Rabin Abraham Skórka o dziedzictwie papieża Franciszka
28 kwietnia 2026 | 12:40 | Waldemar Piasecki | Nowy Jork Ⓒ Ⓟ
Papież Franciszek i rabin Abraham Skórka przed pomnikiem deklaracji Nostra Aetate w Filadelfii. Fot. archiwum rozmówcy„Najpilniejszą zmianą, na którą liczył, było to, aby Kościół stał się bardziej inkluzywny, pokorny i otwarty na wszystkich. Aby było w nim o wiele więcej serca. Od świata oczekiwał opamiętania, tego że ludzkość będzie solidarnie współpracować, aby wytyczyć drogę do pokoju” – uważa rabin Abraham Skórka. Minęła pierwsza rocznica śmierci papieża Franciszka, który pozostawił niewątpliwie wyrazisty ślad w historii i rzeczywistości Kościoła, który przyszło mu prowadzić. Amerykański korespondent KAI, Waldemar Piasecki rozmawiał z jego najbliższym argentyńskim przyjacielem i człowiekiem, którego uważał za brata, rabinem Abrahamem Skórką, profesorem i wykładowcą jezuickiego Georgetown University w Waszyngtonie.
Waldemar Piasecki (KAI): Wiele napisano już o Jorge Mario Bergoglio – jako o człowieku, kapłanie i Papieżu Kościoła katolickiego. Nas interesuje bardziej Wasza osobista relacja oparta na długotrwałej przyjaźni po roku od śmierci Papieża. Czy możemy iść tą drogą?
– Oczywiście
To wróćmy do sytuacji z ubiegłego roku. Franciszek umiera w Poniedziałek Wielkanocny, uznawany za dzień ostatecznie potwierdzając cud przejścia od śmierci do życia, który w zeszłym roku zbiegał się kalendarzowo z pierwszym dniem po Święcie Paschy, upamiętniającym cud wyjście ludu Izraela z niewoli Egiptu. Powiedział wtedy Rabin, że to był znak. Jaki?
– Dobrze pamiętam, o czym wtedy rozmawialiśmy… Warto przypomnieć. 20 kwietnia zeszłego roku w dzień, kiedy Jezus przechodził od śmierci do życia, naród żydowski wyrywał się do życia. Ani niewola śmierci, ani niewola faraońska nie zatryumfowały. Tego dnia papież Franciszek, mój drogi Przyjaciel i – jak chciał bym go nazywał – Brat, w kierowanym „Urbi et Orbi” orędziu, którego sam już nie był w stanie wygłosić, profetycznie świadczył: „Miłość zwyciężyła nienawiść. Światło zwyciężyło ciemności. Prawda zwyciężyła fałsz. Przebaczenie zwyciężyło zemstę. Zło nie zniknęło z naszej historii, pozostanie aż do końca. Ale nie ma już władzy, nie panuje już, nad tymi, którzy przyjmują łaskę tego dnia”.
Dnia następnego, kiedy żydowski lud wybrany święci pierwszy dzień wolności, a lud chrześcijański spotyka Zmartwychwstałego i świętuje wolność od śmierci – ziemski następca Jezusa – Franciszek odchodzi. Widzę w tym znak.
– To teologicznie. Mówił Rabin także o przesłaniu świeckim, by nie rzec politycznym…
– Z orędzia papieskiego, u progu odejścia z tego świata, płynęło doniosłe wołanie o to, aby ten świat ocalić, bo jest o krok od katastrofy. Dlaczego? Bo panuje w nim „pragnienie śmierci” jakie „widzimy każdego dnia w licznych konfliktach, które dotykają różnych części świata”. Bo jest ogarnięty „przemocą, którą widzimy często nawet w rodzinach, wobec kobiet czy dzieci!”. Bo przepełniony jest „pogardą jaką okazuje się nawet najsłabszym, zepchniętym na margines, migrantom!”. Czyli: śmierć, przemoc, pogarda.
