Szpital przemienia – prof. Jakub Pawlikowski o opiece duchowej nad pacjentem
01 września 2026 | 15:24 | tk | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. James Coleman / UnsplashOpieka duchowa nad pacjentem musi dziś oznaczać coś znacznie szerszego czy głębszego aniżeli jedynie posługa duszpasterska – podkreśla w rozmowie z KAI prof. Jakub Pawlikowski. Zaznacza, że choć zdecydowana większość pacjentów – zwłaszcza terminalnie chorych – pragnie zaspokojenia swoich potrzeb duchowych, to coraz rzadziej są one “zagospodarowywane” przez zinstytucjonalizowane systemy religijne. Lekarz, prawnik i filozof pracujący w Uniwersytecie Medycznym w Lublinie zwraca uwagę, że pomimo oporów (zwłaszcza na Zachodzie), temat opieki duchowej nad chorymi jest obecnie dyskutowany na całym świecie.
Zdaniem prof. Pawlikowskiego, raczej nie do utrzymania będzie model, w którym na potrzeby duchowe pacjentów odpowiedzą wyłącznie księża: zarówno z powodu ich braku, jak i z racji zmieniającego się modelu przeżywania sfery duchowej przez pacjentów.
Jednym z wyzwań jest budowanie zespołów, które od strony duchowej wspierałyby kapelanów różnych wyznań i inne osoby odpowiedzialne za koordynację opieki duchowej w szpitalach – ocenia lekarz. Przypomina też, że wedle danych GUS, większość Polaków umiera w szpitalach, a nie w hospicjach czy w domach.
Badania dowodzą, że uporządkowana sfera duchowa, religijna jest czynnikiem protekcyjnym wobec kryzysów psychicznych, i to bardzo wyraźnie – zaznacza rozmówca KAI. Dodaje jednocześnie, że kryzys w sferze duchowo-religijnej może pociągać za sobą kryzys w sferze psychicznej i odwrotnie. Dlatego trzeba przy tym być ostrożnym w wyciąganiu wniosków. Prof. Pawlikowski omawia też problem duchowości personelu medycznego.
Tomasz Królak (KAI): Co to właściwie znaczy: opieka duchowa nad pacjentem. Bo zdaje się, że niejedno ma ona imię…
Prof. Jakub Pawlikowski: Tak, zdecydowanie. W Polskim Towarzystwie Opieki Duchowej w Medycynie staramy się odróżniać opiekę duchową od opieki duszpasterskiej. Takie rozróżnienie pojawia się również na poziomie standardów, które mają spełniać szpitale.
Opiekę duszpasterską rozumiemy przede wszystkim jako zapewnienie przez szpital kontaktu z duszpasterzami wyznania dominującego oraz innych wyznań, w tym miejsca do modlitwy czy sprawowania kultu.
Natomiast opieka duchowa jest pojęciem o wiele szerszym. Oczywiście, obejmuje ona realizację potrzeb związanych z osobistym stosunkiem do rzeczywistości transcendentnej – to jest, można powiedzieć, jądro duchowości – ale dotyczy również realizacji potrzeb. Chodzi o szeroki wymiar egzystencjalny, etyczny, relacyjny i estetyczny, w tym przede wszystkim poszukiwanie i odnajdywania sensu życia, nadziei, uszanowanie godności, umożliwienie kontaktu z osobami bliskimi, ze sztuką, z muzyką oraz o realizację innych wartości ważnych dla chorego.
KAI: Pierwszym skojarzeniem, które pojawia się, gdy słyszymy termin “opieka duchowa” to obraz szpitalnego kapelana, który jest katolickim duchownym. Tymczasem praktyka światowa pokazuje, że nie musi to być wyłącznie katolik, ani wyłącznie ksiądz oraz że opieka duchowa nie musi być posługą stricte religijną, bo może być świadczona wobec osób, które nie uważają się za osoby “zorientowane” religijnie, prawda?
Przemiany społeczne i kulturowe, jakie dokonują się w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych, ale także w Polsce prowadzą do tego, że tradycyjny model religijności zaczyna wyraźnie słabnąć. Jest coraz więcej pacjentów, którzy nie przeszli tradycyjnej ścieżki kształtowania duchowości, a więc poprzez katechizację, regularne uczestnictwo w nabożeństwach i przyjmowanie sakramentów. Ten odsetek się zwiększa, a Polska, niestety, jest krajem dynamicznie postępującej sekularyzacji, zwłaszcza w młodych pokoleniach. Pokazują to dobitnie dane statystyczne. Jednocześnie następuje w społeczeństwie prywatyzacja duchowości, co oznacza, że ta sfera coraz częściej wycofuje się z przestrzeni publicznej i zinstytucjonalizowanej wspólnoty do prywatnego świata jednostek i przeżywana jest w sposób bardzo zróżnicowany i zindywidualizowany.
