Drukuj Powrót do artykułu

Prof. Skibiński o zabójstwie ks. Popiełuszki

24 sierpnia 2026 | 14:26 | rozmawiała Anna Rasińska, ar | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Muzeum Ks. Jerzego Popiełuszki /Facebook

– Nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek poznali wszystkie szczegóły dotyczące okoliczności zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Możemy jednak dowiedzieć się więcej niż teraz wiemy – powiedział prof. Paweł Skibiński. Historyk, przewodniczący Rady Naukowej Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki w rozmowie z KAI odniósł się m. in. do relacji byłego płetwonurka MO Piotra Laudańskiego, analizy prof. Tomasza Konopki i jej znaczeniu dla ustaleń dotyczących daty śmierci ks. Jerzego oraz materiałach, które nadal mogą przynieść nowe ustalenia.

Anna Rasińska (KAI): W ostatnich miesiącach ponownie ożywiła się dyskusja wokół okoliczności śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Gdyby Pan Profesor miał dziś podsumować stan badań: co możemy uznać za ustalone, a które kwestie nadal pozostają otwarte?

Prof. Paweł Skibiński: Wciąż wiele konkretnych kwestii pozostaje otwartych. Nie mamy dziś bowiem jednego opracowania, które w sposób uporządkowany, całościowy i zgodny z rygorami naukowymi podsumowywałoby stan wiedzy o tej skomplikowanej sprawie, ukazując zarówno pewniki, elementy prawdopodobne tej historii, ale także pozostające znaki zapytania.

Istnieje wprawdzie wiele biografii i publikacji dziennikarskich dotyczących okoliczności śmierci ks. Jerzego, wydarzeń ją poprzedzających oraz śledztw, zarówno prowadzonych jeszcze w PRL, po 1990 r. już demokratycznej Polsce, jak i po 1998 r. po przejęciu odpowiedzialności za tę kwestię przez IPN, ale najczęściej są to opracowania ujmujące zagadnienie związane z zabójstwem ks. Popiełuszki jedynie fragmentaryczne.

Generalnie rzecz biorąc, funkcjonuje przede wszystkim wersja „oficjalna”, przyjęta również w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego, nazywana w publicystyce przez jej krytyków „wersją toruńską”, od tzw. procesu toruńskiego, w którym w 1985 r. skazani zostali Grzegorz Piotrowski i jego koledzy. Zakłada ona, że ks. Jerzy zginął 19 października 1984 r. w wyniku porwania i brutalnego pobicia przez grupę dowodzoną przez kpt. Piotrowskiego, a następnie ciało ofiary wrzucono do Wisły pod Włocławkiem.

KAI: Ta wersja od początku nie wyjaśniała jednak wszystkich zasadniczych kwestii. Przede wszystkim nie odpowiadała na pytania: dlaczego ks. Jerzy Popiełuszko został zabity, kto wydał polecenie jego zamordowania, dlaczego doszło do tego właśnie w tym momencie i dlaczego zastosowano takie środki…

Tak i większości tych kwestii do dziś nie udało się wiarygodnie rozstrzygnąć. Trzeba bowiem pamiętać, że ówczesne władze od początku manipulowały wiedzą na temat okoliczności śmierci ks. Jerzego i dążyły do zawężenia kręgu odpowiedzialnych za zbrodnię. Ekipa gen. Wojciecha Jaruzelskiego wykorzystywała tę sprawę również w wewnętrznej walce w obozie władzy, m. in. do wyeliminowania z kręgu władzy gen. Mirosława Milewskiego i jego współpracowników.

Niejasności i manipulacje związane z pierwszym śledztwem sprawiły z czasem, że polemizując z tymi przekłamaniami, krytycy oficjalnych ustaleń zaczęli kwestionować nawet podstawowe elementy „oficjalnej” wersji, dotyczące nawet tego: kto, kiedy i gdzie zabił ks. Jerzego. Na tym gruncie pojawiły się wersje alternatywne wydarzeń z października 1984 r., które przez lata przedstawiano najczęściej fragmentarycznie, jako hipotezy podważające poszczególne elementy oficjalnej wersji zabójstwa warszawskiego księdza.

