Z Janem Pawłem II na pokładzie
Prawdziwej rewolucji w papieskich lotach dokonał św. Jan Paweł II, który na swym koncie miał 104 podróże zagraniczne. W ich trakcie odwiedził 129 krajów, w tym te leżące na najdalszych peryferiach świata.
Anastasio ujawnia, że w tamtych czasach „watykański protokół mówił, że my, jako personel pokładowy, nie możemy się bezpośrednio zwracać do papieża, tylko mamy to robić za pośrednictwem sekretarza stanu. Jan Paweł II od zawsze łamał tę zasadę”. Steward wspomina szczególny lot do Kazachstanu, który miał miejsce kilka dni po zamachach terrorystycznych z 11 września w Nowym Jorku. „Napływały informacje o możliwych zagrożeniach, w prasie pojawił się tytuł «Lot papieża zagrożony atakiem rakietowym». Wystartowaliśmy i pamiętam, że gdy pokonywaliśmy niebo nad Bułgarią, pojawiły się wojskowe myśliwce, które leciały bardzo blisko nas”. Steward opowiada, że „Jan Paweł II przywołał go gestem dłoni i zapytał: «kim oni są?», a ja odparłem: «Ojcze Święty to nasi Aniołowie Stróżowie». Papież zaczął się śmiać”.
Przywołuje też słynną historię o tym, jak odpowiadając na pytanie towarzyszących mu dziennikarzy o to, jak się czuje po operacji biodra, Jan Paweł II żartował, że „nie wie, bo jeszcze nie czytał porannych gazet”. Steward ujawnia, że w ostatnich latach pontyfikatu papieża Polaka w samolocie umieszczono łóżko, aby mógł on odpocząć w czasie długich przelotów.
Wspomina też nadzwyczajną sytuację, gdy doszło do niepodziewanej zmiany miejsca lądowania papieskiego samolotu: w Rzymie spadł potężny śnieg, samolot wylądował więc w Neapolu, a Jan Paweł II wraz z wszystkimi wrócił do domu pociągiem.
Benedykt XVI pyta o pełny bak
Włoski steward opowiada też o wyjątkowej więzi, jaka połączyła go z Benedyktem XVI. „Papież mówił do mnie po imieniu, używał zdrobnienia – Rino. Po swojej rezygnacji wielokrotnie zapraszał mnie do klasztoru w Watykanie, który stał się jego domem. Zawsze dopytywał, jak mi się pracuje” – opowiada Anastasio.
We wrześniu 2008 roku Ojciec Święty leciał do Paryża. Był to czas, kiedy włoskie linie lotnicze były na skraju upadku, co rzeczywiście nastąpiło kilka miesięcy później. Przed tą podróżą w dzienniku „La Repubblica” pojawił się na pierwszej stronie ogromny tytuł: „Alitalia nie ma pieniędzy nawet na benzynę”. „Gdy przechodziłem obok Benedykta XVI – wspomina steward – podniósł wzrok znad gazety, która pisała o finansowych problemach naszego przewoźnika, i zapytał: «Czy na pewno zatankowaliście pełny bak, żeby polecieć do Paryża?»”.
Anastasio pisze też o zaskakujących prezentach, jakie papież otrzymywali w czasie swych podróży. Wspomina ostatnią podróż Benedykta XVI do Afryki: „Wracaliśmy z Beninu, jednego z najbiedniejszych krajów świata. Wśród wielu darów, które papież tam otrzymał, był kolorowy ptak w klatce. Umieściłem go w miejscu między papieską częścią samolotu a dziennikarzami. Gdy miała się zacząć konferencja prasowa, ptak zaczął wydawać dziwne dźwięki, być może podenerwowany głosem mikrofonu. Byliśmy zakłopotani, nie wiedząc, co robić. Wziąłem więc koc i przykryłem klatkę, a ptak się uspokoił”.
Franciszek i lasagna dla dzieci-uchodźców
Kard. Jorge Bergoglio włoski steward poznał na trzy lata przed jego wyborem na Stolicę Piotrową. Spotkali się na prezentacji książki ich wspólnego przyjaciela. „Po tym spotkaniu zaprosił nas do siebie do Buenos Aires i zrodziła się piękna przyjaźń, która przetrwała lata” – mówi.
Franciszek zaprosił go do Domu św. Marty przed swoją pierwszą podróżą zagraniczną, której celem były Światowe Dni Młodzieży w Rio de Janeiro. „Powiedział mi wtedy, że chce, aby na pokładzie wszystko było bardzo proste. Linie lotnicze miały jednak swoje standardy. Podjechałem do niego wózkiem pełnym różnych potraw, zatrzymał mnie i powiedział: «Widzę, że nie zostałem dobrze zrozumiany. Nie jestem królem i chcę być traktowany tak, jak cała reszta pasażerów». Od tego dnia otrzymywał tacę z posiłkiem, jak wszyscy” – opowiada Anastasio.
