Ukraina: pokój między braćmi nadzieją na pojednanie
01 sierpnia 2026 | 19:49 | S. Alina Anastazja Petrauskaitė, SCM, VaticanNews | Rzym Ⓒ Ⓟ
Fot. Jusepe de Ribera - 1. allposters.co.uk2. Nieznane3. Bridgeman Art Library: Object 86563, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=7063677 (skadrowane)Pokój między braćmi należącymi do różnych gałęzi zakonu staje się znakiem, że pojednanie i jedność są możliwe również między ludźmi – powiedział w wywiadzie dla mediów watykańskich przełożony Kustodii Świętego Krzyża Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych na Ukrainie, o. Stanisław Nuckowski. Opowiada on o życiu franciszkanów konwentualnych na Ukrainie oraz o tym, jak pełnoskalowa rosyjska inwazja zmieniła ich codzienną posługę i misyjne zaangażowanie. Rozmawiała z nim s. Alina Anastazja Petrauskaitė, SCM.
S. : Ojcze Stanisławie, kiedy franciszkanie rozpoczęli swoją posługę na terenach współczesnej Ukrainy?
– Oficjalna obecność franciszkanów konwentualnych na ziemiach dzisiejszej Ukrainy sięga 1370 roku, kiedy osiedliliśmy się we Lwowie. Istnieją jednak wcześniejsze świadectwa naszej obecności – już w 1247 roku franciszkanie docierali na te tereny.
Kościół od początku prowadził działalność ewangelizacyjną. Papieże wysyłali legatów, którzy mieli prawo głosić Ewangelię i udzielać sakramentów niezależnie od ówczesnych podziałów politycznych czy jurysdykcyjnych. To charakterystyczna cecha średniowiecza. Choć Europa była wówczas podzielona między liczne księstwa, a granice często się zmieniały, misja Kościoła pozostawała niezmienna – głoszenie Dobrej Nowiny.
Pierwsze dziesięciolecia istnienia Zakonu Braci Mniejszych były okresem ogromnego zapału misyjnego. Franciszkanie wyruszali wszędzie tam, gdzie potrzebne było głoszenie Ewangelii. Wielu władców zapraszało braci na swoje ziemie, aby towarzyszyli mieszkańcom, sprawowali sakramenty, modlili się i głosili Słowo Boże. Tak właśnie rozwijała się obecność franciszkanów na terenach dzisiejszej Ukrainy.
Istotą tej misji było odpowiadanie na zaproszenie i potrzeby ludzi. Nie chodziło o zdobywanie nowych terytoriów czy narzucanie wiary. Ewangelizacja oznaczała przede wszystkim obecność, świadectwo i głoszenie Chrystusa.
Bardzo szybko franciszkanie zaczęli docierać również na obszary Europy Wschodniej. Wynikało to zarówno z misyjnego posłannictwa Kościoła, jak i z ówczesnej sytuacji politycznej. Był to czas najazdów mongolskich i tatarskich. Papieże wysyłali swoich przedstawicieli do chanów, aby prowadzić dialog, a wśród nich często znajdowali się franciszkanie.
Dialog od początku był wpisany w nasz charyzmat. Polega on na gotowości do słuchania i próbie zrozumienia drugiego człowieka – tego, dlaczego myśli i żyje inaczej oraz jak można odnaleźć to, co wspólne. Wzorcem pozostaje św. Franciszek z Asyżu, który udał się do Ziemi Świętej i spotkał z sułtanem nie jako polityk czy zdobywca, lecz jako człowiek Ewangelii. Chciał zrozumieć drugiego i podzielić się tym, czym sam żyje, pozostawiając wolność wyboru. To Bóg przemienia ludzkie serca, a człowiek jest jedynie narzędziem głoszenia Ewangelii.
Taką właśnie postawą kierowali się franciszkanie w XIII i XIV wieku. Dlatego papieże chętnie powierzali im misje dyplomatyczne i ewangelizacyjne. Już na początku XIV wieku prowincja węgiersko-czeska wysyłała braci na ziemie Europy Wschodniej, dając początek trwałej obecności franciszkanów na tych terenach.
Zakon franciszkanów konwentualnych bardzo szybko się rozwijał, ponieważ proponował nowy, ewangeliczny sposób życia – otwarty na świat, a nie zamknięty za murami klasztoru. Bracia udawali się tam, gdzie byli ludzie i gdzie potrzebna była posługa duszpasterska. Gdy zakładali nowe wspólnoty, pozostawiali współbraci do opieki nad wiernymi, co z czasem prowadziło do powstawania kolejnych klasztorów. Do XVII wieku franciszkanie dotarli aż nad Dniepr.
