Prof. Alexander Motyl: rosyjskie ludobójstwo w Ukrainie
06 lutego 2026 | 14:07 | Patryk Małecki | Nowy Jork Ⓒ Ⓟ
Fot. Archiwum prywatne rozmówcyOstatecznym celem Rosji na Ukrainie jest eksterminacja Ukraińców jako narodu. Celem jest ludobójstwo. Najwyższy czas, aby wszyscy na świecie, w tym Biały Dom, zrozumieli, że z ludobójcami nie da się rozmawiać. Zgodzą się na pokój tylko wtedy, gdy zostaną do tego zmuszeni. Takie rozumienie ładu moralnego podziela wielu światowych przywódców, w tym polscy – uważa prof. Alexander Motyl. Wybitny amerykański politolog, rusolog i ukrainolog w rozmowie z KAI podkreśla, że Ukraina nie jest pozostawiona sama sobie przede wszystkim dzięki Polsce, która „dzieli się z Ukrainą ciepłem. Tym przychodzącym z systemów energetycznych, ale przede wszystkim tym zwykłym ciepłem ludzkich serc”.
Patryk Małecki (KAI): Panie Profesorze, na bieżąco śledzi Pan i analizuje sytuację Ukrainy pod wojennym terrorem Rosji oraz stawia diagnozy. Ostatnia z nich jest taka, że agresor realizuje systematycznie plan ludobójstwa narodu ukraińskiego. Co Pan do tego skłania?
Prof. Aleksander Motyl: Oczywiście można przeprowadzić wywód historyczny sięgający początku rosyjskiego najazdu z lutego 2022 roku, ale można także wskazywać bardzo aktualne przykłady. 1 lutego Rosjanie zaatakowali szpital położniczy, raniąc co najmniej sześć osób w mieście Zaporoże. Agresor po raz kolejny pokazał, że jego ostatecznym celem na Ukrainie jest eksterminacja Ukraińców jako narodu. Celem jest ludobójstwo. Jaki lepszy sposób na wyrażenie tych zamiarów niż próba zamordowania noworodków i ich matek?
Rosjanie upierają się, że ich cele nie są i nigdy nie były cywilne…
– I co z tego? Przez dekady od ustanowienia w Rosji reżimu komunistycznego, Lenin, Stalin i ich następcy twierdzili, że ich celem jest „walka pokój” oraz „szczęśliwość ludu pracującego”. Ta demagogia pochłonęła dziesiątki milionów ofiar. Wydawało się, że ten etap historii współczesnego świata został ostatecznie rozliczony. Ale nie dla Putina! On nieustannie powtarza, że rozpad Związku Sowieckiego w wyniku przemian demokratycznych w Europie był największą katastrofą historyczną. Dlatego chce zawrócić koło historii. To robi aktualnie na Ukrainie. Nie mogąc realizować swoich celów militarnie, bo sukcesów na polu walki nie odnosi, a codziennie przelewa krew ponad tysiąca rosyjskich żołnierzy, koncentruje się na wykorzystywaniu broni przeciwko cywilom oraz niezbędnej do życia cywilnej infrastrukturze. Bombarduje osiedla mieszkalne, szpitale, szkoły, przedszkola, żłobki, domy handlowe, elektrownie, elektociepłownie, linie energetyczne. Wszystko, co się tylko da, aby utrudnić życie Ukraińcom, zasiać w nich zwątpienie, zrujnować morale i uczynić niezdolnymi do dalszego stawiania oporu.
Walczy także bronią jaką jest… zima?
Bezwzględnie wykorzystuje w walce wyjątkowo mroźną tegoroczną zimę. Ukraińcy już nazywają program Putina „Chołodomorem” czyli zabijania chłodem. W nawiązaniu do „Hołodomoru” czyli ludobójczego Wielkiego Głodu z lat 1932-1933, wywołanego przez Sowietów w Ukrainie. Szacunki dotyczące liczby Ukraińców, którzy zmarli z głodu w okresie od grudnia 1932 do maja 1933 roku, w celu złamania ich oporu wobec władzy sowieckiej, wahają się od 4 do 10 milionów. Niezależnie od dokładnej liczby, średnia ofiar wynosiła nie mniej niż 666 666 miesięcznie lub 22 222 dziennie.
