak amerykańscy są dumni że są Amerykanami, czy angielscy, że są Anglikami. Wstydzić się można jedynie za swoje niegodne Polaka zachowanie!” – mówi prof. Wiesław Stawiński w rozmowie z KAI.

Prof. Stawiński, biolog i wieloletni profesor Akademii Pedagogicznej w Krakowie jest autorem książki „Wierni trudnym zasadom” poświęconej dziejom rodziny, życiu ojca i wuja, którzy brali udział w najważniejszych wydarzeniach w dziejach Polski ostatnich 100 lat: w Legionach Polskich Józefa Piłsudskiego walczyli o wolność i niepodległość, brali udział w wojnie polsko-bolszewickiej, w której ginie plut. Tadeusz Marusiński a ppłk. Tadeusz Stawiński zostaje zamordowany przez NKWD w 1940 w Charkowie. Publikujemy tekst rozmowy:

KAI: Książka „Wierni trudnym zasadom” powstała z potrzeby serca, dania świadectwa, upamiętnienia dziejów rodziny…?

Prof. Wiesław Stawiński: Idea opracowania księgi rodzinnej zarysowała się w trakcie porządkowania prze mnie archiwalnych dokumentów rodzinnych, gromadzonych i przechowywanych od wielu lat listów, notatek i fotografii. Początkowo miała obejmować chronologicznie ujęte kopie tych materiałów (w postaci wydruków komputerowych) oraz krótkie objaśnienia. W miarę wgłębiania się w ich treść dostrzegłem jednak potrzebę opracowania zwięzłego tła historycznego najważniejszych wydarzeń w dziejach mej rodziny. Przekonałem się także, że część materiałów – na przykład „Dziennik z obozu internowanych legionistów w Szczypiornie i Łomży” – może być traktowane jako źródło w pracach nad wpływem wydarzeń, procesów i przemian zachodzących na ziemiach polskich w XIX i XX wieku na życie i losy poszczególnych polskich rodzin. Chciałem tę książkę wydrukować w kilkunastu egzemplarzach przeznaczonych szczególnie dla młodszych członków mej rodziny. Jednakże rozmowy i konsultacje, prowadzone w szerszym gronie osób, zadecydowały o podjęciu przeze mnie i mą siostrę Marię decyzji o wydaniu tej książki własnym nakładem w ograniczonej liczbie egzemplarzy. Tu nie chodziło o upamiętnienie historii mej rodziny, lecz o złożenie świadectwa życia dwu, „zwykłych – niezwykłych bohaterów tamtych czasów” – jak to pięknie ujął prof. dr hab. Zygmunt Woźniczka we wprowadzeniu do książki. Nie mają oni swych grobów, jak wielu polskich żołnierzy. Są wśród nich dwaj bracia mego Ojca, mjr Jerzy Stawiński zamordowany przez NKWD we Lwowie w 1940 r. i Henryk Stawiński, także oficer WP zamordowany przez Niemców w Dachau w 1941 roku… Można więc powiedzieć, że książka ta powstała „z potrzeby serca”!

KAI: Bohaterowie książki brali udział w najważniejszych wydarzeniach w dziejach Polski ostatnich 100 lat: byli w Legionach Polskich Józefa Piłsudskiego walcząc o wolność i niepodległość, uczestniczyli w wojnie polsko-bolszewickiej, w której ginie plut. Marusiński a ppłk. Tadeusz Stawiński zostaje zamordowany przez NKWD w 1940 w Charkowie. Czy przez pryzmat ich losów, dramatycznych a nawet tragicznych doświadczeń ich rodzin łatwiej, a może trudniej, zrozumieć historię Polski?