Mimo zmieniających się granic, wojen i rządów kolejnych imperiów zakon praktycznie nigdy nie zniknął z tych ziem. Choć w połowie XIX wieku wiele klasztorów zostało skasowanych z powodów politycznych, bracia pozostawali na miejscu i nadal prowadzili działalność duszpasterską.
Znaczące odrodzenie nastąpiło po I wojnie światowej. W 1918 roku prowincja galicyjska liczyła zaledwie pięć klasztorów, jednak właśnie z niej wysyłano misjonarzy na tereny dzisiejszej Białorusi, Litwy i Polski. To z tej tradycji wyrosły trzy współczesne prowincje franciszkanów konwentualnych w Polsce, w tym krakowska prowincja św. Antoniego z Padwy, nawiązująca do patrona dawnej prowincji galicyjskiej ze stolicą we Lwowie.
Kolejnym dramatycznym okresem była II wojna światowa oraz lata panowania systemu sowieckiego. Represje i zsyłki sprawiły, że zakon oficjalnie przestał istnieć, jednak franciszkanie nadal pozostawali na tych terenach i potajemnie pełnili swoją posługę.
Nowy etap rozpoczął się pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, gdy bracia, przede wszystkim z prowincji krakowskiej, zaczęli przyjeżdżać na teren dzisiejszej Ukrainy, prowadząc rekolekcje i wspierając parafie. Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku franciszkanie powrócili do jednego ze swoich historycznych miejsc – kościoła św. Antoniego we Lwowie, gdzie powstała pierwsza wspólnota zakonu w odrodzonej Ukrainie.
Który z waszych współbraci pozostawił znaczący ślad w historii Kościoła na ziemiach ukraińskich?
– Jedną z najważniejszych postaci był dziś już błogosławiony Jakub Strzemię – franciszkanin i arcybiskup halicki. Jako legat papieski i misjonarz został posłany na Ruś Kijowską. To właśnie on przeniósł stolicę archidiecezji z Halicza do Lwowa.
Jeśli zaś mówimy o świadkach wiary XX wieku, trzeba wspomnieć naszych współbraci – biskupa Rafała Kiernickiego i ojca Odoryka Benia. Obaj mieszkali we Lwowie i w czasach sowieckich zostali zesłani na Syberię.
Po powrocie z zesłania ojciec Rafał wrócił do Lwowa. Nie otrzymał zgody na oficjalne pełnienie posługi kapłańskiej, dlatego pracował jako dozorca i palacz. Mimo to nie zaprzestał duszpasterstwa – potajemnie sprawował sakramenty i służył wiernym.
Z kolei ojciec Odoryk Beń po opuszczeniu łagrów nie miał dokumentów pozwalających na powrót w rodzinne strony i pozostał na Syberii. Gdy w latach 30. rozpoczęto akcję zagospodarowywania dziewiczych ziem w Kazachstanie, wyjechało tam wielu wiernych pozbawionych opieki duszpasterskiej. Ojciec Odoryk zwrócił się do władz o zgodę na przeniesienie i ją otrzymał. Formalnie pracował jako robotnik kołchozu, w rzeczywistości jednak prowadził tajną posługę kapłańską.
W 1991 roku przyjechał do Polski podczas pielgrzymki św. Jana Pawła II. W czasie pobytu ciężko zachorował i zmarł. Został pochowany w klasztorze franciszkanów w Kalwarii Pacławskiej. Zamierzał wrócić do Kazachstanu, ponieważ – jak mówił – „tam są moi ludzie”, jednak jego plany pokrzyżowała śmierć.
Czy to prawda, że we Lwowie przez pewien czas mieszkał św. Maksymilian Maria Kolbe?
– Tak. Święty Maksymilian przebywał we Lwowie – studiował tutaj, a później był wykładowcą i wychowawcą w naszym seminarium. Mówiąc o franciszkanach związanych z tymi ziemiami, warto wspomnieć także Sługę Bożego Wenantego Katarzyńca. Był nieco starszy od św. Maksymiliana, ale równie gorliwie angażował się w działalność duszpasterską. Urodził się na terenie Lwowa, tutaj studiował i pełnił swoją posługę. Obecnie trwa jego proces beatyfikacyjny, który systematycznie posuwa się naprzód.