Postawiwszy diagnozę, apeluje: „Chciałbym, abyśmy na nowo żywili nadzieję, że pokój jest możliwy!” Konkretyzuje: :”Jestem blisko cierpiących chrześcijan w Palestynie i w Izraelu, a także całego narodu izraelskiego i narodu palestyńskiego. Przeraża zaostrzający się klimat antysemityzmu, który szerzy się na całym świecie. Jednocześnie moje myśli kieruję do mieszkańców, a w szczególności do wspólnoty chrześcijańskiej w Gazie, gdzie straszliwy konflikt nieustanie rodzi śmierć i zniszczenie oraz powoduje dramatyczną i haniebną sytuację humanitarną. Apeluję do walczących stron: niech nastanie zawieszenie broni, niech zakładnicy zostaną uwolnieni i udzieli się pomocy ludziom, którzy są głodni i dążą do pokojowej przyszłości!”. Kieruje uwagę ku innej wojnie: „Niech Zmartwychwstały Chrystus wyleje wielkanocny dar pokoju na udręczoną Ukrainę i pobudzi wszystkich zaangażowanych do kontynuowania wysiłków na rzecz osiągnięcia sprawiedliwego i trwałego pokoju.” Przechodzi ku generaliom: „Żaden pokój nie jest możliwy bez prawdziwego rozbrojenia! Potrzeba zapewnienia przez każdy naród swej obrony nie może przerodzić się w powszechny wyścig zbrojeń.”
Obłęd militarystyczny jest wygodny dla odsuwania czy wyrzekania się wyzwań i nakazów wspólnotowych. Nie pozostawia wątpliwości: „Apeluję do wszystkich na świecie, którzy ponoszą odpowiedzialność polityczną, aby nie ulegali logice lęku, która zamyka, lecz wykorzystywali dostępne zasoby, aby pomagać potrzebującym, walczyć z głodem i wspierać inicjatywy promujące rozwój. One są „orężem” pokoju: te, które budują przyszłość, zamiast siać śmierć!”.
Dobitnie przypominał: „Żaden pokój nie jest możliwy tam, gdzie nie ma wolności religijnej, ani tam, gdzie nie ma wolności myśli i słowa oraz szacunku dla opinii innych osób.”
Dobitne przestrzegał przed pseudologiką wojenną uznającą za cel zadanie klęski przeciwnikowi. Mówi: „Niech nigdy nie zabraknie zasady humanitaryzmu jako fundamentu naszych codziennych działań. W obliczu okrucieństwa konfliktów, które dotykają bezbronnych cywilów, uderzają w szkoły i szpitale oraz w pracowników organizacji humanitarnych, nie możemy pozwolić sobie na zapomnienie, że celem zniszczenia nie są obiekty, lecz ludzie – posiadający duszę i godność.” Czegóż trzeba więcej?
Może konkluzji?
– Franciszek żegnając się z nami wołał o opamiętanie. O opamiętanie, który należy rozpocząć od natychmiastowego przerwania wojen w Gazie i w Ukrainie, które mogą rozprzestrzenić się w zarzewie globalnych wojen światowych mogących oznaczać koniec świata. I – mimo wszystko – trwanie w nadziei. Tak rozumiem ostatnie przesłanie dane „Urbi et Orbi” przez papieża Franciszka, mego Drogiego Przyjaciela i Brata. I rok temu i dzisiaj. Jest ciągle i nieustająco aktualne.
Czy to prawda, że mógł Rabin pytać go zawsze i o wszystko, i o każdym czasie?
Nasz dialog nigdy nie był w żaden sposób ograniczany ani krępowany. Miał charakter płynny, toczył się zarówno osobiście, podczas spotkań w Rzymie, jak i poprzez nieustanną wymianę listów. Nie zawsze zgadzaliśmy się w różnych kwestiach, lecz nasza wzajemna lojalność i braterska więź nigdy nie uległy osłabieniu. On sam daje wzruszające świadectwo tego niezachwianego uczucia, które nas łączyło. Nasze rozmowy były otwarte i szczere. Nasza relacja nie miała charakteru wyłącznie zawodowego czy „dialogicznego”. Byliśmy bliskimi przyjaciółmi, co on sam pięknie ujął na stronach swoich wspomnień pt. „Nadzieja. Autobiografia”.
Kwintesencją Waszych relacji pozostanie judeochrześcijański dialog i kreowanie postawy Watykanu wobec judaizmu, Żydów i Izraela. Przypomnijmy jak doszło do wizyty Franciszka w Filadelfii przed monumentem „Nostra Aetate”, do miejsca gdzie Go Rabin zaprosił a On to przyjął?
– Mówię o tym po raz pierwszy. Profesor Phil Cunningham, inicjator projektu pomnika, poprosił mnie o przekazanie Papieżowi zaproszenia do odwiedzenia pomnika i jego pobłogosławienia. Wiadomo było, że Papież spędzi noc w Seminarium św. Karola Boromeusza, zaledwie półtora mili od pomnika, oraz że w drodze na odprawienie Mszy świętej będzie przejeżdżał obok uniwersytetu. Gdy na kilka miesięcy przed jego wizytą przekazałem to zaproszenie, podkreślając znaczenie takiego gestu dla relacji katolicko-żydowskich, Papież natychmiast potwierdził swoją obecność. Był to moment historyczny. Podobnie, jak sama wizyta przy pomniku.