– Zrozumienie historii Polski bierze się nie tylko ze znajomości losów i tradycji rodzin w nią uwikłanych, lecz także ze stałego pogłębiania wiedzy historycznej. Niestety, wielu młodych Polaków nie mogło jej nabywać w szkole w czasach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Także w czasach PRL-u. Nie można było otwarcie dyskutować o wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku oraz o zbrodni katyńskiej. Na szczęście ja zdobywałem tą wiedzę w domu i nieco także „na własnej skórze”.

KAI: Jakimi to „trudnymi” zasadami kierowali się ppłk. Tadeusz Stawiński i plut. Tadeusz Marusiński?

– Zarówno mój Ojciec Tadeusz Stawiński, jak i wujek Tadeusz Marusiński wychowywali się w patriotycznych polskich rodzinach ceniących i zachowujących chrześcijańskie wartości, cenili uczucia rodzinne, okazywali szacunek swym rodzicom, dziadkom i pradziadkom, lecz także innym starszym osobom, w tym katechetom i nauczycielom, byli przekonani o konieczności zdobywania wiedzy i kształcenia się. Czuli się odpowiedzialni za swoje postępowanie, swe zobowiązania względem Ojczyzny i rodziny – w tym szczególnie za młodsze rodzeństwo i wspomagali go w razie potrzeby. Starali się postępować zgodnie z naczelnym hasłem „Bóg, Honor i Ojczyzna” – tak mało dziś popularnym, a nawet wyśmiewanym. Co nierzadko stawiało ich wobec konieczności podejmowania trudnych decyzji – rezygnacji z osobistych planów i zamierzeń, podporządkowania ich wyższym celom. Taka ich postawa wyłania się z treści ich listów i notatek, czy dokumentów ich dotyczących.

KAI: Co z ich dziejów najbardziej utkwiło Panu Profesorowi w pamięci?

– Zwróciłem uwagę na momenty decydujące o ich dalszym życiu – na przystąpienia Ojca we wrześniu 1914 r. do Legionów, kosztem swej nauki szkolnej; Jego życzliwą i odpowiedzialną postawę wobec legionowych przełożonych, kolegów i podwładnych; odmowę złożenia w 1917 r. przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austrii, kosztem własnej wolności i dwuletniego więzienia w obozach w Szczypiornie i Łomży; rezygnację z możliwości uniknięcia niewoli w dniach 2 i 3 października 1939 r. w momencie poddania się oddziału wojskom sowieckim. Proponowali Mu bowiem koledzy, by usunął dystynkcje oficerskie i włożył mundur szeregowego żołnierza – tych bowiem sowieci zwalniali do domu, zwłaszcza jeśli mieszkali na terenach zajętych przez Niemców. Nie pozwalał mu na to honor polskiego oficera. Więziony w starobielskim obozie nie uległ namowom i propagandzie sowieckiej – nie godził się na współpracę z władzą sowiecką, za co wkrótce z początkiem 1940 r. został zamordowany w Charkowie. Do głębi przejmuje mnie treść Jego korespondencji, pełnej przywiązania do pozostawionej w Białej rodziny, przesyłanej z pierwszych dni niewoli a następnie ze Starobielska, w której apeluje do nas, dzieci, o nie przerywanie nauki i wspomaganie się wzajemne, poleca nas opiece Bożej.

Podobnie silnie utkwiły w mej pamięci decyzje podejmowane przez mego wujka Tadeusza Marusińskiego, brata mej Matki. Oto wyróżniający się student Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Studenckiej Sodalicji Mariańskiej, młody poeta nagrodzony w 1920 r. przez ministra kultury, planujący pracę naukową na UJ, rezygnuje z możliwości pełnienia w Krakowie służby żołnierskiej w administracji wojskowej i równoczesnego kończenia studiów. Jako ochotnik zgłasza się do Armii Ochotniczej, by walczyć na froncie z sowieckim najeźdźcą. Przydzielony do kompanii sztabowej gen. Osińskiego przebywa poza frontem. Dlatego też zgłasza się 14 sierpnia w Pruszkowie do raportu z prośbą o wysłanie go na front do 13 pp., zwanego później „13. Pułkiem Dzieci Krakowa”. Wędruje za nim aż po dawne granice pruskie. Po połączeniu się z nim koleją dostaje się do Stanisławowa. Następnie bohatersko uczestniczy w krwawej, sławnej bitwie pod Dytiatynem. Tam ginie 16 września 1920 r. rozsiekany szablami Kozaków Budionnego. Pochowany zostaje w zbiorowej mogile wraz z kilkudziesięcioma innymi studentami ochotnikami. Silnie w pamięci pozostają także listy i karty pisane przez niego do siostry Marii i rodziców.

