Drukuj Powrót do artykułu

Prof. Melnyk: Zrozumieć Papieża. Rytuały, symbole, gesty…

03 grudnia 2022 | 11:58 | M. Melnyk (KAI) | Olsztyn Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. AFP PHOTO / VATICAN MEDIA

„Papieskie słowa i obrzędy związane z wojną rosyjsko-ukraińską są nierozłączne. Papież często więcej komunikuje przez obrzęd, gest i symbole religijne niżeli przez tekst werbalny. Papież wojnę przeżywa w sakralnej przestrzeni znaków i symboli. Papieskie myśli można «widzieć» na kilku poziomach komunikacyjnych” – pisze prof. Marek Melnyk w artykule pt. „Zrozumieć Papieża. Rytuały, symbole, gesty…”.

Teolog i religioznawca, zajmujący się historią Kościoła greckokatolickiego i dialogiem polsko-ukraińskim z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, zaznacza: „Gdybyśmy wyraźnie oddzielili papieskie słowa i symbole, przez które mówi o wojnie na ziemi ukraińskiej, to jego przekaz zawiera wyraźne potępienie wojny jako uobecnienie zła w zbawionym świecie. Papież nieustannie przypomina, że zło jest a nie powinno być. Papież jest zrozumiały bez słów. Jego komunikat wykracza poza to, co można zwerbalizować, uchwycić pojęciami, wypowiedzieć, napisać. Papież chce być zrozumiany przez mowę gestu, symbolu, misterium”.

Oto tekst artykułu:

Wstęp

Minęło już stosunkowo dużo czasu od 24 lutego br. by zrozumieć to wszystko, co Franciszek mówi o wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Nietrudno zauważyć, że stara się on zachować równowagę między sprzecznościami. Dąży wyraźnie do utrzymania dialogu z Kościołem rosyjskim i elitą rządzącą w Rosji. Występuje tutaj w roli głowy państwa. Pragnie być pośrednikiem w przyszłych rozmowach pokojowych. Czyni tak, mimo oficjalnej sakralizacji działania militarnego Rosji na Ukrainie przez rosyjskie prawosławie.

A jednocześnie jako następca św. Piotra wyraźnie wspomaga naród ukraiński, cierpiący w wyniku działań wojennych Rosji. Papież wprost określa naród ukraiński jako naród poddany męczeństwu! Tym samym wskazuje na Rosjan jako na tych, którzy dokonują tego zaplanowanego ludobójstwa. Ta antynomia powoduje, że papież nieustannie potępia tę wojnę, staje po stronie jej ofiar, wzywa do pokuty i modlitw a przy tym nigdy nie wypowiedział słów potępiających Rosję i Putina. Potępia zło zbrodniczych agresorów, a potępiając wojnę, wskazuje, kto jest agresorem. Unika jednak deklaracji potępiających, gdyż nie chce się stać wyraźnym elementem koalicji antyputinowskiej.

Mówi natomiast o tej wojnie nie tylko słowami. Działa w doczesności profanum i w wymiarze sacrum. Aby zrozumieć jego stosunek do wojny na Ukrainie, nie wystarczy jedynie czytać jego deklaracji i wypowiedzi czy nieprofesjonalnych relacji ze spotkań. Należy przyjrzeć się dokładnie przestrzeni sacrum, w której papież mówi o Ukrainie. Należy zobaczyć, jak reaguje On na wojnę w rytuale liturgicznym, spontanicznych gestach, symbolicznym działaniu. Papież wyraźniej wypowiada swą prawdę o wojnie, toczonej na ziemiach ukraińskich, w obrazie, obrzędzie, działaniu symbolicznym aniżeli w oficjalnych deklaracjach, wywiadach. Wydaje się, że wbrew głosom krytyki nie chowa się w ten sposób przed jednoznacznym potępieniem Rosji jako zbrodniczego państwa, samego Putina czy grzechów narodu rosyjskiego. Wie, że zbrodnie ludzi są zrozumiałe w przestrzeni duchowej. Dlatego należy szczególnie przyjrzeć się działaniom antywojennym papieża Franciszka o charakterze rytualnym, obrzędowym i symbolicznym. Sądzę, że mówi on o tej wojnie na wielu poziomach komunikacyjnych. Używa nie tylko słów, by potępić tę wojnę, ale przemawia równie silnie, a może właśnie mocniej przez gesty, obrzędy i symbole.