Czy Franciszek wierzył w to, że wszyscy wierni Kościoła katolickiego uznają antysemityzm za grzech śmiertelny?
Nie. Był realistą. Był w pełni świadomy, że jest to kwestia wymagająca pielęgnacji i przeorientowania potocznych poglądów, aby zbudować szczerą relację opartą na dialogu i wzajemnym szacunku, relację prowadzącą do zrozumienia i życzliwości między katolikami a Żydami.
Jeśli był świadomy istnienia antysemityzmu wewnątrz swojego Kościoła, jak definiował jego przyczyny? Jakie postrzegał drogi do zmiany tej sytuacji?
– Historia tarć i starć między chrześcijanami a Żydami jest powszechnie znana i udokumentowana. Podobnie dzieje Kościoła w Argentynie odnotowują przejawy nienawiści wobec narodu żydowskiego. Papież Bergoglio – wierny dokumentom Soboru Watykańskiego II, a zwłaszcza deklaracji „Nostra Aetate”, walczył o zmianę tej rzeczywistości. Nasza książka w formie dialogu pt. „Na niebie i ziemi”, a także trzydzieści jeden programów telewizyjnych, które nagraliśmy dla kanału archidiecezjalnego, stanowią kluczowe przykłady przesłań, jakie Bergoglio kierował do narodu argentyńskiego oraz do swojego Kościoła. Mogą być łatwo przetransferowane do kontekstu globalnego Kościoła.
Jak Papież postrzegał konflikt między Hamasem a Izraelem oraz ogromne koszty humanitarne, jakie on pociągnął za sobą?
– Postrzegał go tak, jak każdą wojnę: jako głęboki dramat i źródło ogromnego cierpienia. Długo o tym rozmawialiśmy i wymieniali koresponencyjnie nasze przemyślenia. Pisał do mnie m.in. tak: „ Z drugiej jednak strony należy rozróżnić między narodem żydowskim, Państwem Izrael (które ma prawo do istnienia) a tymczasowymi rządami, jakie to Państwo posiada. Jeśli ktoś nie uznaje dwóch pierwszych podmiotów, popada w antysemityzm; niemniej jednak to sam naród żydowski wybiera kolejne rządy, a te bywają niekiedy odmiennego nurtu politycznego”. Te refleksja Franciszka pomaga zrozumieć jego krytyczne wypowiedzi pod adresem Izraela w czasie wojny, z których część uznawałem za zbyt ostre.
Czy papież uważał, że polityka obecnego rządu izraelskiego jest tożsama z wolą narodu żydowskiego?
– Niezależnie od różnic zdań, jakie wielu Żydów – zarówno w Izraelu, jak i poza jego granicami – żywi wobec obecnego rządu izraelskiego, większość narodu popiera i aprobuje działania podejmowane przeciwko Hamasowi, Hezbollahowi i Iranowi. Dla papieża Franciszka było to poparcie zrozumiałe, co nie znaczyło, że nie miał swego zdania i je wyrażał.
Jakie rozwiązanie widział dla obecnego cierpienia Palestyńczyków oraz, w szerszym ujęciu, dla współistnienia izraelsko-palestyńskiego?
– Konsekwentnie stał na stanowisku, że tylko rozwiązanie dwupaństwowe: izraelsko-palestyńskie stanowi drogę do pokoju w tym regionie.
Co sądził o ataku Rosji na Ukrainę? Czy jednoznacznie potępił agresora i opowiedział się po stronie Ukrainy?
– Desperacko próbował powstrzymać konflikt w jego początkowej fazie. Dlatego udał się 25 lutego 2022 roku do ambasady Rosji przy Stolicy Apostolskiej, aby wyrazić ambasadorowi, a za jego pośrednictwem Władimirowi Putinowi, swoje głębokie poruszenie inwazją na Ukrainę, która rozpoczęła się dzień wcześniej. Życie każdego człowieka uwikłanego w ten konflikt zostało dotknięte w tak dotkliwy sposób, że zignorował on wszelkie dyplomatyczne protokoły i chłodne kalkulacje polityczne, byle tylko jego wołający o pokój głos został usłyszany.
Ostatecznie jednak normy dyplomacji watykańskiej uniemożliwiły mu wydanie stanowczego i jednoznacznego potępienia agresora.
Był Papieżem, który stawiał Kościołowi i światu trudne, lecz nieuniknione pytania. Jakie one były? Czy cała hierarchia kościelna chciała je usłyszeć? Jakiej najpilniejszej zmiany oczekiwał od Kościoła? Jakiej najpilniejszej zmiany oczekiwał od świata?
