Drukuj Powrót do artykułu

Patriarcha Cyryl – wspólnik Putina

06 marca 2022 | 22:30 | kg (KAI/ilsismografo) | Watykan Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. POOL REUTERS/Associated Press/East News

Używane obecnie określenie „Rosja Putina”, aby nie obciążać całego narodu rosyjskiego zbrodniami i innym złem, dokonane przez „cara” Władimira Putina, dotyczy także patriarchy Cyryla – uważa portal watykański „il sismografo”. Przypomniano, iż objął on swój urząd jako 16. patriarcha moskiewski i całej Rusi na początku lutego 2009 a już wtedy obecny gospodarz Kremla był „silnym człowiekiem Federacji Rosyjskiej” i szybko nawiązał serdeczne, intensywne i zaplanowane stosunki z Cyrylem. Ten zaś w wielu sprawach i chwilach aż do dzisiaj był zawsze blisko Putina, który ze swej strony nigdy nie tracił okazji, aby pokazać się publicznie z głową Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (RKP).

Obu przywódców zawsze łączyła niemal symbioza i wiele zachowań prezydenta Rosji na zewnątrz, ale nie tylko wtedy, miały na celu przeforsowanie swego wizerunku jako obrońcy chrześcijaństwa i jego najważniejszych wartości, szczególnie prawosławia, i to nie tylko rosyjskiego.

Obraz, który w ciągu mniej więcej 20 lat władza polityczno-gospodarcza, uosabiana przez Kreml, i narodowo-religijna (monaster św. Daniela w Moskwie [siedziba patriarchy – KAI], proponowały inteligentnie, stopniowo i stanowczo, przyniósł wynik, który widzimy dzisiaj w swego rodzaju uderzeniowym sojuszu przeciw Ukrainie – twierdzą autorzy „ilsismografo”. Jednocześnie zwracają uwagę, że duża część („buona parte”) prawosławia rosyjskiego ma korzenie ukraińskie, a wielu duchownych RKP to obywatele ukraińscy.

Owa szczególna harmonia i synergia religijna i polityczna trwała w sposób „żelazny” i mocny aż do obecnej chwili i ani Cyryl, ani Święty Synod Patriarchatu Moskiewskiego, ani przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych (OWCS) metropolita Hilarion nie potępili napastniczej wojny Rosji przeciw Ukrainie ani nawet nie poprosili o pokój czy coś podobnego, pełnego współczucia, humanitarnego, co mogłoby zhumanizować działania wojenne.

Cyryl i Kościół rosyjski są nadal sojusznikami Putina także we wspieraniu inwazji po ludzku odrażającej, niesprawiedliwej i okrutnej. Patriarcha mógłby uniknąć tej rzezi, otwierając samemu drogę do dialogu i szukania porozumień na zasadzie wzajemnego konsensusu, nigdy jednak tego nie zrobił. Co więcej, wielokrotnie dolewał oliwy do ognia różnymi zaskakującymi gestami i słowami. Na przykład 23 lutego, gdy Rosja obchodzi stare święto sowieckie – Dzień Armii Czerwonej, zmienione w 1993 na Dzień Obrońcy Ojczyzny, złożył on kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza w Moskwie, po czym wygłosił dłuższe przemówienie, w którym wprost zachęcał wojsko do udziału w wojnie, jeśli zajdzie taka potrzeba. I nazajutrz rzeczywiście rozpoczęła się pełnowymiarowa agresja Rosji przeciw Ukrainie.

Autorzy komentarza na portalu watykańskim przypomnieli, że światowe prawosławie od lat przeżywa wielkie konflikty i napięcia, w tym także mające związek z długimi przygotowaniami do obecnego ataku. W każdym razie wiadomo, że brał w nich udział Cyryl, który 4 bm. wyraził się z uznaniem o papieżu i Stolicy Apostolskiej za ich „mądre i umiarkowane stanowisko” w sprawach międzynarodowych.

W przeszłości Cyryl jeszcze jako metropolita i przewodniczący OWCS mówił o Kościele katolickim, że uprawia on w Rosji „agresywny prozelityzm”. Jego podejście do ekumenizmu nie zawsze było szczere i przejrzyste – są przekonani autorzy komentarza.

W tych okolicznościach ewentualne pełne zapanowanie Rosji nad Ukrainą może oznaczać dla miejscowego Kościoła katolickiego obu obrządków dramatyczny i ogromny problem, zwłaszcza dla grekokatolików, którzy znaleźliby się między okrutną i bezwzględną władzą polityczno-wojskową a tamtejszymi prawosławnymi, głęboko zresztą podzielonymi między sobą i wrogo do siebie nastawionymi. Portal przestrzega przed myleniem Cyryla z ekumenizmem, gdyż w przeszłości długo współpracował on z reżymem komunistycznym i nigdy nie wypowiedział ani słowa w obronie Kościołów katolickich.

W tym kontekście przypomniano też subtelne i głęboko przemyślane słowa Benedykta XVI, który przyjął Putina na półgodzinnej audiencji w Watykanie 13 marca 2007. W książce-wywiadzie Petera Seewalda „Ostatnie rozmowy” papież-senior powiedział, że było to „interesujące spotkanie, prowadzone po niemiecku (on zna ten język doskonale)”. Rozmowa nie była zbyt głęboka, ale – zdaniem Ojca Świętego – prezydent Rosji odczuwał potrzebę wiary. Jako realista widzi on, że Rosja cierpi z powodu zniszczenia moralnego, a jako patriota, jako ktoś, kto chce przywrócić swemu krajowi rolę wielkiego mocarstwa, rozumie, że zniszczenie chrześcijaństwa grozi zniszczeniem go, zdaje sobie sprawę, że człowiek potrzebuje Boga – stwierdził w wywiadzie Benedykt XVI.

Zdaniem portalu Putinowi podoba się stwarzanie takiego wrażenia, robi wszystko, aby być mu wiernym i zdołał już stworzyć w swym kraju wizerunek obrońcy rosyjskiego prawosławia. Upoważnia to do poglądu, że Cyryla można utożsamiać z tym projektem geopolitycznym, jaki prezydent Rosji stopniowo wciela w życie od ponad 20 lat, zadając co jakiś pokojowi i stabilności Europy nieodwzajemniane ciosy. W Rosji od dawna słyszy się i czyta, iż „my, rząd i Kościół, jesteśmy ostatnią granicą na linii obrony narodu i słowiańskiej rodziny chrześcijańskiej”.

Ale stanowiska głowy RKP nie podziela bynajmniej cała jego owczarnia, zwłaszcza na Ukrainie, gdzie w wielu parafiach a nawet całych diecezjach podlegającego Moskwie Kościoła prawosławnego przestano wymieniać jego imię w czasie liturgii, co w istocie oznacza odrzucenie jego zwierzchnictwa. Nawet zwierzchnik tego Kościoła metropolita Onufry nazwał obecne walki wojną i zażądał od Rosji wycofania jej wojsk z Ukrainy. Zresztą Cyryl już w 2009, a więc wkrótce po swym wyborze, zaczął lansować teorię „ruskiego świata”, który miałyby tworzyć Białoruś, Ukraina i Rosja, oczywiście pod jej przewodnictwem. Był to jasny sygnał, że taki kraj jak Ukraina, powinien być częścią Wielkiej Rosji, choć oficjalnie patriarcha uznawał i akceptował istniejące granice między państwami.

Obecna wojna na Ukrainie jest w pewnym sensie próbą praktycznego wcielenia w życie tej szalonej idei, ale też, paradoksalnie, ostatecznym jej pogrzebaniem w oczach broniących się przed Moskwą Ukraińców.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.