KAI: W ostatnim czasie coraz większy rozgłos zyskuje alternatywna wersja wydarzeń, która zakłada, że ks. Jerzy Popiełuszko miał być przetrzymywany, a później zabity 25 października w bunkrach w Kazuniu przez funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej. Jak Pan Profesor ocenia tę hipotezę?

Problem polega na tym, że wszystkie trzy zasadnicze elementy tej alternatywnej wersji – inna data, inne miejsce i inni sprawcy – pozostają hipotetyczne. Zwolennikom tej koncepcji udawało się wykazać niekiedy realne słabości wersji „oficjalnej”. W ramach tej ostatniej przecież nie wyjaśniono przekonująco choćby wszystkich okoliczności związanych z osobą Waldemara Chrostowskiego, kierowcy księdza Jerzego, porwanego wraz z nim, czy braku śladów biologicznych w bagażniku samochodu, w którym miał być przewożony pobity ks. Jerzy. To w wielu aspektach wciąż są realne znaki zapytania.

Nie oznacza to jednak, że wersja alternatywna do „oficjalnej” została udowodniona. Przykładem jest kwestia daty śmierci. Prokurator Andrzej Witkowski, główny zwolennik wersji alternatywnej, powołuje się na ekspertyzy medyczne, które miałyby wskazywać na 25 października. Tymczasem literalnie rzecz biorąc wynika z ich treści, że śmierć nastąpiła nie później niż 25 października, co nie wyklucza 19 października. Co więcej, te ekspertyzy uznają dłuższe przebywanie ciała w wodzie za bardziej prawdopodobne. Nie można więc na tej podstawie podważyć wcześniejszej daty.

Podobnie jest z hipotezą o udziale w zabójstwie funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej. Wersja mówiąca o współpracy SB-ka Piotrowskiego z WSW wymagałaby bardzo mocnego uzasadnienia, ponieważ z całej naszej wiedzy o sposobie funkcjonowania tych struktur, nie wynika by taka współpraca SB z WSW była praktykowana. Moim zdaniem takiego przekonującego uzasadnienia dotąd nie przedstawiono.

Nie ma żadnych materialnych przesłanek przemawiających za tym, że to  (jak twierdzą zwolennicy „alternatywnych” wersji) bunkry w Kazuniu były miejscem przetrzymywania i zabójstwa ks. Jerzego. Dysponujemy natomiast dokumentacją fotograficzną z wizji lokalnej z końca października 1984 r., sporządzoną kilka dni po śmierci kapłana, która nie wskazuje, by ktokolwiek w tych bunkrach mógł być tam przetrzymywany. Zwolennicy „alternatywnej” wersji się do niej nie odnoszą. Dlatego trzeba odróżnić dwie rzeczy: wykazanie słabości oficjalnej wersji od udowodnienia wersji alternatywnej. To nie jest to samo. W tej sprawie mamy do czynienia z materiałem wielokrotnie poddawanym manipulacjom, a później interpretowanym jednostronnie także w celach politycznych, dlatego w poszukiwaniu prawdy szczególnie potrzebna jest precyzja i ostrożność w formułowaniu wniosków.

KAI: Co zatem możemy dziś uznać za pewne?

Na pewno wiemy, że ks. Jerzy Popiełuszko zginął w wyniku działań komunistycznych służb specjalnych. W moim przekonaniu nadal najbardziej prawdopodobna pozostaje wersja, zgodnie z którą został zamordowany 19 października 1984 r. przez grupę kpt. Grzegorza Piotrowskiego, a jego ciało wrzucono do Wisły przy tamie we Włocławku. Jednocześnie istnieją niewyjaśnione szczegóły, które nie pozwalają dziś wiarygodnie odtworzyć pełnego przebiegu wydarzeń. Dlatego także biografowie ks. Jerzego podchodzą do tych wątpliwości ostrożnie.

