Drukuj Powrót do artykułu

Ostatnia Wieczerza na ekranie – recenzja ks. Artura Stopki

16 marca 2026 | 11:55 | ks. Artur Stopka | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. mat. dystrybutora

Kluczowe pytanie, jakie stawia reżyser i scenarzysta „Ostatniej Wieczerzy” dotyczy motywów, którymi kierują się poszczególni bohaterowie wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat.

Niedawny frekwencyjny sukces francuskiego filmu o Najświętszym Sercu Pana Jezusa potwierdza sygnalizowany przez część znawców i komentatorów pogląd, że w laicyzującym się świecie wciąż istnieje duże zapotrzebowanie na filmy religijne. Raz po raz na ekrany trafiają dzieła, które budzą zainteresowanie licznej widowni,  szukające w kinach czegoś więcej niż rozrywki, szybkiej akcji, zawiłej intrygi lub silnych (niekoniecznie pozytywnych) emocji. Istnieje zapotrzebowanie na duchowość, odniesienie do treści ponadczasowych, bezpośrednio powiązanych z wiarą.

Ważnym nurtem wśród filmów, które nie ukrywają swych religijnych źródeł, są dzieła sięgające do Pisma świętego. Istnieją nawet rankingi tego rodzaju produkcji. Niektóre dzieła weszły na stałe do kanonu kinematografii. Popularność filmów biblijnych może dziwić, bo przecież opowiadają historie, które w dość powszechnym mniemaniu są wszystkim znane i raczej trudno spodziewać się w nich suspensu czy zaskakujących zwrotów akcji. Wydawać by się mogło, że widzowie znają dziejące się na ekranie opowieści od początku do końca, a jednak chcę je oglądać.

Do takich właśnie biblijnych, wręcz opartych na tekstach wziętych wprost z Pisma świętego, filmów, należy wchodzący właśnie na ekrany polskich kin film „Ostatnia Wieczerza”, którego reżyserem i scenarzystą jest Mauro Borrelli, kojarzony głównie z thrillerami i horrorami oraz z pracą przy drugiej części „Piratów z Karaibów).

Tym razem Borrelli sięgnął po materiał trudny, jakim są opisane w Nowym Testamencie końcowe dni działalności Jezusa Chrystusa przed śmiercią na krzyżu. Osią opowiedzianej przez włoskiego twórcę historii jest Ostatnia Wieczerza, jednak są w niej również odniesienia do takich cudów uczynionych przez Nauczyciela z Nazaretu, jak rozmnożenie chleba. Jest też nawiązanie do śniadania, które Jezus spożył z Apostołami po swoim Zmartwychwstaniu. Te zestawienia nie są przypadkowe, wskazują na ciągłość oraz konsekwencję nauczania i działań Chrystusa. Umieszczają Ostatnią Wieczerzą w konkretnym kontekście, w którym twórcy filmu świadomie chcą ją pokazać.

Chociaż na plakacie reklamowym „Ostatniej Wieczerzy” widnieją zachęcające słowa „Wszyscy są mile widziani przy stole”, w filmowej narracji wcale nie jest to oczywiste. Jest gra emocji, pojawiają się napięcia, nie brak wątpliwości i niepewności. Kluczowe pytanie, jakie stawia reżyser i scenarzysta dotyczy motywów, którymi kierują się poszczególni bohaterowie wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. Przede wszystkim chodzi o motywację, którą kieruje się Judasz Iskariota, ale nie tylko on. Czy motywy poszczególnych uczestników opowieści są rzeczywiście takie oczywiste i czarno-białe, jak to jest często przedstawiane w potocznych przekazach? Czy Judasz sam wpadł na pomysł zdrady, czy też ktoś uznał go za najsłabsze ogniwo w otoczeniu Jezusa i z premedytacją go do niej doprowadził? Dlaczego właściwie Szymon Piotr wypierał się znajomości z Jezusem? Czy tylko z tchórzostwa? Jakie znaczenie przy podejmowaniu ekstremalnych decyzji miała atmosfera, w jakiej znaleźli się bezpośredni uczestnicy zbawczych wydarzeń? To pytania, które są wyczuwalne w przygotowanej dla widzów opowieści. Jest ona czymś więcej, niż tylko rekonstrukcją opisanych na kartach Nowego Testamentu faktów. Jest spojrzeniem na nie z perspektywy ludzi żyjących w XXI stuleciu.

Mauro Borrelli mówił, że chciał pokazać tę historię nie jako odległy mit, lecz jako dramat ludzi z krwi i kości – ludzi, którzy kochają, boją się i dokonują wyborów, których konsekwencji nie są w stanie przewidzieć. Wyjaśniał też, że zależało mu na stworzeniu filmu, który przemawia nie tylko do wierzących, ale do każdego widza zainteresowanego uniwersalnymi tematami – zdradą, poświęceniem, strachem i nadzieją. Ten zamysł wydaje się trafiony. Z pewnością wśród widzów „Ostatniej Wieczerzy” nie zabraknie wierzących chrześcijan, który zgodnie z kalendarzem liturgicznym co roku wciąż na nowo przeżywają historię zbawienia. Nie zabraknie zapewne katolików, którzy w Wielkim Poście z przekonaniem uczestniczą w nabożeństwach Drogi Krzyżowej, w Gorzkich Żalach, którzy słuchają kazań pasyjnych, a w czasie Triduum Paschalnego dziękują Jezusowi za ustanowienie Eucharystii i kapłaństwa służebnego. Jednak trzeba mieć świadomość, że również w Polsce przybywa tych, którzy opowieść o Ostatniej Wieczerzy znają słabo, pobieżnie, a nawet wcale. Film Borrell’iego jest również dla nich. Nie będą się nudzić.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.