Wizyta w ambasadzie rosyjskiej w Watykanie 25 lutego 2022

Pierwszą reakcją papieża związaną z wojną rosyjsko-ukraińską była jego krótka wizyta w ambasadzie rosyjskiej w Watykanie (Rzym, Via della Conciliazione 10). Informację tę potwierdziło watykańskie Biuro Prasowe, zaznaczając, że Ojciec Święty wyraził swoje zaniepokojenie z powodu wojny. Wizyta trwała około pół godziny. Papieża przyjął ambasador Aleksandr Awdiejew. Niektórzy eksperci twierdzili, że Franciszek próbował rozpocząć mediację w konflikcie między Rosją a kilkoma innymi krajami w sprawie inwazji na Ukrainę. On sam tegoż dnia zamieścił wieczorem na Twitterze fragment ze swojej encykliki „Fratelli tutti”. Wybrał następujący fragment tego dokumentu: „Każda wojna pozostawia świat w gorszej sytuacji niż go zastała. Wojna jest porażką polityki i ludzkości, haniebną kapitulacją, porażką w obliczu sił zła”. Miał to być nieoficjalny komentarz do odwiedzin ambasady państwa-agresora. Papież sugerował, że w ten sposób próbował rozmawiać z Rosją w czasie wojny. Jednakże nie padły tam słowa „Rosja, Putin” jako zdefiniowani agresorzy. Papież nie powiedział, jakiej narodowości są agresorzy ani jakiej narodowości są ofiary napaści. Nie padły słowa o walce Ukraińców ze złem wojny.

Papież osobiście wyjaśnił sens tej wizyty dopiero 22 kwietnia w wywiadzie, jakiego udzielił argentyńskiemu watykaniście Joaquínowi Moralesowi Solá, opublikowanemu na łamach argentyńskiego dziennika „La Nación”. Na zadane mu pytanie: „Jakie znaczenie miała wizyta Waszej Świątobliwości w Ambasadzie Rosji przy Stolicy Apostolskiej?” Franciszek odpowiedział: „Poszedłem sam. Nie chciałem, aby ktokolwiek mi towarzyszył. To była moja osobista odpowiedzialność. Była to decyzja, którą podjąłem podczas nocnego czuwania, rozmyślając o Ukrainie. Dla każdego, kto chce to zobaczyć, jest jasne, że sygnalizowałem rządowi, że może zakończyć wojnę w krótkim czasie. Szczerze mówiąc, chciałbym uczynić cokolwiek, by na Ukrainie nie zginęła już ani jedna osoba. Ani jedna więcej. I jestem gotów zrobić wszystko”.

Rosja zareagowała pozytywnie na działania mediacyjne papieża i jego służby dyplomatycznej. Pierwszy taki sygnał ze strony Moskwy dotarł do mediów 19 marca. Agencja RIA Nowosti zamieściła wypowiedź dyrektora I Departamentu Europejskiego MSZ Rosji Aleksieja Paramonowa. Powiedział on, że papież „w przeciwieństwie do wielu przywódców państw zachodnich, nie wydawał od razu pochopnych osądów i wykazał szczere zainteresowanie zrozumieniem, na ile to możliwe, sytuacji na Ukrainie i wyrobieniem sobie własnego zdania”. Paramonow podkreślił znaczenie dążeń Watykanu mających na celu dialog rosyjsko-ukraiński. Tak to przedstawił: „Na tym etapie nadal utrzymywane są kontakty z Watykanem. Doceniamy ponawiane propozycje naszych watykańskich partnerów, aby pośredniczyć w jakiejkolwiek formie w dialogu między Rosją a władzami ukraińskimi”.

Jak widać Rosjanie nie docenili papieskiej pokory, złamania przezeń etykiety dyplomatycznej, uniżenia. Można sadzić, że widzieli w tym oznakę słabości i bezradności wobec własnej potęgi militarnej. Nie zrozumiano też religijnego sensu wartości, jakie papież swoim gestem chciał zaoferować Rosji: ochrony życia, zaprzestania wojny.

Modlitwa

Papież nieustannie modli się w intencji pokoju na ziemi ukraińskiej. Jest to bardzo ważny element jego przesłania antywojennego. Z religijnego punku widzenia jest to najważniejsze działanie Ojca Świętego. Podkreśla on ciągle, że wojnę może zatrzymać modlitwą. Mówi, iż ludzie mają prosić Boga o łaskę pokoju, sugerując też, że brak modlitewnej więzi z Bogiem jest przyczyna tej wojny. Jest to zarazem ukryta pretensja do chrześcijan. Papież zdaje się podkreślać, że ta wojna wskazuje na brak relacji z Bogiem i stale pyta: czy naprawdę chcemy przerwać te wojnę? Czy naprawdę prosimy o to Wszechmocnego Boga?

Istotne wydaje się zwrócenie uwagi na to, co papież mówi i o co prosi przy okazji modlitw o pokój na ziemi ukraińskiej. Prosząc Boga o pokój na Ukrainie, prosi Go o łaskę przebaczenia, o pokutę. Błaga za niewinnymi a zarazem bezbronnymi ofiarami tej wojny – dziećmi.

