Drukuj Powrót do artykułu

Od wieży Babel do Wieczernika

26 lutego 2003 | 12:00 | //mr Ⓒ Ⓟ

Związek wieży Babel i Wieczerni­ka z integracją europejską jest za­pewne dla wielu zaskakujący i mało zrozumiały. Przyznać trzeba, że spojrzenie na integrację w perspek­tywie biblijno-teologicznej odbiega również daleko od obowiązujących schematów myślenia o Unii Europej­skiej.

Być może jeszcze bardziej szokujące czy wręcz niezrozumiałe jest wiązanie aktualnej rzeczywisto­ści unijnej z perspektywą biblijną, która wielu ludziom kojarzy się z za­mierzchłą przeszłością. Stąd czuję się zobowiązany do poczynienia kil­ku wstępnych uwag.

*Paradygmat wieży Babel i jedność planu biblijnego*
Opowiadanie o rozproszeniu ludz­kości przy budowie wieży Babel (tradycja J) ma wszystkie znamiona paradygmatu etiologicznego (hebr. bala! oznacza mieszać). Niezależnie od silnych historyczno-kulturowych uwarunkowań polemika z dominują­cym w Babilonie kultem boga Marduka, ku którego czci budowano po­tężne wieże — ziggurati (których ru­iny do dziś dnia budzą podziw), nie­sie pewne ogólnoludzkie przesłanie dla wszystkich pokoleń, ludów i je­żyków, także dla ludzi przełomu XX i XXI w. Pierwszych 11 rozdziałów Księgi Rodzaju szkicuje religijną hi­storię ludzkości w aspekcie podwój­nej jedności. Rodzaj ludzki jest jed­nością, bo pochodzi od jednego Bo­ga i jednej pary ludzkiej. Podstawą jedności jest respektowanie immanentnych praw natury, będących dziełem Boga, i prawa Bożego opar­tego na słowie Boga. Zewnętrznym znakiem duchowej jedności jest je­den język, którym posługują się lu­dzie (lista narodów wskazuje na to, że ludzie już wcześniej mówili róż­nymi językami, por. Rdz 10, 5. 20. 31). Rozproszenie ludzkości po całej ziemi jest znakiem Bożego błogosła­wieństwa tak długo, jak długo ludzie respektują porządek świata i prawo ustanowione przez Boga. Wieża Babel symbolizuje załamanie się porządku ustanowionego przez Boga, zerwanie więzów wspólnoty z Bogiem, a w następ­stwie także i naruszenie jedności międzyludzkiej. Pod wpływem zwy­czajów panujących w pogańskiej krainie Szinear, uniesieni pychą jej mieszkańcy wykorzystują własne po­czucie jedności przeciw Bogu, pra­gnąc dorównać Jego wszechmocy, «aby nic z tego, czego zapragną, nie było niemożliwe» (por. Rdz 11, 6). Chęć zrównania się z Bogiem stano­wi faktycznie negowanie fundamen­talnej prawdy o panowaniu i władz­twie jedynego Boga. Przez grzech człowiek zrywa więź z Bogiem, któ­ry jest źródłem jedności. Władza pa­nowania nad ziemią w imieniu sa­mego Boga (por. Rdz 1, 28) ulega zniekształceniu. W miejsce jedności pojawiają się rozłamy i rozdarcia: w małżeństwie — przez poligamię i rozwody (por. Rdz 4, 19; Pwt 24, 1), we wspólnocie braterskiej — przez bratobójcze morderstwo (por. Rdz 4, 6 nn. 24), ale także rozłamy społeczne, w których znakiem zerwania jed­ności, duchowej więzi i wspólnoty jest poróżnienie języków.