Jak dziś wygląda Kustodia Franciszkanów Konwentualnych na Ukrainie? Jakie priorytety wyznacza Ojciec swojej wspólnocie w czasie pełnoskalowej wojny?
– Obecnie mamy na Ukrainie pięć klasztorów, rozmieszczonych od wschodu po zachód kraju. Wspólnotę tworzy dwudziestu braci – dziewiętnastu posługuje na Ukrainie, a jeden kontynuuje formację w Polsce.
Nasza posługa w warunkach wojny nieustannie się zmienia, ponieważ zmienia się zarówno sytuacja na froncie, jak i potrzeby ludzi. Na początku pełnoskalowej inwazji najważniejsze było towarzyszenie osobom pogrążonym w lęku i niepewności. Ludzie przeżywali ogromny strach, zniechęcenie i poczucie beznadziei. Nie wiedzieli, co przyniesie kolejny dzień.
Dlatego bardzo mocno zaangażowaliśmy się w pomoc humanitarną. Przyjmowaliśmy osoby dotknięte wojną, udostępniając im nasze klasztory na tak długo, jak tego potrzebowały. Tym, którzy uciekali z terenów objętych walkami, oferowaliśmy schronienie, możliwość odpoczynku, posiłek, zmianę odzieży, ale także zwykłą ludzką życzliwość i słowo nadziei. Tak wyglądały pierwsze miesiące wojny – i podobnie działało wiele wspólnot zakonnych oraz parafii.
Dziś sytuacja jest już inna. Wojna nadal trwa, ale zmieniają się realia społeczne, dlatego zmienia się również charakter naszej posługi. Staramy się pomagać ludziom odzyskiwać perspektywę przyszłości. Zachęcamy ich, by znów zaczęli planować życie – na trzy miesiące, pół roku czy nawet rok do przodu. Pytamy, jak widzą swoją przyszłość i co chcą robić mimo wojny. Samych warunków wojennych nie jesteśmy w stanie zmienić, ale można nauczyć się w nich żyć, odnaleźć siebie, a przede wszystkim odnaleźć Boga. Jak dziś żyć? Jak nie stracić godności, a przede wszystkim – wiary? Trzeba pamiętać, że we wszystkim obecny jest Bóg, także w doświadczeniu tak wielkiej próby, jaką jest wojna.
Dla nas, franciszkanów, był to również ogromny sprawdzian. Musieliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, jak służyć ludziom w rzeczywistości, w której niemal całą uwagę, serce i emocje pochłania wojna. Nie chodziło już tylko o Ewangelię, rozwój duchowy czy ludzki, ale o podstawową potrzebę przetrwania. Wszyscy przeszliśmy w tryb walki o codzienność: trzeba było wytrzymać, przetrwać kolejny dzień. Jednak człowiek może funkcjonować w takim stanie przez kilka miesięcy. Kiedy wojna trwa dłużej, trzeba nauczyć się żyć w nowych, trudnych warunkach.
Dlatego naszą misją stała się przede wszystkim obecność przy tych, którzy pozostali na Ukrainie – przy naszych klasztorach i kościołach, przy ludziach potrzebujących pomocy. Chodzi o to, aby dać im poczucie bezpieczeństwa: poprzez wspólnotę, modlitwę i bliskość.
Podejmujemy także działania mające na celu tworzenie bezpiecznych miejsc – tak zwanych punktów niezłomności, a także przygotowywanie piwnic i innych przestrzeni na schrony przeciwbombowe. Chodzi o to, aby osoby, które nie mają gdzie się ukryć podczas ataków, mogły znaleźć miejsce schronienia. Ale nie tylko miejsce – również obecność drugiego człowieka: franciszkanów, naszych przyjaciół i parafian. Budowanie takich przestrzeni trwa nadal, ponieważ poczucie bezpieczeństwa i nadzieja są dziś niezwykle potrzebne.
Nasza pomoc obejmuje także tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny, aby ratować życie swoje i swoich dzieci. Wielu z nich znalazło się w obcym kraju, wśród innego języka i kultury. Choć państwa, które ich przyjęły, często okazują wielką gościnność, dla wielu osób nie jest to ich dom ani ojczyzna.