Modlitwa o pokój na ziemi ukraińskiej stale towarzyszy południowej modlitwie Anioł Pański na Placu św. Piotra. Dla mnie osobiście niezwykle wstrząsające były słowa papieża z 27 lutego: „W tych dniach wstrząsnęło nami coś tragicznego: wojna. Wielokrotnie modliliśmy się o to, aby nie została obrana ta droga. I nie przestajemy o tym mówić, wręcz przeciwnie – błagamy Boga coraz intensywniej. Dlatego ponawiam wobec wszystkich zaproszenie, by uczynić 2 marca – Środę Popielcową – dniem modlitwy i postu w intencji pokoju na Ukrainie, dniem, w którym będziemy blisko narodu ukraińskiego i wszyscy będziemy czuli się braćmi, błagającymi Boga o koniec wojny. Ten, kto prowadzi wojnę, zapomina o ludzkości. Nie rozpoczyna od człowieka, nie patrzy na konkretne życie osób, ale stawia ponad wszystkim partykularne interesy władzy. Oddaje się diabolicznej i perwersyjnej logice broni, która jest najbardziej odległa od Woli Bożej i dystansuje się od zwykłych ludzi, pragnących pokoju. Bo w każdym konflikcie to zwykli ludzie są prawdziwymi ofiarami, które własnym losem płacą cenę szaleństw wojny. Myślę o starszych, o tak wielu, którzy w tych godzinach szukają schronienia, o uciekających matkach z dziećmi. To bracia i siostry, dla których potrzeba pilnie otworzyć korytarze humanitarne, którzy zostaną przyjęci. Z sercem zdruzgotanym tym, co dzieje się na Ukrainie, nie zapominajmy o innych wojnach w różnych częściach świata, jak w Jemenie, Syrii i Etiopii. Powtarzam: niech zamilknie broń! Bóg jest z budowniczymi pokoju, nie z tymi, którzy stosują przemoc. Kto bowiem miłuje pokój, jak głosi włoska konstytucja, odrzuca wojnę jako narzędzie przeciw wolności innych ludów i jako środek rozwiązywania sporów międzynarodowych”.

29 czerwca po odmówieniu modlitwy „Anioł Pański” i udzieleniu apostolskiego błogosławieństwa Ojciec Święty odniósł się do przeprowadzonego w poniedziałek 27 czerwca rosyjskiego ataku rakietowego na centrum handlowe w Krzemieńczuku i po raz kolejny zaapelował o pokój na Ukrainie. „Każdego dnia w moim sercu obecna jest umiłowana i maltretowana Ukraina, dręczona barbarzyńskimi atakami, takimi jak ten, który uderzył w centrum handlowe w Krzemieńczuku. Modlę się o to, aby ta szalona wojna jak najszybciej się zakończyła. Ponawiam zachętę do wytrwałej i niestrudzonej modlitwy o pokój. Oby Pan otworzył te drogi dialogu, których ludzie nie chcą i nie potrafią znaleźć, i nie zaniedbują pomocy dla ludności ukraińskiej, która tak bardzo cierpi”.

Rozmowa papieża Franciszka z patriarchą moskiewskim

W zrozumieniu stosunku papieża do wojny na ziemi ukraińskiej pomocna jest analiza jego rozmowy z patriarchą moskiewskim i Całej Rusi Cyrylem, która za pośrednictwem internatu odbyła się 16 marca br.

Obrazy

Najpierw zobaczyliśmy obrazy. Oto w Rzymie papież siedzi przed monitorem w małym pomieszczeniu, skromnie umeblowanym w towarzystwie kardynała Kurta Kocha i tłumacza. Po drugiej stronie na ekranie widzimy w Moskwie patriarchę Cyryla i metropolitę Hilariona – wówczas jeszcze odpowiedzialnego za kontakty Patriarchatu Moskiewskiego z innymi Kościołami. Rosjanie siedzą przy olbrzymim stole w reprezentacyjnej auli rezydencji patriarchy, w której zwykle odbywają się oficjalne i uroczyste ceremonie i spotkania. Już ten kontrast coś mówi. Z jeden strony jest kameralna przestrzeń apartamentu papieskiego, wyrażającą pokorę Franciszka a z drugiej – przepych, manifestacje władzy patriarchy. Ta pokora i pragnienie stworzenia przestrzeni do rozmowy kontrastuje z nieskrywanym zadowoleniem, że udała się manifestacja władzy i międzynarodowego znaczenia Cyryla.

Komunikat watykański

Obrazom towarzyszył oficjalny komunikat służby prasowej Watykanu. Stwierdzono w nim, że rozmowa dotyczyła wojny w Ukrainie oraz roli chrześcijan i ich pasterzy w czynieniu wszystkiego, co w ich mocy, aby zapanował pokój. Podkreślono, że papież podziękował patriarsze za to spotkanie, którego motywem było pragnienie, by jako pasterze swojego ludu wskazać drogę do pokoju, modlić się o dar pokoju, aby ustała wymiana ognia. Przytoczono też słowa Franciszka, ale w taki sposób, by podkreślić, że między obu dostojnikami doszło do jakiejś formy porozumienia.

