Papież odprawił Mszę św. na Lampedusie
04 lipca 2026 | 15:46 | vatican.va, pb, st | Lampedusa Ⓒ Ⓟ
Fot. Vatican MediaZjawisko migracji jest epokowym wyzwaniem, przed którym stoją społeczeństwa europejskie – powiedział Leon XIV podczas Mszy św., jaką odprawił na Stadionie Miejskim im. Orazio Areny na Lampedusie. Jego zdaniem Europa jest w stanie, by zmierzyć się z tym wyzwaniem „w sposób całościowy: włączając pierwszą pomoc w długofalowy plan strategiczny, zdolny przyjmować, chronić, promować i integrować migrantów, a zarazem działając na rzecz rozwoju, aby nikt nie był zmuszony do emigracji”.
Na podium ołtarzowym ustawiona została figura Matki Bożej z Porto Salvo – patronki Lampedusy. „Jestem wdzięczny Panu, że mogę was odwiedzić, idąc śladami Papieża Franciszka, który 8 lipca 2013 roku zechciał przybyć na Lampedusę podczas swojej pierwszej podróży jako Następca Piotra” – wyznał na wstępie Leon XIV.
Przypomniał, że Apostołowie „żeglowali po Morzu Śródziemnym i doświadczali gościnności mieszkańców jego wysp i wybrzeży, od tysiącleci będących miejscem skrzyżowania cywilizacji”. „Ewangelia rozbrzmiewa tam, gdzie spotykają się ludy, gdzie ludzie przyjmują się nawzajem, gdzie splatają się ich dzieje, a różne kultury podejmują dialog. Milknie ona natomiast tam, gdzie każdy czyni z siebie wyspę, gdzie unika się kontaktu i przerywa wzajemną wymianę” – wyjaśnił papież.
Odwołując się do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, wskazał, że encyklika „Fratelli tutti” pomogła „odczytać Ewangelię na nowo w dramatycznych okolicznościach dziejowych”. Podkreślił, że Lampedusa i sąsiednia Linosa „leżą przy drodze niebezpiecznej jak ta, która prowadziła z Jerozolimy do Jerycha”. „Tutaj widzieliście nie jednego człowieka, lecz tysiące ludzi, którzy wpadli w ręce zbójców: ograbili ich ze wszystkiego, pobili do krwi i odeszli, zostawiając ich na pół umarłych. Innych – tych, którym nie udało się dotrzeć tam, dokąd mieli nadzieję przybyć – przyjęło morze” – przypomniał Leon XIV.
Zaznaczył, że zanim „pojawi się jakiekolwiek rozważanie intelektualne czy przekonanie ideologiczne, spotkanie z człowiekiem, który leży przed nami ogołocony ze wszystkiego, wzywa nas do bliskości”. Jest to „samo serce ewangelicznej przypowieści: bliźnimi czynimy się wobec innych, bliźnim trzeba się stać!”.
Podziękował mieszkańcom Lampedusy za bliskość, którą okazali, gdyż w ten sposób „na nowo dokonał się cud współczucia” – wszystkim, którzy „postanowili kochać razem”, dzięki czemu „miłość przybrała zorganizowany kształt”. Pozdrowił też obecnych migrantów, którzy nie tylko sami „otrzymali pomoc, ale wiele razy okazywali solidarność w czasie swojej drogi, jak ubodzy, którzy pomagają jeszcze uboższym”. „Dziękuję wam, bracia i siostry, bo w tym, że stajecie się bliźnimi, nie ma nic oczywistego, nic automatycznego” – zauważył Leon XIV.
Podkreślił, że są „tacy, którzy dokonują wyboru, by nie stać się bliźnimi, i tacy, którzy postanawiają nie podejmować decyzji”. Dlatego ci, którzy zginęli w morzu, „są ofiarami zarówno decyzji podjętych, jak i decyzji zaniechanych”. „Obojętność na dobro wspólne i korupcja w miejscach, z których wyruszają; światowy system ekonomiczny, który rodzi ubóstwo i wykluczenie; lęk karmiący uprzedzenia i pogardę; przekonanie, że te problemy nas nie dotyczą; zbrodnicze kalkulacje tych, którzy zarabiają na cudzym dramacie; powolne i trudne przejście od samego zarządzania sytuacjami kryzysowymi do wypracowania spójnej i wspólnie uzgodnionej polityki – wszystko to powtarza dziś ów pośpiech z opowieści ewangelicznej, by «minąć» człowieka w potrzebie” – analizował papież.
