Ukraina: nuncjusz o postrzeganiu wojny przez Stolicę Apostolską
20 marca 2026 | 18:08 | st | Kijów Ⓒ Ⓟ

O stanowisku Stolicy Apostolskiej wobec wojny w Ukrainie, papieskim nauczaniu na temat wojny, a także swoich osobistych doświadczeniach, które wywarły na nim największe wrażenie powiedział w wywiadzie dla agencji Ukrinform nuncjusz apostolski w Kijowie, arcybiskup Visvaldas Kulbokas.
Christia Rawliuk (Ukrinform): Jak Stolica Apostolska ocenia dziś pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę z moralnego punktu widzenia?
Abp Visvaldas Kulbokas: Jak wiemy, Stolica Apostolska jest organem zarządzającym Kościoła katolickiego. W historii Kościoła – choćby w XI–XII wieku – zdarzały się błędy i decyzje budzące wątpliwości. Współczesny Kościół jednak jasno rozumie, że nie istnieje żaden argument, który mógłby usprawiedliwić zabijanie.
W przypadku tej wojny mamy do czynienia z masową przemocą – z inwazją jednego państwa, Rosji, na terytorium Ukrainy. Nie ma argumentów, które mogłyby uzasadnić takie działania ani zmniejszyć odpowiedzialność Rosji. Pozostaje jednak kwestia języka. Ocena moralna jest jednoznaczna, natomiast papież, biskupi i księża zastanawiają się, jakimi słowami o tym mówić.
Co najbardziej poruszyło Księdza Arcybiskupa podczas pobytu na Ukrainie w czasie wojny?
– Najsilniejsze wrażenie wywarł na mnie fakt, że broni się przede wszystkim naród ukraiński. Nawet jeśli Ukraina ma międzynarodowych partnerów i otrzymuje wsparcie, to w rzeczywistości walczy sama. Dlatego jest to bardziej wysiłek narodu niż samego rządu. To zwykli ludzie: cywile, kapelani, żołnierze, którzy przecież także są cywilami.
Drugim poruszającym aspektem było bezpośrednie doświadczenie wojny – kontakt z rannymi i świadomość śmierci. To dramatyczne i tragiczne, ale w pewnym sensie również duchowy przywilej, możliwość zetknięcia się z tak głębokim cierpieniem i ludzkimi ranami.
Trzeci aspekt to przekonanie, że na poziomie międzynarodowym wciąż nie wszyscy rozumieją wagę tej wojny. Nie chodzi tylko o pomoc Ukrainie, stawką jest przyszłość wszystkich. Albo wspólnie sprzeciwimy się wojnie, albo będzie się ona rozprzestrzeniać.
Dlaczego nie wszyscy w społeczności międzynarodowej to rozumieją?
– Jednym z powodów jest dystans. Będąc daleko od wojny, łatwo funkcjonować w świecie teorii, wierzyć, że wystarczy dialog czy rozmowa. Brakuje praktycznego zrozumienia, czym naprawdę jest wojna i jak osiągnąć trwały pokój. Dużą rolę odgrywa również propaganda, która próbuje tworzyć argumenty usprawiedliwiające wojnę.
Czy jest historia z czasu pełnoskalowej inwazji, która szczególnie zapisała Ekscelencji w pamięci?
– Największe wrażenie robią na mnie żołnierze. Przykładem jest sierżant z jednostki operacji specjalnych, który wykonuje niezwykle niebezpieczne zadania, także za linią frontu. Zapytałem go, ilu jego towarzyszy zginęło w ciągu czterech lat wojny. Odpowiedział, że nikt. Byłem zaskoczony. Wyjaśnił: „Zawsze idę z nimi i nieustannie się za nich modlę”. Nie jest katolikiem, lecz prawosławnym, ale modli się zarówno za siebie, jak i za swoich ludzi.
Słyszałem też inne podobne historie – żołnierzy, którzy przeżyli ataki dronów i łączyli to z modlitwą swoich bliskich. W rejonie Zaporoża pewien pułkownik opowiadał, że wraz z kapelanem znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Byli przekonani, że to koniec. Nagle sytuacja się odwróciła i nadeszła pomoc. Później, biorąc do niewoli dwóch przeciwników, zapytali, dlaczego nie zaatakowali. Odpowiedź brzmiała: „Bo było was tam bardzo wielu”. Takie doświadczenia bywają odbierane jako szczególna, niemal cudowna ochrona.