– Nie uzyskał zgody całego Kościoła i napotkał pewne trudności w relacjach z Kurią Rzymską. Najpilniejszą zmianą, na którą liczył, było to, aby Kościół stał się bardziej inkluzywny, pokorny i otwarty na wszystkich. Aby było w nim o wiele więcej serca. Od świata oczekiwał opamiętania, tego że ludzkość będzie solidarnie współpracować, aby wytyczyć drogę do pokoju.
Dlaczego odmówił pochówku w Watykanie? Czy dlatego, że pragnął spocząć bliżej ludu Bożego, a nie hierarchii, która tak często ten lud zawodziła?
– Franciszka zawsze łączyła wyjątkowa więź z Bazyliką Matki Bożej Większej (Santa Maria Maggiore). To właśnie tam doświadczał wielu chwil głębokiej duchowości. Jakby powiedzieć: ładował akumulator wiary. To miejsce, do którego papież Franciszek wracał przez całe swoje życie: jako młody jezuita, student, później ksiądz, biskup i kardynał, wreszcie jako papież. Po wyborze na Stolicę Apostolską w 2013 roku swoje pierwsze kroki skierował właśnie tutaj, aby powierzyć swoją posługę Matce Bożej.
Przed każdą podróżą apostolską i po każdej pielgrzymce Franciszek odwiedzał tę bazylikę, by modlić się przed ikoną Salus Populi Romani – starożytnym wizerunkiem Matki Bożej. Ikona ta jest symbolem głębokiej pobożności ludowej, a także zaufania, jakie papieże pokładali w trudnych chwilach dla Rzymu i Kościoła we wstawiennictwo Matki Chrystusa
Wybrał tę bazylikę na miejsce swego wiecznego spoczynku świadomie i intencjonalnie. Pragnął pozostać ze swoim ludem. Żył pośród swego ludu i to właśnie pośród niego pragnął zostać pochowany.
Pomówmy o następcy Franciszka. Czy Leon XIV został jego następcą dlatego, że uznano, iż najlepiej potrafi kontynuować jego dziedzictwo i dzieło?
– Kardynał Robert Prevost posiadał cechy i wartości, które Franciszek od dawna wyznawał, zarówno jako kapłan, jak i katolik. Jego ścisły i błyskotliwy intelekt, jest on absolwentem i byłym wykładowcą matematyki, głębokie zaangażowanie na rzecz ubogich, o czym świadczy jego praca w Peru, a także fakt, iż jest Amerykaninem, sprawiły, że jego nominacja stanowiła niezwykle ważny sygnał dla społeczeństwa Ameryki Północnej, ale też Kościoła generalnie. Mogę zaryzykować twierdzenie, że już w chwili, kiedy Franciszek przywołał go do Watykanu i wiosną 2023 roku uczynił prefektem niezwykle ważnej, decydującej o kadrach Kościoła Dykasterii do spraw Biskupów, w sercu szykował swego następcę.
A jakich najwierniejszych duchowych następców ma Franciszek w Polsce?
– Nie znam polskiego duchowieństwa katolickiego na tyle dogłębnie, by móc wydać precyzyjną opinię. Jednakże miałem okazję poznać księdza arcybiskupa Grzegorza Rysia, którego Franciszek mianował później kardynałem. Jego wyniesienie nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem znając papieskie o nim opinie. Było ono oczywistym znakiem i komunikatem dla polskiego episkopatu, drogowskazem zmian. Podobnym znakiem jest powierzenie kard. Rysiowi przez Leona XIV pasterzowania metropolii krakowskiej. Z tego bowiem, co wiem o papieskiej wizji Kościoła oraz kierunku, w jakim powinien się on rozwijać, wnoszę, iż jest ona bardzo zbieżna z wizją Franciszka. To samo dotyczy metropolii łódzkiej, na czele której Leon XIV postawił kardynała Konrada Krajewskiego, niezwykle bliskiego Franciszkowi, jego charyzmatycznego jałmużnika i zdeterminowanego propagatora Kościoła, jaki widział papież.
Jakiego Kościoła?
– Zgadzam się z tymi, którzy nazywają go Kościołem Serca. Franciszek, mój Drogi Brat, Przyjaciel i Rodak Jorge Mario Bergoglio pragnął uczynić Kościół wspólnotą wszystkich, a najbardziej tych pokrzywdzonych, wolną od pychy i wysferzenia hierarchii, sprawiedliwą i po ludzku zrozumiałą. Pasterz Kościoła, któremu wrócić chciał serce.
Udało się?
– Ziarno zasiał, czas pokaże.
Dziękuję za rozmowę.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