KAI: „Trudne” zasady były stosowane w codziennym wychowaniu dzieci?

– Oczywiście, były, ale bez przymusu. Wychowywani byliśmy – ja, dwu moich braci i trzy siostry – po chrześcijańsku i w zgodzie z patriotycznymi rodzinnymi tradycjami. Uczono nas szacunku dla wszystkich ludzi, a szczególnie rodziców, pradziadków, dziadków i starszych osób, w tym nauczycieli i katechetów. Wdrażani byliśmy do systematycznej nauki i pełnienia codziennych domowych prac – stosownie do naszego wieku i możliwości. Od starszego rodzeństwa wymagali rodzice pomocy w opiece nad młodszymi z pośród nas. Byliśmy przyzwyczajeni do wzajemnego wspomagania się. W przypadku nieuniknionych chwilowych antagonizmów i wspólnych dziecięcych wykroczeń największą odpowiedzialność i kary ponosił najstarszy brat, „bo z racji wieku winien być mądrzejszy od nas”. Solidarnie jednak za nim wstawialiśmy się. Nigdy na siebie nie skarżyliśmy. Tak to pozostało na wszystkie późniejsze lata naszego życia. W naszym rodzinnym domu, w tak licznej rodzinie, nigdy się nie przelewało. Żyliśmy skromnie. Te same ubrania, po starszym wyrośniętym z nich rodzeństwie, były noszone kolejno przez młodsze dzieci.

KAI: Po śmierci Ojca dramat trwał dalej… Jak sobie radziliście w czasie okupacji?

– Pozostaliśmy z naszą Mamą w Bielsku bez żadnych prawie środków do życia. Bielsko wraz z Białą zostało wcielone do Rzeszy Niemieckiej. Jako Polacy nie mieliśmy możliwości kontynuowania normalnej nauki, zwłaszcza po nie podpisaniu przysłanych matce przez władze niemieckich formularzy tzw. „volkslisty”. Przez niecałe dwa lata musiałem chodzić do niemieckiej „szkoły przejściowej dla chłopców”, przeznaczonej dla polskich dzieci.

Za nieprzestrzeganie surowej szkolnej niemieckiej dyscypliny obrywałem nieraz „po łapach” elastycznym kijkiem. Największym jednak wstrząsem było spoliczkowanie mnie przez niemieckiego nauczyciela. Nie było to do pomyślenia w naszej rodzinie! Czasami karę wymierzał ojciec pasem oficerskim w miejsce, gdzie jak się to mówiło „plecy tracą swoją szlachetną nazwę”.

Nie mając ukończonych 13 lat byłem zmuszony byłem podjąć ciężką dla mnie pracę fizyczną w miejscowym niemieckim ogrodnictwie. A po roku zostałem przekazany do pracy w zakładach metalurgicznych Anker Werke. Praca wykonywana była od 6 rano do 6 wieczorem przez 6 dni w tygodniu, a więc łącznie 72 godziny tygodniowo i zamiennie w kolejnym tygodniu od 6 wieczorem do 6 rano. Już znacznie wcześniej, bo w 1940 r. do pracy fizycznej został zmuszony starszy brat i starsza siostra, młodsze dzieci uczyły się w domu pod kierunkiem mej Matki. Żywność przyznawana skąpo Polakom na kartki nie zaspakajała naszych potrzeb. Na wszystko brakowało pieniędzy.

