„Odkrywanie wieczności” Petera Seewalda – dajmy mijającym dniom więcej sensu i życia
13 kwietnia 2026 | 14:38 | Krzysztof Tomasik | Monachium Ⓒ Ⓟ
Fot. Damian KLAMKA/East News„Życie bywa czasami niezwykle wyczerpujące. Tak było od zawsze. Być może powinniśmy więc, podobnie jak nasi przodkowie, ponownie wziąć pod uwagę, że w człowieku istnieją dwie strony: ta doczesna i ta wieczna. Z tego punktu widzenia w życiu nie chodzi koniecznie o to, by je przedłużyć, ale by je pojąć. Nie chodzi o to, by dać życiu więcej dni, ale by dać mijającym dniom więcej sensu i życia” – zachęca Peter Seewald niemiecki pisarz i publicysta, autor bestsellerowych wywiadów z Benedyktem XVI. Nakładem krakowskiego Domu Wydawniczego Rafael ukazała się jego najnowsza książka pt. „Odkrywanie wieczności”.
„Po przeczytaniu mojej książki czytelnik powinien otrzymać wiele impulsów do takiego nowego podejścia i móc spokojniej podchodzić do starzenia się oraz nieuniknionego końca życia, a przede wszystkim nauczyć się ponownie bardziej doceniać dar życia tu i teraz” – zachęca w rozmowie z KAI autor monumentalnej biografii „Benedykt XVI. Życie”.
Krzysztof Tomasik (KAI): Dlaczego Peter Seewald wzywa do dyskusji na temat życia po śmierci? Czy sprowokował go do tego jego wnuk, pytając: „Dziadku, kiedy umrzesz?” Dzielisz się wieloma bardzo osobistymi przemyśleniami.
Peter Seewald: Nieśmiertelność, życie wieczne – to podstawowe pytania ludzkości od samego początku, we wszystkich kulturach i religiach. Już jaskiniowcy byli przekonani, że to, co stanowi o istocie człowieka, nigdy nie może zostać utracone. A starożytni filozofowie udowodnili wyłącznie za pomocą logiki, że przynajmniej dusza nie może umrzeć. Dzisiaj chętnie omijamy te tematy. Wypieramy je. Jednak im jesteśmy starsi, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że w pewnym momencie wszystko się skończy. Pytanie mojego wnuka: „Dziadku, kiedy umrzesz?”, przeraziło mnie. Pojawiło się jakby znikąd. Zastanawiamy się wtedy: czy kiedy na zawsze zamknę oczy, po prostu zniknę? Jak świeca, której nikt już nie zapali? A może mogę mieć nadzieję, że śmierć nie jest moim końcem, ale w pewnym sensie bramą, która prowadzi do spełnienia?
W książce pokazujesz, dlaczego wieczność i Niebo są tak ważne i mają tak decydujący wpływ na Twoje życie osobiste?
Astrofizyk Stephen Hawking twierdził, że Niebo to „bajka dla ludzi, którzy boją się ciemności”. Jednak brytyjski matematyk John Lennox ripostował, że ci, którzy zaprzeczają istnieniu Nieba, należą do grona ludzi, „którzy boją się światła”. Rzeczywiście. Niebo wiąże się z przestrzenią, z unoszeniem się, ze snami. Z niewyobrażalnymi przestrzeniami i możliwościami. Symbolizuje miłość, która chce dawać, a nie brać. Pokój i błogostan. Nadzieję, że nie jesteśmy tylko powiewem wiatru, nic nieznaczącą nicością w toku ewolucji, ale że jesteśmy wartościowi i pozostaniemy wartościowi. Myślę, że ogromną różnicę stanowi to, czy ktoś żyje tak, jakby istniał tylko przez krótki okres między kołyską a trumną, w który musi wcisnąć wszystko, co się da. Z całym tym pośpiechem, irytacją i wyzyskiem. Czy można robić, co się chce, czy też zakłada się, że kiedyś trzeba będzie zdać sprawę z kłamstw, braku miłości, egoizmu i wszystkich tych nieposkromionych duchów społeczeństwa, które nie odważy się już wierzyć w nic wyższego niż w siebie samego.
Pojęcia takie jak „Niebo”, „wieczność” i „śmierć” coraz bardziej zanikają ze świadomości współczesnego człowieka. Jakie znaczenie mają one dla życia? Dlaczego ludzie mają problem z wiecznością?