Odbiorcy komunikatu dowiedzieli się, że papież, zgadzając się z patriarchą, powiedział: „Kościół nie może używać języka polityki, lecz musi mówić językiem Jezusa”. „Jesteśmy pasterzami tego samego świętego ludu, który wierzy w Boga, w Trójcę Świętą, w Matkę Bożą: dlatego musimy się zjednoczyć w wysiłkach na rzecz pokoju, pomocy cierpiącym, poszukiwania dróg pokoju, powstrzymania ognia”. Obaj rozmówcy podkreślili wyjątkowe znaczenie trwającego procesu negocjacji, ponieważ, jak powiedział papież: „Rachunek za wojnę płacą ludzie, to żołnierze rosyjscy, to ludzie, którzy są bombardowani i giną”. „Jako pasterze – kontynuował Franciszek – mamy obowiązek być blisko i pomagać wszystkim ludziom, którzy cierpią z powodu wojny. Kiedyś, nawet w naszych Kościołach, mówiono o świętej wojnie lub wojnie sprawiedliwej. Dziś nie możemy tak mówić. Rozwinęła się chrześcijańska świadomość znaczenia pokoju”.

Zgadzając się z patriarchą, papież powiedział również: „Kościoły są wezwane do przyczyniania się do umacniania pokoju i sprawiedliwości” i stwierdził: „Wojny są zawsze niesprawiedliwe. Bo to lud Boży płaci ich koszty. Nasze serca nie mogą nie płakać na widok dzieci, zabitych kobiet, wszystkich ofiar wojny. Wojna nigdy nie jest drogą. Duch, który nas jednoczy, wymaga od nas jako pasterzy, abyśmy pomagali narodom cierpiącym z powodu wojny”.

Tyle watykański komunikat. Przytoczone słowa papieża można było interpretować na różne sposoby. Konstrukcja komunikatu sugerowała szczerą rozmowę. Słowa papieskie nie zostały przytoczone dosłownie, lecz wpleciono je w oficjalny przekaz. Złośliwy obserwator tego spotkania mógłby jednak odnieść wrażenie, że było to gaworzenie czterech panów o katechizmie a nie szczera rozmowa.

Opis rozmowy w świetle relacji dziennikarzy „Corriere della Sera”

Nowe światło na to wydarzenie rzuca informacja o nim zawarta w relacji włoskich dziennikarzy „Corriere della Sera” na ten temat opublikowanej 2 maja 2022 roku. W ich rozmowie z Ojcem Świętym znajdujemy jego opis tamtego spotkania. Na pytanie, czy patriarcha pomoże mu spotkać się z Putinem, papież pokręcił głową na znak dezaprobaty i miał odpowiedzieć: „Rozmawiałem z Cyrylem 40 minut przez Zoom. Przez pierwszych dwadzieścia z kartką papieru w ręce czytał mi wszystkie powody usprawiedliwienia wojny. Wysłuchałem tego i powiedziałem mu: nic z tego nie rozumiem. Bracie, nie jesteśmy duchownymi państwa, musimy używać języka nie polityki, ale Jezusa. Jesteśmy pasterzami tego samego świętego ludu Bożego. Dlatego musimy szukać dróg pokoju, położyć kres używaniu broni. Patriarcha nie może zmienić się w ministranta Putina”.

Jak widać treść rozmowy, tak jak przedstawił to papież, odbiegała od oficjalnej wersji przedstawionej przez służbę prasową Watykanu. Zwraca uwagę surowa i lekceważąca ocena postawy patriarchy Cyryla, nazywanego „ministrantem Putina”. Widać, że 16 marca urzędnicy papiescy zdecydowali się na ujawnienie części wypowiedzi papieża. Dotyczyły one języka, jakim mają się posługiwać osoby duchowne, mówiąc o wojnie. 2 maja papież miał podkreślić, że w pełni rozumiał podporządkowanie Cyryla celom politycznym Rosji. Stąd ostre słowa o nim jako o „ministrancie” prezydenta Rosji.

Warto też zauważyć kontekst tego fragmentu wywiadu. Otóż wspomnienie o rozmowie z Cyrylem było ściśle związane z pragnieniem papieża przeprowadzenia rozmów pokojowych z Putinem. Rozmowa papieża z Cyrylem jawi się jako narzędzie i środek służący do nawiązania kontaktu z prezydentem Rosji. Patriarcha jest ukazany jako postać w gruncie rzeczy drugorzędna. Papież nie ukrywał, że  pragnie przede wszystkim przełamać niechęć Putina do rozmów pokojowych i udać się do Moskwy po to, by rozmawiać z nim o pokoju. „Na razie nie jadę do Kijowa. Czuję, że nie muszę tam jechać. Najpierw muszę jechać do Moskwy, najpierw muszę spotkać się z Putinem”. W ten sposób Franciszek po raz pierwszy wyraźnie wskazał na prezydenta Rosji jako na osobę odpowiedzialną za rozpoczęcie wojny. Zasugerował, że w Moskwie wojna ta się rozpoczęła i tam ma się ona zakończyć.