Pomimo społecznej sekularyzacji i prywatyzacji duchowości, badania dowodzą, że zdecydowana większość chorych, zwłaszcza przewlekle i terminalnie – wskaźniki mówią o poziomie 80-90 proc. – zgłasza pragnienie zaspokojenia głębokich potrzeb duchowych. Z tym, że są one coraz rzadziej, albo nie w pełni, “zagospodarowywane” przez zinstytucjonalizowane systemy religijne. Powstaje pytanie, w jaki sposób te potrzeby zapewnić.
Jeśli jest to osoba mocno religijna, w której religijność w znacznej mierze utożsamia się z duchowością, to jej potrzeby mogą być w znacznym stopniu zaspokojone przez kontakt z dobrze przygotowanym kapelanem. Jednak w związku z tym, nawet wśród osób identyfikujących się wyznaniowo potrzeby duchowe nie redukują się wyłącznie do potrzeb religijnych, a dodatkowo coraz więcej osób nie do końca się utożsamia z określonym wyznaniem, to opieka duchowa musi oznaczać coś znacznie szerszego czy głębszego aniżeli jedynie posługa duszpasterska.
KAI: Cierpienie fizyczne czy też świadomość śmiertelnego zagrożenia wzmagają pytania o sens cierpienia, dlaczego ja, i co będzie ze mną po śmierci. Wydaje mi się, że żeby sprostać tak trudnym pytaniom posługa kapelana czy też jakakolwiek inna posługa o charakterze duchowym mogą nie wystarczać oraz, że niesłychanie ważne są tu kompetencje całego personelu medycznego…
To prawda. Od kilkudziesięciu lat w świecie medycznym coraz wyraźniej akcentuje się potrzebę dostrzeżenia i wyrażenia tego duchowego wymiaru w człowieku. Pojawiają się nawet sugestie by Światowa Organizacja Zdrowia poszerzyła definicję zdrowia. W dotychczasowej jest mowa o tym, że zdrowie to jest nie tylko brak choroby, ale też dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny. Podczas debat na forum WHO kilkukrotnie już postulowano, by opis ten uzupełnić właśnie o dobrostan duchowy.
KAI: Ale, jak wiadomo, przez lata były opory.
Tak, i miały wyraźny charakter geograficzny: delegaci z krajów afrykańskich, arabskich, a nawet niektórych azjatyckich byli raczej otwarci, przyjmując stanowisko, że zdrowia nie można tak do końca zredukować do wymiaru czysto społecznego albo psychicznego i że warto wyodrębnić także duchowość. Natomiast sprzeciw zgłaszali głównie delegaci z krajów Europy Zachodniej i Ameryki Północnej.
Temat jakoś tak rozchodził się po “kościach”, był odkładany na kolejne zjazdy. Jedynie w medycynie paliatywnej dokumenty WHO wyraźniej zaczęły wspominać o wymiarze duchowym. Niemniej można powiedzieć, że temat jest dyskutowany globalnie.
KAI: Ale fakt, że definicja zdrowia wciąż nie została poszerzona pokazuje, że wymiar duchowy człowieka – w ogóle, bo w tym wszystkim nie chodzi tylko o chorobę – jest jednak skutecznie wypychany na margines.
Tak, ale to pokazuje też, że takie redukcjonistyczne podejście nie jest typowe dla całej ludzkości, że jest raczej regionalnym redukcjonizmem antropologicznym wynikającym z określonych historycznych doświadczeń i przemian kulturowych, które ma także swoje konsekwencje. Myślę o pewnym zagubieniu duchowym dorosłych i młodzieży.
Tymczasem w badaniach widać wśród pacjentów potrzebę – często niezaspokojoną – nasycenia swojego życia jakimś pierwiastkiem duchowym. Nierzadko zgłaszają też, że pragnienia te nie są zaspokojone ani przez personel, ani przez kapelanów.
