Drukuj Powrót do artykułu

Szymon Grzelak, psycholog: młodzi potrzebują dorosłych, którzy będą dla nich „ścianą z miękkim obiciem” (wywiad)

26 października 2026 | 18:03 | maj, red. bz | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Alicja Kościesza / KAI

Statystycznie biorąc, młodzież wierząca ma lepsze wskaźniki zdrowia psychicznego, mniej zachowań ryzykownych i problemowych – zauważa dr Szymon Grzelak, założyciel i prezes Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, od wielu lat zajmujący się profilaktyką problemów młodzieży. W rozmowie z KAI dr Grzelak apeluje, by rozpocząć namysł nad tym, w jaki sposób wychowujemy dzieci. Jego zdaniem edukacja i wychowanie w Polsce domagają się systemowych zmian. Jedną z propozycji są obowiązkowe zajęcia z religii albo etyki w szkole. – Bez troski o formację etyczną, w sytuacji, gdy przekaz religijny słabnie, coraz szersze grupy młodych mogą wzrastać bez odniesień i refleksji na temat wartości, w atmosferze swego rodzaju nowego barbarzyństwa – podkreśla psycholog.

Maria Czerska (KAI): Na początku października mieliśmy do czynienia z kilkoma wydarzeniami z udziałem nastoletnich nożowników. Jedna osoba zginęła. Było wiele zatrzymań. W jaki sposób pan, jako osoba zajmująca się profilaktyką i pracująca z młodzieżą, patrzy na to, co się działo?

Dr Szymon Grzelak: Myślę, że warto jest patrzeć na tego typu zjawiska w szerszej i dłuższej perspektywie. W pewnym sensie nie dzieje się nic nowego. Również zło jest częścią natury człowieka. Każdy z nas nosi w sobie ten potencjał i on się, niestety, czasem ujawnia. Nie da się tego wyplenić jakimś systemowym działaniem, odpowiednią edukacją itp.

Niczym nowym nie jest też chwiejność młodych ludzi w okresie dojrzewania; ich podatność na własne emocje i zewnętrzne inspiracje. Często są oni pełni napięć, bo mają poczucie, że są na środku jakiejś sceny, na której coś odgrywają. A czasem właśnie brakuje im tej sceny, na której bardzo chcieliby być. Te napięcia wyrażają się w różnych czasach na różne sposoby.

Inspiracja, moda jest tu dość zwyczajną rzeczą. Ktoś coś zrobił, to odbiło się szerokim echem. Więc inni też próbują. Działa to na bardzo różnych polach. To mechanizm występujący nie tylko w „efekcie Wertera”. Może dotyczyć zjawisk negatywnych i pozytywnych. W latach 80. XX wieku była w Polsce „pomarańczowa alternatywa” – walka z komunizmem przez humor i happening. Zaczęło się we Wrocławiu, zyskało rozgłos i rozprzestrzeniało się na zasadzie pączkowania. To przykład pozytywny. Ale często dotyczy to zjawisk szkodliwych. Kilka, kilkanaście lat temu zdarzało się, że gdy w klasie pojawiała się dziewczynka z anoreksją, to za chwilę były w tej klasie już cztery takie dziewczynki. W ostatnich latach podobne mechanizmy „zarażania społecznego” dotyczyły zjawiska transpłciowości wśród nastolatków. Splatają się tutaj różne wymiary – zwyczajne napięcia okresu dojrzewania, wpływy rówieśnicze i turbo-doładowanie internetowo-medialne.

I to jest właśnie znakiem czasu. Ten wymiar wzajemnej inspiracji na niespotykaną wcześniej skalę, który daje internet i media, w tym media społecznościowe. Zmienił się też kontekst. Procesy, o których mówimy inaczej zachodzą w świecie coraz bardziej „wypłukanym” z wartości oraz w sytuacji, w której dorośli mają coraz większy problem, by budować jednolity front mądrego, stabilnego wsparcia.