Mieszkańcy Babilonu ulegli tej sa­mej pokusie, co pierwsi rodzice —zapragnęli być w pełni autonomiczni i niezależni od Boga. «Miasto i wie­ża Babel», zamierzone jako znak jedności i stanowiące szczyt mate­rialnych możliwości tamtych czasów, stały się faktycznie symbolem buntu i niezależności od Boga (por. Rdz 11, 4). Tak wiec rozproszenie ludz­kości po całej ziemi, które miało być błogosławieństwem, na skutek ze­rwania duchowych więzów z Bogiem stało się przekleństwem. Wspaniała kultura materialna starożytnego świata mezopotamskiego, budząca podziw i zachwyt, rozpadła się bez­powrotnie. Zabrakło więzi duchowej, duchowego spoiwa, które potrafiłoby scalić kulturę materialną i zapewnić jej trwałość. Jego miejsce zajął ego­izm zbiorowy, będący przeciwień­stwem przykazania miłości. Pomie­szanie jeżyków, które uniemożliwia­ło wzajemne porozumienie ludzi, stało się «antyznakiem», świadczą­cym o braku duchowych więzi po­między ludźmi. To, co miało stano­wić ich tworzywo i zapewnić trwa­łość relacji międzyludzkich, stało się źródłem podziałów, a w następstwie także rozproszenia.
W opowiadaniach biblijnych jed­ność traktowana jest jako kategoria ściśle religijna i teologiczna: «Bóg z jednego [człowieka] wywiódł cały rodzaj ludzki» (Dz 17, 26). Dla św. Pawła ta właśnie jedność ludzkości jest także fundamentem soteriologii: «Jak przestępstwo jednego [Adama] sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na wszyst­kich łaska Boża (…) przez jednego Człowieka Jezusa Chrystusa» (Rz 5, 15; por. też Rz 5, 12. 19).
Wieża Babel posiada swój antytyp w Nowym Testamencie, a jest nim zesłanie Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy w Jerozolimie. Uważna lektura opisu tego wydarze­nia pozwala dostrzec w Kościele zrodzonym z tchnienia Ducha Świę­tego literackie przeciwstawienie i treściowe przeciwieństwo opowiada­nia o wieży Babel. Co grzech roz­proszył, tchnienie Ducha Świętego uczyniło jednością i wspólnotą. Ob­jęło ono nie tylko «Żydów i prozelitów ze wszystkich narodów pod słońcem, ale także Partów, Medów, Elamitów, mieszkańców Judei, Kapadocji, Pontu, Frygii, Pamfilii, Libii, Cyreny, przybyszów z Rzymu, Kreteńczyków, Arabów, mieszkańców Azji, Egiptu i Mezopotamii” — czyli cały ówczesny zamieszkany świat, tzn. oikumene (por. Dz 2, 5-10).
Antytypiczny charakter posiada także cud ognistych jeżyków, będący dziełem Ducha Bożego, który spra­wił, że «każdy słyszał apostołów przemawiających we własnym, oj­czystym jezyku» (Dz 2, 6), a aposto­łowie, napełnieni Duchem Świętym, zaczęli mówić obcymi językami (por. Dz 2, 4).
Zdumienie i podziw, jakie wzbu­dziło to niezwykłe wydarzenie, wy­jaśnia św. Piotr — wskazując na wy­pełnianie się przepowiedni mesjań­skich, zapowiadających pełnię wyla­nia Ducha Świętego (por. Dz 2, 16-21) i pełnię czasów mesjańskich, wyrażającą się we wskrzeszeniu Chrystusa z martwych, i poświad­czoną przez naocznych świadków (por. Dz 2, 32-34).
Z analizy powyższych tekstów bib­lijnych wypływają następujące wnio­ski dla naszego tematu:
Faktycznym sprawcą wspólnoty Kościoła jest Duch Święty. Pierwsza wspólnota Kościoła składała się z Żydów i prozelitów, ze wszystkich krajów pod słońcem. Jej poszerze­nie dokonywało się przez świadec­two wiary o zmartwychwstaniu Chry­stusa, wspierane mocą Ducha Świę­tego (por. Rz 8, 11).
Zewnętrznym wyrazem duchowej jedności jest zdolność wzajemnego zrozumienia, którego narzędziem jest język.