Wymiar duchowy w opiece nad pacjentem, w jego chorobie i cierpieniu powinien być – i coraz częściej jest – traktowany jako coś naturalnego. Potrzeby duchowe, w tym mierzenie się z pytaniami typu: jaki jest sens tego cierpienia, dlaczego ja, dlaczego moje dziecko, jak sobie z tym poradzić, jak żyć z ciężarem, który na mnie spadł – są bowiem czymś naturalnym.
Niektórzy lekarze, na przykład psychiatrzy, mogą mieć większe kompetencje w tej dziedzinie, ale chodzi o to, żeby wśród personelu medycznego było przekonanie o ważności tego wymiaru i podstawowe umiejętności zdiagnozowania kryzysów także o charakterze duchowym i egzystencjalnym. Chociażby po to, żeby znaleźć środki zaradcze i zaproponować specjalistyczne konsultacje.
Ponadstandardowe umiejętności rozmawiania o kwestiach duchowych mają też z pewnością lekarze działający obszarze medycyny paliatywnej, niemniej model docelowy powinien zakładać, że wśród personelu medycznego będzie większa umiejętność zapewnienia wsparcia duchowego oraz mocniejsze wsparcie w tym zakresie ze strony innych osób. Może to być kapelan posiadający szersze kompetencje do wspierania duchowego chorych niż tylko udzielanie sakramentów. Bo chociaż z perspektywy teologicznej to jest bardzo ważne, to oczekiwania pacjentów, nawet tych bardziej religijnych, często są większe aniżeli przyjęcie na sali Komunii świętej czy możliwość uczestnictwa w Eucharystii.
KAI: Czy znając różne, praktykowane w świecie modele opieki duchowe miałby Pan jakieś konkretne rekomendacje dotyczące polskich realiów, uwzględniające także wspomniane procesy sekularyzacyjne?
Myślę, że są to kwestie tak głęboko zakorzenione kulturowo w historii konkretnego miejsca, że lepiej tworzyć modele własne aniżeli przekopiowywać te praktykowane gdzie indziej. Wydaje mi się, że w Polsce wrażliwość duchowa nie jest jeszcze tak osłabiona jak w wielu krajach zachodnich i to zarówno wśród pacjentów, jak i wśród personelu medycznego. Przy czym, jak sądzę, raczej nie do utrzymania będzie model, w którym na potrzeby duchowe pacjentów odpowiedzą wyłącznie księża. I to z wielu powodów: z powodu ich braku i z racji zmieniającego się modelu przeżywania sfery duchowej przez pacjentów.
Prawda, pamięć i przebaczenie. O odpowiedzialności za przyszłość Polaków i Ukraińców – rozmowa z bp. Arkadiuszem Trochanowskim
Z perspektywy przygotowania wspólnot religijnych na oczekiwania chorych chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, osoby kierowane do pracy z chorymi należałoby wyposażać w szerszy wachlarz kompetencji. Często duchowni przygotowując się do swojej posługi mają trochę wizyt w hospicjum czy w szpitalach, mając podstawowe doświadczenie kontaktu z chorym. Natomiast posiadanie szerszych kompetencji w zakresie komunikacji i potrzeb różnych grup pacjentów, podstawowych trajektorii przebiegu chorób i związanych z tym potrzeb, organizacji systemu ochrony zdrowia, umożliwiłyby takim osobom bycie elementem składowym zespołu opiekującego się pacjentem. Chodziłoby o to, żeby kapelan nie był w takim zespole elementem obcym lecz jego pełnoprawnym członkiem, jak fizjoterapeuta, psycholog kliniczny, pielęgniarka itd.
Drugim pożądanym kierunkiem jest według mnie budowanie zespołów, które właśnie od strony duchowej wspierałyby czy to kapelanów poszczególnych wyznań czy też inne osoby odpowiedzialne za koordynację opieki duchowej w szpitalach. Pojawia się w tym obszarze potrzeba dialogu i rozgraniczenia kompetencji pomiędzy kapelanami (teologami) i psychologami oraz dobrego przygotowania wszystkich “stron”.
Koledzy z Polskiej Rady Ekumenicznej zwracają uwagę, że w ewangelickich modelach opieki nad pacjentem, posługa duszpasterska jest bardziej ukierunkowany na rozmowę, na bycie z chorym. Wiadomo, że tam nieco inaczej niż w Kościele katolickim wyglądają kwestie sakramentów, ale przez to zwracają ogromną uwagę na posługę bycia przy chorym, rozmowy, wspierania nadziei.
