Drukuj Powrót do artykułu

Parafia, którą polubiłem

15 sierpnia 2013 | 14:54 | Alina Petrowa-Wasilewicz / pm Ⓒ Ⓟ

„Odwaga i bezkompromisowa postawa w okresie PRL” (prezydent Komorowski), „Dzięki Księdzu Polska jest lepszym miejscem do życia, pracy, wielbienia” (Mark R. Warner, senator Stanów Zjednoczonych), „Budująca postawa wierności Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie” (major Jan Rybak).

Takie i jeszcze bardzo wiele innych słów wdzięczności padły ze strony polityków, działaczy społecznych i wiernych w chwili pożegnania wieloletniego proboszcza parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Warszawie. Po 40 latach pracy, z czego 29 na Służewie, znany duszpasterz i społecznik, ks. Józef Maj 14 sierpnia o północy przeszedł na zasłużoną emeryturę. Nie planuje jednak odpoczynku – ma nowe projekty, które pochłoną niewyczerpaną energię i inwencję, z których słynie.

Podupadający kościół wymaga pilnego remontu

Do parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej został skierowany pod naciskiem władz, którym naraził się z powodu pomocy, udzielanej więźniom politycznym po ogłoszeniu stanu wojennego w 1981 r. Znany duszpasterz akademicki na warszawskim Grochowie i wicerektor kościoła św. Anny, inicjator akademickiej pielgrzymki na Jasną Górę, zdaniem władz komunistycznych nadmiernie angażował się w prace Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności. Był to rodzaj bocznego toru dla kapelana „Solidarności”, kolegi z seminarium ks. Jerzego Popiełuszki.

Służew, jeszcze bez ważnych arterii komunikacyjnych i blokowisk, leżał na peryferiach i składał się głównie z terenów rolniczych. – To parafia, którą polubiłem – wyznaje ks. Maj. Może wpływ na przywiązanie do miejsca miała długa historia – Służew szczyci się, że od XIII wieku istnieje tu najstarsza na Mazowszu parafia. Najstarsze przekazy wspominają, że to „villa militaris Sluzevo”, a ks. Maj przypuszcza, że była to osada służebna zamku obronnego na Jazdowie. Że było to miejsce ważne, potwierdziły prace archeologiczne, przeprowadzone przy okazji remontu świątyni. Znaleziono wówczas średniowieczny miecz katowski, monety z czasów Konrada Mazowieckiego oraz biżuterię.

Wówczas, w 1985 r. proboszczem św. Katarzyny był ks. Antoni Czarnecki, który przez pierwsze miesiące musiał „odcierpieć swoje” – bo tyle pytań o najmniejsze szczegóły zadawał jego następca. Była to postać legendarna, bo wraz z ks. prałatem Marcelim Godlewskim uratował w czasie okupacji tysiące Żydów i wspaniale posługiwał parafianom. Nie był jednak w stanie pokonać barier biurokratycznych, stawianych przez władze – kościół i zabytkowa XVII-wieczna plebania pilnie wymagały remontu, dach przeciekał i w czasie większych deszczy parafianie biegali z baliami i miednicami, żeby nie dopuścić do zalania świątyni, a pozwolenia na renowację nie było. Trzeba było pilnie zająć się remontem. – Nikogo nie pytałem o zgodę – wyznaje ks. Maj. Tak zaczął się trwający 26 lat remont, zakończony zaledwie dwa lata temu.

Ks. prałat z wdzięcznością wspomina konserwatora zabytków, Feliksa Ptaszyńskiego, który doskonale orientował się, że prace remontowe zostały rozpoczęte bez zgody władz. – Najpierw zabezpieczyłem dach, od wojska zdobyłem farbę kauczukową, którą go pokryłem i to wystarczyło na dziesięć lat – wspomina ks. Maj. Skończyły się biegi z baliami, a gdy finalizowaliśmy prace, konserwator strasznie się oburzył (oficjalnie), a nieoficjalnie był szczęśliwy, że uratowano zabytki wysokiej klasy.