Wiara rodzi się ze słyszenia i przyjęcia słowa Bożego (por. Dz 2, 15. 22). Nauczanie apostołów zostaje dopełnione świadectwem, że Jezus został wskrzeszony ze śmierci i żyje (por. Dz 2, 24. 32-33). Wiara jest ko­nieczna, aby dostrzec «wielkie dzie­ła Boże» (Dz 2, 11). Brak wiary po­zwala na diametralnie różne tłumaczenie przeżywanej rzeczywistości: «Upili się młodym winem» (Dz 2, 13).
Wydarzeniom zbawczym towarzy­szą znaki: szum wiatru, ogień, dar języków. Odczytane w świetle wiary, stają się narzędziem Bożego działa­nia. Wiara pozwala widzieć i słyszeć Boga mówiącego przez ludzi (por. Dz 2, 34), i doświadczyć działania mocy Ducha Świętego.
Zmartwychwstanie oznacza, że Chrystus żyje i jest obecny w Koś­ciele i w dziejach ludzkich. Dostęp do Niego daje także «cud języków», który w nieco zmienionej formie trwa i urzeczywistnia się zawsze od nowa. Dzisiaj, dzięki niezliczonym tłumaczeniom, każdy może słuchać Boga mówiącego w słowach Pisma Świętego również we własnym, oj­czystym języku i doświadczać w wierze wielkich dzieł Bożych (por. Ps 78 [77], 7). Sobór Watykański II przypomina, że sprzyja temu również uważne odczytywanie współ­czesnych znaków czasu w świetle wiary (KDK, 4).

*Dzieje zbawienia trwają*
Dzieje zbawienia nie skończyły się wraz z wniebowstąpieniem Chry­stusa. Bóg nadal kieruje losami na­rodów i ludzi. Także nasze czasy są objęte zbawczym planem, który urzeczywistnia się mocą Ducha Świętego. W Liturgii Eucharystycznej modlimy się: «Ojcze Święty, Stwórco świata i Źródło życia. Ty nie zosta­wiasz nas samych na drodze życia, ale pośród nas żyjesz i działasz. Twoją potężną mocą prowadziłeś lud błądzący na pustyni, a dziś przenikasz swój Kościół pielgrzymu­jący na świecie światłem i mocą Ducha Świętego» (V Modlitwa Euchary­styczna).
Duch Święty, dany Kościołowi w dniu Pięćdziesiątnicy, który scalił lu­dzi ze wszystkich narodów pod słoń­cem (por. Dz 2, 5) i uczynił z nich nową jakość, nie jest darem jedno­razowym. Jest on zasadą i źródłem jedności Kościoła, jego żywotności i dynamizmu we wszystkich czasach. Zgodnie z obietnicą Chrystusa, daną apostołom: otrzymacie moc Ducha Świętego i będziecie moimi świad­kami (por. Dz 1, 8), objawia się On w szczególnej jedności i mocy świadków Ducha Świętego, jak mó­wią Dzieje Apostolskie: wszyscy mieli jedno serce i jednego ducha (por. Dz 4, 32). Zewnętrznym zna­kiem tej jedności była nawet jedno­myślność, zaświadczona w listach apostolskich (por. Dz 2, 46; 4, 24; 15, 25; 1 Kor 12, 13; Ef 4, 3).
Pomimo odległości w czasie Koś­ciół w Polsce doświadczył tej samej mocy za naszych dni, za pośrednic­twem Jana Pawła II. Już podczas swej pierwszej pielgrzymki w r. 1979 w Gnieźnie — w „Wieczerniku na­szego Narodu» — jak nazwał to miasto Papież, skierował on pło­mienny apel do pobratymczych, są­siednich ludów i narodów, ujarzmio­nych przemocą komunistycznej wła­dzy. W imię Chrystusa i Ducha Świętego pytał: «Czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież-Polak, Papież-Słowianin, właś­nie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu?” W profetycz­nych słowach wyznał równocześnie: «Tak. Chrystus tego chce. Duch Święty tak rozrządza, ażeby to zo­stało powiedziane teraz, tutaj w Gnieźnie, na ziemi piastowskiej, w Polsce, przy relikwiach św. Wojcie­cha i Stanisława, wobec wizerunku Bogarodzicy Dziewicy, Pani Jasno­górskiej i Matki Kościoła».