Warto zauważyć, że psychologom klinicznym udało się wypracować sobie solidną pozycję, bo przecież 30-40 lat temu było ich niewielu w szpitalach, a dziś ich obecność na wielu oddziałach jest dość naturalna. W przeciwieństwie do czasów PRL-u posługa kapelanów w szpitalach jest dzisiaj bardziej widoczna, natomiast wydaje mi się, że jeszcze nie wszędzie kapelani są naturalnym elementem zespołu opiekującego się pacjentem, lecz raczej są osobami dochodzącymi jakby z zewnątrz…
KAI: …które przychodzą, żeby zapytać: “kto z państwa przyjmie Komunię świętą” i chętnym jej udzielić. Tymczasem, jak podejrzewam, oczekiwania przynajmniej części chorych nie ograniczają się do skorzystania z tej, skądinąd arcyważnej, posługi, lecz są spragnieni rozmowy – czasami takiej prostej i zwyczajnej a czasami zdecydowanie poważniejszej. Bo proces zdrowienia wymaga podejścia całościowego, a więc dbałości o stan ciała, ale i ducha.
To są niezwykle ważne sprawy. Dane jakimi dysponujemy wyraźnie pokazują, że pacjenci, którzy mają uporządkowaną sferę duchową, o wiele lepiej współpracują z personelem medycznym: mają większą akceptację dla proponowanych metod terapii, ale też zwiększoną gotowość do pogodzenia się z tym, że jakaś terapia jest daremna, uporczywa, zbędna i czas ją wycofać i, na przykład, objąć opieką paliatywną, co dla jakości życia pacjenta jest lepsze.
Wieloletnie i rzetelne badania naukowe, publikowane następnie w najbardziej prestiżowych periodykach, takich jak “Journal of American Medical Association” pokazują że sfera duchowa, rozumiana w sensie szerokim, ma bardzo istotne przełożenie na zdrowie psychiczne a także na zachowania prozdrowotne.
Badania dowodzą, że uporządkowana sfera duchowa, religijna jest czynnikiem protekcyjnym wobec kryzysów psychicznych, i to bardzo wyraźnie. Ale wiadomo też, że kryzys w sferze duchowo-religijnej może pociągać za sobą kryzys w sferze psychicznej i odwrotnie. Trzeba przy tym być ostrożnym w wyciąganiu wniosków i interpretować te kwestie na poziomie indywidualnym, umiejętnie i z doświadczeniem.
KAI: Czyli opieka duchowa potrafi pozytywnie wpłynąć na racjonalność w określeniu własnej sytuacji.
Tak. Ma także znaczenie dla procesu budowania nadziei i sensu. Różne sytuacje medyczne mają odmienne trajektorie. Inaczej wygląda to w przypadku choroby nowotworowej, inaczej w chorobie przewlekłej, a jeszcze inaczej w sytuacji gdy, na przykład wskutek wypadku komunikacyjnego młody człowiek doznaje głębokich urazów. U większości z nich pojawia się wtedy pytanie o sens życia przez kilkadziesiąt lat z paraliżem, z ograniczeniami w przemieszczaniu się itd. Często pojawia się wówczas kierowana do lekarzy prośba o skrócenie cierpienia, o eutanazję, co jest wynikiem pewnego kryzysu wewnętrznego. I na to nie ma leków.
KAI: Pojawia się pytanie, czy ten kryzys zdoła opanować kapelan?
Różnie to bywa. Zdarza się, że kapelan jest gotów rozmawiać z takim pacjentem, ale to on nie chce. Czasami może to być ktoś z personelu, kto będzie umiał rozmawiać, czasami psycholog lub ktoś jeszcze inny, czasami też i kapelan.
Pamiętam historię młodej kobiety, po wypadku komunikacyjnym sparaliżowanej od pasa w dół. Przez wiele tygodni w ogóle nie chciała współpracować, komunikować się z personelem. Przeżywała kryzys, była pogrążona w głębokiej depresji.
I oto tydzień po tym, jak dłużej porozmawiał z nią kapelan, nabrała nagle chęci do rehabilitacji, do nauki jeżdżenia na wózku, do powrotu do rodziny, itd. A zatem udało się jej, pomimo takiego kryzysu, uchwycić się nadziei i nadać sens swojej obecnej sytuacji.