Papież za powód agresji miał uznać „być może szczekanie NATO pod drzwiami Rosji”. Ale wyrażał nadzieję, że gniew Putina, „jeśli został sprowokowany”, „to być może obecnie złagodniał”. Zapewnił też, że nie wie, czy pomoc Ukraińcom, zaopatrywanie ich w broń jest słuszne. „Nie potrafię odpowiedzieć, jestem za daleko, na pytanie, czy słuszne jest zaopatrywanie Ukraińców w broń” – miał wyznać Papież.

Miał również opowiedzieć dziennikarzom o swym spotkaniu z premierem Węgier Viktorem Orbánem. „Orbán, kiedy go spotkałem, powiedział mi, że Rosjanie planują zakończenie wojny do 9 maja. Mam nadzieję, że tak właśnie jest, więc zrozumielibyśmy również tempo eskalacji w tamtych dniach. Bo teraz to już nie tylko Donbas, ale też Krym, Odessa, zabranie Ukrainie portu nad Morzem Czarnym. Jestem pesymistą, ale musimy wykonać każdy możliwy gest, aby zatrzymać wojnę” – miał powiedzieć papież.

Krytyka Moskwy

W Moskwie uwierzono w każde słowo papieskie, które padło w relacji włoskich dziennikarzy. Dlatego 4 maja skrytykowano sposób, w jaki Ojciec Święty przedstawił swoją zdalną rozmowę z patriarchą z 16 marca. Nie zauważono, że jest to nieautoryzowana relacja z rozmowy z papieżem i że nie jest to wywiad. Mimo tego Wydział Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego z całą urzędową powagą w specjalnym komunikacie obwieścił: „Szkoda, że półtora miesiąca po rozmowie z patriarchą Cyrylem papież Franciszek wybrał nieodpowiedni ton, aby przekazać treść tej rozmowy. Takie wypowiedzi raczej nie przyczynią się do konstruktywnego dialogu między Kościołem rzymskokatolickim a Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, który w obecnych czasach jest szczególnie potrzebny”.

Następnie przytoczono uwagi zwierzchnika rosyjskiego prawosławia, który 16 marca przedstawił swój pogląd na sytuację na Ukrainie, narzekając, że faktów, o których mówi, media zachodnie albo w ogóle nie poruszają albo omawiają w niedostatecznym stopniu. Zdaniem Cyryla konflikt rozpoczął się w 2014 r. od wydarzeń na Majdanie w Kijowie, w wyniku których doszło do zmiany ukraińskiego rządu. Przytaczał przypadki „prześladowania mniejszości rosyjskojęzycznej”, a także ekspansję NATO, zgodnie z linią Kremla. W dokumencie tym uznano za „właściwą” relację z tego spotkania opublikowaną przez portal Vatican News. Podkreślono, że w relacji tej Franciszek „podziękował patriarsze za to spotkanie, którego motywem było pragnienie, by jako pasterze swojego ludu wskazać drogę do pokoju, modlić się o dar pokoju, aby ustał ogień”. Zaznaczono, że papież podzielał poglądy swego rozmówcy, iż „Kościół nie może używać języka polityki, lecz języka Jezusa”.

Poświęcenie Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi

25 marca na zakończenie nabożeństwa pokutnego w bazylice św. Piotra w Watykanie Franciszek poświęcił Rosję i Ukrainę Niepokalanemu Sercu Maryi. „…uroczyście zawierzamy i poświęcamy Twojemu Niepokalanemu Sercu siebie samych, Kościół i całą ludzkość, a zwłaszcza Rosję i Ukrainę” – mówił Ojciec Święty. Wyjaśnił, że „nie chodzi o formułę magiczną, lecz o akt duchowy. Jest to gest pełnego zawierzenia dzieci, które w utrapieniu okrutnej i bezsensownej wojny, zagrażającej światu, uciekają się do Matki”.

„O Maryjo, Matko Boga i nasza Matko, uciekamy się do Ciebie w tej godzinie cierpienia. Jesteś naszą Matką, miłujesz nas i znasz nas: nic, co nosimy w sercu, nie jest przed Tobą ukryte. Matko miłosierdzia, tak wiele razy doświadczyliśmy Twojej opatrznościowej czułości, Twojej obecności, która przywraca nam pokój, ponieważ Ty zawsze prowadzisz nas do Jezusa, Księcia Pokoju” – brzmiały słowa modlitwy.

Papież odczytał ten tekst przed figurą Matki Bożej, która na co dzień znajduje się w Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej w San Vittorino pod Rzymem, po czym złożył przed nią bukiet kwiatów a towarzyszyły temu dzwony bazyliki św. Piotra. Wcześniej odbyło się wielkopostne nabożeństwo pokutne. W homilii papież, odnosząc się do obecnej sytuacji, przypomniał, że „w tych dniach do naszych domów wciąż docierają wiadomości i obrazy śmierci, podczas gdy bomby niszczą domy tak wielu naszych bezbronnych braci i sióstr z Ukrainy. (…) Okrutna wojna, która dotknęła jakże wielu i sprawia, że wszyscy cierpią, wywołuje u wszystkich strach i przerażenie. Mamy poczucie bezsilności i niewystarczalności. Trzeba, by nam powiedziano: «Nie lękaj się». Ale ludzkie uspokojenia nie wystarczają, potrzebujemy obecności Boga, pewności Bożego przebaczenia, jedynego, które usuwa zło, łagodzi urazę, przywraca pokój w sercu. Powróćmy do Boga, do Jego przebaczenia” – prosił Franciszek.