Przyjrzyjmy się zatem tym nowym zjawiskom.

W szkole czy na podwórku kilkadziesiąt lat temu też zdarzały się sytuacje dziwne, niebezpieczne, czasem nawet bardzo niebezpieczne. Rodzice i nauczyciele reagowali, sprawca był obejmowany opieką, czasem karany. Nawet jeśli wydarzenie nabierało rozgłosu i znajdowało naśladowców, był to rozgłos w skali szkoły czy osiedla. Dziś internet, media społecznościowe i algorytmy powodują, że informacja o tym może mieć zasięg wręcz nieograniczony i odbijać się dodatkowym echem. Obserwujemy też dzisiaj bardzo duży „przymus reakcji”, który obejmuje tradycyjne i nowoczesne media, wszelkie możliwe służby, a także polityków aż do najwyższego szczebla włącznie. Kiedyś – chyba całkiem rozsądnie – wydarzenie w pojedynczej szkole rozwiązywane było na poziomie szkoły, a jeśli obejmowało województwo – zajmował się tym kurator. Teraz o sytuacji, która kilkakrotnie się powtórzyła mówimy już niemal jak o zjawisku masowym. Wszyscy to komentują, wszyscy się wypowiadają.

To oczywiście może sprzyjać kolejnym takim zdarzeniom. Wyobraźmy sobie jakiegoś sfrustrowanego, rozchwianego nastolatka. Kiedyś być może sam nie wpadłby na jakiś drastyczny pomysł, a liczba znajomych osób, które mogłyby mu go podsunąć była bardzo ograniczona. Dziś ma taki bank pomysłów na wyciągnięcie ręki, na jedno kliknięcie: „O, takie coś przyciągnęło uwagę. Mogę zrobić coś takiego. Najlepiej szybko, bo to jest akurat na topie. O tym się mówi. Więc i to, co ja zrobię, nie przejdzie bez echa”.

Mówił pan też o problemie wartości w otaczającym nas świecie.

Stabilny szkielet wartości promieniujących z bliższego i dalszego otoczenia społecznego to ważny punkt odniesienia dla młodych przeżywających różne stany rozchwiania, niepewności czy kryzysu. Brak takiego punktu odniesienia może te stany rozchwiania potęgować. Tu bez wątpienia szczególną rolę odgrywa religia – wskazuje ona nie tylko na normy etyczne, ale też zachęca do formacji osobistej, np. poprzez praktykę rachunku sumienia czy spowiedzi. Tego typu praktyki są dla osoby wierzącej ciągiem doświadczeń, które mogą działać wzmacniająco. Ważny punkt odniesienia stanowi sam fakt wewnętrznego odniesienia się do Boga, do Absolutu. Widzimy to w badaniach, gdzie, statystycznie biorąc, młodzież wierząca ma lepsze wskaźniki zdrowia psychicznego, mniej zachowań ryzykownych i problemowych. W tym kontekście siłą religii jest również masowość jej oddziaływania. W rodzinach niewierzących też można otrzymać bardzo dobrą formację etyczną. Pięknie pisał o tym choćby Jacek Kuroń, wspominając swojego ojca i wartości, które przekazywał. Wydaje się jednak, że zjawisko to ma bardziej ograniczony zasięg – obecne jest w pewnym kręgu elit. Brakuje natomiast ludziom niewierzącym odpowiednika katolicyzmu ludowego, którego siłę dostrzegał np. kard. Stefan Wyszyński.

Dzieci i młodzież, które nie otrzymują właściwej formacji etycznej w domach, mogą – w przypadku osób wierzących – usłyszeć coś na ten temat w kościele, w szkole, na oazie itp. W przypadku osób niewierzących – ten przekaz pozostaje bardziej ograniczony. Dlatego, moim zdaniem propozycja obowiązkowych zajęć z religii albo etyki w szkole, to znakomity pomysł. Bez troski o formację etyczną, w sytuacji, gdy przekaz religijny słabnie, coraz szersze grupy młodych mogą wzrastać bez odniesień i refleksji na temat wartości, w atmosferze swego rodzaju nowego barbarzyństwa.