Zgadzam z profesorem Tischnerem, który umierając mówił, że cierpienie “nie uszlachetnia”. Cierpienie samo w sobie nie ma sensu, nie uszlachetnia. Z racjonalnej, egzystencjalnej perspektywy jest czymś absurdalnym; czymś, czego nikt nie chce, nie spodziewa się, nie planuje pod to życia. Natomiast można skądś zaczerpnąć pewnej nadziei czy sensu, żeby przetrwać, żeby przeżyć, żeby pomimo tego odnaleźć w sobie chęć do życia, do usprawniania się, do pokonywania trudności. Istota opieki duchowej tkwi właśnie w tym, że potrafi ona znaleźć źródła tego sensu – nie w cierpieniu samym w sobie, jak wspomniałem, ale gdzieś indziej. Taka opieka zmienia dynamikę chorowania, jakość życia chorego i w ogóle postawę życiową. Można powiedzieć, że jest to także powrót do ideału medycyny, w którym chodzi nie tylko o leczenie, ale o uzdrawianie. A więc nie chodzi tylko o curing, lecz także o healing, a więc oddziaływanie na człowieka jako całość cielesno-duchową.
Warto pamiętać jak wiele znaczeń ma łacińskie słowo „salus”. W religii czy w języku teologii mówimy o zbawieniu, w języku etyki – o dobru, a w medycynie – zdrowiu. Ale przez zdrowie powinniśmy rozumieć coś o wiele głębszego niż wymiar wyłącznie cielesny.
KAI: Fakt, że dopiero w latach 50. czy nawet 60. ub. wieku zaczyna mówić się o opiece duchowej dowodzi, że w świecie medycznym bardzo długo panowało mocno zawężone jednak spojrzenia na ludzką kondycję.
Myślę, że wpływ na to miało wiele okoliczności. Jedną z nich była rewolucja kulturowa, która w tym okresie przetaczała się przez Zachód, a także kryzys dotychczasowego modelu religijności. Sfera duchowa w człowieku przestała być zagospodarowywana w ramach tradycyjnych systemów religijnych. W niektórych środowiskach uważano wręcz, że potrzeby religijne czy duchowe być może zanikną, albo że to się jakoś samo “poukłada”.
Ale obserwowano też pewne nienasycenie tych potrzeb i zaczęto je badać, bo mniej więcej do połowy XX wieku duchowość i religijność były właściwie uważane za “konstrukty” tożsame. W języku polskim nieraz posługujemy się jeszcze terminem duchowość jako węższym od religii. Mówimy na przykład o duchowości benedyktyńskiej czy karmelitańskiej “w ramach” religii katolickiej. Natomiast coraz powszechniejsze jest szersze ujęcie terminu duchowość odnoszące się do naturalnych potrzeb duchowych człowieka, to znaczy kiedy mówimy o transcendencji, o poszukiwaniu sensu życia, wyznaczaniu celów.
Zgodnie ze standardami, które wchodzą w życie właśnie teraz, na dyrektorach szpitali będą spoczywać konkretne obowiązki. Na razie to jest fakultatywne, ale za ich wdrożenie szpitalom będzie przysługiwało więcej punktów. Dyrektorzy są więc zachęcani do organizowania szkoleń w zakresie wsparcia duchowego, diagnozowania potrzeb, kryzysu u chorych, zwłaszcza tych, którzy trafiają do szpitala po raz kolejny oraz do bardziej skoordynowanej współpracy między szpitalem a związkami wyznaniowymi.
Warto zwrócić uwagę także na duchowość personelu medycznego, a to jest coś o czym często się zapomina. Tymczasem wydarzenia, doświadczenia towarzyszące pracy w szpitalu czy w hospicjum często wymagają także przepracowania na poziomie duchowym.
KAI: W pracy z chorym zdarzają się sytuacje, które mogą głęboko przeorać psychikę czy sferę wartości lekarza czy pielęgniarki.
Dlatego trzeba też pamiętać o profilaktyce wypalenia zawodowego. Niedawno we współpracy z Towarzystwem Internistów Polskich wydaliśmy wytyczne dotyczące opieki nad pacjentami u kresu życia będących w szpitalach, nie w hospicjach. Warto zaznaczyć, że uwzględniają one elementy opieki duchowej dla trzech grup: dla pacjentów, ale także dla ich bliskich oraz dla personelu. Oprócz aspektów czysto klinicznych, medycznych bardzo mocną są tam obecne elementy opieki duchowej.