27 marca w apelu po modlitwie Anioł Pański powiedział: „Minął już ponad miesiąc od inwazji na Ukrainę, od początku tej okrutnej i bezsensownej wojny, która – jak każda wojna – oznacza klęskę dla wszystkich, dla nas wszystkich. Trzeba odrzucić wojnę, miejsce śmierci, gdzie ojcowie i matki grzebią swoje dzieci, gdzie ludzie zabijają swoich braci, nawet ich nie widząc, gdzie potężni decydują, a biedni umierają. Wojna nie tylko niszczy teraźniejszość, ale także przyszłość społeczeństwa. Przeczytałem, że od początku agresji na Ukrainę co drugie dziecko zostało wysiedlone z tego kraju. Oznacza to niszczenie przyszłości, powodowanie dramatycznych traum u najmłodszych i najbardziej niewinnych spośród nas. To jest bestialstwo wojny, czyn barbarzyński i świętokradczy! Wojna nie może być czymś nieuniknionym: nie wolno nam się do niej przyzwyczajać! Zamiast tego musimy przekształcić dzisiejsze oburzenie w jutrzejsze zaangażowanie. Ponieważ, jeśli wyjdziemy z tego tak, jak do tej pory, wszyscy będziemy w jakiś sposób winni. W obliczu niebezpieczeństwa samozniszczenia niech ludzkość zrozumie, że nadszedł czas, aby zlikwidować wojnę, usunąć ją z historii ludzkości, zanim ona wymaże, usunie człowieka z historii. Modlę się o to, aby każdy przywódca polityczny zastanowił się nad tym i w to się zaangażował! I patrząc na udręczoną Ukrainę, zrozumiał, że każdy dzień wojny pogarsza sytuację wszystkich. Dlatego ponawiam mój apel: dość, przestańcie, odłóżcie broń, należy poważnie podjąć rokowania na rzecz pokoju! Módlmy się jeszcze raz, niestrudzenie, do Królowej Pokoju, której poświęciliśmy ludzkość, a zwłaszcza Rosję i Ukrainę, z wielkim i intensywnym uczestnictwem, za co wam wszystkim dziękuję. Módlmy się razem. Zdrowaś Maryjo…”.

Aby właściwie zrozumieć obrzęd poświęcenia obu narodów opiece Matko Bożej, należy porównać go z tym, co Rosjanie robią z ikonami Matki Boskiej. Są one obecnie wykorzystywanie w działaniach wojennych. Stają się fetyszami. Jako autonomiczne w stosunku do Boga narzędzia sakralnej mocy mają chronić żołnierzy rosyjskich. Przestają być świętym obrazem niewidzialnej rzeczywistości Boga. Cała wzniosła teologia ikony gdzieś wyparowała. Zastąpiła ją prymitywna mistyka wojny, która posługuje się ikonami w celu uzyskania wymiernej korzyści na polu walki. A sama wojna staje się sakramentem Boga. Transcendencja i doczesność są pomieszane ze sobą. To pozwala wierzyć Rosjanom w pozytywną obecność Boga w prowadzonych przez nich działaniach wojennych.

W ten sposób dokonuje się apologia wojny. Wiąże się z przestrzenią świątyni prawosławnej. Jest to pierwsze wrażenie, gdy zaczynamy odtwarzać sposoby wypierania zła wojny przez Kościół prawosławny w Rosji. Prawosławie i armia zrosły się tutaj w przedziwny sposób. Żołnierze stali się misjonarzami, którzy ikony Chrystusa Pantokratora lub Matki Boskiej wieszają na swych czołgach a duchowni stają się żołnierzami zanoszącymi modlitwy za powodzenie operacji wojennych swych kolegów z karabinami. Wielce wymownym symbolem tej symbiozy jest gigantyczna (trzecia co do wysokości na świecie świątynia prawosławna) katedra Sił Zbrojnych Rosji, oddana do użytku w 2020 roku w należącym do rosyjskiego Ministerstwa Obrony parku „Patriot” pod Moskwą. Jest ona główną „atrakcją” kompleksu edukacji imperialnej skierowanej do rosyjskich dzieci i młodzieży. Zawiera ona  mozaiki z nowymi świętymi. Są to rosyjscy bohaterowie II wojny światowej! Do świętej przestrzeni w postaci mozaiki weszła elita rosyjskiej polityki i armii. Może na zawsze a może kiedyś wizerunki te zostaną skute. A drogocenne kamyki, z których je ułożono, staną się materiałem na nowe mozaiki już prawdziwych świętych. W tej przestrzeni właśnie patriarcha Cyryl przekazywał rosyjskiej armii po 24 lutego ikony mające służyć zwycięstwu w Ukrainie.