„Hołodomor” i „Chołodomor” brzmi po ukraińsku jednakowo…
– Taka jest fonetyka. Sens paradoksalnie jednakowy. Chodzi o zadanie tej samej śmierci. Tym samym ludziom przez tych samych zbrodniarzy. Można zabijać i głodem i zimnem.
Skala chyba jednak nie będzie ta sama…
„Chołodomor” nie osiągnie tak zatrważających rozmiarów „Hołodomor”, ale jego cel jest taki sam jak 93 lata temu: ludobójstwo.
W walce z „Chołodomorem” Ukraina nie jest pozostawiona sama sobie…
– Przede wszystkim dzięki Polsce, która dzieli się z Ukrainą ciepłem. Tym przychodzącym z systemów energetycznych, ale przede wszystkim tym zwykłym ciepłem ludzkich serc. Ogólnopolska zbiórka funduszy na agregaty prądotwórcze, nagrzewnice i magazyny elektryczności, ale choćby także wysyłanie na Ukrainę transportów łatwego do podgrzania jedzenia w tym zup, robi wielkie wrażenie i przynosi reakcje serdeczne wdzięczności.
Jak definiować ludobójstwo? Prawnie ma ono bardziej precyzyjnie rozumienie niż w języku potocznym?
Zgodnie z Konwencją w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa uchwaloną przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 9 grudnia 1948 roku, zbrodnia ta oznacza następujące czyny popełnione z zamiarem zniszczenia, w całości lub w części, konkretnej zbiorowości (grupy) grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej jako takiej:
1.Zabijanie członków zbiorowości;
2. Zadawanie zbiorowości grupy poważnych obrażeń cielesnych lub psychicznych;
3. Celowe stwarzanie zbiorowości warunków życia obliczonych na spowodowanie jej fizycznego wyniszczenia w całości lub w części;
4. Stosowanie środków mających na celu wyniszczenie populacyjne poprzez zapobieganie urodzeniom w zbiorowości;
5. Porywanie i przymusowe przenoszenie dzieci z własnej zbiorowości do innej.
Przypomnijmy, że autorem tej konwencji był… lwowianin Rafał Łemkin, związany z tamtejszym Uniwersytetem Jana Kazimierza, podobnie Jak Jan Karski i słuchający wykładów tych samych profesorów. Obaj zresztą się znali…
Symbolika jest oczywista, bo dotyczy dwóch wielkich postaci związanych z miastem tak ważnym dla Polaków i Ukraińców oraz tak bardzo zasłużonych dla walki ze zbrodniami przeciwko ludzkości. Co ciekawe, obaj urodzili się tego samego dnia i miesiąca 24 czerwca, Łemkin w 1900 roku, a Karski w 1914.