Nie bardzo możemy już też dziś liczyć na kulturę. Czasem strach nawet iść do teatru czy kina, bo tam właśnie można zetknąć się z epatowaniem przemocą, pogardą czy wulgarnością.

Na czym polega brak odpowiedniego wsparcia dla młodych ze strony dorosłych?

W kontekście, o którym rozmawiamy, dorosły powinien być dla rozchwianego nastolatka „ścianą z miękkim obiciem”. To metafora zaproponowana przez znakomitą psycholog dr Jolantę Próchniewicz. Co to oznacza? Rozchwiany nastolatek szukający tożsamości i testujący granice jest jak ktoś, kto z wielką energią skacze na sprężystym materacu. Łatwo może sobie zrobić krzywdę, spadając z tego materaca lub uderzając się o coś. Rolą dorosłych nie jest powstrzymanie nastolatka od prób skakania, a spełnienie roli zabezpieczającej. Uderzając w miękką ścianę, nastolatek nie zrobi sobie krzywdy. Ona wytłumi uderzenie. Ale jednak pod obiciem jest ściana. Ona wyznacza granicę i powoduje, że nie da się jej przekroczyć. Dorosły, który spełnia taką rolę, wnosi podstawową stabilność w świat, na który nastolatek patrzy poprzez swoje emocje, i do których – czasem siłą – próbuje dopasować resztę otoczenia.

Są jednak dziś nurty w psychologii, zgodnie z którymi my, dorośli powinniśmy razem z nastolatkiem koncentrować się właśnie na tych emocjach i traktować je jako punkt wyjścia do opisu świata: „skoro tak czujesz, to widocznie tak jest”. Nietrudno zgadnąć, że to nie pomaga, a wręcz może podsycać pewne zjawiska związane z niepewnością i niestabilnością.

Niepewność jest dodatkowo powiększana przez charakterystyczną dla współczesności niejasność co do ról społecznych. Co to znaczy być mężczyzną? Co to znaczy być kobietą? Czy w ogóle trzeba być mężczyzną lub kobietą? Co to znaczy być dorosłym człowiekiem? Kiedyś więcej rzeczy było oczywistych. Wybory były ograniczone. Gorsety ról były na tyle ścisłe, że nie każdemu było łatwo się w nich zmieścić. Dziś jest odwrotnie. Wachlarz możliwości, wzmocniony jeszcze przez inspiracje płynące z internetu, wydaje się wręcz nieograniczony. Jeśli jednak mogę wybrać wszystko, jeśli mogę być każdym, to bardzo trudno jest dokonać konkretnego życiowego wyboru, a następnie się tego konsekwentnie trzymać. Nadmiar możliwości może paraliżować i opóźniać dojrzewanie, dorastanie do zajęcia swojego miejsca w świecie – miejsca, w którym dobrze się odnajduję, ale też w którym wnoszę coś ważnego w życie innych..

Myślę, że dojrzewanie polega m.in. na tym, że zamieniamy wolność na głębokie więzi. Rezygnujemy z jakiejś części wolności w imię tych więzi, dlatego że one mają dla nas wartość.  Wybierając jednego współmałżonka na całe życie, straciliśmy wolność wyboru, ale po to, by budować głęboką, ważną relację. Przez takie decyzje życie wypełnia się treścią, nabiera kierunku i sensu. Gdy jednak nie dokonujemy wyborów, przytłoczeni nadmiarem możliwości, wolność może stać się obciążeniem, prowadzić do frustracji i stać się przedmiotem chaotycznych eksperymentów.

W jaki sposób powinniśmy reagować na akty drastycznej przemocy z udziałem młodzieży?  Czy możemy coś zrobić, by takich sytuacji było jak najmniej?