Z drugiej strony zaskoczyło mnie, że jedność religijna i wspólna modlitwa różnych wyznań pojawia się głównie przy okazji ważnych rocznic, jak 24 lutego. Chciałbym, aby taka jedność była bardziej codzienna.
Czy Watykan używa w swojej dyplomacji pojęć „agresja” i „agresor”?
– Stolica Apostolska to nie tylko papież, ale także jej przedstawiciele, na przykład sekretarz stanu czy reprezentanci przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na tym poziomie, bardziej technicznym, określenia takie jak „agresja” czy „agresor” rzeczywiście się pojawiają.
Papież natomiast częściej posługuje się językiem moralnym. Opisuje wojnę Rosji przeciwko Ukrainie jasno, choć nie zawsze używa tych konkretnych terminów. Może to wynikać z chęci pozostawienia otwartej drogi do dialogu i niezamykaniu drzwi całkowicie przed stroną agresora. W kulturze zachodniej każde słowo ma znaczenie, dlatego sposób formułowania wypowiedzi jest tu szczególnie istotny i bywa przedmiotem dyskusji.
Czy dobrze zrozumiałam, Wasza Ekscelencjo, że używa Ksiądz Arcybiskup słów „agresor” i „agresja”?
– Używam ich, ponieważ jest to dla mnie bardzo ważne, nie tylko z uwagi na moje doświadczenie pracy w Rosji, ale także znajomość kultury tego kraju i jego mieszkańców. Uważam, że w kontaktach z Rosją i Rosjanami jasność przekazu pomaga, choć jest to moje osobiste doświadczenie. Nie wszyscy moi koledzy je podzielają.
Trwa już piąty rok pełnoskalowej inwazji i — niestety — bardzo dużo mówi się o pokoju. Czy osobiście widzi Ksiądz Arcybiskup nadzieję na jego osiągnięcie?
– Chciałbym podzielić się pewnym doświadczeniem. W tych dniach w Kijowie przebywał kardynał z Wielkiej Brytanii, Timothy Radcliffe, uczestnik ostatniego konklawe. Rozmawialiśmy o tym i podkreślił on wymiar duchowy: nawet gdy wydaje się, że nie ma podstaw, by sądzić, iż pokój zostanie osiągnięty, bo logika na to nie wskazuje – chrześcijańska nadzieja pozostaje.
Sam również czasem zadaję sobie pytanie: jaki argument daje nam podstawy, by wierzyć w pokój? Prawo międzynarodowe, gdzie ono jest? Co może zrobić społeczność międzynarodowa? Czy wysiłki polityczne i dyplomatyczne są wystarczające? Uważam, że nie.
Z duchowego punktu widzenia jednak, także w rozmowie z kard. Radcliffe’em, wybrzmiewa przekonanie, że nawet gdy ludzka logika nie daje nadziei, my – jako chrześcijanie – powinniśmy kontynuować wysiłki, wierząc, że Bóg nam pomoże. W tym sensie nadzieja zawsze istnieje i należy dalej działać na rzecz prawdziwego pokoju.
Jakie granice są nie do przyjęcia dla pokoju w rozumieniu Stolicy Apostolskiej? Na przykład aneksja terytorium czy niszczenie tożsamości narodowej. Czy są jeszcze inne warunki, które nie mogą zostać zaakceptowane?
– Nie sądzę, aby w Stolicy Apostolskiej rozpatrywano takie kwestie w kategoriach konkretnych granic. W rozmowach z kierownictwem Sekretariatu Stanu podkreśla się, że w przypadku Ukrainy decydujące znaczenie mają sam naród ukraiński i jego władze. To one muszą określić, jakie porozumienia są możliwe i gdzie przebiegają czerwone linie, których nie można przekroczyć. Papież podkreśla, że Ukraina ma swoją konstytucję, obejmującą również terytoria obecnie okupowane. Jest to przypomnienie o konieczności poszanowania integralności państwa ukraińskiego.