Flaga

Szczególnie wymownym gestem, który zyskał rangę obrzędu antywojennego, było ucałowanie przez Franciszka ukraińskiej flagi. Gest ten nabiera specjalnego znaczenia, jeżeli weźmiemy pod uwagę nie tylko to wszystko co wiąże się z symbolem flagi narodowej, ale też to, co Putin chce zrobić z narodem, który utożsamia się z flagą niebiesko-żółtą. Prezydent Rosji chce nie tylko zrujnować państwo ukraińskie, lecz także zniszczyć Ukraińców jako zjawisko kulturowe i narodowe, dąży do fizycznego zgładzenia tego narodu jako odrębnej wspólnoty ludzkiej. Niczym nie różni się od Hitlera.

Po raz pierwszy papież pocałował flagę ukraińską 6 kwietnia podczas audiencji ogólnej. Uczynił to, mówiąc o zbrodniach dokonywanych przez wojska rosyjskie na kobietach i dzieciach w Buczy. Ojciec Święty wziął te flagę i pokazał ją zebranym, mówiąc: „Najnowsze informacje o wojnie na Ukrainie, zamiast przynosić ulgę i nadzieję, świadczą o nowych potwornościach, takich jak masakra w Buczy. Coraz bardziej przerażające okrucieństwa dokonywane są także na cywilach, bezbronnych kobietach i dzieciach. Są to ofiary, których niewinna krew woła do nieba i błaga: «Niech zostanie położony kres tej wojnie! Niech zamilknie broń! Niech ustaną śmierć i zniszczenie!». Pomódlmy się o to razem“. Na koniec papież ucałował flagę. Napisy na niej świadczyły, że zanim dotarła do Buczy, była świadkiem „Rewolucji Godności”, która dokonywała się na Majdanie w Kijowie. Papież zaprosił też do siebie obecne na audiencji razem z matkami ukraińskie dzieci, które ofiarowały mu namalowany przez siebie obraz w barwach ukraińskiej flagi z napisem „Chcemy pokoju”, on zaś obdarował dzieci ogromnymi jajkami z czekolady.

22 kwietnia papież sam wyjaśnił sens pocałunku ukraińskiej flagi. W cytowanym już wywiadzie dla „La Nación” Joaquín Morales Solá zapytał go: „Rosja twierdzi, że sąsiadująca z nią Ukraina zamierza przystąpić do NATO i że zagraża to bezpieczeństwu Rosji. Czy Wasza Świątobliwość sądzi, że wojna prewencyjna jest uprawiona?”. Papież odpowiedział: „Każda wojna jest anachroniczna w tym świecie i na tym etapie cywilizacji. Dlatego też publicznie ucałowałem ukraińską flagę. Był to gest solidarności z jej poległymi, z ich rodzinami i z tymi, którzy cierpią na emigracji”.

27 kwietnia Franciszek ponownie ucałował ponownie ukraińską flagę, także podczas środowej audiencji generalnej na Placu Świętego Piotra. Uczestniczyło w niej m.in. 11 ukraińskich sierot z Iwanofrankowska, które na początku marca przybyły do Włoch i mieszkają w miejscowości Cattolica w regionie Emilia-Romania. Dzieci podarowały papieżowi rysunki, których tematem był pokój.

Droga krzyżowa w Koloseum

Wiele kontrowersji wywołała myśl papieża, by w czasie Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek 15 kwietnia w Koloseum jedną stację poświęcić cierpiącej Ukrainie. Do XIII stacji, która wspomina śmierć Pana Jezusa, krzyż miały nieść Rosjanka i Ukrainka – pracownice a zarazem koleżanki jednego z włoskich hospicjów i ich rodziny . Refleksja, którą miały odczytać w trakcie rozważania tej stacji, brzmiała: „Panie, gdzie jesteś? Przemów spomiędzy ciszy śmierci i podziałów i naucz nas wprowadzać pokój, być braćmi i siostrami, odbudować to, co chcą zniszczyć bomby”. Obie kobiety stały się bohaterkami przedziwnej kampanii reklamowej. Na stacjach metra w Rzymie można było zobaczyć plakaty, na których obie w strojach ludowych swych narodów obejmują się i uśmiechnięte zachęcają do pokoju. Ktoś nieudolnie pomyślał, że to wystarczy. Sądzono, że prosty, banalny obraz uśmiechniętych emigrantek o słowiańskiej urodzie, żyjących w Rzymie, wystarczy jako skuteczny apel o pokój.