Temu «zrządzeniu Ducha Świętego» towarzyszyły od początku rów­nież profetyczne wołanie i modli­twa: «Niech zstąpi Duch Twój! l odnowi oblicze zierni. Tej ziemi!»
To wołanie skierowane do Boga na placu Zwycięstwa dnia 2 czerwca 1979 r. Papież powtarzał w Warsza­wie przy kolejnych pielgrzymkach, 9 czerwca 1991 r. i 13 czerwca 1999 r. Płomienna modlitwa do Du­cha Świętego o duchową wolność i jedność była stałym elementem wszystkich kolejnych pielgrzymek Jana Pawła II do naszej Ojczyzny.
-Odsłonięcie duchowej jedności chrześcijańskiej Europy» polegało na przypomnieniu zapoznanej przez chrześcijan i zwalczanej przez ko­munistów podstawowej prawdy, że: „najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało chrześcijaństwo ze swojąEwangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój dzie­jów ludów i narodów»; oraz na uświadomieniu sobie, że w rozumie­niu chrześcijańskim jedność ma swoje najgłębsze korzenie w działa­niu Ducha Świętego. Mocą Ducha Świętego zostaje odpuszczony i zniszczony grzech, który jest korze­niem wszystkich podziałów.
Kiedy 18 lat później, w 1997 r. Jan Paweł II stanął ponownie na Wzgó­rzu Lecha w Gnieźnie, nawiązał raz jeszcze do homilii wygłoszonej w 1979 r., mówiąc o niej, że stała się poniekąd «programem pontyfikatu»oraz „pokornym odczytywaniem za­mierzeń Bożych, związanych z osta­tnim 25-leciem naszego milenium». Powtórzył raz jeszcze pytanie: «Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza?” Tym razem, po tym jak runął już mur dzielący Europę i skończyło się jej półwieczne rozdzielenie, dodał: «Tutaj, u grobu św. Wojciecha, skła­dam dziś Bogu wszechmogącemu dziękczynienie za dar wolności, jaki otrzymały narody Europy». Posłużył się przy tym słowami psalmisty: Wielkie rzeczy uczynił nam Pan (por. Ps 126 [125], 2-3).
Dokładnie jak w wydarzeniu pier­wszej Pięćdziesiątnicy w Jerozoli­mie, Jan Paweł II dostrzegł oczyma wiary w odzyskanej W9lności i su­werenności Europy Środkowej i Wschodniej wielkie magnalia Dei. Oceniając rzeczywistość w aspekcie wiary, nie zapomniał o zobowiąza­niach, które z tak rozumianych fak­tów i wydarzeń wynikają dla ludzi wierzących. «Dla odbudowania jed­ności europejskiej — mówił — nie wystarcza odzyskanie prawa do sa­mostanowienia oraz poszerzenie swobód politycznych i ekonomicz­nych (…). Nie będzie jedności Euro­py, dopóki nie stanie się ona wspól­notą ducha».
Drogą ku przywróceniu tej jedno­ści jest burzenie murów w ludzkich sercach, murów zbudowanych z lę­ku, agresji, braku zrozumienia, uprzedzeń, oraz nowa ewangeliza­cja, która zaczyna się od wewnętrz­nego posłuchu i wierności wobec słowa Bożego.
W rozumieniu św. Pawła religijny i teologiczny wymiar wspólnoty zna­jduje swoje wypełnienie w Kościele, który stanowi jakby sakramentalne przedłużenie osobowej wspólnoty Ojca, Syna i Ducha Świętego, stając się widzialną świątynią niewidzial­nego Boga (por. 1 Kor 3, 16-17; Ef 2, 21-22).