Przypominam, że celowo koncentruję się tu na perspektywie długofalowej, a nie na bezpośrednich działaniach powołanych do tego służb. Dramatyczne wydarzenia, takie jak ataki z udziałem nastoletnich nożowników to dla nas budzik. I powinniśmy się budzić, jeśli nie chcemy za kilkanaście lat rzeczywiście obudzić się w brutalnym świecie, którego nie będziemy już poznawać. Ale ważne jest to, by mieć świadomość, że nie musimy mieć natychmiastowych recept. Nie chodzi o nasze dobre samopoczucie, płynące ze świadomości, że zareagowaliśmy, że coś zrobiliśmy. Nie chodzi o pozorne działania. Rzeczy ważne domagają się czasu. To, czego potrzebujemy jako społeczeństwo to głębokiego namysłu, rozmowy i prawdziwej przemiany.

Jedną z rzeczy, którą można i należy zrobić jest ograniczenie dostępu dzieci i młodzieży do mediów społecznościowych, a także do niszczącej ich psychikę internetowej pornografii. To bardzo ważne. Potrzebne są jednak także środki pozytywne. Zarówno te do zastosowania na poziomie indywidualnym, jak i te, które dotyczą wymiaru społecznego, strukturalnego.

Jakie są zatem te pozytywne propozycje?

W wymiarze indywidualnym możemy dużo zrobić w różnych rolach: np. jako rodzic, jako nauczyciel, jako wychowawca. Osoby, które pragną wspierać młodych mają bardzo dużo dobrych podpowiedzi, jak to robić. Są dobre książki, podcasty. I to jest dobre dla osób, które chcą to zastosować, by lepiej wspierać. Na pewno trzeba rozmawiać z dzieckiem, nastolatkiem; wiedzieć, co robi, umieć wysłuchać ale także umieć stawiać granice. Ale słuchanie i stawianie granic nie wystarczą, jak nie będzie relacji, miłości i okazywania miłości.

Pokazują to badania prowadzone przez nasz Instytut Profilaktyki Zintegrowanej wśród ponad 20 tys. młodych osób w wieku od 5 klasy szkoły podstawowej do liceum. Rodzic – autorytet, rodzic, który wysłuchuje i rodzic, który przy tym wszystkim okazuje miłość. Te trzy elementy. Relacje z takimi właśnie rodzicami sprzyjają lepszej kondycji psychicznej młodych ludzi.

Ważne są również relacje z nauczycielem – sprawiedliwym, informującym, takim, który porozmawia, kiedy trzeba. Ważne, by nauczyciel stawał się prawdziwym wychowawcą.

Zauważmy, jak wiele tablic pamiątkowych czy pomników, zwłaszcza w małych miejscowościach, które powstały z inicjatywy lokalnych społeczności, jest poświęconych właśnie wychowawcom – osobom wspominanym nieraz przez całe życie, bo tyle im zawdzięczamy. Te tablice i pomniki powstają ponad podziałami społecznymi czy politycznymi. Etos wychowawcy jest bardzo mocno zakorzeniony w polskiej kulturze.

Niestety, obecny system edukacji temu nie sprzyja. Żeby być wychowawcą z prawdziwego zdarzenia i rozwijać się w tym kierunku, trzeba mieć pewną swobodę rozwoju osobowości jako nauczyciel. Nie można być po prostu wykonawcą poleceń jako trybik w systemie. Trzeba mieć przestrzeń, by stawać się kimś więcej. Obecnie można się spodziewać, że człowiek niezależny, samodzielny, odważny, z nieszablonowymi pomysłami, który szuka pracy, będzie polską szkołę omijał szerokim łukiem. A jeśli jednak zaryzykuje i spróbuje tam o coś zawalczyć, coś zrobić po swojemu, dostanie zapewne po głowie.

Powinno być odwrotnie. Powinniśmy się poważnie zastanowić, co zrobić, by właśnie takie osoby przyciągać do zawodu nauczyciela.