W jego pamięci szczególnie zapisała się podróż do Republiki Środkowoafrykańskiej, w której wciąż trwały walki i nikt nie był w stanie zagwarantować uczestnikom pielgrzymki pełni bezpieczeństwa. Franciszek był jednak przekonany, że właśnie ze względu na rozgrywający się dramat mieszkańców tego kraju chce tam pojechać i właśnie tam otworzyć Drzwi Święte Jubileuszu Miłosierdzia. „Ryzykiem było już samo lądowanie, bo pas startowy nie był ogrodzony i w każdej chwili jakieś zwierzę albo człowiek mógł na niego wtargnąć” – opowiada steward. Wspomina, że Ojciec Święty wyczuł napięcie panujące wśród personelu i zażartował: „Jak nie dacie rady wylądować, dajcie mi spadochron, a sam wyskoczę”. „Kiedy wracaliśmy do Rzymu – mówi – po tej bardzo udanej i poruszającej podróży, podszedłem do papieża z zestawem ratunkowym i pokazując na spadochron powiedziałem: «Ojcze Święty spokojnego lądowania w Domu św. Marty»”.
Wyjątkowy charakter miała jednodniowa podróż na Lesbos w 2016 roku, będąca gestem solidarności wobec migrantów, którzy w drodze po lepsze życie często giną w otchłaniach morskich. Papież odwiedził obóz dla uchodźców i ku zaskoczeniu towarzyszących mu dziennikarzy zabrał stamtąd kilka rodzin, które miały otrzymać pomoc od Kościoła we Włoszech. „Był to jeden z najsmutniejszych lotów, po tym, co wszyscy zobaczyliśmy na tej wyspie. Przy nas odnaleziono na plaży ciało małego dziecka. Nie wiedziałem, że będą z nami lecieli uchodźcy. Dzień przed podróżą dostałem jedynie informację, że mam zadbać o dodatkowe porcje lasagni” – wspomina steward. Przywołuje przerażenie w oczach dzieci, kiedy personel pokładowy założył kamizelki ratunkowe, tłumacząc przed podróżą zasady bezpieczeństwa: „Było w tych oczach pytanie, czy znowu nas nie wrzucą w tych kamizelkach do morza”. Anastasio wyznaje, że na twarzach uchodźcach wyryta była tragedia, przez jaką przeszli. „Dzieci były wygłodniałe – opowiada – i z entuzjazmem pochłaniały lasagnę. Papież, gdy przyniosłem mu jego porcję, powiedział: «Daj ją dzieciom, a ja zjem gotowany ryż bez dodatków»”.
Leon XIV w kabinie pilotów
Włoski steward mówi o ogromnych emocjach, jakie mu towarzyszą w związku z najbliższą podróżą Leona XIV do Ameryki Południowej, która stanęła pod znakiem zapytania ze względu na chorobę. „Nie mogę się doczekać, by ponownie powitać go na pokładzie” – wyznaje.
Nowym zwyczajem, który wraz z pontyfikatem papieża Amerykanina stał się częścią papieskich lotów, są jego odwiedziny w kabinie pilotów i spędzanie z nimi części trasy. „Papież rozmawia też z pilotami eskortujących nas myśliwców, wypytuje o wiele technicznych rzeczy. Wychodzi jego natura matematyka” – zauważa Anastasio.
W książce można przeczytać o nadzwyczajnej sytuacji, która wydarzyła się podczas pierwszej podróży obecnego pontyfikatu. Leon XIV odwiedził wówczas Turcję i Liban. „Zatrzymaliśmy się w na noc Ankarze. Wtedy napłynęła informacja, że uziemiono osiem tysięcy samolotów z powodów technicznych i wśród nich był także nasz. Od razu zwołaliśmy sztab kryzysowy i w kontakcie z Rzymem zdecydowano, że dostarczą nam software, który musi być wymieniony” – relacjonuje steward. Jak mówi, w międzyczasie w mediach wybuchła już wiadomość o usterce w papieskim samolocie i towarzyszące jej pytanie, co dalej z pielgrzymką. O całym incydencie został poinformowany Leon XIV: „Gdy wszedł na pokład samolotu, zajrzał do kabiny pilotów i z uśmiechem zapytał kapitana czy software został wymieniony i czy bezpiecznie możemy lecieć dalej”.