Opinie
Nie uda się odciąć w narodzie korzeni chrześcijańskich
Dzisiaj przechyla się szala, kiedy atakują religię, Boga, Kościół. My wyrośliśmy jako naród chrześcijański. Odciąć te korzenie, to znaczy zniszczyć i kulturę i nas. Ale to się nie uda – mówił abp Józef Michalik podczas Mszy Świętej Narodzenia Pańskiego w bazylice archikatedralnej w Przemyślu.
Przy stole wigilijnym
’Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony; Ogień krzepnie, blask ciemnieje, Ma granice nieskończony’. Zawsze dziwiła mnie bogata treść teologiczna polskich kolęd. Uważam, że to jest skarb należący do wielkiej tradycji chrześcijańskiej tego kraju. Inna tradycja właściwie wyłącznie dla ludów słowiańskich to łamanie się opłatkiem. Składanie życzeń i podzielenia się kawałkiem chleba ma również głębokie znaczenie ludzkie i chrześcijańskie: szczerze pragniemy tego, co najlepiej dla naszej rodziny i dla każdego człowieka. Dzielimy się chlebem i dzielimy się Chrystusem, najwyższym dobrem, bo w Betlejem – dom chleba – urodziło się ponad dwa tysiące lat. Dziecko, które zmieniło los całego wszechświata.
Yaounde en Fête, czyli Boże Narodzenie w stolicy Kamerunu
Jak wszystko co przychodzi od białych i żółtych – jest czymś do skopiowania, często niestety ślepego. Zaczyna się jak u białych w okolicach połowy listopada od przyozdabiania sklepów w świecidełka, w przedświąteczne SOLDES (przeceny), w choinki, które tu są obcym nieznanym drzewem, ale dostępne są chińskie sztuczne. Często w domach miejskich widzi się taką choinkę raz przyozdobioną, która stoi zakurzona przez cały rok w największym domowym pokoju. Na święta się ją odkurzy, bo wielki kurz u nas nastaje szczególnie od listopada wraz z porą suchą.
Ubusiku pakati
Ostatnie dni listopada. Bez względu na to, czy jest upał, czy ulewa, wszystkie dziewczynki z City of Hope, wraz z wolontariuszami i siostrą Charmen spotykają się codziennie w Holu. Raz, czasem dwa razy dziennie przychodzą, aby ćwiczyć. Niełatwo jest opanować taką dużą grupę dzieci. Uciszanie, korygowanie, pilnowanie – wolontariusze nie mieli łatwego zadania. Było ciężko. Wyglądało na to, że nic z tego nie wyjdzie. Wszyscy pomału tracili cierpliwość i siły, a czasu pozostawało coraz mniej. Aż w końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Czwartego grudnia obchodziliśmy na placówce Christmas Day. Od samego rana trwały wielkie przygotowania. Szykowanie strojów, dekorowanie sali, przygotowywanie rekwizytów. Po południu zaczęli przychodzić pierwsi goście i kiedy sala została całkowicie zapełniona rozpoczęły się jasełka. Ku naszemu zdziwieniu dziewczęta dały z siebie wszystko. Historię narodzin Jezusa przedstawiły tak, że oglądając ją można się było poczuć jak w Betlejemskiej stajence. „Cicha noc”, choć śpiewana w języku bemba przeniosła mnie myślami do Polski, do mojej rodziny, z którą po raz pierwszy w tym roku nie zasiądę wspólnie do Wigilii.
To już jest koniec…
Na początku grudnia w naszym Open Community School odbyło się zakończenie roku szkolnego. Nie wyglądało ono tak jak w naszych polskich szkołach. Nie było rozdania świadectw, przedstawień, podziękowań, pożegnań. Dzieci przyszły do szkoły jedynie po odbiór swoich dzienniczków z wynikami ostatnich testów. Teraz mają przed sobą miesiąc wakacji i do szkoły powrócą dopiero 9 stycznia. Rok szkolny jest tu bowiem podzielony na trzy semestry. Każdy z nich kończy się miesiącem przerwy. Nie ma tutaj czegoś takiego jak oceny cząstkowe. Nauczyciele nie odpytują, nie robią kartkówek, ani sprawdzianów (z pewnością spodobałoby się to uczniom w naszych polskich szkołach).