Nie możemy zapominać o tych ludziach, nawet jeśli na Ukrainie wciąż mamy wiele zadań. Niektórzy uchodźcy odnaleźli się w nowej rzeczywistości lepiej, inni mimo znajomości języka nadal przeżywają trudności. Potrzebują wsparcia osób, które znają i którym ufają – także duszpasterzy, z którymi łączy ich więź.
Wojna niszczy bowiem nie tylko miasta i domy, ale także zaufanie. Człowiek może wyjechać daleko od frontu, jednak doświadczenie wojny i jego konsekwencje pozostają w sercu. To zaufanie trzeba odbudowywać. Czasem wystarczy rozmowa telefoniczna, innym razem potrzebna jest bezpośrednia obecność i wizyta.
Taka pomoc często ma charakter nieformalny. Każdy ma swoje określone granice działania, ale ludzkie życie i potrzeby człowieka nie mieszczą się w granicach przepisów. Tam, gdzie jest człowiek – tam jest także potrzeba obecności Boga.
Posługa wobec ofiar wojny, osób doświadczających śmierci, strat i niesprawiedliwości, jest dziś niezwykle intensywna. Wpisuje się ona w samo powołanie chrześcijanina – nie tylko franciszkanina. Jezus wzywa przecież: „Jedni drugich brzemiona noście”.
Chodzi o to, by próbować wziąć na siebie ciężar drugiej osoby, pomóc jej go udźwignąć, okazać wsparcie i zrozumienie dla tego, co przeżywa. Dla człowieka, który doświadcza straty, ogromnym darem jest obecność drugiej osoby – kogoś, kto poświęca swój czas, okazuje miłość, troskę i szacunek, także wobec jego bólu, bezradności czy wewnętrznego buntu.
Ta posługa jest również nieustannym wyzwaniem. Nie można powiedzieć, że jesteśmy gotowi na każdą sytuację i znamy wszystkie odpowiedzi. Mimo zdobytego przygotowania i odbytych szkoleń każda historia ludzka jest inna i wymaga ciągłego uczenia się. Czasem coś się udaje, czasem nie – dlatego potrzebna jest pokora i nieustanne pytanie: „Panie Boże, dlaczego tutaj jestem? Do jakiej misji mnie powołujesz? Jak w tej chwili mogę ukazać tym ludziom Twoją obecność pośród ich bólu, strat, niesprawiedliwości i poczucia beznadziei?”.
To pytanie jest wyzwaniem dla każdego duszpasterza, a szczególnie dla franciszkanów.
Czy istnieje współpraca trzech gałęzi franciszkanów na Ukrainie?
– Tak, istnieje i – jak podkreślają zakonnicy – jest owocem jedności, w której obecny jest Bóg. Już w trudnych czasach po II wojnie światowej, gdy wspólnot wiernych było niewiele, a prześladowania były bardzo okrutne, rodziła się potrzeba wzajemnego wsparcia.
Po przemianach lat 90. współpraca ta jeszcze bardziej się rozwinęła. Franciszkanie zaczęli dzielić się doświadczeniami, organizować wspólne inicjatywy, rekolekcje, dni skupienia i konferencje.
Choć trzy gałęzie zakonu różnią się tradycjami, łączy je ta sama duchowość i charyzmat św. Franciszka z Asyżu. Różnice dotyczą przede wszystkim zewnętrznych form działania, zależnych od miejsc, wspólnot i konkretnych wyzwań duszpasterskich.
W świecie naznaczonym wojną i agresją franciszkanie chcą być świadkami pokoju. Pokój między braćmi należącymi do różnych gałęzi zakonu staje się znakiem, że pojednanie i jedność są możliwe również między ludźmi.
– Nie tracąc naszej różnorodności, bo przecież różnie mówimy, myślimy i wyrażamy się, odkrywamy to, co nas łączy. Jest nim wspólne pragnienie pokoju. To właśnie pokój pozwala człowiekowi rozwijać się, żyć w pełni i cieszyć się darem życia otrzymanym od Boga.
Rozmawiała S. Alina Anastazja Petrauskaitė, SCM, VaticanNews
Br. Stanisław Nuckowski urodził się 13 listopada 1981 roku w Lipnikach na Ukrainie. Do Zakonu wstąpił w 2001 roku. 24 listopada 2007 roku złożył śluby wieczyste we Lwowie, a 30 maja 2009 r. przyjął święcenia kapłańskie.
Po święceniach pracował we Lwowie (2009-2012), w Boryspolu jako proboszcz i gwardian (2012-2020) oraz w Bołszowcach (od 2020 roku).
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