Niestety do tej pory nie przeprowadzono kompleksowej, interdyscyplinarnej analizy całej sprawy, łącząc pracę historyków, prawników i biegłych sądowych. Tymczasem zainteresowanie społeczne sprawą jest bardzo duże, podobnie jak poczucie dezorientacji u wielu osób. Widać więc wyraźny rozdźwięk między społecznym oczekiwaniem na możliwie pełne wyjaśnienie tej historii a dotychczasowymi działaniami instytucji.

KAI: Z czego może wynikać ten rozdźwięk między oczekiwaniami społecznymi a stanem badań?

Przede wszystkim ze złożoności sprawy i niejasnego tła politycznego, które sięga jeszcze lat 80.  XX w. Dodatkowym problemem jest to, że badania nad okolicznościami śmierci ks. Jerzego były w dużej mierze związane z postępowaniami prokuratorskimi, z których część wciąż nie została zamknięta.

Część najważniejszych śledztw, m.in. dotyczących udziału gen. Władysława Ciastonia i gen. Zenona Płatka w spisku przeciwko ks. Jerzemu, została wprawdzie już zakończona. Nadal jednak prowadzone są działania dotyczące innych wątków, m. in. tzw. prowokacji przy ul. Chłodnej, gdy SB-cy podrzucili ks. Jerzemu do należącego doń mieszkania kompromitujące go przedmioty.

To, że śledztwa wciąż nie są zakończone oznacza, że nie wszystkie dokumenty i informacje znajdują się w pełnym dostępie publicznym – nie ze wszystkich istniejących źródeł informacji mogą więc korzystać zainteresowani badacze.

Są więc obiektywne trudności, ale były też zaniedbania. Zaskakujące jest choćby to, że przez lata nie analizowano kluczowych materiałów, takich jak dokumentacja filmowa sekcji zwłok, mimo że jednocześnie trwała intensywna debata publiczna o okolicznościach śmierci ks. Jerzego. To pokazuje, że problem wynika nie tylko ze skomplikowania sprawy, lecz także z niewykorzystania w pełni nawet dostępnych źródeł.

KAI: Niedawno pojawił się kolejny ważny materiał w tej sprawie – analiza prof. Tomasza Konopki, dotycząca właśnie filmowego zapisu sekcji zwłok ks. Jerzego. Jakie znaczenie ma ona dla badań nad okolicznościami jego śmierci?

Jako przewodniczący Rady Naukowej Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki byłem jednym z inicjatorów powstania tej ekspertyzy. Prof. Tomasz Konopka przeanalizował wielogodzinny zapis filmowy sekcji zwłok, który wcześniej praktycznie nie był wykorzystywany w debacie. Materiał obejmuje zresztą nie tylko samą sekcję, ale również m. in. sporządzanie protokołu z sekcji zwłok.

To pierwsza specjalistyczna opinia dotycząca tego źródła. Co istotne, prof. Konopka nie stwierdził w tym materiale żadnych anomalii, wskazujących na fałszowanie sekcji, co wielokrotnie sugerowano w ostatnich latach. W świetle tej analizy hipotezy o sfałszowaniu protokołu sekcyjnego nie mogą się utrzymać.

Ekspertyza jest istotna dla kwestii daty śmierci księdza. Na podstawie widocznego stopnia rozkładu ciała oraz innych danych prof. Konopka potwierdził, że czas przebywania zwłok w wodzie odpowiada wersji, według której ks. Jerzy zginął 19 października. Odniósł się także do kwestii stężenia pośmiertnego, wskazując, że zapis filmowy nie potwierdza jego występowania. Zauważył, że zaobserwowany niewielki opór tkanek mógł wynikać z innych procesów pośmiertnych. Oznacza to, że przywoływane często stężenie pośmiertne nie może być w tym przypadku traktowane jako argument za późniejszą datą śmierci ks. Jerzego.

Trzeba jednak pamiętać, że jest to opinia jednego eksperta. Ten sam materiał powinien zostać niezależnie przeanalizowany także przez innych biegłych. Dopiero porównanie kilku opinii pozwoli ocenić w pełni jego znaczenie.

