Opinie
W drogę!
„Miasto nadziei” (City of Hope), w którym mieszkam już dwa miesiące, położone jest 12 km od stolicy – Lusaki. Niby blisko, ale chcąc zrobić zwykłe zakupy spożywcze trzeba zarezerwować sobie pół dnia. Najbardziej popularnym środkiem transportu (z którego najczęściej korzystam) są tutaj busy. Biało-niebieskie, jeżdżące lewą stroną jezdni, często wyglądające tak, jakby zaraz miały się rozpaść. Ale jeżdżą. Co chwila. Nie trzeba się więc stresować, że się spóźnimy na przystanek i autobus nam ucieknie. Chociażby z tego względu, że po pierwsze – nie ma tu przystanków (ściśle określone są jedynie przystanki końcowe). Po drugie, nie istnieją tu rozkłady jazdy. Jeśli więc chcesz wybrać się do miasta, musisz poczuć się jak prawdziwy autostopowicz i po wypatrzeniu biało-niebieskiego pojazdu pomachać ręką. Z wyglądu podobne są do naszych starych VANów. Z tą tylko różnicą, że mają około 15 miejsc siedzących. Teoretycznie. Bo praktycznie potrafi się w nich zmieścić 25 osób, a czasem i więcej.
Czterofazowa Colgate
„Zadziwiające są takie chwile kiedy rozpoznasz w kimś to, co sam w sobie masz,;poczujesz mocno, że tak wiele łączy z nim cię” Natalia Kukulska, Znam cię.
5 grudnia – Międzynarodowy Dzień Wolontariusza
5 grudnia to oficjalnie ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Każdy wolontariusz powinien świętować ten dzień. Ale czy jest na to czas, kiedy biega się za dzieciakami w oratorium w piasku w Peru, organizuje zabawy pod drzewami w upalnej Zambii albo towarzyszy podopiecznym przy koszeniu pachnącej trawy dla bydła w Ugandzie?
Robactwo
Jeśli ktoś mnie zna, wie, że brzydzę się pająków i innych robali. Może się nie boję, ale brzydzę się strasznie. No, ale jestem na misjach. Na początku mojego pobytu tutaj nie mogłam zrozumieć słów Moniki Winiarskiej (wolontariuszka MWDB, która spędziła 1,5 roku w Domu Księdza Bosco w Limie), która w swojej książce „Serce dla Peru” pisze, że z Piura najbardziej zapamiętała dużą ilość robaków. Nie zauważałam ich. Ale teraz zauważam. Dopiero po kilku dniach spędzonych w Bosconii, odkryłyśmy naszą zmorę, którą są maleńkie, mało widoczne robaczki, które w domu można liczyć chyba w milionach. Chodzą po stole, owocach, a także po szklankach i talerzach. Jest ich pełno w szufladzie ze sztućcami i szafce z talerzami.
Oratorium w piasku
Pisałam wam, że pracujemy w oratorium, nigdy jednak nie opisałam jak ta praca wygląda. A oratorium w Piura nie wygląda tak, jak oratorium w Szczecinie na Gumieńcach, na Witkiewicza, czy w Dębnie. Na oratoria tutaj składają się: oratorium codzienne – douczanie szkolne, oratorium sobotnie i oratoria peryferyjne, które działają tylko w niedzielę. Pierwszego posta poświęcę opisaniu wam tego ostatniego…
Pora deszczowa u Króla
Co rano około szóstej, przekraczam bramę misji i zawsze porusza mnie ten sam widok – ludzi niosących wodę. Jedni z wielkimi wiadrami na głowach, inni z różnistymi pojemnikami załadowanymi na rower czy taczkę. Dzieci, kobiety, mężczyźni. Wielu mieszkańców Chimese (dzielnicy Mansy) każdego ranka zmierza do małego kraniku przy Youth Center, by zapewnić rodzinie źródło życia. Zawieszam oko na dzieciach. Często są obładowane jak małe wielbłądy, niosą wielkie wiadra, ale jeszcze gdzieś pod pachą znajdzie się miejsce na małe pudełeczko po maśle – kilka kropli więcej.
Na początku wszyscy byli… czarni!
Dziewczynka o imieniu Chanda to czekolada mleczna, ja – Alicja – biała, a Kennedy to takie 80% kakao. Dziś odkryliśmy tę prawdę – każdy z nas jest czekoladą. Uwielbiam rozmowy na temat naszych kolorów skóry. Wzajemne oględziny. Chłopaki próbowali mi wyjaśnić wciąż zachwycającą mnie sprawę ich białych dłoni i stóp. Najbardziej spodobała mi się historyjka Jonathana: „Na początku wszyscy ludzie na Ziemi byli czarni. Wędrowali, aż dotarli do pewnego morza – część zdecydowała się przepłynąć na drugą stronę, pozostali umyli tylko ręce i nogi. W ten sposób jedni ludzie stali się zupełnie biali, a inni białe mają tylko rączki i stópki”. Ale na kolejne pytanie, o białe gojenie się ran na czekoladowej skórze, nie zdołali mi już odpowiedzieć.
Siłę do walki o wolność czerpię z wiary
Laureatka tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla – Leymah Gbowee siłę do swej pokojowej walki o prawa kobiet czerpie z wiary w Boga.
Wyeliminować, a nie przywracać!
Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. dr Józef Kloch podkreśla, że „Benedykt XVI, Jan Paweł II, Katechizm Kościoła Katolickiego i biskupi nauczają jasno – należy wyeliminować karę śmierci, a nie przywracać ją”.
Czy należę do tajnej, mafijnej, terrorystycznej organizacji?
Zadałem sobie to pytanie czytając ostatni numer „Newsweeka” (28.XI.2001r., nr 48). Tak w artykule „Na tropie Opus Dei” określone zostało Opus Dei, Prałatura Personalna Kościoła Katolickiego, do której należę już ponad czterdzieści lat. Autorzy tego tekstu przypominają mi stomatologów ze znanego dowcipu: „dentysta mówi do pacjenta: – Proszę o wybaczenie, ale przez pomyłkę usunąłem panu zdrowy ząb, teraz muszę się zabrać za chory. – Całe szczęście, że nie jest pan okulistą”. Wydaje się, że dziennikarz pracujący w gazecie czy w telewizji musi napisać reportaż, nagrać program zawsze „na wczoraj” i nie ma czasu, by zastanowić się co chce powiedzieć, przekazać. Musi pisać byle jak, musi nagrać coś chwytliwego, niezależne od pojęcia prawdy, sprawiedliwości, ba, najmniejszego poczucia uczciwości. I tak wyrywa pacjentowi zdrowy ząb.


