Drukuj Powrót do artykułu

Szef misji Caritas Polska: Jemen to kraj uwięziony między wojną, głodem i uzależnieniem

15 maja 2026 | 11:51 | Caritas Polska | Jemen Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Caritas Polska

Miodowy miesiąc brytyjskiej królowej, pierwsza telewizja na Bliskim Wschodzie i piękna architektura – to wspomnienie o dawnym Jemenie – kraju, który dziś kojarzy się niemal wyłącznie z krwawą wojną domową i głodem. Jakub Kharabshah, szef misji Caritas Polska w Jemenie, od lat obserwuje z bliska tragedię narodu uwięzionego w tragicznym paradoksie: kraju, gdzie ciężarówki z narkotycznym khatem mają pierwszeństwo przed transportami leków, a cena cesarskiego cięcia przekracza roczne zarobki urzędnika. W rozmowie odsłania kulisy życia w miejscu, w którym boso biega się po ruinach dawnej potęgi, a jedynym sposobem na zapomnienie o głodzie jest uzależnienie, które powoli zabija ambicje całego społeczeństwa.

O Jemenie mówi się głównie w kontekście wojny, ale Jemen był przecież pięknym, dość zamożnym krajem.

Południowy Jemen przez długi czas był kolonizowany przez Anglików. Do dziś w Adenie znajduje się Park Królowej Wiktorii oraz „Little Ben”. W Londynie jest Big Ben, a w Adenie stoi jego malutka kopia. Królowa Elżbieta spędziła część swojego miodowego miesiąca właśnie w Adenie. Moi starsi znajomi stamtąd wspominają, że Aden był niegdyś jednym z najpiękniejszych miast na Półwyspie Arabskim. Kiedy w regionie nigdzie nie było prądu, w Adenie działała już pierwsza na Bliskim Wschodzie telewizja i stacja radiowa.

W Jemenie pije się specyficzną herbatę – gotowaną tak długo, że jest ciemna jak atrament, z dodatkiem skondensowanego mleka, przypraw (cynamon, kardamon, goździki) i ogromnej ilości cukru. Przypomina to trochę popularne latte. Bardzo popularne są polskie krówki z napisem „Made in Poland”. Jemeńczycy wrzucają te krówki do herbaty, żeby była jeszcze słodsza i gęstsza.

Co się stało, że sytuacja w Jemenie zaczęła się zmieniać?

Wszystko zaczęło niszczeć od lat 90., kiedy zjednoczono Jemen Południowy z Północnym. W 1994 r. wybuchła wojna domowa. Południe chciało się ponownie wydzielić, ale Północ na to nie pozwoliła. Zginęło wtedy mnóstwo ludzi. W tej wojnie zginął też brat mojego znajomego, profesora architektury, który studiował w Rosji, a w latach 80. Często bywał w Polsce, ma stąd miłe wspomnienia. Później Jemenem rządził Ali Abdullah Saleh, a od 2014 r. toczy się kolejna wojna między różnymi frakcjami i koalicją pod wodzą Arabii Saudyjskiej. W 2015 r. walki dotarły do Adenu. Były tak krwawe, że ciała przez tydzień leżały na ulicach, bo snajperzy strzelali do każdego, kto próbował podejść i je zabrać, żeby zorganizować pochówek. Ostatecznie udało się wyprzeć siły Huti na północ, ale konsekwencje tych walk trwają do dziś.

Ludzie pamiętają jeszcze ten spokojny, dumny Jemen?

Ludzie powyżej 50-60 roku życia to pokolenie wychowane w komunistycznym Jemenie Południowym, gdzie po zakończeniu angielskiej okupacji rządzili zwolennicy ZSRR. Ci ludzie bardzo chwalą tamte czasy – nie dlatego, że było bogato jak w Nowym Jorku, ale dlatego, że panował porządek. Populacja była mniejsza, około 3 miliony ludzi na ogromnym obszarze bogatym w gaz i ropę. Rybołówstwo było w rozkwicie, ryby były bardzo tanie. Partia komunistyczna trzymała porządek: ludzie kończyli szkoły i od razu trafiali do pracy, a chorzy mieli zapewnioną opiekę w szpitalach. Wiem, jak to brzmi dla nas, Polaków – nam komuna kojarzy się z czymś skrajnie złym.