Właśnie – co zrobić? I o jakich jeszcze systemowych zmianach powinniśmy myśleć?

O jednej zmianie już wspominałem – religia i etyka w szkole jako obligatoryjny wybór. Potrzebne byłoby także bardziej konsekwentne stosowanie zasady pomocniczości i nie wtrącanie się państwa w wychowanie dziecka przez rodziców. Trzeba by także odejść od centralnego zarzadzania systemem edukacji, w którym dyrektorzy szkół i nauczyciele są zamieniani w wykonawców poleceń, a ginie indywidualna, podmiotowa rola wychowawcy, mentora, duchowego i intelektualnego przewodnika.

Marzę o szkole dużo bardziej samorządnej, której nie reguluje w szczegółach minister. Marzę o tym, by możliwe było prowadzenie szkół i nauczanie na bardzo różne sposoby – zgodnie z pomysłami i wizjami konkretnych dyrektorów i wychowawców, oczywiście w uzgodnieniu z potrzebami i pragnieniami rodziców. Taka różnorodność dałaby naszemu systemowi edukacyjnemu dużo większą elastyczność i zdolność do radzenia sobie z dzisiejszą trudną i niestabilną rzeczywistością. Moglibyśmy mieć pewne porównanie, zobaczyć, które rozwiązania się sprawdzają lepiej, które gorzej i w jakich sytuacjach. Szkoły mogłyby te sprawdzone rozwiązania kopiować, uczyć się od siebie nawzajem, a eliminować pomysły, które może kiedyś były dobre, ale w obecnych warunkach działają o wiele gorzej. Trochę na zasadzie mechanizmu ewolucji.

Jestem przekonany, że to sprawdziłoby się o wiele lepiej niż uniformizowanie i centralne wprowadzanie jednolitych zasad. Nawet jeśli wdrożymy centralną zasadę, dzięki której w żadnej polskiej szkole nie pojawi się już nigdy żaden nożownik, bo będą wykrywacze metalu, to i tak brniemy w złudzenie. A co z nożami porcelanowymi? A co gdy pojawi się podpalacz?

Wydaje mi się niestety, że od szeregu lat zmierzamy coraz bardziej ku uniformizacji i technokratycznemu, centralnemu sterowaniu szkołą. A kształtowanie człowieka to wynik relacji wychowawcy i ucznia, a nie efekt zuniformizowanej procedury.

Innym ważnym aspektem jest wzrost przestrzeni do działania dla organizacji młodzieżowych w rodzaju harcerstwa, w których niegdyś wychowywały się całe pokolenia młodzieży. Renesans takich organizacji być może mógłby być jakąś odpowiedzią na dzisiejsze problemy, bo odpowiedzią na pokusy i niebezpieczeństwa wsiąkania w świat wirtualny może być mocne i atrakcyjne przeżycie w świecie realnym – doświadczenie dziczy, możliwość przeżycia przygody, sprawdzenia się, nauczenia się konkretnych praktycznych umiejętności.

Na czym polega profilaktyka, którą proponuje kierowany przez pański instytut?

Instytut Profilaktyki Zintegrowanej, jak nazwa wskazuje, tworzy profesjonalne programy profilaktyczne, których celem jest zapobieganie niekorzystnym zjawiskom czy zachowaniom wśród młodzieży w sposób całościowy, właśnie zintegrowany.

Nie chcemy koncentrować się na objawach, które przecież się zmieniają. W niektórych szkołach pojawił się problem z dopalaczami, więc w całej Polsce ruszają programy profilaktyki związanej z tym zjawiskiem – tam gdzie trzeba i gdzie nie trzeba. A efekt bywa odwrotny, bo duże grupy dzieci przez taki program mogą się dowiedzieć o istnieniu dopalaczy i zainteresować tym.