To prawda, w czasach coraz bardziej zapominających o Bogu Niebo, jako rzeczywistość, która jeszcze przed nami, w pewnym sensie odsunęliśmy na bok. Życie wieczne nie wydaje nam się już wiarygodne, a gdyby nawet miało istnieć, to raczej nudne. Ograniczając się do tego, co ziemskie, nie sięgamy już w górę, ale w dół. Zamiast bycia liczy się posiadanie, pieniądze, jedzenie, kariera, ciągła rozrywka, zaspokojenie własnych potrzeb. Utrata obietnicy Nieba nie jest zatem błahostką, ale w gruncie rzeczy katastrofą. Ta strata jest współodpowiedzialna za egzystencjalną pustkę w naszym społeczeństwie. Widzimy to wszędzie. Co się zmienia, gdy tracimy Niebo? Można by powiedzieć: po prostu wszystko. To decydujący punkt, w jaki sposób ukierunkowujemy nasze życie. Jakie wartości pielęgnujemy? Jaki mamy obraz siebie i jaki obraz świata? Jak wychowujemy nasze dzieci? Jak traktujemy innych ludzi? Jak spędzamy nasz czas? Jak kochamy i jak umieramy? A przede wszystkim: czy wierzymy w Boga, czy tylko w samych siebie?
Dlaczego współczesny człowiek jest zupełnie nieprzygotowany na „ostatnią podróż”?
Ponieważ nie chce już przyjąć do wiadomości, że to, co najlepsze, dopiero przed nim. Że miłosierny Bóg nie powołał nas do życia po to, by nas odrzucić, lecz by nas doprowadzić do pełni. Dlatego też przygotowujemy się wprawdzie dokładnie do wyjazdów wakacyjnych, ale nie do naszej zdecydowanie największej i najważniejszej podróży oraz do tego, co czeka nas po śmierci. I to pomimo tego, że badania nad doświadczeniami bliskimi śmierci, jak wykazuję w mojej książce, dostarczają nam obecnie bardzo obrazowych relacji osób, którym już raz dane było „zajrzeć za granicę życia”. Dzisiaj wielu uważa, że zajmowanie się śmiercią odbiera nam radość życia. Nie zawsze tak było. Nasi przodkowie dzięki „ars moriendi”, sztuce umierania, nauczyli się bardzo dobrze przygotowywać do przejścia do innego świata poprzez modlitwy, medytacje, ćwiczenia, sakramenty, spowiedź itp.
Poza tym uważano, że śmierć uczy życia. Myślenie o jego końcu może pomóc w ustaleniu właściwych priorytetów. W kwestiach takich jak: co jest naprawdę ważne w życiu. Co być może traktuję zbyt poważnie, przez co mnie to przytłacza, a jakim pozornie nieistotnym chwilom i spotkaniom, które w rzeczywistości bardzo nam służą, pozwalam przeminąć bez wykorzystania.
Pojęcia „śmierć” i „wieczność” są podstawowymi tematami dla chrześcijaństwa i innych religii, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i kulturowym. Czy o tym zapomnieliśmy?
Niestety coraz rzadziej słyszymy w kazaniach o sprawach ostatecznych. Wygląda to tak, jakby księża się tego wstydzili. Jakby było im niezręcznie, że Jezus obiecuje życie wieczne. A przecież to jest jego główne przesłanie. Nic, absolutnie nic innego nie jest ważniejsze. Musimy też znowu nauczyć się, że skarby Nieba to skarby istnienia; to pokora, dojrzałość, miłość bliźniego. Natomiast społeczeństwo, które nie ma przed sobą wieczności, jest skazane samo na siebie. Życie doczesne musi zastąpić utracone szczęście życia wiecznego. Radość życia łatwo wtedy zamienia się w chciwość życia, z całym pośpiechem i wyzyskiem. Ponieważ chodzi o to, by za wszelką cenę zapobiec końcowi, dziś nawet śmiertelnie chorzy są leczeni terapiami, które powodują tylko dodatkowe cierpienie.