Jak wygląda dzisiejsze społeczeństwo?

Klasy średniej praktycznie nie ma. Ci, którzy myślą, że do niej należą, to w rzeczywistości biedni ludzie, których stać jedynie na jedzenie, bez konieczności żebrania. Większość społeczeństwa żyje w skrajnym ubóstwie. Obok tej przerażającej biedy można też zobaczyć luksusowe auta warte ćwierć miliona dolarów, ale mówimy tu o dosłownie kilku bardzo zamożnych rodzinach. Większość ludzi w Jemenie głoduje, ale to nie jest taki głód, który znamy my w tzw. cywilizowanym świecie. To są lata niedożywienia, niewyobrażalne dla nas. Te kobiety jakimś cudem zachodzą w ciążę, ale większość tych ciąż jest roniona ze względu na stan zdrowia, a jeśli uda się tę ciążę donosić (pomimo tego stanu i ogromnych ryzyk związanych z różnymi chorobami zakaźnymi) i przeżyć poród, dziecko na starcie ma dużo mniejsze szanse na przeżycie. Tam cesarka kosztuje tyle, ile wynosi roczna pensja urzędnika państwowego. Dostęp do tego typu świadczeń w państwowych placówkach jest bardzo ograniczony.

Gdybyś miał opisać przeciętnego Jemeńczyka?

Jemeńczycy są bardzo chaotyczni, mają typowy słomiany zapał. Nie przepadają za ciężką pracą. Po upadku Związku Radzieckiego i zjednoczeniu kraju, khat (popularny w Jemenie lekki narkotyk) stał się dostępny codziennie, wcześniej można było “używać” tylko w czwartki. Jemeński czwartek to jak nasz piąteczek, czyli początek weekendu. To jest największy problem społeczny. Według statystyk ONZ ponad 90% mężczyzn i 70% kobiet żuje khat. Robią to też dzieci poniżej 12. roku życia, co jest porażające. Całe społeczeństwo jest uzależnione.

To jest legalne?

To jest niestety całkowicie legalne. Łatwiej kupić khat w Jemenie niż herbatę w Polsce. To są ogromne targi. Nawet gdy na liniach frontu trwała godzina policyjna, nikt nie mógł wyjść na ulicę, ciężarówki z khatem zawsze przepuszczano. Były ważniejsze niż transporty z lekami czy żywnością. Głowa rodziny często oszczędza na jedzeniu dla dzieci, ale na khat zawsze będzie miał pieniądze. Stąd, między innymi, ogromny problem z niedożywieniem dzieci i kobiet.

W Jemenie ludzie umawiają się ze sobą, ale te spotkania polegają głównie na wspólnym żuciu khatu. To trochę jak picie wódki w Polsce w latach 80. Dzieciaki biegają boso po ulicach. Jeśli mają jakąś piłkę, to jest wielka frajda. Widziałem chłopaka, który kopał piłkę, mając buta tylko na jednej nodze – tej, którą uderzał. Druga była bosa. Czasem na ulicach stoją stoły bilardowe. Ta rzeczywistość jest nie do opisania, Europejczycy nawet nie są w stanie wyobrazić sobie tego, jak wygląda tam życie.

Trzeba zrozumieć jedną rzecz – Ci ludzie stracili nadzieję, że uda się wyjść z impasu. Cywile nie mogą zrobić nic, instytucje nie działają, więc nie ma jak “zrobić rewolucji”, żeby wrócić na dobre tory – żują khat, bo dzięki temu nie czują głodu, a kiedy go żują, robią się obojętni na wszystko, co się dzieje, panuje nienaturalne rozluźnienie. To jest zamknięte koło. Jest mnóstwo zdolnych, bystrych Jemeńczyków, wielu udało się wyjechać, wykształcić, osiągają sukcesy zawodowe. Ale kraj leży w gruzach.

Świat o Jemenie zapomniał. A organizacje humanitarne?