Ubolewał, że „w każdym czasie nie brakuje ludzi, którzy boją się skalać przez kontakt z innymi i w ten sposób – nawet wobec cierpienia i śmierci – zaprzeczają wspólnemu pochodzeniu od Boga, nieskończonej godności każdej istoty ludzkiej i powołaniu do miłości bez granic”. „Czas uznać i jasno powiedzieć, że przynależność religijna nigdy nie może stać się powodem dyskryminacji, jak gdyby wiara miała granice, a nie była powszechnym wezwaniem do zbawienia. Tam, gdzie wznosiły się mury podziału, Chrystus je zburzył. Nie ma miłości Boga bez miłości bliźniego, a bliźniego nie ma, jeśli ja sam się nie zbliżę. Zatrzymać się, wzruszyć, pochylić, zapłakać wobec cudzego bólu – jak uczynił to Jezus – znaczy wejść w ruch miłości – ten, w którym objawił się Bóg” – tłumaczył Leon XIV.
Przekonywał, że poprzez wejście w „dynamikę współczucia i miłosierdzia”, człowiek „zaczyna żyć inaczej, inaczej być obywatelem, inaczej pracować”. „Wtedy naprawdę może się narodzić cywilizacja miłości, ta, którą ukazywali moi święci Poprzednicy: Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II. Wraz z wielką rzeszą proroków i męczenników minionego stulecia zrozumieli oni, że na otchłanie ludzkiego serca i okropności wojny tylko miłosierdzie potrafi odpowiedzieć nowymi początkami. Teraz, stojąc na ramionach tych olbrzymów, weszliśmy w tysiąclecie, w którym mamy nadawać cywilizacji miłości kształt duchowy, kulturowy, prawny, polityczny i ekonomiczny. Ogrom cierpienia, na które patrzymy, niech pozwoli nam pojąć radykalizm tego wezwania” – zachęcił papież.
Przestrzegł, że „cywilizacja miłości nie rodzi się z jednego, spektakularnego gestu, lecz z sumy małych i wytrwałych aktów wierności, które stawiają tamę dehumanizacji”. „Przyjaciele z Lampedusy, jesteście tego świadkami!” – pochwalił Ojciec Święty.
Zjawisko migracji nazwał epokowym wezwaniem, przed którym stoją społeczeństwa europejskie. „Także pod tym względem – podobnie jak w sprawie transformacji ekologicznej i budowania pokoju – Europa posiada wyjątkowy potencjał, wypływający z jej historii i kultury, a więc także równie wielką odpowiedzialność. Ze względu na swoje położenie geograficzne i kształt instytucjonalny Europa jest w stanie, by na tym obszarze zmierzyć się z kryzysem w sposób całościowy: włączając pierwszą pomoc w długofalowy plan strategiczny, zdolny przyjmować, chronić, promować i integrować migrantów, a zarazem działając na rzecz rozwoju, aby nikt nie był zmuszony do emigracji. Wszystko to powinno odbywać się przy czujnej trosce o poszanowanie godności każdej osoby. Jest to zadanie instytucji publicznych, ale także całego społeczeństwa obywatelskiego i Kościoła” – podkreślił Leon XIV.
Na zakończenie Mszy św. głos zabrał arcybiskup Agrigento (do tej archidiecezji należy Lampedusa), Alessandro Damiano. Zaznaczył, że papieża oczekiwali przedstawiciele ludzkości żyjącej między niepewnością a nadzieją. Dla nich Morze Śródziemne, będące dla wielu źródłem życia i piękna, stało się miejscem rozpaczy i śmierci. W imieniu niezliczonych ofiar, ich rodzin i wspólnot podziękował za ten gest miłosierdzia i pamięci. „Modlitwa Waszej Świątobliwości przywróciła godność tym, którzy utracili wszystko, i przypomniała światu, że życie zwycięża śmierć” – powiedział hierarcha.
Arcybiskup podkreślił, że na papieża czekali również ci, którym udało się dotrzeć do brzegu. Spotkanie z rodzinami przy Bramie Europy i na nabrzeżu imienia papieża Franciszka stało się dla nich znakiem pokoju, bliskości i nadziei. Ich marzenie o nowym życiu trwa, choć nadal naznaczone jest cierpieniem, stratą i niepewnością. „Dziękujemy za słowa otuchy i za solidarność, którą Wasza Świątobliwość okazał wszystkim, niezależnie od pochodzenia i losu” – stwierdził.
Abp Damiano dodał, że obok migrantów zgromadziła się także wspólnota Lampedusy, Kościół w Agrigento oraz Kościoły lokalne Sycylii. Podkreślił, iż wyspa ta, położona u bram Europy, pozostaje miejscem pierwszego przyjęcia dla tych, którzy uciekają przed wojną, prześladowaniami i ubóstwem. Choć często jest ona jedynie przystankiem w dalszej drodze, wizyta Ojca Świętego przypomniała wszystkim, że gościnność jest nie tylko obowiązkiem, lecz także powołaniem i zaszczytem.
Hierarcha podziękował za bliskość, modlitwę i świadectwo Leona XIV, które umacniają w wierze, miłości bliźniego i nadziei. Poprosił Ojca Świętego o błogosławieństwo.
Ze stadionu papież odjedzie na lotnisko, z którego odleci do Rzymu, kończąc tym samym swą wizytę na Lampedusie.
Tekst homilii można przeczytać TUTAJ
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