Tymczasem ta XIII stacja, mająca być manifestacją pojednania rosyjsko-ukraińskiego, wzbudziła liczne protesty. Na przykład Myrosław Marynowycz – ukraiński dysydent z czasów ZSRR, a obecnie profesor Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie – napisał oburzony: „Tak sformułowana próba natychmiastowego pojednania dwóch narodów oburzyła wielu Ukraińców. Choć nie ma mowy o złej woli autorów scenariusza, to w ich stanowisku widzę niezdolność dostrzeżenia okoliczności tej wojny od wewnątrz, a nie tylko z zewnątrz. Ich podejście niewiele różni się od postawy pewnego włoskiego katolika, który ostatnio zapytał mnie: «Zawsze wiedzieliśmy, że Ukraińcy i Rosjanie są braćmi. Co się stało? Dlaczego zaczęli ze sobą walczyć?»”.

Autor protestu zauważył również, że ideę Krzyża jako uniwersalnego znaku pojednania inaczej rozumieją ofiary wojny – Ukraińców oraz agresorzy i zbrodniarze – Rosjanie. „Watykańscy komentatorzy mają rację, że «dobrzy i źli, agresorzy i ofiary, mają swoją miejsce pod krzyżem Jezusa». Bo przez swoją ofiarę zbawił on zarówno sprawiedliwych, jak i grzeszników. Jak słusznie mówi Pismo: «Tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych» (Mt 5,45). Dlatego krzyż Jezusa jest tylko jeden. Ale nasze krzyże, z którymi zmierzamy do Niego, są inne: jedni niosą krzyż ofiary, a inni dźwigają pokutny krzyż grzesznika. Również nasze szaty są inne: niewinnie zabici są odziani w «białe szaty» (Ap 6,11), a ich mordercy pozostają splamieni krwią (por. Iz 59,3). I mimo że miłość naszego Pana jest jedna, mówi On do nas inaczej: do ofiar ze współczuciem, a do napastników z surowością” – stwierdził Marynowycz.

Jak ostatecznie wyglądała XIII stacja? Obie kobiety Iryna i Albina niosły wspólnie Krzyż, ale nic nie mówiły, milczały, nie odczytały żadnego tekstu. W ten sposób sprowadzono zaplanowany wcześniej przekaz do najprostszego gestu, wspólnego czuwania w milczeniu pod Krzyżem. Zamiast nich mężczyzna w czarnym garniturze odczytał tekst zastępczy. Była to prosta prośba o modlitwę w milczeniu o pokój na świecie: „W obliczu śmierci milczenie jest lepsze od słów. Dlatego zatrzymajmy się w modlitewnej ciszy i niech każdy z nas w swym sercu pomodli się o pokój na całym świecie”.

Na zakończenie Drogi Krzyżowej Franciszek odczytał tekst modlitwy, w której znalazły się następujące słowa: „Zachowaj zapaloną w naszych rodzinach lampę Ewangelii, która rozświetla radości i bóle, wysiłki i nadzieje: niech każdy dom odbija oblicze Kościoła, którego najwyższym prawem jest miłość”. Prosił też Boga: „Nawróć nasze zbuntowane serca do Twojego Serca, abyśmy nauczyli się realizować zamysły pokoju; spraw, aby przeciwnicy podali sobie ręce i zakosztowali wzajemnego przebaczenia; rozbrój rękę podniesioną przez brata przeciwko bratu, aby tam, gdzie jest nienawiść, zakwitła zgoda”. Na koniec papież prosił: „Spraw, abyśmy nie postępowali jak wrogowie krzyża Chrystusa, by uczestniczyć w chwale Jego zmartwychwstania”.

Zakończenie

Aby zrozumieć lepiej zarysowane działania papieskie, należy pamiętać o Jego matrycy historycznej, która określa widzenie rzeczywistości tej i każdej innej wojny. Stanowi ją doświadczenie Franciszka związane z jego pochodzeniem z Ameryki Łacińskiej. Sądzę, że bez tego nie sposób właściwie zrozumieć stosunek papieża do wojny na Ukrainie. Jego słowa i obrzędy związane z tym wydarzeniem są nierozłączne. Papież często więcej przekazuje za pomocą religijnego obrzędu, gestu czy symboli niż przez tekst werbalny. Wojnę przeżywa on w sakralnej przestrzeni znaków i symboli.

Jego myśli można „widzieć” na kilku poziomach komunikacyjnych – między słowem a symbolem. Gdybyśmy wyraźnie oddzielili papieskie słowa i symbole, za których pośrednictwem mówi on o wojnie na ziemi ukraińskiej, to jego komunikat zawiera wyraźne potępienie wojny jako uobecnienie zła w zbawionym świecie. Papież nieustannie przypomina, że zło jest a nie powinno go być. Jest zrozumiały bez słów. Jego komunikat wykracza poza to, co można zwerbalizować, uchwycić pojęciami, wypowiedzieć, napisać. Papież chce być zrozumiany przez mowę gestu, symbolu, misterium. Jest przecież kapłanem. Umie funkcjonować w symbolicznej przestrzeni sacrum. A od słów są dyplomaci papiescy.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.