Wytyczne uwzględniały także opiekę nad pacjentami znajdującymi się w trudnym kontakcie, którzy często nie są w stanie podejmować sami decyzji. Ale na podstawie rozmowy z bliskimi lekarze i pielęgniarki powinni dążyć do tego, żeby zapewnić tę opiekę w taki sposób, jaki ten pacjent by sobie życzył. Nawet jeśli informacji o tym co jest dla niego ważne nie jesteśmy w stanie uzyskać od niego samego, to uzyskamy ją od jego bliskich. Oni z kolei, zwłaszcza w odniesieniu do członka rodziny, który zbliża się do śmierci, także potrzebują rozmowy i wsparcia.
KAI: Czyli krąg potrzebujący wsparcia zaczyna się nam poszerzać.
Tak i powinno się to przekładać na bardzo konkretne działania. Na przykład na to, że standardem staje się rozmowa z bliskimi chorego znajdującymi się w żałobie. Czyli nie tylko za życia pacjenta, aby przekazać informacje o stanie jego zdrowia, ale i po jego śmierci, aby wesprzeć duchowo jego bliskich cierpiących z powodu straty.
KAI: To jest postulat…
Owszem, to jest sytuacja pożądana. Ale jako Towarzystwo Opieki Duchowej w Medycynie widzimy zainteresowanie ze strony dyrektorów szpitali oraz Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Takie oczekiwanie coraz mocniej zakotwicza się w świadomości wielu dyrektorów szpitali i oni chcą to robić.
Niedawno rozmawiałem z dyrektorem jednego z dobrze zarządzanych szpitali powiatowych, który w tym roku wyremontował jedno z pomieszczeń urządzając w nim salę pożegnań. Tak więc rodzina zmarłego nie wchodzi już na salę, gdzie są inni pacjenci i nie za bardzo wie, jak się zachować. Ciało zostaje odwiezione do specjalnego pokoju, gdzie rodzina i najbliżsi mogą pożegnać się ze zmarłą osobą: pobyć, powspominać, popłakać, pomodlić się.
Chcemy ten kierunek promować przekonując, że to powinien być standard. To nie są ani wielkie koszty, ani jakaś skomplikowana logistyka, to raczej kwestia wyobraźni i dobrej woli. Cieszę się, że strony dyrektorów szpitali widać zainteresowanie takim rozwiązaniem, więc mam nadzieję, że będzie się to u nas systematycznie zmieniać. Tym bardziej, że to jest naprawdę bardzo praktyczna potrzeba. Zwracam uwagę, że w tej chwili, jak pokazują dane GUS, większość Polaków umiera w szpitalach, a nie w hospicjach czy w domach.
KAI: Zmieniają się czasy i obyczaje.
Jeszcze 20-30 lat temu tak nie było, ale w ostatnich latach coraz częściej szpital stawał się miejscem umierania. W tej chwili już większość z naszych bliskich odchodzi w szpitalach. A skoro tak, to muszą one na tę sytuację odpowiedzieć, organizując opiekę nad osobami umierającym ale też rodziną, bliskimi.
KAI: Wspomniane wytyczne dotyczą także, jak Pan zauważył, potrzeb personelu medycznego. O co konkretnie chodzi?
Między innymi o to, by po nieudanej resuscytacji pacjenta wprowadzić minutę ciszy i żeby to się po prostu stało standardem. To jest taka chwila oddania szacunku zmarłemu, ale i poukładania myśli, w tym uświadomienia sobie, że starałem, starałam się robiąc wszystko, co możliwe.
Ta przestrzeń ciszy, chwili refleksji potrzebna jest wszystkim stronom i nie wymaga od razu jakiegoś konfesyjnego “zagospodarowania”. Można zacząć od rzeczy czysto uniwersalnych, ludzkich, egzystencjalnych.