Łemkin, już od czasu uzyskania we Lwowie doktoratu doktoratu interesował się naukowo problemem przestępczego prześladowania zbiorowości tworząc zręby tzw. koncepcji barbarzyństwa ogłoszonej w 1933 roku. Jej fundamentalnym założeniem było, że „kto z nienawiści do zbiorowości rasowej, wyznaniowej lub społecznej, albo też w celu wyniszczenia (eksterminacji) tejże przedsiębierze czyn karalny przeciwko życiu, nietykalności cielesnej, wolności, godności lub podstawom bytu gospodarczego człowieka, należącego do takiej zbiorowości, za to przestępstwo barbarzyństwa ulegnie karze…”. Mało tego, tak samo będzie odpowiadał, kiedy jego czyn nie będzie bezpośrednio skierowany przeciwko dyskryminowanej zbiorowości, ale jedynie przeciwko osobie biorącej ową zbiorowość w obronę, ujmującą się za nią lub tylko wyrażającą z nią solidarność. Od przybycia do Stanów Zjednoczonych w 1941 roku, Łemkin rozwijał swą teorię pod wpływem doświadczeń, jakie niosła tocząca sie w Europie wojna, a przede wszystkim zbrodni Holocaustu. W wydanej w 1944 książce „The Axis Rule in Occupied Europe” (Rządy państw Osi w okupowanej Europie) przedstawił swoje poglądy na nowy typ zbrodni przeciwko ludzkości, tworząc termin „genocidium” (ludobójstwo). Szerszy od terminu barbarzyństwa. Zakładający bowiem zorganizowane (także poprzez struktury państwowe) działania, mające na celu zniszczenie narodu lub grupy etnicznej nie tylko w wyniku aktu jednorazowego, ale także poprzez dezintegrację instytucji, kultury, języka, świadomości narodowej i religijnej, gospodarczych podstaw egzystencji, a poprzez to i w konsekwencji pozbawienie ludzi bezpieczeństwa, wolności, zdrowia, godności i ostatecznie życia.
Niebawem po ukazaniu się książki, prestiżowy „The Washington Post” zamieścił artykuł wstępny zatytułowany „Genocide”, w którym pojęcie ludobójstwa pojawiło się w powszechnym obiegu. Znamienne, że promocja książki Łamkina przebiegała równolegle z promocją betselleru Karskiego „Story of a Secret State” („Tajne Państwo”) prezentującego zbrodniczą naturę okupacji hitlerowskiej i podobne działania sowieckie oraz przeciwstawienie się im przez Polskę Podziemną.
Po powstaniu w 1945 roku Organizacji Narodów Zjednoczonych temat ludobójstwa stał się częścią jej agendy, a Łemkin został zaproszony do tworzenia konwencji mającej położyć kres tej zbrodni. Uchwalona została po trzech latach.
Rafał Łemkin zabrał także głos na temat ukraińskiego Hołodomoru…
Tak. W 1953 roku, w dwudziestą rocznicę Hołodomoru w nowojorskim Manhattan Centre wygłosił wykład „Sowieckie ludobójstwo na Ukrainie”. Uznał intencjonalnie wywołany przez władze sowieckie głód na Ukrainie klasyczny przykład tej zbrodni. Mówił m.in. „Trzeci element radzieckiego planu był wymierzony w rolników, ogromną masę niezależnych chłopów, będących strażnikami tradycji, folkloru i muzyki, języka i literatury narodowej, ducha narodowego Ukrainy. Broń użyta przeciwko tej grupie była prawdopodobnie najstraszniejsza ze wszystkich – głód. W latach 1932-1933 z głodu zmarło 5 milionów Ukraińców, co było aktem nieludzkim, potępionym przez 73. Kongres Stanów Zjednoczonych 28 maja 1934 roku. (…) W latach 1920-1939 odsetek Ukraińców w populacji Ukrainy spadł z 80% do zaledwie 63%. W obliczu głodu i deportacji liczba ludności ukraińskiej zmniejszyła się z 23,2 miliona do 19,6 miliona, podczas gdy liczba ludności nieukraińskiej wzrosła o 5,6 miliona. Biorąc pod uwagę, że Ukraina miała kiedyś najwyższy w Europie wskaźnik przyrostu naturalnego, około 800 000 rocznie, łatwo zauważyć, że rosyjska polityka odniosła sukces. (…) To nie jest jedynie przypadek masowego morderstwa. To przypadek ludobójstwa, zniszczenia nie tylko jednostek, ale całej kultury i narodu”.
Te słowa wybitnego polskiego prawnika warte są dziś przypomnienia, kiedy Rosja realizuje w Ukrainie swoje nowe plany ludobójcze.
Powróćmy do dzisiejszej sytuacji. Które z pięciu punktów, jakie Pan wymienił wcześniej dotyczą agresji rosyjskiej na Ukrainę?