Ten rodzaj sakramentalnej wspól­noty nie ma oczywiście bezpośred­niego przeniesienia na społeczność w znaczeniu cywilnym. Chrześcija­nie jednak, żyjąc pośród tego świa­ta, mogą i powinni stać się «zaczynem» pełniejszej międzyosobowej więzi w społeczeństwie, na wzór sa­mego Chrystusa i Jego Oblubienicy — Kościoła (por. Ef 5, 25-27).
Religijny i teologiczny wymiar dziejów w niczym nie przeciwstawia się «świeckiemu» zrozumieniu histo­rii, a przeciwnie, pogłębia je i daje religijną motywację zobowiązaniom, które wypływają z dostrzeżenia obecności Boga i doświadczenia Je­go działania.
Specyfiką chrześcijaństwa jako re­ligii Boga Wcielonego jest ścisłe po­wiązanie spraw Boga i człowieka. Historyk zajmuje się horyzontalnym wymiarem dziejów, łącząc przyczy­nowo wydarzenia i skutki działania ludzkiego. Spojrzenie biblijne nie przekreśla takiej opcji, ale ją pogłę­bia. Ukazuje bowiem Boga — i Jego działanie — jako pierwszego, a w pewnym sensie nawet jedynego Sprawcę całych dziejów ludzkich. Stąd, jak trafnie nadmienia znany autor biografii Jana Pawła II George Weigel: „Pytanie o człowieka jest nieuchronnie pytaniem o Boga. Pró­ba odczytania biegu historii bez Bo­ga jest jej odczytaniem płytkim, po­nieważ Boże poszukiwanie człowie­ka i ludzka na nie odpowiedź są centralną rzeczywistością historii. Zapytać, czym jest człowiek i jak działa on w historii, oznacza stanąć w obliczu Boga. Prawdziwa antropo­logia, prawdziwy humanizm mówią o Bogu i człowieku».
Takie właśnie spojrzenie jest ty­powe dla Jana Pawła II. Patrząc więc w perspektywie historiozbawczej na procesy zjednoczeniowe w Unii Europejskiej, pozostajemy wier­ni zarówno tradycji biblijnej, jak i pogłębionemu spojrzeniu na historię Jana Pawła II. Dla ludzi wierzących jest to jedynie słuszne i pełne spo­jrzenie.

*Babel i anty-Babel a przełom XX i XXI w.*
Wydarzenia nazwane przez Papie­ża „Zrządzeniem Ducha Świętego», rozumiane w kategoriach wiary, są jakby antytypem wieży Babel XX w. Stanowią one wyraźne przeciwień­stwo zarówno współczesnych form duchowego zniewolenia i bałwo­chwalstwa, szczególnie przewarto­ściowania wartości moralnych, jak i samej materii, którą marksizm sta­wiał ponad duchem.
W kontekście nowej rzeczywisto­ści Europy, która ponownie usiłuje określić swoją tożsamość i szuka fundamentalnych norm i zasad, na których ma się opierać ład politycz­ny i gospodarczy poszerzonej Unii Europejskiej, nie uniknie się od­wiecznego pytania: czy miarą wszystkich rzeczy ma być sam czło­wiek, a zatem przyszły ład należy budować na porządku laickim, w którym brak jakiegokolwiek odnie­sienia do transcendencji i do sa­crum, czy też należy ten ład budo­wać na wypróbowanych wartościach humanizmu chrześcijańskiego, który jest jednocześnie humanizmem eu­ropejskim?
Jego przeciwieństwem były ideo­logie totalitarne, absolutyzujące ra­sę czy klasę jako najwyższe i osta­teczne wartości, którym przyporząd­kowano wszystkie inne wartości z człowiekiem włącznie. Dyktator i ty­ran, który postawił się na miejscu Boga, przywłaszczył sobie Boże prawo decydowania o życiu i śmier­ci nie tylko poszczególnych ludzi, ale całych narodów. Tragicznym skutkiem tej nowej formy bałwo­chwalstwa była śmierć milionów niewinnych ludzi.