Idą kolejne fale zjawisk nagłaśnianych przez media. Przemoc wśród kibiców, anoreksja, COVID i izolacja, wzmożenie depresji i samobójstw, zaburzenia tożsamości płciowej, zagrożenie nadużywaniem ekranów… To są objawy. Mogą być różne. Nie możemy co kilka miesięcy przerzucać całej uwagi na kolejne zagrożenia pozostałe ignorując i spychając na daleki plan.

Podejście zintegrowane to jest próba spojrzenia na cały obraz. Wiemy z badań, że są czynniki wspólne, które chronią jednocześnie przed wieloma zagrożeniami i problemami, i jeśli dobrze to zrozumiemy i skoncentrujemy się właśnie na tych czynnikach, to możemy realnie pomóc młodemu człowiekowi w poskładaniu siebie, znalezieniu wsparcia czy obraniu właściwego kierunku w życiu.

Od 20 lat w wielu szkołach realizowany jest nasz program „Archipelag Skarbów”. Obecnie obejmujemy rocznie ponad 20 tys. młodych w wieku od 14 do 16 lat. Realizują go specjalnie przygotowani trenerzy, którzy wskazują młodym styl życia, którym również sami żyją. Podobnie jest w przypadku programu „Gwiazda mocy” przeznaczonego dla nieco młodszych – w wieku 12-13 lat, w którym co roku uczestniczy kolejnych kilka tysięcy uczniów. To są programy, których celem jest zapobieganie różnym zagrożeniom jednocześnie. To 2 dni intensywnych warsztatów, które nie zastąpią codziennej pracy wychowawczej, ale są silnym pozytywnym impulsem pokazującym młodemu człowiekowi jego własny potencjał; są one impulsem pokazującym, dlaczego podejmowanie różnych ryzykownych zachowań utrudnia realizację własnych marzeń i dążeń, a także rozbudzającym wiarę, że dobra, owocna droga życia jest w jej/jego zasięgu, a w trudnościach można i warto szukać wsparcia.

Staramy w ramach tych programów zainspirować pozytywną modę wśród młodzieży, odwagę do uzewnętrzniania mądrych i zdrowych postaw, a zarazem przełamać tendencję do popisywania się przed rówieśnikami tym co złe.

Proponujemy też wiele kilka innych programów, które mogą być realizowane już nie przez wyspecjalizowanych trenerów, ale przez wychowawców czy nauczycieli po odpowiednim przeszkoleniu. Najważniejsze z nich to „Nawigacja w każdą pogodę”, „Trzy koła”. Ten pierwszy rozwijamy od okresu epidemii i łączymy w nim pracę profilaktyczną z profesjonalną diagnozą całego środowiska szkolnego (uczniowie, rodzice, nauczyciele). Ten drugi, opracowany przez Fundację Wychowawców i Młodzieży „Prom” uczy jak włączać pracę wychowawczą i profilaktyczną w codzienny rytm funkcjonowania klasy.

Wiedza na temat profesjonalnej profilaktyki jest w Polsce dobrze rozwinięta i znana w kręgu profesjonalnych profilaktyków. Żałuję, że cała koncepcja przedmiotu „Edukacja zdrowotna” powstała bez uwzględnienia tej wiedzy, w oderwaniu od środowisk od dziesięcioleci rozwijających polski system profilaktyki. Żałuję też, że zlikwidowano „Wychowanie do życia w rodzinie” zamiast ten cenny i szczególnie dziś potrzebny przedmiot wzmocnić i nieznacznie zreformować.

Potrzebujemy dziś poważnej debaty prowadzonej w szacunku dla różnorodności i autonomii rodziców i szkół, a nie kolejnych wcieleń politycznego centralizmu.

Szymon Grzelak – dr psychologii, założyciel i prezes Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, prezes European Institute for Integrated Prevention, badacz i praktyk z ponad 30-letnim doświadczeniem specjalizujący się w tematyce wychowania, profilaktyki problemów młodzieży oraz edukacji w sferze miłości i seksualności. Autor szeregu publikacji naukowych i popularnonaukowych, a także ekspertyz i raportów dla centralnych instytucji i agencji państwowych.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.