KAI: Coraz bardziej oczywiste staje się to, że będzie wzrastać znaczenie opieki duchowej w szpitalach, bo zapewne utrzyma się wzrostowa dynamika umierania w placówkach medycznych. Pomijając już to, że coraz więcej osób nie będzie związana z tradycyjnie rozumianą religią, dlatego nie będą one raczej szukać wsparcia u kapelana…
Wtedy skorzystać można z doświadczeń kolegów z tych krajów, gdzie procesy sekularyzacyjne posunięte są jeszcze dalej. Na przykład w Holandii rozwinął się zupełnie niekonfesyjny model opieki duchowej nad pacjentami niezwiązanymi z żadnym wyznaniem. Bazuje on na średniowiecznej filozofii ars moriendi, czyli sztuce umierania. Kolega, lekarz z Holandii, który to rozwiązanie stosuje z pacjentami różnych wyznań, także osobami niereligijnymi, a nawet ateistami twierdzi, że ten model – wywodzący się z ludzkiej, egzystencjalnej perspektywy – sprawdza się bardzo dobrze. Chodzi w nim zaś o to, żeby z tych perspektyw wydobyć jak najwięcej potencjału, by chory jak najlepiej mógł przeżyć ten okres życia, który mu jeszcze pozostał i jak najlepiej przygotować się do przejścia. Takie modele trzeba będzie w coraz większym stopniu wdrażać także i u nas.
KAI: Czy myśli Pan, że w tak rozumiana posługę wobec chorych mogliby się włączyć także – mniejsza o konkretne wyznanie – kapelani?
Oczywiście! Uważam, że to jest kompetencja, którą wielu kapelanów łatwo może posiąść. Powiedziałbym nawet, że z perspektywy osoby duchownej, mógłby to być etap wstępny kontaktu z chorym, poprzedzający bardziej zaawansowane rozmowy o sprawach teologicznych czy duchowych. Bo najpierw trzeba się w ogóle spotkać z chorym człowiekiem na poziomie czysto egzystencjalnym i uniwersalnym. Doświadczeni kapelani często mają umiejętność prowadzenia takiej rozmowy: potrafią zatrzymać się nad człowiekiem, poświęcić czas, a często także zdiagnozować pewne potrzeby w innych obszarach. W ramach całego konstruktu “opieki duchowej”, są pewne ważne kwestie, które niejako wychodzą poza sferę czysto konfesyjną czy religijną, jak na przykład umiejętność przebaczenia.
Zwykliśmy myśleć, że jest to kwestia wyłącznie religijna, tymczasem to sprawa bardzo egzystencjalna. I podczas dłuższej rozmowy z pacjentem mogą ujawnić się ciągnące się od lat tłumione w sobie i nieprzebaczone sytuacje. I teraz ten ktoś chciałby przebaczyć. Albo chciałby poprosić o przebaczenie. Trzeba więc może po kogoś zadzwonić, zaproponować spotkanie, przesłać list itd.
Leżenie na szpitalnym łóżku jest kapitalną okazją do tego, żeby uporządkować sobie rzeczy, na które wcześniej nie było czasu. Tu coś narosło przez lata od rozwodu, tam chodzi o pozadawane komuś rany. Na uporządkowanie tych spraw wcześniej nie było okazji, bo czas wypełniała praca, obowiązki, tempo życia, itp. Tymczasem szpital zatrzymuje chorego w biegu. Nie mówię już nawet o tych odchodzących i umierających, ale i o tych, których choroba czy wypadek “jedynie” odesłały do szpitala czy unieruchomiły na wiele tygodni. Szpital jest okazją do przepracowania relacji, przebaczenia, podsumowań i refleksji.
KAI: Jak widać, szpital jest – i na pewno wciąż może być – przestrzenią, w której dokonują się rzeczy niewidoczne ale ważne, to znaczy różnego typu duchowe przemiany, czasami zapewne doniosłe…
Tak. Myślę, też, że większość pacjentów – niezależnie od tego czy w ogóle i gdzie przynależą religijnie – może być w szpitalu zaopiekowana duchowo. Te potrzeby możemy zaspokoić. Tylko, po pierwsze musimy być na nie wrażliwi, a po drugie przygotowani, otwarci i gotowi do niesienia pomocy w tym zakresie.
Rozmawiał Tomasz Królak (KAI)
***
Prof. dr hab. nauk medycznych i nauk o zdrowiu Jakub Pawlikowski (ur. 1978) jest lekarzem, prawnikiem i filozofem, pracownikiem Zakładu Nauk Humanistycznych i Medycyny Społecznej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Autor wielu artykułów publikowanych w polskich i zagranicznych czasopismach naukowych oraz monografii „Biobankowanie ludzkiego materiału biologicznego dla celów badań naukowych – aspekty organizacyjne, etyczne, prawne i społeczne”. Jest założycielem Polskiego Towarzystwa Bioetycznego. Był członkiem kilku gremiów eksperckich przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, m.in. Zespołu doradczego ds. ochrony praw człowieka w kontekście rozwoju nauk biologicznych i medycznych (2016-2019).
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

