Opinie
Pozostał Jezus Zmartwychwstały i ja
Kiedy ktoś podaruje mi książkę mam ogólny zwyczaj ją czytać. Ostatnio otrzymałem 'Siostra Faustyna, biografia świętej’ Ewy K. Czaczkowskiej. Autorka, znana dziennikarka z wykształcenia historyka czyni to, co według mnie jest ważne: określa bardzo dobrze kontekst historyczny objawień prywatnych.
Kościół to sprawa nas wszystkich
– Jest nam potrzebna pełna, głęboka prawda o Kościele, bo coraz częściej spotykamy się z banalnym, uproszczonym przedstawianiem jego istoty i misji, redukowaniem jego obrazu do spraw przyziemnych, akcentowaniem słabości jego członków – mówił kard. Stanisław Dziwisz podczas Mszy św. Zmartwychwstania Pańskiego w katedrze na Wawelu.
Boży Grób i jego przesłanie
Wielkanoc – zwycięstwo życia nad śmiercią, nadziei nad rozpaczą… Wielka Sobota kończy nasze przygotowania świąteczne. Powoli kończymy wielkie „czyszczenie ludzkich sumień” w konfesjonałach. Lubię w przerwach między dyżurami odwiedzić krakowskie kościoły i pomedytować nad przesłaniem różnych Bożych Grobów.
Szyderstwo z Kościoła
„Nigdzie bowiem szyderstwo nie brzmi tak przekonywująco, jak na ruinach kościoła. Dlatego ich potrzebuje.” – M. Szamot pisze prof. Marian Grabowski na www.areopag21.pl
Kard. Dziwisz: s. Faustyna jest darem Bożym dla naszych czasów
Siostra Faustyna jest darem Bożym dla naszych czasów, dla Jana Pawła II była wzorem prawdziwej miłości, która powinna inspirować współczesnych.
W drodze
Stacja III – upadam po raz pierwszy. Na samym początku. Wyruszyłam w drogę z walizką pełną wzniosłych ideałów i wyobrażeń dotyczących własnych możliwości. Tyle niepotrzebnych rzeczy. Ciężka jest. Przeszkadza bardzo. Odpadły kółka. Urwała się rączka. Plącze się pod nogami. Zawadza o kamienie. To dlatego ciągle się przewracam. Pościerałam kolana i łokcie. Ktoś mnie podnosi. Dźwiga w górę. Opatruje rany.
Witajcie!
Piszę do Was ten list z San Lorenzo. Z misji salezjańskiej z miasteczka położonego nad rzeką Marañon. Jak będziecie go słuchali, to pewnie będziemy znów w Piura, na naszej pustyni. Ale na razie jesteśmy w dżungli. Nie wiem, czy to ze względu na towarzystwo misjonarzy, z którymi przypłynęłyśmy motorówką z Yurimaguas, czy na śpiewnik w języku Shawi-Castellano, czy krzyż wielkopostny zrobiony z liści bananowca, czy na wiszący w jadalni obraz Chrystusa-Indianina. Ale to właśnie tutaj tak bardzo czuje się tego ducha misyjnego, tak bardzo czuje się sens tego wszystkiego. Tych naszych misji.
Hola drodzy i mili!
Jestem na półmetku. Minęło pół roku mojego pobytu w Peru. I chyba już wolno mi mówić „moje Peru”. Czy to czas na podsumowania – trochę tak. Dzięki mojemu Panu, za każdą chwilę tutaj. Po co mnie tu posłał? Chyba po to, żeby zrozumieć Miłość i żeby spuścić trochę powietrza z mojego „ja”. Po wtóre zaś po to chyba żeby przestać się bać żyć.
Solone Lay’s
Siedzę w pokoju zajadając solone Lay’sy. Dziwne, bo przecież ja nie lubię solonych chipsów. Tyle że w Peru nie ma innych. Czasem w lepiej zaopatrzonych sklepach można jeszcze kupić takie o smaku „peruano”, ale u nas, w slumsach, takich rarytasów nie ma.
Wielki jest Bóg
Jadę rozklekotaną, dwuosobową moto taxi. Ja, Doris i ksiądz Józek. Powyginani na boki i z nogami poza pojazdem. Powolnie mijajmy zakręty drogi z wodospadu Ahuashiyacu do Tarapoto. Gdyby ktoś jeszcze rok temu opisał mi podobny obrazek – wyśmiałabym go. Ksiądz Józek Kamza, misjonarz pracujący w dżungli, wzbudzający mój podziw i szacunek i my, razem w moto taxi, w Amazonii? A jednak. Ale to nie sama jazda moto wzbudziła mój zachwyt.