Czy zdaniem Ekscelencji możliwy jest sprawiedliwy pokój bez uznania, kto jest agresorem w tej wojnie?
– Osobiście uważam, że nie, z moralnego punktu widzenia. Ludzka natura jest taka, że jeśli nikt nie nazwie jasno rzeczy po imieniu, jeśli nie powie sprawcy, że jest agresorem i że odpowiada za zabójstwa oraz masowe zbrodnie, bardzo trudno jest go powstrzymać.
Brak jasnych i jednoznacznych kategorii utrudnia zatrzymanie przemocy i sprzyja jej eskalacji. W państwach rolę powstrzymywania agresji pełnią policja i sądy. Podobnie powinno to wyglądać na poziomie międzynarodowym. To jest również stanowisko, które staram się przekazywać moim przełożonym.
Czy Stolica Apostolska może być platformą negocjacji między Rosją a Ukrainą? A jeśli tak, to na jakich warunkach?
– Nie sądzę, by Stolica Apostolska była szczególnie atrakcyjna dla Rosji, choćby ze względu na dominujący tam Rosyjski Kościół Prawosławny. Teoretycznie jednak – i w moich modlitwach – proszę o to, by mogła stać się takim forum. Już teraz podejmowane są działania w obszarze humanitarnym. Jeśli z czasem przełożą się one także na poziom polityczny, byłoby to bardzo pozytywne.
Warto też zauważyć, że Stolica Apostolska jest postrzegana przez przedstawicieli różnych Kościołów i religii jako platforma moralna, nie dlatego, że jest Kościołem katolickim, lecz ze względu na swój charakter. Nie jest państwem o charakterze politycznym ani sojusznikiem wojskowym, ani NATO, ani Ukrainy. Nie może być moralnie neutralna, ale też nie powinna być postrzegana jako arena polityczna. Dlatego uważam, że mogłaby odegrać taką rolę, choć wiele zależy od gotowości Rosji.
Dziękuję. Według doniesień medialnych Stolica Apostolska wielokrotnie pośredniczyła w procesie wymiany jeńców. Czy dysponują Państwo potwierdzonymi kanałami komunikacji dotyczącymi negocjacji w sprawie dzieci deportowanych z Ukrainy? Czy można podać przykłady konkretnych sukcesów?
– Jeśli chodzi o dzieci, rozmawiałem na ten temat z komisarzem ds. praw człowieka, Dmytro Łubinecem. Interesowało mnie, ile dzieci powróciło dzięki inicjatywom Stolicy Apostolskiej. Odpowiedział, że trudno podać dokładną liczbę, ponieważ jest to efekt wspólnych działań. Często dzieci wracają różnymi, czasem pośrednimi drogami, ale moralny wpływ Stolicy Apostolskiej, podobnie jak Kataru i innych państw, odgrywa istotną rolę.
Podkreślił, że jest to wspólny wysiłek i że Ukraina jest za niego wdzięczna. Stolica Apostolska nie dysponuje środkami nacisku gospodarczego, militarnego ani politycznego, jej wpływ ma przede wszystkim charakter moralny. W praktyce polega to m.in. na przekazywaniu list dzieci i jeńców. Jeśli chodzi o konkretne liczby osób, które powróciły dzięki tym działaniom, nie udało się uzyskać jednoznacznej odpowiedzi.
W jaki sposób Stolica Apostolska popiera prawo Ukrainy do samoobrony zgodnie z nauczaniem katolickim i prawem międzynarodowym?
– Prawo międzynarodowe jest bardzo jasne, choć niestety obecnie mówi się o nim zbyt rzadko, zarówno w krajach europejskich, jak i na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dla Stolicy Apostolskiej ma ono jednak fundamentalne znaczenie. Gdyby nie istniało, nie byłoby poszanowania zasad, a o wszystkim decydowałaby wyłącznie siła militarna lub posiadanie broni jądrowej. Taki porządek świata byłby nie do przyjęcia.