Opowiadanie o wieży Babel za­wiera także poważne ostrzeżenie, że nawet najwspanialsze dzieła ludzkie, tworzone bez szacunku dla praw Bożych, lub nawet jako znak samowystarczalności człowieka wbrew Bogu, nie ostają się i są ska­zane na ruinę. Psalmista przypomi­na: «Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.. (Ps 127 [126], 1).
Psalmista doskonale zdawał sobie sprawę, że żaden dom nie będzie zbudowany «osobiście» przez Boga Jego własnymi rękami. Jeżeli mówi o budowaniu przez Boga, ma na myśli budowę wznoszoną z Bożym błogosławieństwem, z poszanowa­niem fundamentalnych praw ustano­wionych przez Boga. Jednocześnie przestrzegał, że nierespektowanie czy wręcz odrzucenie tych praw nie przyczyni się do powstania dzieła, które miałoby znamię trwałości.
Preambuła Karty Podstawowych Praw stwierdza: «Unia zbudowana jest na niepodzielnych i uni­wersalnych wartościach: godności człowieka, wolności, równości i soli­darności”. Jeżeli jednak nie uzna się godności człowieka za jedyną i niepowtarzalną wartość, nie pocho­dzącą z nadania, lecz zakotwiczoną w akcie Stwórcy — Boga; a solidar­ność za cnotę wyrastającą z mię­dzyosobowych więzów ludzkich, tak jak to ukazuje encyklika Centesimus annus (n. 49), istnieje realne niebez­pieczeństwo, że szczytne słowa pre­ambuły zachowają charakter jedynie czysto deklaratywny.
Współczesny, w dużym stopniu zsekularyzowany świat, który usiłuje eliminować Boga i sacrum z życia publicznego i kultury, nie jest bynaj­mniej wolny od niebezpieczeństwa przewartościowania dóbr material­nych, takich jak: dobrobyt, wygoda, pieniądz, czy wreszcie samego czło­wieka, który pragnie być miarąwszystkich rzeczy.
Nie jest tajemnicą, że w Unii Eu­ropejskiej istnieje silne lobby an-tychrześcijańskie. Wymownym wyra­zem antychrześcijańskich tendencji była interwencja premiera Francji Lionela Jospina, który grożąc odmo­wą jej podpisania, zażądał usunięcia z preambuły Karty Podstawo­wych Praw UE zapisu o «duchowo-religijnym dziedzictwie europej­skim. Chociaż Karta Podstawowych Praw nie odwołuje się wprost do chrześcijaństwa, wiadomo po­wszechnie, że chodzi o te wartości, na których Europa opierała się od zarania swego istnienia.
„Europeizacja Europy» — jak z naciskiem podkreśla Jan Paweł II, nie może ograniczać się wyłącznie do struktur organizacyjnych, okre­ślenia kompetencji i współzależno­ści, i zasad współdziałania poszcze­gólnych instytucji Unii Europejskiej, jak Rada Europy, Komisja Europej­ska, Parlament, ale musi określić także podstawowe wartości, na któ­rych ma się opierać, i zadania, któ­rym ma służyć. Unia Europejska nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem do zbudowania trwałej jedności pośród ogromnego kulturo­wego, etnicznego, gospodarczego zróżnicowania i poważnych różnic politycznych.
«Europa w dążeniu do ustanowie­nia nowego porządku instytucjonal­nego — stwierdza Jan Paweł II —nie może lekceważyć swojego dzie­dzictwa chrześcijańskiego, ponieważ to, co stworzyła w dziedzinie prawa, sztuki, literatury i filozofii, w znacz­nej mierze zrodziło się pod wpły­wem przesłania ewangelicznego… Nie oznacza to ani «powielania wzorców z przeszłości.., ani też kwestionowania «świeckości instytu­cji publicznych”, ale stanowi nie­zbędny warunek, aby ludzie wierzą­cy mogli się zaangażować w budo­wanie Europy jako wspólnoty ducha i poczuli się u siebie, we własnym domu.