Chrześcijaństwu zarzuca się, że obietnica życia wiecznego jest tanim pocieszeniem, mającym powstrzymać ludzi przed walką z uciskiem i tworzeniem sobie raju na ziemi. Benedykt XVI słusznie zauważył: to nie utopia eschatologiczna, lecz polityczna jest „błędnym rozumowaniem”. Przecież przyszły świat utopistów jest w gruncie rzeczy „zawsze tylko dla nieznanego jeszcze przyszłego pokolenia” i odpowiada teraźniejszości, „za którą nic nie następuje”. Natomiast chrześcijańska nadzieja nie jest ani pocieszeniem w postaci wyimaginowanego jutra, ani odrzuceniem zaangażowania społecznego. „To, że ta przyszłość istnieje”, jak powiedział Benedykt XVI, „zmienia teraźniejszość”. Poza tym życie wieczne nie zaczyna się w zaświatach, ale tu i teraz. I to wszędzie tam, gdzie przesłanie Ewangelii staje się rzeczywistością, nawet jeśli czasami trwa to tylko przez kilka „niebiańskich” godzin.
W chrześcijaństwie zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest bramą do wieczności. Czy obecnie jest to już tylko legenda, nawet dla wielu chrześcijan? Odejście od chrześcijańskich korzeni?
W gruncie rzeczy nie może nazywać się chrześcijaninem ktoś, kto nie wierzy już w to przesłanie. Chrześcijaństwo to wiara w zmartwychwstanie. Główne przesłanie Chrystusa, potwierdzone historycznie udokumentowanym aktem Jego zmartwychwstania, brzmi: „Pokonałem śmierć, daję wam życie wieczne. Kto we Mnie wierzy, nie umrze”. Nikt nie może zaprzeczyć, że każda liturgia obraca się wokół zmartwychwstania. Niedziela, pierwszy dzień tygodnia, jest poświęcona wyłącznie zwycięstwu Chrystusa nad śmiercią. Cały rok liturgiczny zmierza ku temu jednemu wybuchowi, który w Wielką Noc rozbłyskuje jak fajerwerki. A gdy kościoły są skierowane na wschód, w stronę wschodzącego słońca, ta „orientacja” wyraża: „stało się”. Droga jest otwarta.
Papież Benedykt XVI nazwał zmartwychwstanie „największą rewolucją w historii świata i najpotężniejszym wybuchem życia” w ogóle. Można tu mówić o decydującym „skoku w coś zupełnie nowego”. Czym więc jest zbawienie? Zbawienie oznacza, że śmierć została pokonana, a bariera została zniesiona. W kierunku nowego świata bez cierpienia i nieszczęść. Bez zmartwychwstania nie byłoby wspólnoty wierzących, nie byłoby kościołów, nie byłoby cywilizacji opartej na wartościach chrześcijańskich, nie byłoby Michała Anioła ani Dürera, ani dzieł Mozarta, ani Bacha. W końcu nie byłoby też praw człowieka. „Jeśli Jezus umarł i zmartwychwstał”, mógł głosić św. Paweł, „to Bóg przez Jezusa również zmarłych wraz z Nim wprowadzi do chwały”. Oznacza to, że twoi najbliżsi, twoje dziecko, przyjaciółka, babcia, którzy odeszli, są u Boga. Po prostu wyprzedzili cię.
Żyjemy w czasie wojen w Ukrainie, na Bliskim Wschodzie i w wielu innych miejscach na świecie, w czasach zabiegów przeciwstarzeniowych, przedłużania życia dzięki medycynie, postępu technologicznego, sztucznej inteligencji, mediów społecznościowych, pogoni za nowościami i sensacjami, w poczuciu absurdu życia, w apokaliptycznych nastrojach. Jaką radę daje Peter Seewald nam tu i teraz? Co naprawdę liczy się w życiu?
Dzisiaj doświadczamy nowej świadomości naszej śmiertelności. Surowce się wyczerpują, zniszczenie środowiska i katastrofy naturalne doprowadzają Ziemię na skraj przepaści, miliony ludzi cierpią z powodu wojen, wysiedleń i głodu. Pisarz T. C. Boyle pisze, że nasza teraźniejszość przypomina Apokalipsę św. Jana i pyta: „Jaka jest nadzieja?”. Jego odpowiedź brzmi: „Żadna. Co możemy zrobić? Umrzeć”. To jest perspektywa ateisty. Dla niego wraz ze śmiercią wszystko się kończy. Dla chrześcijan śmierć nie jest jednak kamieniem granicznym, a idea życia pozagrobowego zapoczątkowała kulturę, która uczyniła dobre uczynki i miłosierdzie prawem oraz dała podstawę do przekonania, że nie jesteśmy tylko powiewem wiatru, nic nieznaczącą nicością w toku ewolucji, ale jesteśmy wartościowi i pozostajemy wartościowi.