Nie chodzi tu jednak wyłącznie o prawo międzynarodowe, lecz również o wymiar moralny. Już w Piśmie Świętym, zarówno w Starym Testamencie, jak i w nauczaniu Jezusa, powtarza się wezwanie do poszanowania życia, własności i godności drugiego człowieka. Człowiek nie ma prawa odbierać życia innym ani zawłaszczać tego, co do niego nie należy. Tymczasem w sytuacji wojny dochodzi do ingerencji w życie ludzi, ich majątek i całe wspólnoty, co stanowi głęboki brak szacunku zarówno wobec człowieka, jak i Boga.
Ekscelencjo, co Ksiądz Arcybiskup przekazuje obecnie Papieżowi Leonowi XIV na temat Ukrainy?
– Papież Leon przyjął mnie w czerwcu, podczas mojej wizyty w Rzymie. Spotkanie trwało ponad 40 minut i przebiegało w atmosferze wielkiego szacunku. Zostałem poproszony o podzielenie się moimi obserwacjami, zarówno w wymiarze duchowym, jak i moralnym, dotyczącymi sytuacji w Ukrainie.
Oczywiście nie jestem jedynym źródłem informacji dla papieża. Prezydent Wołodymyr Zełenski spotykał się z nim wielokrotnie, być może nawet częściej niż ja. Dlatego bardzo cieszy mnie każda wizyta delegacji z Ukrainy, każda z nich wnosi nowe spojrzenie i podkreśla inne aspekty sytuacji. Nawet wielogodzinne rozmowy nie wystarczyłyby, aby w pełni oddać złożoność tej rzeczywistości.
Czy Ukraina zmieniła się w ciągu czterech lat od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji?
– Tak, Ukraina się zmieniła. Przede wszystkim zrozumiała, choć w bolesny sposób, że nie może polegać wyłącznie na pomocy z zewnątrz. To dramatyczne doświadczenie, ale jednocześnie ważna lekcja: jeśli sami nie podejmiemy działania, nikt nie zrobi tego za nas.
Z drugiej strony widoczne są także pozytywne zmiany. W 2026 roku, po raz pierwszy, dzień 24 lutego został wyraźnie ustanowiony dniem modlitwy. To ważny krok ze strony władz państwowych. Choć nadal potrzebna jest większa jedność, zarówno między rządem a Kościołami, jak i między samymi Kościołami, dostrzegam pewne oznaki postępu. Jest ich wciąż za mało, ale są powody do nadziei, że będzie ich przybywać.
Czy rozważana jest wizyta papieża w Ukrainie?
– W tej sprawie przedstawiam raporty i propozycje, to należy do moich obowiązków. Papież nie ma jednak obowiązku informować mnie o swoich decyzjach.
Z duchowego punktu widzenia taka wizyta miałaby ogromne znaczenie. W rozmowach z kapelanami widzę, jak bardzo w czasie wojny potrzebne jest wsparcie duchowe. Ludzie zadają sobie pytanie o sens cierpienia i przemocy. Odpowiedź, jaką daje wiara chrześcijańska, brzmi: Bóg jest z człowiekiem nawet w najtrudniejszych chwilach. Nawet jeśli człowiek doświadcza śmierci, nie jest opuszczony przez swojego Stwórcę. Ta nadzieja jest jednym z najważniejszych darów, jakie Kościół może ofiarować.
Na ten moment nie ma jednoznacznej decyzji w sprawie wizyty papieża. Słyszałem jedynie, że temat jest rozważany. Nie mam konkretnych informacji – pozostaje nadzieja.
Jakie przesłania Stolicy Apostolskiej nie zostały w pełni usłyszane przez ukraińskie społeczeństwo?
– Z mojego doświadczenia wynika, że Stolica Apostolska przede wszystkim słucha. Podczas spotkania papież powiedział do mnie: „Nie wiem nawet, o co cię zapytać — mów”. To wyraz ogromnego szacunku i świadomości, że nie można pouczać z dystansu.
Nie odniosłem wrażenia, aby Stolica Apostolska chciała narzucać Ukrainie sposób postępowania. Przeciwnie, odczuwam przede wszystkim wsparcie duchowe i humanitarne. Obejmuje ono m.in. dostarczanie leków, generatorów czy pomoc dla kuchni polowych.
Jednocześnie uważam, że Ukraina powinna jeszcze mocniej podkreślać wymiar duchowy tej wojny. Agresja militarna jest bowiem nie tylko zbrodnią przeciwko ludziom, ale także przeciwko Bogu.