W owym czasie troska o budynki była najważniejsza. Ludzie byli uformowani, bardzo przywiązani do parafii, ich więzi z kościołem były żywe, dla nich nie była to instytucja, do której się przychodzi i żąda świadczeń na wysokim poziomie, jak zdarza się dziś w niektórych parafiach. Ludzie integrowali się według osobistej pobożności – ci maryjni uczestniczyli w majówkach i w październikowym różańcu, a bardziej „chrystocentryczni” w nabożeństwach do Najświętszego Serca Pana Jezusa. A wiejska ludność, obecna tu od pokoleń, znała się ze sobą i czuła się wspólnotą.

Parafianin opowiada o nocnych pochówkach

Był rok 1986. Chodząc po kolędzie ks. Maj dowiedział się od brata mistrza Polski w tenisa Władysława Skoneckiego, który mieszkał blisko kościoła, że w latach 40. i 50. chowano tu nocą ludzi, mordowanych w ubeckich kazamatach. Przywożono ich nocą lub nad ranem furmankami lub ciężarówkami. Stosy ciał – ofiar komunistycznej rozprawy z niepodległą Polską – wrzucano do zbiorowych mogił.

– Pojechałem na Solec do Wiesława Chrzanowskiego, który w czasach stalinowskich siedział w więzieniu na Rakowieckiej. I on przypomniał sobie, że więźniowie straszyli się: Uważaj, bo pójdziesz na Służew – opowiada o genezie Komitetu Uczczenia Ofiar Terroru ks. Maj. Komitet zajął się organizacją godnego pochówku i już po upadku PRL wybudowaniem pomnika Męczenników Terroru Komunistycznego w Polsce w latach 1944-1956. Spiżowy krzyż, głazy i rozerwana krata – dzieło prof. Macieja Szańkowskiego – przypominają o „tych, którzy zostali zdradzeni o świcie”.

Konwent – cierniowa droga do jedności

– Budzenie patriotyzmu, pielęgnowanie pamięci, ugruntowanie etyki chrześcijańskiej tak aby przekładać ją na zaangażowanie społeczne – formułuje swój program duszpasterski ks. prałat. Konsekwencją takiej koncepcji było także zaangażowanie w politykę, a ściślej – stworzenie politykom szeroko pojętej prawicy warunków konsolidacji. Tak powstała idea Konwentu św. Katarzyny, który był inicjatywą Jana Olszewskiego i Wojciecha Ziembińskiego, zaaprobowaną przez prymasa kard. Józefa Glempa. To on skierował ich na Służew.

– Gdyby ze swoim żądaniem poparcia prezydentury nie wystąpił pan Wałęsa, Polska wyglądałaby dziś inaczej – mówi z głębokim przekonaniem ks. Maj. Jego zdaniem obradujący przy parafii przedstawiciele 67 organizacji i partii prawicowych wykonały ogromną pracę na rzecz jedności i konsolidacji. Z tej wielkiej liczby wyłoniły się dwie orientacje – AWS i Ruch Odbudowy Polski. Konwent wskazał też swojego kandydata na prezydenta – Hannę Gronkiewicz-Waltz. Ale na tym tle doszło do rozłamu, ludzie poranili się wzajemnie. Został zmarnowany wielki wysiłek, zaprzepaszczono ogromną szansę.

Trendy cywilizacyjne zmieniają parafię

Co było najtrudniejsze przez te wszystkie lata? – Długoletni proboszcz św. Katarzyny nie ma wątpliwości – zmiany cywilizacyjne, zwłaszcza te po 1989 r. Spokojne, wiejskie peryferie stolicy stały się zaludnioną dzielnicą mieszkaniową, najpierw złożoną z blokowisk, później zamkniętych osiedli, wyizolowanych enklaw. – Zastałem podupadające budynki parafii, ale żywą społeczność wiary. Obecnie zespół budynków jest w dobrym stanie, ale parafia jako społeczność jest bardzo wątła – ubolewa ks. Maj.