Już dziś można jednak powiedzieć, że analiza prof. Konopki nie pozwala na podważanie kluczowych elementów tzw. wersji toruńskiej (daty i okoliczności śmierci ks. Popiełuszki), a przeciwnie, osłabia część hipotez alternatywnych dotyczących tych zagadnień.

Nie zamyka to oczywiście całej sprawy. Ekspertyza powinna być raczej kolejnym krokiem w uporządkowaniu naszej wiedzy. Przez lata zbyt łatwo przedstawiano hipotezy jako ustalenia, co doprowadziło do ogromnego zamieszania wokół tej sprawy. Ekspertyza prof. Konopki jest ważnym głosem w oddzielaniu tego, co rzeczywiście wynika ze źródeł, od tego, co pozostaje jedynie przypuszczeniem, ale z pewnością nie może być uznana za ostatni potrzebny tu krok.

KAI: Skąd więc wziął się ten chaos wokół sprawy ks. Jerzego?

Niewątpliwie były środowiska zainteresowane manipulowaniem tą sprawą. Przede wszystkim służby specjalne PRL w okresie rządów gen. Wojciecha Jaruzelskiego, a później także część środowiska dawnych funkcjonariuszy tych służb… Osobnym pytaniem jest jednak, dlaczego po 1989 r., zwłaszcza w latach 90. XX w., nie udało się uporządkować tej debaty i rzetelnie wyjaśnić narosłych wątpliwości. Przyznam, że nie mam dziś jasnej odpowiedzi, jakie były rzeczywiste przyczyny tego zaniedbania. Można jednak powiedzieć, że zarówno państwo polskie, przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, jak środowiska i akademickie oraz kościelne nie zrobiły wszystkiego, co możliwe, by dotrzeć do prawdy.

KAI: W przestrzeni medialnej pojawiła się również relacja Piotra Laudańskiego, byłego płetwonurka MO, który twierdzi, że ciało ks. Jerzego zostało wydobyte z Wisły 26 października. Jak historyk powinien podchodzić do takiego świadectwa?

Przede wszystkim nie jest to relacja całkowicie nowa. Świadectwo Piotra Laudańskiego było przywoływane już kilkanaście lat temu. Problem polega też na jakości obecnego przekazu medialnego: w wywiadzie z nim w dużej mierze więcej tez formułują pytający go, niż sam świadek, dlatego trzeba zachować dużą ostrożność wobec treści tego przekazu.

Nie oznacza to jednak, że relacja Laudańskiego jest bez znaczenia. Sam uważam za bardzo prawdopodobne, że doszło do wcześniejszego wydobycia ciała. Jednak zauważmy, że potwierdzenie takiego wydobycia, nie przesądza o dacie śmierci ks. Jerzego.

W tym kontekście ważniejsze jest inne pytanie: co władze wiedziały o zabójstwie i kiedy tę wiedzę uzyskały. Bardzo prawdopodobne jest, że gen. Czesław Kiszczak i gen. Wojciech Jaruzelski wiedzieli o śmierci ks. Jerzego wcześniej, niż wynikało to z oficjalnych komunikatów władz. Jeśli tak było, trzeba pytać, w jaki sposób wykorzystali czas między uzyskaniem tej wiedzy a jej publicznym ujawnieniem.

Trzeba przy tym pamiętać, że wykazanie manipulacji w tzw. wersji toruńskiej nie oznacza automatycznie, że wszystkie jej elementy są fałszywe. Wersja jako całość mogła być zmanipulowana, ale nadal możliwe jest, że część podstawowych ustaleń, w tym np. dotyczących daty śmierci i udziału grupy kpt. Piotrowskiego – pozostaje prawdziwa. Dlatego byłbym bardzo ostrożny z formułowaniem daleko idących wniosków, zdejmujących odpowiedzialność z Piotrowskiego, a takie sugestie pojawiły się ostatnio w przestrzeni publicznej.

Nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek poznali wszystkie szczegóły sprawy zabójstwa ks. Popiełuszki. Możemy jednak dowiedzieć się więcej niż wiemy teraz. Wciąż są wątki wymagające uporządkowanej analizy, choćby rola Waldemara Chrostowskiego w wydarzeniach. Do tej pory często przedstawiano go skrajnie: albo jako bohatera, albo jako osobę współuczestniczącą w zbrodni. Konieczne jest poważne postawienie sobie pytań o rzeczywiste przyczyny i cele działania aparatu komunistycznego państwa, o konkretne korzyści, jakie ze śmierci udało się wyciągnąć ekipie Jaruzelskiego. I właśnie takich uporządkowanych analiz nadal brakuje.

KAI: Czym może skutkować publiczne „rozgrzeszanie” Grzegorza Piotrowskiego z odpowiedzialności za zabójstwo ks. Jerzego?

To może mieć bardzo poważne konsekwencje. Grzegorz Piotrowski kilkukrotnie przyznawał się do udziału w zabójstwie ks. Jerzego i nigdy nie przedstawiono w przestrzeni publicznej przekonujących dowodów, które pozwalałyby uznać, że nie był jego mordercą. Jeżeli zaczynamy, bez dostatecznych podstaw przedstawiać go jako ofiarę niesprawiedliwego wyroku, może to prowadzić również do konsekwencji prawnych, np. roszczeń wobec państwa polskiego o wysokie odszkodowanie. Dlatego formułowanie dziś niepopartych mocnymi dowodami tez, zwalniających go z odpowiedzialności, uważam za bardzo niebezpieczne.

A trzeba pamiętać, że mówimy o człowieku z bardzo mroczną przeszłością, który wielokrotnie brał udział w rozmaitych pozaprawnych działaniach skierowanych m. in. przeciwko Janowi Pawłowi II, czy w porwaniu Janusza Krupskiego, i wyrażał satysfakcję z powodu śmierci ks. Jerzego.

KAI: Czy są jeszcze dokumenty lub materiały, których ujawnienie mogłoby rozstrzygnąć najważniejsze spory dotyczące zabójstwa ks. Jerzego?

Paradoksalnie pierwsze pytanie brzmi: czy naprawdę dobrze rozpoznaliśmy te, które już mamy. Istnieją trzy podstawowe zasoby źródłowe: materiały przechowywane w instytucjach kościelnych, przede wszystkim w Ośrodku Dokumentacji Życia i Kultu ks. Jerzego Popiełuszki, zasób IPN oraz dokumentacja procesu toruńskiego i materiały prokuratorskie i sądowe. Do tego dochodzą relacje świadków i materiały zgromadzone przez dziennikarzy.

Problem polega na tym, że ten ogromny materiał nigdy nie został systematycznie przebadany przez interdyscyplinarny zespół, który rozpocząłby pracę nie od założonej tezy, lecz od rzetelnej weryfikacji źródeł.

Dobrym przykładem jest filmowy zapis sekcji zwłok, o którym mówiliśmy. Przez lata znajdował się przecież w zasobie IPN, a mimo to dopiero przed kilku miesiącami został poddany specjalistycznej analizie przez prof. Konopkę. W moim przekonaniu nie w pełni skorzystano z jawnych materiałów, które pozostały po procesie Ciastonia i Płatka. To pokazuje, że wciąż nie w pełni wykorzystujemy materiały, które są dostępne.

Drugim problemem jest część dokumentacji pozostająca w dyspozycji prokuratury IPN. Dopóki trwają postępowania, materiały te są objęte tajemnicą i nie mogą być wykorzystane przez badaczy. Nie wiemy, czy znajdują się tam źródła przełomowe, czy też materiały o niewielkiej wartości poznawczej, ale wprowadza to niepewność.

Moim zdaniem trzeba więc zadać sobie pytanie, czy dalsze prowadzenie tych postępowań rzeczywiście przynosi efekty proporcjonalne do kosztu, jakim jest blokowanie dostępu do części materiałów. Efektów śledztw od lat nie widzimy, natomiast historycy nadal nie mają dostępu do pełnego zasobu źródłowego.

Sądzę, że uporządkowane, spokojne i interdyscyplinarne przebadanie istniejących materiałów, może jeszcze przynieść nowe ustalenia.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.