Zarówno Kościół instytucjonalny, który rozumie siebie jako „Sakra­ment i znak wewnętrznego zjedno­czenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego.. (KK, 1), jak i po­szczególni chrześcijanie mają obo­wiązek obrony podstawowych warto­ści «religijno-moralnych», na których opierał się przez wieki ład społecz-no-moralny Europy, promowania, ich i świadczenia o nich własnym ży­ciem. Poszerzona Europa nie może być kontynentem moralnej próżni i duchowego chaosu, gdyż przestała­by być po prostu tą Europą, którą była dotychczas.
Od zarania cywilizacji europej­skiej fundamentalnym odniesieniem dla określenia dobra i zła była Biblia że swoim podstawowym pra­wem miłości i Dekalogiem. Nie wy­starczy zatem odwołanie się do dziedzictwa «duchowo-moralnego». Do tego dziedzictwa nawiązują także wszystkie sekty. Trudno spotkać sektę, która wprost przyznaje, że za­sady, którymi się kieruje, są niemo­ralne. Przy skrajnie subiektywnej i indywidualistycznej interpretacji, bez odniesienia do obiektywnych kryte­riów prawdy, dobra i zła, przyjmo­wane normy łatwo obracają się nie tylko przeciwko człowiekowi, ale i ładowi społecznemu.
Przykład mieszkańców Mezopota­mii, którzy na szczycie zbudowanej przez siebie wieży usiłowali umie­ścić świątynie lokalnego bóstwa, ja­ko «znak własnej wszechmocy», jest niczym innym, jak zmaterializowaną formą absolutyzacji wartości ziem­skich, doczesnych, nade wszystko samego człowieka, jako osta­tecznego odniesienia wszel­kiego «dobra i zła».
Kryzys wartości współczes­nego świata, stawianie pod znakiem zapytania wartości absolutnych i transcendent­nych sprawia, że współczesny człowiek nie jest wolny od pewnych, być może bardziej subtelnych, form bałwochwal­stwa. Egoizm indywidualny i zbiorowy, a także rozbieżne interesy poszczególnych grup społecznych i państw oraz przemoc stanowią ogromne zagrożenie jedności w każdym wymiarze — lokalnym, euro­pejskim i światowym.
W tym kontekście budowa­nie Europy jako «wspólnoty ducha» to najważniejsze zada­nie Kościołów i wspólnot reli­gijnych. Wynika ono z pier­wszego i ciągle najważniej­szego przykazania miłości.
„Zmierzanie do jedności na­rodów — pisze ks. prof. R. Sobański — to zadanie wynikają­ce z samego 'bycia chrześcija­ninem': nie da się przestrze­gać przykazania miłości bliź­niego bez przekroczenia gra­nic narodów, ras, klas spo­łecznych. Chrześcijaństwo sta­ło się 'ze swej natury' najmocniej­szym czynnikiem więzi duchowej i spójni społecznej. Stało się tym czynnikiem pośrednio, niejako 'ubocznie', gdyż chodzi o jedność w Bogu, ale zarazem też 'ze swej na­tury', gdyż nie da się pomyśleć jed­ności ludzi i ludów w Bogu bez ich jedności społecznej (por. Mt 5, 23-25)..