Pojawiają się zarzuty, że organizacje humanitarne “rozleniwiają” – dostajesz za darmo to czy tamto i nie masz motywacji. Instytucje zrzucają poniekąd swoje obowiązki właśnie na nas. I być może w niektórych przypadkach tak jest, ale trzeba pamiętać, że my nie jesteśmy tam po to, żeby naprawiać państwo. Są grupy społeczne, które cierpią, choć niczemu nie zawiniły i potrzebują pomocy. Caritas Polska działa w Jemenie od sześciu lat, prowadzimy kliniki dla dzieci i kobiet. Wiele organizacji wycofało się w ciągu ostatnich trzech lat z powodu braku funduszy. Współpracujemy z Ministerstwem Zdrowia i Ministerstwem Planowania na południu kraju. Musimy podpisywać umowy na każde działanie, nie możemy pracować na własną rękę. Resorty dają nam mapę potrzeb, a my staramy się te potrzeby zabezpieczyć. Problemem jest papierologia – brak systemów elektronicznych oznacza tysiące papierów, pieczątek i podpisów. Mam pracowników, którzy cały dzień zajmują się wyłącznie przystawianiem pieczątek, jeśli akurat podpisujemy jakieś umowy – tak wygląda tam rzeczywistość.

Jak wygląda twój dzień na misji?

Mam dwa typy dni. Pierwszy to zwykły dzień biurowy: administracja, maile i spotkania na teamsach. Papiery do podpisu – prąd, woda, naprawy, raporty, dostawy leków. Co ciekawe, w Jemenie o dwunastej życie zamiera. Wszyscy idą na obiad. W Polsce przerwa trwa pół godziny, tam to cała operacja. Między dwunastą a czternastą nic nie załatwisz. Urzędy pracują maksymalnie do trzynastej. Tydzień pracy trwa od niedzieli do czwartku. Ja część swojej pracy wykonuję w biurze Caritas w Warszawie, a część na miejscu w Jemenie. To ma swoje dobre strony. Jak jestem tam, w niedzielę nikt z Europy do mnie nie dzwoni, bo jest wolne. Gdy jestem w Polsce, piątki są spokojne, bo w Jemenie jest już weekend.

Jeśli nie załatwiam spraw administracyjnych w Jemenie, jadę na wizytację naszych przychodni – sprawdzam, jak wygląda praca, czy niczego nie brakuje, rozmawiam z personelem i z pacjentami, czyli – de facto – beneficjentami Caritas Polska. Pytam, czego potrzebują, jak oceniają pomoc, którą tu dostają.

I co mówią?

Dwie trzecie naszych beneficjentów to kobiety i dzieci. Są wdzięczni za pomoc, choć często mówią, że brakuje leków. Natomiast cieszą się, że jesteśmy i że mogą u nas otrzymać pomoc. Potrzeby są gigantyczne. Dostarczamy rocznie 9,5 tony leków, ale to kropla w morzu potrzeb. Tym bardziej, że w Jemenie jest ogromna migracja wewnętrzna – ci pacjenci cały czas się zmieniają, to nie jest stała populacja. Jeśli klinika jest przewidziana na 15 tysięcy osób, to przez napływ uchodźców z linii frontu obsługuje 30 tysięcy. Ludzie uciekają z miejsc, gdzie nie ma handlu, pracy, nawet rządowe wynagrodzenia nie są wypłacane od miesięcy. Muszą uciekać do miast, by nie głodować. Szukają bezpieczeństwa. Dzięki Caritas mogą chociaż otrzymać pomoc medyczną, co wcale nie jest takie oczywiste w Jemenie.

Ty w Jemenie czujesz się bezpieczny?

W Jemenie każdy ma broń, to element kultury. Ja jej nie noszę – jestem pracownikiem humanitarnym. Nawet gdybym miał, to przed grupą napastników by mnie nie uratowała. Mam tam ochronę, nie wolno mi wyjść na ulicę bez nich, ale oni są też głównie po to, by unikać zagrożeń. Dwa dni temu porwano Jemeńczyka, który poświęcił życie pracy w sektorze humanitarnym. Następnego dnia znaleziono jego ciało. Bywa różnie, ale jesteśmy ostrożni i staramy się nie narażać, nie krytykować zastanej rzeczywistości, tylko znaleźć sposób na to, by pomóc tym, którzy bez naszego wsparcia po prostu nie mają szans.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.