KAI: Czasy komunistycznego PRL też was nie rozpieszczały…

– Pierwsze dni przed i po zakończeniu wojny były dla nas bardzo trudne. Często byliśmy głodni. W marcu 1945 r. z wycieńczenia, anemii i choroby nerek zmarła najmłodsza siostra, Teresa. Pamiętam jak wspólnie ze starszym bratem niosłem od stolarza trumnę dla niej. Także niemiłe dla mnie, ale konieczne, było przynoszenie obiadów wydawanych biednym w miejscowym klasztorze.

Z wielką radością i zapałem rozpocząłem przyspieszoną naukę w Męskim Gimnazjum i Liceum im. Mikołaja Kopernika w Bielsku. Ukończyłem ją w 1949 roku i uzyskałem świadectwo dojrzałości. Moje plany studiowania w Warszawie w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego na Wydziale Ogrodniczym „spaliły na panewce”. Mimo iż byłem więcej niż dobrym uczniem nie zostałem przyjęty. Zadecydowała o tym polityczna komisja młodzieżowa. Sprawdziła bowiem w mej metryce urodzenia, że byłem synem kapitana WP, a więc obcym klasowo! Dopiero dzięki pomocy jednego z mych szkolnych profesorów zostałem skontaktowany prywatnie z dziekanem wydziału i uzyskałem zaświadczenie o zdaniu egzaminu i nie przyjęciu na studia z braku wolnych miejsc. Na tej podstawie dostałem się do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (obecnego Uniwersytetu Pedagogicznego) i po ukończeniu studiów zostałem nauczycielem biologii. Tego jednak dzisiaj nie żałuję. Niestety, nie mogłem nigdzie oficjalnie podawać, że Ojciec został zamordowany przez NKWD w Charkowie.

KAI: Jak ważną rolę ogrywała wiara w domu?

– Moi rodzice wychowywani byli w rodzinach katolickich. Siostra mojego dziadka była szarytką w Warszawie przy Szpitalu im. Dzieciątka Jezus. Moja Matka Maria i jej brat Tadeusz jako studenci UJ należeli do Koła Studenckiej Sodalicji Mariańskiej. W naszym domu uroczyście obchodzone były wszystkie święta katolickie i zachowywane obowiązujące posty. Przed Świętami Wielkanocnymi zapraszano księdza, by poświęcił przygotowane na stole potrawy. Wigilia obchodzona była uroczyście z udziałem licznej rodziny. Przy stole wigilijnym zasiadało nieraz ponad 20 osób. Rodzice wraz z dwoma młodszymi siostrami uczęszczali na niedzielne i świąteczne Msze święte. Starsze dzieci uczestniczyły w szkolnych Mszach. Tylko poważna choroba usprawiedliwiała pozostanie w tym czasie w domu. Szkolne lekcje religii i postępy w tej dziedzinie były traktowane na równi z innymi przedmiotami szkolnym w szkole powszechnej i średniej. Wiara była zawsze ważną częścią naszego życia, wielką pomocą w życiu codziennym, lecz szczególnie w trudnych sytuacjach.

KAI: Dlaczego tak ważna jest świadomość własnej przeszłości i losów przodków?

– Uważam, że każdy człowiek odczuwa potrzebę poznania środowiska rodzinnego i społecznego, z którego się wywodzi. Przecież po swych przodkach, a szczególnie po rodzicach dziedziczy nie tylko geny, lecz także wiele cech charakteru, swej osobowości i tożsamości. Świadomość losów swych przodków i własnej przeszłości jest nieodzowna, szczególnie w okresie dochodzenia do dojrzałości nie tylko seksualnej, lecz jeszcze bardziej dojrzałości emocjonalnej i społecznej. Nawet wówczas, gdyby własna rodzina nie sprostała swym zadaniom wychowawczym i ideałom! Znajomość sytuacji i czynników wpływających na ich nie zawsze trafne decyzje i godne postępowanie ułatwia – dzieciom i wnukom, całej młodszej generacji, zrozumienie złożoności psycho-fizycznej kondycji każdego człowieka. Pomaga w dokonywaniu dojrzałej, krytycznej lecz zarazem obiektywnej i etycznej, oceny własnych wyborów i działań.