Rosja niewątpliwie zabija Ukraińców i zadaje im poważne obrażenia fizyczne i psychiczne. Chołodomor dotyczy trzeciego punktu. Bombardowanie szpitala położniczego dotyczy czwartego punktu. A porwanie przez Rosję kilkudziesięciu tysięcy ukraińskich dzieci to bezsprzecznie przykład punktu piątego.
To pięć z pięciu punktów. Rosja popełnia ludobójstwo na Ukrainie, a Putin jest głównym sprawcą ludobójstwa. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w postanowieniu Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, który wydał nakaz aresztowania Putina. Oczywiście, nie jest jedynym przestępcą. Przynajmniej jego najbliższe otoczenie ponosi niemniejszą winę.
Czy Putin i jego kompania coś sobie z tego robią?
Udają, że sobie nie robią. Ale Putin bardzo uważa by podróżując omijać państwa gdzie nakaz haski działa, a nawet ich strefy powietrzne. Niektórzy prominentni Rosjanie są tak szaleńczo zadowoleni z perspektywy zabijania postrzeganych wrogów, że proponują nawet spalenie Europy.
Długoletni doradca Putina, Siergiej Karaganow, odpowiedział Tuckerowi Carlsonowi, w niedawnym wywiadzie telewizyjnym na pytanie: „Czym jest porażka Rosji?” prosto: „Jeśli Rosja zbliży się do porażki, oznaczałoby to, że Rosja użyje broni jądrowej, a Europa zostanie fizycznie zniszczona”. Wśród potencjalnych celów wymienił trzy kraje: Polskę, Niemcy i Wielką Brytanię. Jako priorytet wskazał Niemcy oraz Wielką Brytanię, a w Polsce jako pierwszy cel wymienił Poznań.
Były prezydent i premier Rosji, Dmitrij Miedwiediew, również wielokrotnie groził Europie zniszczeniem nuklearnym. Co ważne, zarówno Karaganow, jak i Miedwiediew grozili fizyczną eksterminacją Europejczyków, a nie ich armii. Celem jest czyste ludobójstwo.
Czy Putin, Karaganow i Miedwiediew są szaleni, czy też racjonalnie dążą do zabicia milionów ludzi?
Odpowiedź brzmi: jedno i drugie. Patrząc przez pryzmat wartości zawartych w dokumentach Organizacji Narodów Zjednoczonych, ich zachowanie jest oczywiście moralnie niedopuszczalne, a ludobójcze groźby nie mają sensu – zwłaszcza że wypowiadane podczas wojny, której Rosja nie może wygrać i która może ją nawet zniszczyć. Po co zabijać Ukraińców i innych europejskich cywilów, skoro oznacza to nieuchronnie przekształcenie Matki Rosji w przegraną?
Jednak patrząc przez pryzmat rosyjskiej ideologii supremacji i imperializmu, ludobójstwo ma jak najbardziej sens. Kogo obchodzi, że dotąd zginęło lub zostało rannych 1,2 miliona rosyjskich żołnierzy, skoro oznacza to promowanie eksterminacji Ukraińców?
Traktowanie sprawców ludobójstwa jak normalnych ludzi jest moralnie niedopuszczalne. Co równie ważne, jest to również kontrproduktywne, ponieważ tylko zachęca ich do zabijania kolejnych tysięcy ludzi.
Jakie wyjście?
Powtórzę to, co mówię od początku tej zbrodniczej, pełnoskalowej wojny mającej na celu wyniszczenie narodu ukraińskiego… Najwyższy czas, aby wszyscy na świecie, w tym Biały Dom, zrozumieli, że z ludobójcami nie da się rozmawiać. Zgodzą się na pokój tylko wtedy, gdy zostaną do tego zmuszeni. Takie rozumienie ładu moralnego podziela wielu światowych przywódców, w tym polscy, którzy stoją murem za Ukrainą dobrze rozumiejąc, że bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski, a także i to, że nic, co dotyczy Ukrainy nie może się dziać bez Ukrainy.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Patryk Małecki
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