Z tej perspektywy Ukraina, choć jest ofiarą w sensie materialnym, duchowo znajduje się w innej sytuacji niż agresor. To Rosja, jako państwo prowadzące wojnę, ponosi ogromną odpowiedzialność moralną. W tym sensie jej duchowa kondycja jest znacznie trudniejsza.
Jak w Watykanie ocenia się rolę rosyjskich przywódców religijnych?
– Należy spojrzeć na to w szerszym kontekście historycznym. Kościół katolicki również nie zawsze właściwie realizował przesłanie Ewangelii. W przeszłości dochodziło do poważnych nadużyć i manipulacji. Dziś jednak świadomość ta jest znacznie większa, a zasady prawa międzynarodowego pomagają w ich właściwym rozumieniu. Tym bardziej niezrozumiałe jest poparcie dla wojny ze strony niektórych rosyjskich przywódców religijnych.
Papież Leon wielokrotnie podkreślał, m.in. podczas spotkania z korpusem dyplomatycznym, że religia nigdy nie może usprawiedliwiać wojny ani agresji. Zwracał również uwagę, że państwa nie mają prawa manipulować religią dla własnych celów politycznych.
Ma Ekscelencja na myśli Federację Rosyjską. Czy widzi Ksiądz Arcybiskup ryzyko, że dialog z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, bez jej jednoznacznych oświadczeń dotyczących wojny, może prowadzić do jej legitymizacji?
– Ryzyko to jest oczywiście ogromne i realne. Dlatego uważam, że prowadzenie takiego dialogu wymaga szczególnej uwagi i starannego przygotowania. Nie wszystko musi być komunikowane publicznie, jednak niezwykle ważne jest jasne stanowisko: brak zgody na wspieranie wojny czy próby jej usprawiedliwiania. Tylko przy takim podejściu dialog nabiera powagi i wiarygodności.
Jak zmieniła się działalność nuncjatury w czasie pełnoskalowej inwazji i jakie są obecnie Państwa codzienne priorytety?
– Pełnoskalowa inwazja przyniosła ogrom wyzwań. Znaczna część naszej pracy to spotkania i kontakty, zarówno z delegacjami oficjalnymi, jak i przedstawicielami Kościołów, dziennikarzami czy organizacjami społecznymi. W 2022 roku próbowałem nawet oszacować, ile czasu spędziłem na rozmowach telefonicznych, myślę, że około 25 proc. mojego czasu po 24 lutego zajmowały rozmowy z biskupami i księżmi, którzy dzielili się swoimi opiniami i propozycjami dotyczącymi działań papieża.
To pochłaniało ogromną ilość czasu, którego brakowało na inne zadania. Jednocześnie pojawiły się poważne wyzwania humanitarne: sytuacja dzieci, jeńców cywilnych i wojskowych. Choć zajmują się nimi wyspecjalizowane instytucje, takie jak rzecznicy praw człowieka czy Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, Stolica Apostolska również aktywnie uczestniczy w tych działaniach.
Istotnym obszarem pozostaje także pomoc humanitarna i finansowa. Większość wsparcia trafia poprzez organizacje takie jak Caritas Ukraina, Caritas Spes, Zakon Maltański oraz różne zgromadzenia zakonne. Szacunkowo łączna wartość tej pomocy przekroczyła już miliard dolarów.
Do tego dochodzą liczne podróże, inicjatywy takie jak „Formuła Pokoju”, spotkania międzynarodowe i konferencje. Największym wyzwaniem w mojej pracy jest dziś pogodzenie wszystkich tych priorytetów.
Dlatego kluczowe jest ich właściwe uporządkowanie. Dla Stolicy Apostolskiej i Nuncjatury Apostolskiej najważniejsze są międzynarodowe kwestie humanitarne, szczególnie los dzieci i jeńców. Następnie istotne są działania humanitarne wewnątrz kraju oraz szeroko rozumiany aspekt informacyjny, który pomaga lepiej zrozumieć sytuację.
Kościół katolicki w Ukrainie cieszy się ugruntowaną pozycją i szacunkiem społecznym. Istnieje jednak dodatkowy problem związany z przechodzeniem wielu wspólnot z tzw. patriarchatu moskiewskiego do patriarchatu ukraińskiego. Jak Stolica Apostolska ocenia te procesy?