Wyobraźmy sobie, że nie ma niektórych rzeczy, które poprzednie pokolenia pozostawiły nam z myślą o Niebie. Na przykład niebiańskie katedry. Bajeczne krajobrazy kulturowe na cześć Nieba. Bez Nieba nie ma Bożego Narodzenia ani Wniebowstąpienia Pańskiego, nie ma aniołów ani „Ave Maria” dla „Królowej Nieba”.
Książka zawiera odniesienia do Polski. Jak chciałbyś zachęcić polskich czytelników do lektury?
Życie bywa czasami niezwykle wyczerpujące. Tak było od zawsze. Być może powinniśmy więc, podobnie jak nasi przodkowie, ponownie wziąć pod uwagę, że w człowieku istnieją dwie strony: ta doczesna i ta wieczna. Z tego punktu widzenia w życiu nie chodzi koniecznie o to, by je przedłużyć, ale by je pojąć. Nie chodzi o to, by dać życiu więcej dni, ale by dać mijającym dniom więcej sensu i życia. W każdym razie, po przeczytaniu mojej książki czytelnik powinien otrzymać wiele impulsów do takiego nowego podejścia i móc spokojniej podchodzić do starzenia się oraz nieuniknionego końca życia, a przede wszystkim nauczyć się ponownie bardziej doceniać dar życia tu i teraz.
W książce nawiązujesz do dzieła kardynała Josepha Ratzingera/Benedykta XVI, którego setną rocznicę urodzin będziemy obchodzić w przyszłym roku. Jesteś zaangażowany w przygotowanie rocznicowych obchodów. Jakie są plany?
Z okazji tej rocznicy na całym świecie odbędą się uroczystości, od Rzymu po Meksyk. W Polsce ojciec Robert Borzyszkowski zorganizował na 6 maja 2027 r. sympozjum w Krakowie-Podgórzu. Rozpocznie się ono o godz. 12:00 Mszą św. pod przewodnictwem arcybiskupa Georga Gänsweina w sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Krakowie-Łagiewnikach. W sympozjum zatytułowanym „Benedykt XVI – współpracownik prawdy”, które rozpocznie się o godz. 16.00 w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, wezmą udział: kardynał Grzegorz Ryś i kardynał Stanisław Dziwisz. Dołączą do nich biblista ks. prof. Waldemar Chrostowski, poeta ks. prof. Jerzy Szymik, który wygłosi referat na temat piękna teologii Benedykta XVI, a także publicysta ks. prof. Robert Skrzypczak, który opowie o Benedykcie jako „świadku prawdy w kryzysie kultur”. Jestem bardzo wdzięczny za to wspaniałe upamiętnienie towarzysza drogi wielkiego papieża Jana Pawła II i nie mogę się doczekać tego wydarzenia.
***
71-letni Peter Seelwald, był redaktorem i publicystą w niemieckich tygodnikach “Der Spiegel”, „Stern” oraz w magazynie dziennika „Süddeutsche Zeitung”. Obecnie jest niezależnym publicystą, mieszka w Monachium. Jest autorem kilku książek o kard. Josephie Ratzingerze, m.in. wywiadów-rzek „Sól ziemi” i „Bóg i świat” na temat chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego u progu XXI wieku oraz opublikowanego w 2010 r. wywiadu z Benedyktem XVI pt. „Światłość świata. Papież. Kościół. Znaki czasu” a w 2016 r. wywiadu z papieżem seniorem pt. „Benedykt XVI. Ostatnie rozmowy”. W 2020 r. opublikował z kolei biografię „Benedykt XVI. Życie”. Ostatnio ukazały się jego książki “Świat na rozdrożu” i “Dziedzictwo Benedykta”. Nowa książka Seewalda nawiązuje do jego „Szkoły mnichów”, która od dwudziestu lat jest wielokrotnie wznawiana. Była ona inspirowana pobytem autora w benedyktyńskim klasztorze. Wszystkie jego książki stały się bestsellerami na całym świecie, zostały wydane także w Polsce.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