Czasy się zmieniły na tyle, że ludzie pozamykali się w swoich nowych osiedlach i czują się samowystarczalni. Przyjechali za pracą z różnych regionów Polski i nadal czują się z nimi związani, a nie z miejscem zamieszkania, przypominającym sypialnię. W piątek zaczyna się exodus w rodzinne strony, przywożą z domu wałówki i w następny weekend znów ich nie będzie. Już nie terytorium integruje ludzi a środowisko zawodowe czy zainteresowania. I te zmiany mentalności są dla ks. Maja najtrudniejsze. Owszem, ludzie przychodzą na Mszę, przyjmują księdza po kolędzie – są, ale nie budują wspólnoty, każdy jest sam. Mało jest bielanek czy ministrantów, zanikło wiele nabożeństw, np. do Najświętszej Krwi Pana Jezusa. – Nie wiem, czy zrobiłem wszystko, co trzeba – zastanawia się duchowny.

Na dodatek musiał stoczyć bój o uratowanie kościoła przed katastrofą budowlaną. Morderczy ruch w obecnej Alei Generała Sikorskiego, puszczenie tam TIR-ów, zachwiał fundamentami świątyni. Trzeba było spiąć jej ściany stalowymi prętami, wbić 156 pali z żelbetonu i przykryć je stropem. Po raz drugi świątynia ocalała dzięki energicznemu proboszczowi. Kolejna walka toczyła się o odstąpienie od budowy wiaduktu nad skrzyżowaniem z Aleją Wilanowską. Ks. Maj przestrzega przed drganiami, które zawsze są zagrożeniem dla okolicznych budowli i proponuje wybudowanie tunelu. Na jak długo decyzja prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego, zaaprobowana przez jego następczynię będzie aktualna – nie wiadomo. – Toczyłem nieustanny bój – stwierdza ks. Maj.

Centrum Kapelańskie – nowy projekt księdza-emeryta

Te boje i całkiem normalne, codzienne prace zostały docenione – ks. Maj otrzymał medal Polonia Mater Nostra Est oraz Narodowy Order Zasługi Republiki Francuskiej.

Kościół św. Katarzyny wraz z pomnikiem ofiar komunizmu jest miejscem pamięci, upamiętniono ofiary katastrofy smoleńskiej, ostatnio odsłonięto tablicę Lotników Brygady Pościgowej, która broniła stolicy we wrześniu 1939 roku. Lista prac duszpasterskich ks. Maja jest długa, podobnie jak lista zasług, spisana w dziewięciu punktach przez mjr. Jana Rybaka w liście z okazji przejścia na emeryturę proboszcza św. Katarzyny. Duszpasterz akademicki, legendarny duszpasterz „Solidarności”, kapelan Niezależnego Zrzeszenia Studentów, Związku Młodzieży Demokratycznej, opiekun grup seniorów przedwojennego duszpasterstwa akademickiego, któremu patronował bł. Edward Detkens, męczennik II wojny światowej.

Ale nie jest to karta z kroniki parafialnej, zastygła przeszłość, bo część z tych środowisk przejdzie do powstającego Centrum Kapelańskiego im. ks. Jerzego Popiełuszki. Przy ul Madalińskiego 101 na Mokotowie będzie tu miejsce spotkań NZS-u (do którego należy około 7 tys. osób), Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców (1,8 tys. członków), członków Towarzystwa Naukowego im. Stanisława ze Skalbmierza, Fundacji Pamięci Zwycięstwa 1920 r., delegatury mazowieckiej Kawalerów Maltańskich, Towarzystwa Pamięci KL Warschau. A to nie wszystko. Nic dziwnego, że asystent ks. prałata stwierdza: „To człowiek – instytucja”.

Emerytura będzie pracowita. Ks. Maj chce wykształcić kapelanów, posługujących w tych trudnych czasach. Uważa, że wcześniej czy później dojdzie do konfrontacji świata z Kościołem, gdyż jest on jedyną instytucją, która sprzeciwia się niebezpiecznemu globalnemu projektowi „ulepszenia rzeczywistości”. – W tej walce sobie nie poradzimy bez Boga, mamy prawo oczekiwać od Niego szczególnej pomocy. Wciąż narzucam się Panu Jezusowi i mówię Mu, jak bardzo jest nam potrzebny – wyznaje długoletni proboszcz parafii św. Katarzyny.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.