– Jeszcze przed wybuchem wojny, gdy powstawał Prawosławny Kościół Ukrainy, uczestniczyłem w spotkaniach w Watykanie. Wniosek był jasny: Kościół katolicki nie powinien ani komentować, ani ingerować w wewnętrzne sprawy prawosławia. Jako nuncjusz uważam jednak, że – niezależnie od różnic prawnych – ważne jest dążenie do jedności, przynajmniej w wymiarze moralnym. Kościoły powinny się wzajemnie wspierać.
Jakie informacje przekazuje Ekscelencja obecnie do Watykanu i w jakim stopniu wpływają one na stanowisko papieża?
– To moja codzienna praca. Niedawno pojawił się raport Niezależnej Międzynarodowej Komisji dotyczący nielegalnie deportowanych dzieci. Analizuję takie dokumenty, podkreślam kluczowe aspekty, zwłaszcza te związane z prawem międzynarodowym oraz zbrodniami wojennymi i przeciwko ludzkości.
Moim zadaniem nie jest jedynie przekazywanie informacji, lecz ich interpretacja i akcentowanie najważniejszych kwestii. Trudno jednak ocenić, w jakim stopniu wpływa to na stanowisko Stolicy Apostolskiej, ponieważ dociera tam głos bardzo wielu środowisk: biskupów, przedstawicieli innych Kościołów, władz państwowych czy organizacji międzynarodowych. Każdy wnosi swój wkład.
Ekscelencjo, dziękuję za tę rozmowę, za wsparcie dla Ukrainy oraz za działania podejmowane przez Stolicę Apostolską w czasie wojny. Mam nadzieję, że nasza kolejna rozmowa odbędzie się już w czasie sprawiedliwego pokoju.
– Dziękuję. Tak, sprawiedliwego i prawdziwego pokoju.
Rozmawiała: Christia Rawliuk, Ukrinform
Visvaldas Kulbokas urodził się 14 maja 1974 r. w Kłajpedzie. W 1992 r. ukończył szkołę średnią w Kłajpedzie i wstąpił do Seminarium Duchownego w Telszach. W latach 1994–2004 studiował w Rzymie na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża, gdzie uzyskał stopień doktora teologii (2001) oraz licencjat z prawa kanonicznego (2004).
19 lipca 1998 r. przyjął święcenia kapłańskie i jest inkardynowany do diecezji telszańskiej.
W latach 2001–2004 studiował w Papieskiej Akademii Kościelnej. 1 lipca 2004 r. rozpoczął pracę w dyplomaci watykańskiej jako sekretarz przedstawicielstwa Stolicy Apostolskiej w Libanie (2004–2007). W latach 2007–2009 pracował w nuncjaturze w Holandii, a następnie w Rosji (2009–2012). W latach 2012–2020 pracował w Sekcji do spraw Stosunków z Państwami Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. W latach 2020–2021 był radcą nuncjatury w Kenii.
15 czerwca 2021 r. papież Franciszek mianował ks. Visvaldasa Kulbokasa nuncjuszem apostolskim na Ukrainie i arcybiskupem tytularnym Martanae Tudertinorum. Święcenia biskupie przyjął 14 sierpnia 2021 r. w katedrze św. Stanisława i Władysława w Wilnie. Głównym konsekratorem był kardynał Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, a współkonsekratorami arcybiskup Wilna Gintaras Grušas oraz biskup diecezji telszańskiej, Algirdas Jurevičius.
1 października 2021 r. — wręczył listy uwierzytelniające prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu.
Oprócz języka litewskiego posługuje się językiem włoskim, francuskim, hiszpańskim, angielskim, ukraińskim i rosyjskim.
Pozostał w Kijowie po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji rosyjskiej 24 lutego 2022 roku. 2 czerwca 2022 r otrzymał ukraiński order „Za Zasługi” II klasy, za znaczące osobiste zasługi w umacnianiu współpracy międzypaństwowej, wspieraniu niepodległości i integralności terytorialnej Ukrainy oraz owocną działalność dyplomatyczną.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