Dzieje Apostolskie zaświadczają, że w dzień Pięćdziesiątnicy Duch Święty w postaci ognistych języków spoczął na wszystkich i na każdym z osobna (por. Dz 2, 3-4). Wyraża to trwałą rzeczywistość Kościoła, z któ­rej wypływa zobowiązanie do świadczenia o mocy Ducha Świętego, znajdującej swój zewnętrzny wyraz w jedności wszystkich ochrzczonych. Przez tę nadprzyrodzoną jedność stają się oni równocześnie znakiem i bodźcem do duchowej jedności społeczeństwa, do którego przynale­żę. W czasie wizyty biskupów pol­skich ad limina Apostolorum Jan Pa­weł II przypomniał, że nasze zada­nie w odniesieniu do Europy nie różni się od tego, które mamy w do­mu ojczystym. «To, czym Polska mo­że i powinna usłużyć Europie —mówił wówczas Papież — jest w za­sadzie identyczne z zadaniem odbu­dowywania wspólnoty ducha, opartej na wierności Ewangelii, we własnym domu».
Jednakże przyznać trzeba, że ani teologiczna prawda o jedności ro­dzaju ludzkiego, ani też Kościół jako sakramentalna wspólnota Boga i lu­dzi nie mają bezpośredniego przeło­żenia na społeczność w znaczeniu socjologicznym. «Prawda o jedności rodzaju ludzkiego ma bowiem cha­rakter eschatologiczny, faktyczna jedność nie obejmuje wszystkich lu­dzi, jest ona ciągłym zadaniem ludz­kości, chrześcijanie są jej zapocząt­kowaniem, zalążkiem, znakiem, przypomnieniem, narzędziem. Tam, gdzie żyją, mają to zadanie realizować zgodnie z zasadami obecności ich i Kościoła w świecie współczes­nym. Dla nich nieważne są narodo­wość, rasa, język czy różnice spo­łeczne, wszyscy są dziećmi jednego Ojca i tworzą jeden rodzaj ludzki, genus humanum. Ta prawda wywie­ra także skutki społeczne i politycz­ne, jeśli — z jednej strony — zna­jduje wyraz w autentycznym zaan­gażowaniu chrześcijan oraz — z drugiej strony — trafia na podatny grunt».
Królestwo Boże nie jest z tego świata, ale realizuje się pośród świata, w którym chrześcijanie speł­niają role twórczego «zaczynu» (por. Mt 13, 33). Głównym Sprawcą jako­ściowej odnowy i przemiany jest Duch Święty, dzięki które­mu trwa rzeczywistość Pięćdziesiątnicy.
Ostateczny, eschatologiczny wymiar zbawionej ludzkości ukazuje św. Jan we wspania­łej wizji: wielkiego tłumu, któ­rego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, sto­jący przed tronem i przed Ba­rankiem (por. Ap 7, 9), który był zabity, a jednak żyje (por. tamże, 1, 18; 5, 6).
Historia ludzkości, oglądana oczyma wiary, dzięki jedyne­mu Panu i Władcy dziejów, lu­dów i narodów ma więc swój kierunek, swoją dynamikę, swój cel i kres. Ich pełnią jest zbawiona ludzkość. Zbawienie to realizuje się jednak w każ­dym czasie i we wszystkich zakątkach ziemi. Wizja ta po­winna być źródłem inspiracji dla wszystkich, w których ser­cach jest obecne nie tylko pra­gnienie nowej ziemi i nowego nieba (por. Ap 21, 1), ale także lepszego, bardziej ludzkiego świata. Chrześcijaństwo bo­wiem — jako religia wcielenia — przypomina, że to, co jest prawdziwie Boże, jest zarazem i ludzkie, a to co jest ludzkie, ma za­wsze także wymiar Boży. Trwała obecność Ducha Świętego i jego uświęcające działanie w Kościele sprawia, że wizja Apokalipsy św. Ja­na w wymiarze sakramentalnym re­alizuje się ustawicznie wszędzie tam, gdzie żyje i działa Duch Boży. Ta właśnie prawda jest także źró­dłem optymizmu i niezłomnej chrześcijańskiej nadziei na lepszego zba­wionego człowieka, a to oznacza także — na lepszy, bardziej spra­wiedliwy i piękniejszy świat.
Abp Henryk Muszyński
Metropolita gnieźnieński
Tekst pochodzi z polskiego wydania „L’Osservatore Romano” 1/2003, s. 56-60.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.