KAI: Jakie przesłanie płynie z losów rodziny Pana Profesora dla nas i przyszłych pokoleń?

– Każda generacja żyje zarówno w pięknych jak i zarazem trudnych czasach. W pewnych okresach nasila się zło czynione przez ludzi, w innych natomiast dobro. Z pewnością w XIX i XX wieku – zwłaszcza w czasie II wojny światowej i bezpośrednio po jej zakończeniu – więcej było okresów tragicznych dla wielu narodów – w tym dla narodu polskiego i mej rodziny. Jednak także dużo – choć na ogół znacznie krótszych – momentów pięknych i jaśniejszych.
Ważne jest jednak, by nie poddawać się zniechęceniu i zwątpieniu, nie tracić nadziei i dostrzegać wokół siebie dobro oraz inne wartości a w miarę możliwości samemu je wokół siebie pomnażać. Nie ma sensu rozpaczać nad współczesnym upadkiem etyki. Przecież czynili to znacznie wcześniej, chociażby starożytni Rzymianie wołając: „O tempora! O mores! – O czasy! O obyczaje!” Trzeba natomiast tym złym tendencjom – narastającemu egoizmowi i agresywnemu etycznemu liberalizmowi – silniej się przeciwstawiać, nie tracąc zarazem wiary w to, że dobro zwycięży i być umiarkowanym optymistą!

KAI: Jak powinien wyglądać współczesny patriotyzm?

– Nad tym problemem zastanawiało się wielu sławnych ludzi, a wśród nich nasz rodak papież Jan Paweł II. W książce „Pamięć i tożsamość” (2005) pisze: „Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego”, lecz także wybitnych dzieł rodaków; pracę dla dobra ojczyzny, a nawet gotowość do ofiary niezbędnej dla jej zachowania lub odzyskania! Patriotyzm wyraża się także w solidnej codziennej pracy dla dobra Ojczyzny, członków rodziny i wszystkich współrodaków. W trosce o dobre wychowanie dzieci i młodzieży skierowane na pogłębianie ich postaw moralnych, tożsamości narodowej (a nie jej niszczenia); emocjonalnych więzi z całą ziemią ojczystą a nie tylko z rodzinnym regionem; współczesnej wiedzy matematyczno-przyrodniczej, technicznej i informatycznej; rozwijanie uzdolnień i zainteresowań; szacunku dla innych narodów, kultur i religii; zdolności do partnerskiej, przekraczającej granice europejskiej współpracy (m.in. nad ochroną przyrody) przy zachowaniu własnej narodowej godności i tożsamości.
Patrioci polscy winni być dumni z tego, że są Polakami, podobnie jak amerykańscy są dumni, że są Amerykanami, czy angielscy, że są Anglikami. Wstydzić się można jedynie za swoje niegodne Polaka zachowanie!

Rozmawiał Krzysztof Tomasik

Książka pt. „Wierni trudnym zasadom” opisuje życie i losy wojenne legionisty i podpułkownika Wojska Polskiego Tadeusza Stawińskiego zamordowanego przez NKWD w 1940 r. w Charkowie i żołnierza ochotnika plutonowego Tadeusza Marusińskiego, który zginął w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. Obaj czynnie uczestniczyli w walce o wolność i niepodległość odradzającego się państwa polskiego. Publikacja zawiera dokumenty, listy, zdjęcia i inne pamiątki rodzinne. Ukazała się w 2013 r. w Bielsku-Białej.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.