Dr. Ever
Czwartek. Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Słońce przeciąga się leniwie i nieśmiało wystawia nos spod pierzyny utkanej z białych obłoczków. Cisza. To będzie piękny dzień. Część naszych chłopaków poszła z Anią i Arturem w góry. Lidia od rana śpiewa piosenki i uśmiecha się do wszystkich, którzy zostali w domu. Sprzątniemy i przygotujemy obiad dla naszych wędrowców. Wychodzę przed dom i spoglądam na cienką jak nitka dróżkę pnącą się na szczyt góry. Wytężam wzrok ale nikogo nie widzę. Z tej odległości ludzie są wielkości mrówki.
Dzień targowy
Dzisiaj byłam na szkolnym zebraniu w sprawie Fiesta de Promocion (coś w rodzaju naszej studniówki) Juana Carlosa. Tak, właśnie u tego Juana Carlosa, który przez tydzień się do mnie nie odzywał (nie pamiętam już czy wcześniej o tym wspominałam… nie odzywał się tak po prostu, bo nie pozwoliłam mu komputera włączyć). Próbowałam z nim rozmawiać w piątek. Bezskutecznie, nawet na mnie nie spojrzał. W końcu porozmawiał z nim Artur i chyba poskutkowało bo zaczął odpowiadać na moje pytania. Dziś nadarzyła się okazja, żebym poszła na zabranie do niego do szkoły. Wykorzystałam ten moment, żeby porozmawiać. Zjedliśmy cukierka pokoju i ustaliliśmy, że zaczynamy od nowa. Piękne jest to, że można puścić pewne rzeczy w niepamięć i budować na mocniejszych fundamentach. Ciągle jeszcze myślę o tej chwili. Może to ziarenko, które zasialiśmy przyniesie jakiś owoc…
Spacer z Jezusem
Przyglądam się niebu. Wygląda tak, jakby miało ochotę krzyczeć. Obłoki wielkie jak barany siłują się z delikatnymi jak jedwabna nić promieniami słońca. Szczyty gór spowite delikatną mgłą milczą. Jestem zmęczona. Chce mi się spać. Chce mi się płakać. Tak bardzo chciałabym mieć kilka minut tylko dla siebie… Otwierają się drzwi. To Ania. Prosi, żebym pojechała z Johanem do szpitala do Qoya (Koja). Nie tak zaplanowałam sobie ten dzień. Z bólem zwlekam się z łóżka. W autobusie łzy ciekną mi po policzkach. Dobrze, że Johan tego nie widzi. Rozglądam się. Moją uwagę przykuwa twarz uśmiechniętej dziewczynki o pięknych czarnych oczach. Obok stara Indianka o twarzy pomarszczonej jak rodzynki patrzy smutno przed siebie. Szukam wzrokiem Johana… dostrzegam Ciebie Panie Jezu. I wszystko staje się jasne. To dla Ciebie.
Listy, Gran Bazar, czekolada i puste miejsce przy stole
Jak już kiedyś wam pisałam, na naszej misji wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Emocje, samopoczucie, wspomnienia. Przez ostatni czas żyłyśmy już świętem oratoriów, bazarem, Bożym Narodzeniem dla dzieci, pożegnaniami, Bożym Narodzeniem dla animatorów. Ale wszystko po kolei…
Magia Świąt
Jest 21 grudnia 2011 roku. Mijają trzy miesiące mojego pobytu w Zambii. Za trzy dni Wigilia i Boże Narodzenie. Za półtora tygodnia koniec roku i sylwester. Od ponad miesiąca w mieście widać świąteczne ozdoby, w sklepach stoją dmuchane postacie św. Mikołaja, nad głowami wiszą bombki i łańcuchy, a sztuczne choinki można kupić na każdym rogu ulicy. Widziałam nawet szopkę. W Afryce takie rzeczy dziwnie wyglądają, jakby nie pasują do tego kontynentu i do tych ludzi. Wszędzie pełno kupujących, a ich rozmowy mieszają się z angielskimi świątecznymi piosenkami. Na półkach sklepowych pojawiły się już 2 tyg. temu świąteczne ciasta nafaszerowane rodzynkami niczym jeż swoimi igłami. Torty natomiast wyglądają jakby malowały je dzieci – mają bajeczne kolory i napis „Merry Christmas”. Nawet nie chcę wiedzieć jak to smakuje.


